Korzystam

Sandler & Stiller – o dwóch takich, co śmieszą


  • 0

 

Ben Stiller w filmie Tropic Thunder (mat. producenta)

Ben Stiller w filmie Tropic Thunder (mat. producenta)

Adama Sandlera i Bena Stillera z pozoru więcej dzieli, niż łączy. Jeden duży (178 cm wzrostu), drugi mały (169 cm), pierwszy – lubujący się w typowo slapstickowym humorze, drugi – preferujący jego czarną barwę. Obaj mają jednak pewną arcyważną cechę wspólną – to właśnie oni od lat śmieszą w Hollywood najbardziej.

Wspólnych mianowników znaleźć można więcej. Panowie pochodzą z rodzin amerykańskich Żydów (Stiller częściowo, od strony ojca), prowadzą ustabilizowane życie rodzinne, a pierwsze szlify w zawodzie zbierali, pracując w telewizji. Zazwyczaj też zbliżone opinie („średnio” pozytywne) o twórczości obu dżentelmenów mają filmowi krytycy.

Niczym Pacino

Zdecydowanie bliżej do kariery filmowej miał Stiller. Jego rodzice – Jerry Stiller i Anne Meara – byli aktorami. Najwyraźniej potrafili oni zarazić potomstwo pasją do tej formy sztuki, ponieważ siostra Bena – Amy – również poszła w ich ślady.

Młody Stiller zaczynał w stylu największych: od występów na deskach teatru, za które nagrodzono go nawet prestiżową Tony Award. Gdy dodamy do tego edukację na kierunku filmowym Uniwersytetu w Kalifornii, wychodzi z tego przepis na niezłego aktora dramatycznego. Jakby tego było mało, debiut na dużym ekranie Stiller zaliczył u samego Spielberga, grając w „Imperium słońca” (1987).

Adam Sandler w filmie Longest Yard (mat. producenta)

Adam Sandler w filmie Longest Yard (mat. producenta)

Najbardziej jednak ciągnęło go do komedii, czego efektem było załapanie się do popularnego w USA show „Saturday Night Live”, przez które każdy szanujący się amerykański komik przejść musi.

Kariera stand-uppera

Nie inaczej było w przypadku Adama Sandlera, absolwenta sztuk pięknych na Uniwersytecie Nowojorskim. Jego pierwsze kroki w poważnym śmieszeniu były jednak związane z innym show – tym Billa Cosby’ego. Przyszły aktor występował także w jednym z bostońskich klubów, gdzie wypatrzyli go włodarze „Saturday…”. Współpraca z młodym komikiem okazała się niezwykle owocna. W ciągu kilku lat wymyślił on bardzo wiele skeczy i w nich wystąpił, co zapewniło mu ogromną popularność. Tylko krok dzielił Sandlera od kariery komediowej w świecie kina.

Początkowo były to role drugoplanowe, np. w „Stożkogłowych” (1993) i „Odlotowcach” (1994). Już w 1995 roku komik zaliczył pierwszoplanówkę w filmie pt. „Billy Madison”. Była to historia młodego chłopaka, zmuszonego do powrotu do rygoru szkoły podstawowej. Na myśl o niej – dosłownie i w przenośni – dostawał małpiego rozumu.

Ben Stiller i Robert de Niro w filmie "Meet the Parents" (mat. dystrybutora)

Ben Stiller i Robert de Niro w filmie „Meet the Parents” (mat. dystrybutora)

Publika z miejsca pokochała ekranowe wybryki Sandlera. Choć często były one przyprawione prostym humorem, od samego początku przygody komika z kinem zawierały elementy nienachalnego moralizatorstwa, a także – wbrew pozorom – wartości rodzinne, których próżno szukać w najnowszych topowych obrazach komediowych.

Showman

Po przygodzie Stillera z „Saturday…” MTV zaproponowało mu prowadzenie autorskiego programu. Nie utrzymał się on jednak długo na antenie. Mówi się, że powodem takiego stanu rzeczy była zbyt duża ilość zawartego w prezentowanych skeczach czarnego humoru, bardzo lubianego przez gospodarza. Tym samym Stiller mógł się skupić na pracy aktora w Hollywood.

W 1992 roku wystąpił wraz z siostrą i rodzicami w komedii „Autostrada do piekła”. Przełom w jego karierze nastąpił już cztery lata później – po wyreżyserowaniu „Telemaniaka” (1996), z Jimem Carreyem w roli głównej. Dzięki sukcesowi obrazu Stiller osiągnął w USA status gwiazdy, co umożliwiło mu występy w kasowych komediach u boku największych gwiazd. Co ciekawe, w tym samym roku pojawił się gościnnie w „Farciarzu Gilmore”, którego gwiazdą był… Adam Sandler.

W 1998 roku Stiller zagrał w „Sposobie na blondynkę” z Cameron Diaz, a następnie w „Poznaj mojego tatę” (2000) z Robertem de Niro. Kolejnymi przebojami z udziałem Stillera były „Zoolander” (2001) z rolami Johna Voighta i Davida Duchovnego i „Starsza pani musi zniknąć” z Drew Barrymore.

Ambitny błazen

Ostatnią z wymienionych aktorek dobrze wspomina również Adam Sandler. W 1998 roku zagrali wspólnie w hicie „Od wesela do wesela”. Stał się on absolutnie kultowym dziełem komediowym, którego nie może zabraknąć w żadnym zestawieniu filmów tego typu. Adam i Drew spotkali się ponownie na planie w roku 2004, kręcąc „50 pierwszych randek”, komedię także znakomicie przyjętą przez publiczność.

W międzyczasie Sandler zmierzył się z ambitniejszym repertuarem. Spróbował swoich sił u samego Paula Thomasa Andersona, twórcy wchodzącego właśnie na ekrany polskich kin głośnego „Mistrza”. Za występ w jego „Lewym sercowym” (2002) Sandler otrzymał nawet nominację do Złotego Globu.

Adam Sandler i Jack Nicholson w filmie "Anger Management"

Adam Sandler i Jack Nicholson w filmie „Anger Management”

Dwa lata po tym wydarzeniu aktor raz jeszcze skoczył w bok, wychodząc naprzeciw wymaganiom bardziej wymagającego widza, i zagrał w komediowo-obyczajowym filmie „Trudne słówka” (2004). Niestety, film okazał się finansową klapą [podobnie jak „Zabić wspomnienia” (2007) z kolejną poważniejszą rolą komika] , a Sandler powrócił na szlak komedii w swoim dawnym stylu, kręcąc m.in. „Click” (2006) czy “Nie zadzieraj z fryzjerem” (2007).

Lata chud(sz)e

Patrząc na filmografie Sandlera i Stillera, można odnieść wrażenie, że przez kilka ostatnich sezonów obaj odrabiają pańszczyznę. Stiller regularnie kręci przyzwoite, choć “bez szału” komedie z gwiazdorską obsadą, takie jak „Jaja w tropikach” (2008) czy „Tower Heist: Zemsta cieciów” (2011). U Sandlera do ostatniego roku wyglądało to nieco lepiej, a tytuły takie jak „Duże dzieci” (2010) czy „Żona na niby” (2011) wymienia się wśród najlepszych w jego dorobku.

Wszystko popsuło się w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Najpierw aktor został obsypany deszczem Złotych Malin za występ w „Jacku i Jill” (2011), a następnie planowanych zysków nie przyniósł jego kolejny film, pt. „Spadaj, tato” (2012).

Dwóch śmiesznych ludzi

Choć obaj panowie zbliżają się z wolna do pięćdziesiątki, o zakończeniu karier nie myślą. Ich kolejne produkcje zapewne rzucą wyzwanie kolejnym klonom „Kac Vegas”, i wcale nie muszą wyjść z tej batalii pokonane. Taka konkurencja z pewnością widzom – podobnie jak śmiech – wyjdzie tylko na zdrowie.

[FM_form id="2"]
Korzystam
Napoje bezalkoholowe
Korzystam
Prawdy i mity o II RP – odbrązawianie epoki w książkach Sławomira Kopra
Korzystam
Ładnie i smacznie, czyli gdzie zaprosić kobietę 8 marca?