Myślę

Jak natura ludzka wpływa na decyzje inwestora, czyli rzecz o finansach behawioralnych


  • 0
(Fot. Flickr/proimos/Lic. CC by)

(Fot. Flickr/proimos/Lic. CC by)

Wydawałoby się, że człowiek, jako wysoce rozwinięta istota rozumna, potrafi wykorzystać swój mózg do podejmowania racjonalnych decyzji. Ludzka wiara we własny rozum jest niestety dosyć naiwna, ponieważ nasze umysły potrafią i lubią nas oszukiwać.

Pewne mechanizmy psychologiczne, które można porównać do algorytmu działania programu komputerowego, powodują, że myślimy i postępujemy w określony sposób. Dzieje się to poza udziałem naszej świadomości. Co gorsza, mimo posiadania wiedzy o występowaniu danej prawidłowości nadal niezmiernie trudno ją przezwyciężyć. Doskonałym przykładem są złudzenia optyczne – nawet jeśli je znamy, nasze mózgi wciąż będą im ulegać. Takich pułapek i iluzji czyha na człowieka dużo, dużo więcej…

Ostatnie lata to intensywny rozwój oraz wzrost popularności tzw. finansów behawioralnych. Zajmują się one tłumaczeniem przyczyn psychologicznych danych posunięć uczestników rynków i giełd świata. Istotą podejścia jest rezygnacja z wywodzącego się z ekonomii klasycznej założenia o racjonalności podmiotów rynkowych. Według psychologii rynków finansowych to określone efekty rządzą grą inwestorów. Ich źródła mogą być różnorakie, wszystkie jednak zakorzenione są w ludzkiej naturze.

Skłonność do oszukiwania samego siebie, mająca na celu wypracowanie lepszego zdania o sobie, a także przekonanie o nim innych to ewolucyjnie wykształcona ludzka właściwość. Nie tylko poprawia ona nasze samopoczucie, ale też sprzyja odniesieniu sukcesu w grupie. Myślenie na skróty, bazowanie na schematach, wnioskowanie na podstawie niewystarczająco dużej próby to także charakterystyczne dla ludzi zachowania. Na nasze decyzje ogromny wpływ mają również emocje.

Zdolność do ich kontrolowania oczywiście jest u poszczególnych jednostek bardzo różna, jednak nawet i te najbardziej powściągliwe nie są całkowicie odporne na ich sugestie. Wreszcie na inwestora oddziałuje także jego otoczenie. Człowiek, jako stworzenie stadne, zawsze będzie uwzględniał opinie i zachowania ludzi go otaczających. Jego wybory będą więc swoistą wypadkową sił pochodzących z zewnętrznego świata, przefiltrowanych i zmodyfikowanych przez określone efekty psychologiczne zachodzące w jego umyśle.

Pułapka gracza i nierespektowanie prawa regresji do średniej

Pułapka gracza (zwana także paradoksem hazardzisty) może dotyczyć każdej sytuacji, w której występuje czynnik losowy. Posłużmy się najprostszym przykładem, jakim jest wielokrotny rzut monetą. Łatwo ulec złudzeniu, że po długiej serii „orzełków” zwiększa się prawdopodobieństwo wypadnięcia reszki. W rzeczywistości, o ile moneta nie jest niesymetryczna, szansa na każdą ze stron jest stała i wynosi za każdym razem 50%. Podobnie może myśleć uczeń rozwiązujący test wyboru: ponieważ w trzech poprzednich odpowiedziach wybrał odpowiedz B, w kolejnym znacznie łaskawiej będzie spoglądał na te oznaczone pozostałymi literami alfabetu. Przekładając te ilustracje na rynek finansowy, inwestorzy mogą dopatrywać się występowania związku przyszłych i przeszłych stóp wzrostu i na podstawie historii antycypować przyszłe zdarzenia.

(Fot. Flickr/adrianclarkmbbs/Lic. CC by)

(Fot. Flickr/adrianclarkmbbs/Lic. CC by)

Odmienną i poniekąd przeciwną sytuacją jest przecenianie zjawisk rzadkich, a niedoszacowywanie częstych. Statystycznie rzecz ujmując, w wystarczająco długich seriach zdarzeń mają one tendencje do zbliżania się do długoterminowej średniej wartości. Naukowa nazwa dla tej właściwości nosi nazwę prawa regresji do średniej. Mówiąc kolokwialnie, ani hossa, ani bessa nie mogą trwać w nieskończoność, a wartość akcji będzie niejako ciążyć do swojej ceny wyznaczonej w długim horyzoncie czasowym.

Skłonność do doszukiwania się występowania określonych trendów na trajektoriach notowań giełdowych, szczególnie jeśli łatwo dla nich znaleźć wytłumaczenie przyczynowo-skutkowe, może doprowadzić do nierespektowania prawa regresji do średniej lub popadnięcia w pułapkę gracza. Pierwszy przypadek skłania do oczekiwania kontynuacji hossy lub bessy na giełdzie, drugi prowadzi do oczekiwania rychłej zmiany zwrotu kierunku notowań giełdowych. Oczywiście, uleganie tym efektom nie sprzyja obiektywnemu poglądowi na aktualną sytuację na giełdzie.

Nadmierna pewność siebie

Powszechną cechą ludzką jest skłonność do przeceniania własnej wiedzy i umiejętności przy jednoczesnym niedocenianiu istniejącego ryzyka i zawyżonej wiary we własną zdolność kontroli sytuacji. Taka skłonność nasila się szczególnie u kogoś, kto szybko osiągnął sukces w jakiejś nowej dla siebie dziedzinie. Człowiek na ogół tłumaczy swoje celne posunięcia własnymi kompetencjami, porażki zaś pechem i niesprzyjającymi okolicznościami. Niedocenianie procesów losowych i doszukiwanie się określonych prawidłowości, nawet jeśli takich nie ma, prowadzi do pokładania zbyt dużej ufności we własne przewidywania.

Przykładowo, typowym dla inwestorów zachowaniem jest spodziewanie się wyższej niż średnia rynkowa stopy zysku z własnego portfela inwestycyjnego. Nadmierna pewność siebie jest czynnikiem potęgującym chęć dokonania transakcji, ponieważ stanowi źródło przekonania o cenności posiadanych informacji i umiejętności do ich prawidłowej interpretacji. Należy dodać, że wiele z tych posunięć może być chybionych, a poziom ryzyka im towarzyszący niejednokrotnie jest w oczach osoby nadmiernie pewnej siebie znacząco zaniżony. Nie stanowi przy tym zaskoczenia fakt, że zjawisko to dotyczy w większym stopniu mężczyzn niż kobiet. Źródeł tego fenomenu należy upatrywać m.in. w efekcie iluzji wiedzy.

(Fot. Flickr/notsogoodphotography/Lic. CC by)

(Fot. Flickr/notsogoodphotography/Lic. CC by)

Człowiek łatwo poddaje się wrażeniu, że im więcej ma informacji, tym bardziej dogłębna jest jego wiedza o danej materii i tym trafniejsze będą jego decyzje. Tymczasem nie zawsze tak musi być. Wiedza o tym, jakie liczby wypadły w 10 ostatnich rzutach proporcjonalną kostką, nie daje podstaw do predykcji wyniku kolejnych. Łatwo jednak o złudzenie przewidywalności, jeśli 8 na 10 wyników stanowiła wartość 3. Inwestorzy, którzy nie mają odpowiedniej wiedzy analitycznej ani wystarczającego doświadczenia, mogą uwierzyć, że bogactwo dostępnych informacji (dzięki rozwojowi Internetu) zapewni im prawidłowy obraz sytuacji na rynku. Nie trzeba dodawać, że spora część wiadomości, danych i opinii znalezionych w sieci jest po prostu niewiarygodna. Gracze giełdowi zdają się zaskakująco często o tym prostym fakcie zapominać.

Pułapka dostępności

Mechanizm powstawania pułapki dostępności jest bardzo prosty. Można wyróżnić różne rodzaje dostępności. Dostępność oparta na doświadczeniu oznacza, że człowiek inaczej odbiera bodźce zewnętrzne w zależności od swojej wiedzy i przeżyć. Informacja zgodna z dotychczasowymi doznaniami danej osoby bardziej do niej przemówi niż dane w jakiś sposób im przeczące. I odwrotnie, doświadczenia człowieka determinują jego odbiór i interpretację rzeczywistości. Przykładowo, osoba, której niedawno ukradziono samochód, zapewne wyżej oszacuje przestępczość w kraju niż ktoś, kto nigdy nie padł ofiarą przestępstwa. Dostępność związana z pamięcią i wyobraźnią z kolei zależy od łatwości, z jaką daną informacje da się odnaleźć w swojej pamięci i przywołać na użytek w razie potrzeby. Będzie ona zależeć od wielu czynników, np. powiązanych z nią emocji (ludzie znacznie lepiej zapamiętują rzeczy wywołujące w nich silne uczucia), koncentracji w momencie przyswajania, skojarzeń czy wreszcie czasu, jaki upłynął od momentu zapamiętania..

Jak więc dostępność wpływa na decyzje inwestora? Najprościej rzecz ujmując, będzie on bardziej skłonny zaufać informacji zgodnej z jego przeświadczeniami czy uwierzyć w dobrą opinię o spółce, której nazwa utkwiła jakimś trafem w jego pamięci. Jest bardzo prawdopodobne, że przeceni wagę informacji, które są da niego dostępne i zrozumiałe, a zlekceważy istotność pozostałych. Pierwotny ludzi lęk przed tym, co obce i nieznane, a dążenie do tego, co ma już jakiś pierwiastek „znajomości”, mogą więc zdecydować o tym, że gracz giełdowy podejmie decyzję niekoniecznie dla niego optymalną, a bardziej instynktowną.

Efekt predyspozycji

Naturalnym ludzkim zachowaniem jest dążenie do unikania poczucia wstydu i poszukiwanie uczucia dumy. Odnosi się to do wszystkich wymiarów naszego życia, a więc stosuje się także do zachowań inwestorskich. Ze strachu przed ewentualnym wstydem, a w pogoni za dumą gracz giełdowy może odczuwać pokusę sprzedaży akcji zyskownych, aby „zrealizować” satysfakcję, oraz zbyt długo trzymać pozycje przynoszące straty. Powodem tego ostatniego zachowania jest niechęć do przyznania się do błędu oraz fakt, że poczucie straty ulega deprecjacji wraz z upływem czasu. Co ciekawe, siła negatywnych i pozytywnych uczuć inwestora jest tym silniejsza, im bardziej dany zysk lub strata wynikają z jego osobistych decyzji, a mniej z niezależnych czynników (np. trend giełdowy, sytuacja makroekonomiczna).

Badania potwierdzają, że efekt predyspozycji nie jest tylko konstrukcją ściśle teoretyczną. Wydaje się, że faktycznie ma on duży wpływ na zachowania inwestorów. Podstawowe potrzeby emocjonalne (unikanie bólu i poszukiwanie przyjemności) są w stanie zdominować racjonalne decyzje oparte na strategii maksymalizacji stanu posiadania, powodując zbyt szybką realizację zysków i przetrzymywanie akcji stratnych. Można w tym miejscu dodać, że nie tylko unikanie wstydu może stanowić przyczynę błędnych decyzji inwestorskich. Im więcej czasu, wysiłku i pieniędzy włożyło się w analizę danej inwestycji i decyzję o niej, tym niechętnej się do niej odstępuje. Mechanizm ten działa niezależnie od dochodów, jakie ta inwestycja przynosi.

Pamięć a decyzje inwestorskie

Nauka już dawno udowodniła, że pamięć ludzka jest tworem wysoce niedoskonałym i potrafiącym podstępnie oszukiwać człowieka. Różni się ona bardzo od pamięci elektronicznej bazującej na półprzewodnikach. W odróżnieniu od niej biochemiczne procesy w mózgu prowadzą do zapisu bardzo nieobiektywnych informacji. Opierają się one nie na faktach, a raczej na towarzyszących im emocjach i odczuciach.

Akcje dwóch różnych spółek, które w określonym przedziale czasowym straciły dokładnie taki sam procent wartości, mogą zostać przez umysł zupełnie inaczej zaklasyfikowane. Pierwsza z nich, deprecjonująca się przez cały czas stopniowo, będzie zapamiętana jako mniej bolesna dla portfela inwestora niż papiery wartościowe, których cena spadła nagle i gwałtownie pod koniec tego okresu. Podobnie sprawa wygląda z doświadczeniami pozytywnymi – lepiej kojarzą nam się te, które osiągnęły większe „natężenie” u kresu swego trwania. Ekonomicznie ekwiwalentne zjawiska mogą więc w pamięci inwestora zostać zapisane jako zupełnie nieporównywalne. Akcje pierwszej spółki, mimo że były źródłem takiej samej straty, będą wywoływały u niego inne, mniej negatywne nastawienie, co może zaważyć na jego decyzjach giełdowych.

Ludzki mózg bardzo źle radzi sobie ze sprzecznymi sygnałami. Zjawisko nazywane przez psychologów dysonansem poznawczym rodzi silny dyskomfort i napięcie psychiczne. Aby załagodzić tę sytuację, mózg może modyfikować sposób odczuwania przez nas danej sytuacji. Niech sprawę zilustruje jeden z przeprowadzonych eksperymentów. Grupę badanych poproszono o zjedzenie smażonych koników polnych, czyli rzeczy w kulturze zachodniej postrzeganych jako raczej mało zachęcające do spożycia. Grupa pierwsza, prowadzona przez nieuprzejmego i budzącego antypatię naukowca, uzyska znacząco lepsze oceny smaku zjadanego specjału niż grupa druga, znajdująca się pod przewodnictwem osoby sympatycznej i entuzjastycznej.

Ci ostatni mogli tłumaczyć sobie swoją zgodę na niemiłe przeżycie faktem, że nie chcieli tak dobrej osobie sprawić przykrości. Dysonans poznawczy, wywołany faktem, że spożyło się coś obrzydliwego, na dodatek na życzenie odpychającej osoby, wywołało u osób należącej do pierwszej grupy potrzebę wytłumaczenia sobie tak nieracjonalnego postępowania. Zadanie to spełnia umysł, który przekonuje, że podany specjał nie mógł być aż tak niesmaczny, i zredukuje nieprzyjemne doznania.

Szczególnie usilnie umysł stara się łagodzić dysonanse związane z opinią danej osoby o samej sobie. Człowiek na ogół myśli o sobie jako kimś inteligentnym i sympatycznym. Sygnały, które mogłyby podkopać taką opinię, są przez mózg tłumione. Skoro jestem dobrym inwestorem, moje inwestycje nie mogą być nietrafione! Psychiczny system obronny odrzuci niepożądane informacje i zmodyfikuje pamięć o przeszłych dokonaniach. Obiektywna ocena poziomu realizacji własnych celów inwestycyjnych jest więc niezmiernie trudna, a zniekształcona percepcja nie sprzyja prawidłowemu odczytywaniu bodźców rynkowych.

(Fot. Flickr/22564941@N03/Lic. CC by)

(Fot. Flickr/22564941@N03/Lic. CC by)

Spojrzenie na inwestora przez pryzmat psychologii daje podstawy do wyjaśniania licznych obserwowalnych anomalii, czyli odstępstw od efektywności rynku. Na występujących mechanizmach psychologicznych inwestorów mogą także łatwo żerować manipulanci i oszuści. Powyżej wspomniane zjawiska to jedynie ułamek katalogu opisanych przez naukowców prawidłowości ludzkich zachowań. Być może warto, obok poszerzania wiedzy techniczno-ekonomicznej, poświęcić chwilę lub dwie na zgłębianie tajemnic finansów behawioralnych. Jak wiadomo, poznanie wroga to pierwszy krok na drodze do pokonania go.

Istnieją pewne wskazówki, mające na celu przełamanie występujących prawidłowości. Należeć będą do nich na przykład: ustalenie dokładnego (oraz realnego) celu inwestowania oraz obiektywnych miar i kryteriów oceny ich zasadności, dywersyfikacja portfela, podejmowanie decyzji poprzedzone czasem na ochłonięcie z ewentualnych emocji, notowanie wyników, by uniknąć zawodności pamięci, podchodzenie z rezerwą do niesprawdzonych informacji oraz wreszcie najzwyklejsza ludzka pokora. Czy jednak to wystarczy, gdy wrogiem racjonalnego i efektywnego inwestowania okazuje się własny umysł?

Powiązane wpisy

[FM_form id="2"]
Myślę
Haruki Murakami – prostota i ciche emocje
Myślę
Winda kosmiczna. Czy science fiction ma szansę na realizację?
Myślę
Cisza, która mówi – jaki jest świat ludzi głuchych?