Doświadczam

Intruz, którego sam zaprosiłeś – kac


  • 0
(Fot. Flickr/proimos/Lic. CC by)

(Fot. Flickr/proimos/Lic. CC by)

Ten, kto powiedział, że można dobrze się bawić bez alkoholu, chyba nie był Polakiem z krwi i kości. Nigdy nie był ze swoją rodzinką na imieninach ciotki, na których wódeczka była równie podstawowym posiłkiem jak rosołek i schabowy. Ten, kto odważył się wypowiadać takie herezje, być może był chory i nie miał okazji zasmakować w trunkach ze względu na swoją przypadłość.

Ten sam osobnik musiał, naszym zdaniem, mieć na myśli dzieci w piaskownicy albo młodzież gimnazjalną połykającą tabletki ecstasy w toalecie. Większości ludzi w Polsce alkohol jest tak potrzebny jak powietrze i pieniądze. O wiele mniej natomiast potrzebny jest dzień następny, który wolelibyśmy usunąć z życiorysu. Dopada nas wtedy kac, a kto nigdy go nie miał, ten nigdy nie żył.

Aby coś docenić, często musimy to stracić. Legendarny „dzień po” nazwany został nawet syndromem. Ból głowy, czyli tak zwany ołowiany berecik, pragnienie, które sprawia, że woda staje się ważniejsza niż całe złoża złota i ropy na Ziemi, ogólne osłabienie i brak koncentracji, nudności, wymioty, brak energii – to tylko wybrane objawy, których możemy doświadczyć następnego ranka. Ta szczególna utrata zdrowia pojawiająca się po spożyciu większej ilości alkoholu sprawia, że ważymy się wypowiadać nawet przysięgę na całe życie: nigdy więcej. Bierze się ona z faktu całkowitego zaburzenia normalnej równowagi organizmu.

(Fot. Flickr/ktoine/Lic. CC by)

(Fot. Flickr/ktoine/Lic. CC by)

Alkohol etylowy to związek chemiczny, którego nasz metabolizm nie lubi, ale potrafi sobie z nim poradzić. Dzięki enzymowi o nazwie dehydrogenaza alkoholowa neutralizuje on w wątrobie alkohol do aldehydu, który kolejno ulega konwersji w kwas octowy (ocet – ten, który możemy kupić w sklepie). Sam etanol nie prowadzi więc do złego samopoczucia. Najczęściej jako intruza wywołującego taki bałagan typuje się szkodliwy aldehyd octowy. Typuje, ponieważ droga etanolu po wkroczeniu do krwioobiegu jest jeszcze nie do końca zbadana.

Wiedzę o aldehydzie octowym wykorzystuje się w lekach (takich jak Esperal czy Antabus) podawanych alkoholikom. Medykamenty hamują przemianę tego związku chemicznego dalej do kwasu. Przez to dochodzi do powstania u pacjentów tak ogromnego kaca, że zazwyczaj każdy z nich po sesji alkoholowej libacji rezygnuje z tego trunku sam. Podobnie jest z zabójczym, często ostatnio wspominanym w mediach metanolem. On sam nie powoduje śmierci, to aldehyd i kwas mrówkowy (który dosłownie denaturuje białka w organizmie) są głównymi sprawcami zbrodni.

Za nami kilka faktów z życia etanolu w naszej wątrobie. A z jakimi możemy się spotkać mitami?

Jest ich mnóstwo, tak samo wiele jak w przypadku antykoncepcji i tak samo bzdurnych jak włożenie sobie do pępka czosnku na czas stosunku. Jednym z nich jest stwierdzenie, jakoby wypicie jednego schłodzonego piwka dnia następnego przynosiło upragnione efekty pozbycia się pana kaca. Podobno „metoda klina” działa cuda (nie wiem, nigdy nie chciałam spróbować), jednak efekt jest taki, że tylko wydłużamy czas, w którym intruz nas dopadnie. W myśl zasady: czym się strułeś, tym się lecz, powinniśmy do zatrutego organizmu dostarczyć jeszcze więcej trunku. Cokolwiek by mówić, alkohol jest trucizną i dlatego tak czy siak musi zostać zneutralizowany i usunięty. Uciekanie przed skutkami nie sprawi jednak, że w ogóle nie będziemy mieć kaca.

Drugi mit dotyczy jedzenia. Jedzenie przed piciem chroni śluzówkę żołądka, dlatego zalecane jest spożywanie tłustych potraw (pospolite połączenie wódka plus śledzik). Zawarte w nich lipidy tworzą otoczkę, która w jakimś stopniu chroni przed szybkim, niekontrolowanym wchłanianiem etanolu. Jedzenie po alkoholu nic nie daje, jeśli chodzi o zmniejszanie kaca. Podobne działanie ma mleko, które oprócz tłuszczu i białek zawiera wapń, pierwiastek wypłukiwany z organizmu podczas przyjmowania alkoholu. Jego brak powoduje drżenie mięśni. Innym mitem jest ten, jakoby piwo przed zmniejszało dolegliwości. Piwo jest alkoholem gazowanym, podobnie jak szampan, a dwutlenek węgla, który daje bąbelki, wywołuje podobny efekt w naszym żołądku, doprowadzając do rozciągnięcia jego ścian i zwiększenia powierzchni wchłaniania!

Jakie są więc racjonalne sposoby na to, aby impreza była udana, a kac mniejszy? Chyba najbardziej znanym jest picie zwykłej wody. O co chodzi? Fakt, że każdy z nas czuje się niemiłosiernie odwodniony następnego dnia, wynika z tego, że alkohol hamuje wydzielanie hormonu antydiuretycznego – wazopresyny. Wazopresyna potrzebna jest do wtórnego zabierania wody z moczu, tak aby pozostawić w organizmie potrzebną jej ilość. Zmniejszone wydzielanie wazopresyny powoduje zwiększone ilości wydalanego moczu, a co za tym idzie – całej potrzebnej nam wody. Najlepiej możemy tego doświadczyć podczas picia piwa. Wychodzenie do toalety staje się wtedy częstą przerwą w smakowaniu się browarem.

(Fot. Flickr/studiobeeldruis/Lic. CC by)

(Fot. Flickr/studiobeeldruis/Lic. CC by)

Woda pita w dużych ilościach zawsze zapobiega kacowi. Wypicie kilku szklanek przed pójściem spać jest dobrym i sprawdzonym sposobem na lepsze samopoczucie. Postawienie półtoralitrowej butelki przy łóżku oraz drugiej takiej samej w kuchni zabezpieczy nas w ciągu nocy oraz kiedy obudzimy się na dobre następnego dnia, bo zapewne będziemy się czuć jak po tułaczce przez Saharę. Genialnie będzie, jeśli do butelki wody wrzucimy kilka plasterków cytryny albo będziemy jeść owoce cytrusowe. Antyoksydanty, o których mowa, czyli zawarta w owocach witamina C, działają jak kamizelka kuloodporna dla komórek naszego ciała.

Podczas przemian etanolu powstają wolne rodniki, które usuwają elektrony z cząsteczek budujących organizm. Jest to bardzo szkodliwe działanie, a wspomniane przeciwutleniacze zapobiegają ich eliminacji. Każdy dodatek cytrusów w jakiekolwiek formie pomaga – i to bardzo (wypróbowałam i polecam). Środki koloryzujące zawarte w niektórych alkoholach, chociaż potęgują doznania estetyczne pitych drinków, niestety potęgują również kaca, dlatego wódka zdaje się lepszym wyborem niż Blue Curaçao czy whiskey.

Z badań wynika, że „tupot białych mew” (bardzo mi się podoba to określenie kaca) pojawia się wtedy, kiedy przekroczymy 1,5 grama czystego etanolu w ciągu 4-6 godzin na każdy kilogram ciała. Jeśli dwie szklanki piwa mają 20 g alkoholu, to mężczyzna ważący 70 kg może wypić około 10 szklanek piwa (czyli 5-6 półlitrowych piw). Oczywiście zależy to również od ilości enzymu wspomnianego na samym początku, którego kobiety mają mniej ze względu na niższą masę ciała, co potwierdza powszechny pogląd, że kobiety się szybciej upijają i dłużej trzyma je kac.

Zapobiegać kacowi, jak już napisałam, nie jest łatwo. Właściwie jest to niemożliwe z medycznego punktu widzenia. Alkohol to trucizna i kropka. Jedynym naprawdę sprawdzonym sposobem jest po prostu niepicie w ogóle. Ale odłóżmy to zdanie na półkę z baśniami i legendami. Leki oferowane w aptece czy coraz częściej na stacji benzynowej lub w kiosku zyskują popularność i dla mnie, jako przyszłej farmaceutki, stają się interesującą alternatywą dla wody z cytryną. 2KC, Alka-Prim lub po prostu Aspirin C mają w sobie witaminę C oraz kwas acetylosalicylowy, który działa przeciwgorączkowo, przeciwbólowo i przeciwzapalnie. Nie ma w nich nic odkrywczego, o czym wcześniej nie wspomniałam.

Uważam, że mimo wszystko każdy z nas wie najlepiej, jak pomóc samemu sobie. Podczas każdej zakrapianej alkoholem imprezy na nieświadomym poziomie pijemy dużo alkoholu, ale też jemy i tańczymy, co pomaga w zachowaniu równowagi – tej wewnętrznej w organizmie i tej zewnętrznej w przestrzeni, o której braku możemy się przekonać po kilku głębszych. Usuwamy alkohol poprzez częste chodzenie do toalety czy ruch, wraz z którym pozbywamy się resztek przemian etanolu. Chociaż każdy następny dzień nie wygląda zbyt kolorowo, świadomość tego, co powinniśmy robić, w dużej mierze może ochronić nasze zdrowie, aby już nigdy „co, ze mną się nie napijesz?!” nie stało się powodem zarwania nie tylko całej nocki, ale też następnego dnia.

Powiązane wpisy

[FM_form id="2"]
Doświadczam
Fotografia tradycyjna – czy przetrwa?
Doświadczam
Weekend w mieście
Doświadczam
Red espresso – kawa czy herbata?