Korzystam

Denzel Washington – pierwszy czarnoskóry gwiazdor Hollywood


  • 0
Denzel Washington (Wikipedia Commons)

Denzel Washington (Wikipedia Commons)

Dotychczasowe życiowe poczynania Denzela Washingtona zdają się zupełnie zaprzeczać idei hollywoodzkiego gwiazdorstwa. Cechy charakterystyczne? Zero wybryków, wywiady poczytne ze względu na interesujące spostrzeżenia, a nie pranie prywatnych brudów, a także ta sama żona od 30 (!) lat. Jak to możliwe, że ktoś z tak wykształconym kręgosłupem moralnym od lat utrzymuje się w czołówce aktorów zdeprawowanej do cna fabryki snów?

Pionier

Dla Afroamerykanów Washington to ktoś więcej niż ulubiony aktor. To bohater, symbol równouprawnienia, pokazujący, że czarnoskóry wcale nie znaczy gorszy. A przecież jeszcze kilkadziesiąt lat temu sukces w Hollywood zarezerwowany był wyłącznie dla białych.
Kamieniem milowym w procesie wyplenienia rasistowskich uprzedzeń w świecie filmu był Oscar przyznany Sidneyowi Poitierowi w 1964 r. W tym samym roku oficjalnie zniesiono segregację rasową w USA, choć odbijała się ona Amerykanom czkawką jeszcze przez dziesięciolecia.

Bakcyl połknięty

Denzel Washington urodził się w 1954 r. w Mount Vernon. Był synem pastora i właścicielki salonu piękności, będącej również piosenkarką gospel. Za młodu Denzela w ogóle nie ciągnęło do aktorstwa, a o jego zainteresowaniu tą formą sztuki zadecydował przypadek. Na jednym z letnich obozów Washington wystąpił w amatorskim przedstawieniu. Sposób, w jaki mógł na scenie wpływać na publikę, spodobał mu się tak bardzo, że dotychczasowe plany na przyszłość przestały mieć znaczenie – liczyło się już wyłącznie aktorstwo. Studiował je przez rok w American Conservatory Theathre w San Francisco, po czym zdecydował, że czas na rozpoczęcie profesjonalnej kariery.

Serial trampoliną

Pierwszy poważny występ Washingtona to rola w filmie TV „Wilma” (1977). Gwoli ścisłości należy wspomnieć, że wcześniej aktor zaliczył epizod w o wiele bardziej znanym dziele – „Życzeniu śmierci” (1974). Była to rola ledwie kilkusekundowa, ale zostawiła pierwszy „hollywoodzki” ślad w jego filmografii.

Denzel Washington (Wikipedia Commons)

Denzel Washington (Wikipedia Commons)

Washington w wywiadach często podkreśla rolę swojej intuicji, która wielokrotnie miała pomagać mu w dokonywaniu ważnych życiowych wyborów. Zaufał jej m.in. w 1982 roku. Postanowił wówczas tymczasowo zrezygnować ze ślamazarnie rozwijającej się kariery kinowej i zaakceptował propozycję zagrania w serialu „St. Elsewhere”, w którym występował potem regularnie przez 6 lat. Dla wielu aktorów takie „zakorzenienie się” oznacza stygmatyzację, z której później nie są w stanie się otrząsnąć. W przypadku Washingtona było jednak inaczej, a „St. Elsewhere” otworzyło mu wrota do sławy.

Ach, te Oscary

Niedługo potem, po głośnej roli działacza przeciw apartheidowi w RPA, Steve’a Biko („Krzyk wolności” z 1987 r.), Washington otrzymał pierwszą nominację do Oscara, tym razem jeszcze dla aktora drugoplanowego. Lekki niedosyt z powodu niezdobycia wyróżnienia nie trwał długo – już dwa lata później najcenniejsza w świecie filmu statuetka, a także Złoty Glob powędrowały wprost do syna pastora. Nagrodzono jego kreację w „Chwale” (1989), w której partnerował mu m.in. Morgan Freeman.

Cudowne lata 90.

Okres po „Chwale” to zdecydowanie najlepszy czas w karierze Washingtona. Zagrał wtedy role, za które doceniła go nie tylko krytyka, ale przede wszystkim publiczność. Charyzma połączona z urokiem osobistym, umiejętność wcielenia się w dowolną, nawet najbardziej skomplikowaną charakterologicznie postać, a także niesamowita, wewnętrzna siła bijąca od każdego z odgrywanych przez Denzela bohaterów – to wszystko sprawiło, że dziś ma on miliony fanów na całym świecie.

Jego szczególnemu magnetyzmowi trudno się było oprzeć także reżyserom, nawet tym najwybitniejszym. U wielu z nich Washington występował kilkakrotnie. Spike Lee, swego czasu uważany za jednego z najzdolniejszych czarnoskórych reżyserów młodego pokolenia, obsadził Washingtona m.in. w „Malcolmie X” (1992) i „Grze o honor” (1998). Jonathan Demme z kolei nakręcił z nim „Filadelfię” (1993) oraz „Kandydata” (2004), będącego uwspółcześnioną wersją filmu „Przeżyliśmy wojnę” z 1962 r.

Prawdziwą słabość w stosunku do Washingtona wykazywał zmarły niedawno Tony Scott. Panowie nakręcili razem 5 filmów, m.in. „Karmazynowy przypływ” (1995) i „Człowieka w ogniu” (2004).

Szczyt

Fantastycznym zwieńczeniem „dekady Washingtona”, z której wszystkich znakomitych produkcji z udziałem aktora wymienić tu nie sposób, był jego drugi w karierze Oscar, za występ w „Dniu próby” (2001). Warto dodać, że była to rola absolutnie wbrew dotychczasowemu emploi artysty. Washington wcielił się bowiem w postać Alonza, policjanta notorycznie postępującego wbrew prawu.

Cisza przed burzą

Ostatnie lata w karierze Washingtona upłynęły raczej spokojnie, a wypełniały je występy w zazwyczaj solidnych produkcjach sensacyjnych. Ten nieznaczny marazm odmienić może efekt współpracy aktora z reżyserem Robertem Zemeckisem. W filmie „Lot” Washington zagrał pilota, który ratuje samolot przed niechybną katastrofą. Niestety, wkrótce się okazuje, że kierujący maszyną był w czasie pracy pod wpływem alkoholu…

Dumny Afroamerykanin

Washington uwielbia podkreślać swoją dumę z bycia czarnoskórym, między innymi poprzez negocjowanie stawek, jakie każe sobie płacić za kolejne filmy. Aktor praktycznie nie schodzi poniżej pułapu 20 milionów dolarów za występ. Skoro najlepsi biali aktorzy tyle dostają, to dlaczego w jego przypadku ma być inaczej?

I tak wiadomo, że producenci ugną się pod jego żądaniami. Powód? Skoro ich projektem zainteresował się sam Denzel Washington, to już wiele znaczy – i tym bardziej warto go mieć w obsadzie. W końcu nie od dziś jego postępowanie naznaczone jest wyjątkową intuicją.

Powiązane wpisy

[FM_form id="2"]
Korzystam
Sport dla całej rodziny. Jak żyć aktywnie z maluchem?
Korzystam
A nóż, widelec…
Korzystam
Kreskówki nie dla dzieci. Które seriale animowane są najbardziej kontrowersyjne?