Myślę

Dlaczego gospodarka nie może funkcjonować bez państwa? Druga część rozważań.


  • 1
Kapitol (Fot. Flickr/artwork_rebel/Lic. CC by)

Kapitol (Fot. Flickr/artwork_rebel/Lic. CC by)

W pierwszej części artykułu o tym, jak i dlaczego władze gospodarcze podejmują ingerencję w wolny rynek, przybliżone zostały trzy zasadnicze problemy. Mowa była o potrzebie tworzenia systemu prawnego, przeciwdziałaniu nadmiernej monopolizacji rynków oraz zapewnianiu dóbr publicznych dla ogółu społeczeństwa. Dziś kontynuować będziemy temat i opiszemy kolejne cztery zadania, których realizacja nie jest możliwa przez żaden podmiot prywatny i w związku z tym musi ona spaść na instytucje państwowe.

Problem czwarty: Negatywne efekty zewnętrzne

Najprościej mówiąc, efekty zewnętrzne występują, gdy działalność jakiegoś podmiotu przynosi skutki (na ogół negatywne, ale mogą one być i pozytywne) dotykające kogoś lub czegoś więcej niż on sam. Co jednak najistotniejsze – nie występuje odpowiednia rekompensata. Oznacza to, że cały proceder odbywa się poza rynkiem. Tworzy to potrzebę istnienia pośrednika o odpowiedniej władzy, który dopilnuje, by niwelować różnorodne niepożądane skutki takiej sytuacji.

Najczęściej podawanym i najbardziej obrazowym przykładem negatywnych efektów zewnętrznych jest zanieczyszczenie środowiska powstające w procesie produkcji przemysłowej. Jedną z okoliczności sprzyjających temu właśnie procederowi jest niemożność określenia praw własności dla środowiska naturalnego, co sprzyja przerzucaniu kosztów na rachunek przyrody. Nieuwzględnienie przez producentów w rachunku ekonomicznym kosztów, które ponosi otoczenie, spowoduje zaniżenie realnego kosztu produkcji – będzie on pomniejszony o koszt społeczny. Mamy wówczas do czynienia z nadmierną produkcją danego dobra – społeczny koszt wytworzonych dóbr będzie w rzeczywistości wyższy niż łączna osiągnięta korzyść.

W przypadku istnienia pozytywnych efektów zewnętrznych rzecz będzie wyglądała dokładnie odwrotnie. Przykładowo, inwestor uwzględniający jedynie własne benefity z jakiegoś przedsięwzięcia, może stwierdzić jego nieopłacalność, mimo że suma korzyści z uwzględnieniem osób trzecich będzie wyższa niż poniesiony koszt. Powoduje to niedostateczną produkcję dobra i w efekcie stratę społeczną.
Niwelowanie efektów zewnętrznych przez państwo polega na stosowaniu odpowiednich kar i grzywien, podatków korekcyjnych czy subsydiów, a także przepisów administracyjnych (np. dopuszczalny poziom emisji zanieczyszczeń).

(Fot. Flickr/jdhancock/Lic. CC by)

(Fot. Flickr/jdhancock/Lic. CC by)

Problem czwarty: nieprawidłowa struktura gospodarki

Ponieważ uczestnicy rynku najchętniej angażują swój kapitał w inwestycje przynoszące szybki zwrot poniesionych kosztów, przedsięwzięcia długoterminowe mogą nie być realizowane w dostatecznym stopniu bez wsparcia ze strony państwa. Bez niego powstałyby „białe plamy” w gospodarce, takie jak przemysł ciężki czy infrastruktura. Zakłady produkcyjne w tych branżach albo mają charakter państwowy, albo też ich produkcja jest ze strony państwa pobudzana. Również pozostawienie rynkowi decyzji dotyczących gałęzi produkcji o znaczeniu strategicznym (czyli zaspokajające ważne dla społeczeństwa potrzeby lub decydujące o funkcjonowaniu innych przemysłów, np. przemysł energetyczny) może okazać się zbyt ryzykowne. Państwowe wsparcie polega zazwyczaj na kierowaniu dodatkowych kapitałów do wybranych inwestycji, określonych rodzajów przedsiębiorstw czy pojedynczych sektorów, które narażone są na niedostatek finansowania.

Kolejnym argumentem przemawiającym za interwencją państwa jest odmienność kryteriów inwestycyjnych inwestora publicznego i prywatnego. Ten ostatni często nie bierze pod uwagę negatywnych efektów zewnętrznych, które są charakterystyczne szczególnie dla działalności przemysłowej. Podobnie prywatny przedsiębiorca nie kalkuluje pozytywnych efektów zewnętrznych, jakie mogą przynieść np. wydatki na badania i rozwój. We współczesnej, niezwykle dynamicznej i ulegającej szybkim zmianom gospodarce, reakcje rynku mogą okazać się zbyt powolne. Wyścig technologiczny w celu utrzymania konkurencyjności gospodarki wymaga niekiedy zdecydowanych działań. Krajem, który prowadził prawdopodobnie najszerzej zakreśloną politykę przemysłową, jest Japonia. Od lat 50. XX w. na szeroką skalę rząd sterował rozwojem gospodarki, co było jednym z czynników przyczyniających się do jej ogromnego postępu cywilizacyjnego.

Problem piąty: nadmierne wahania koniunktury

Ekonomiści są dosyć specyficzną grupą zawodową. Trudno znaleźć kwestię, w której wszyscy mieliby jednakowe zdanie. Zdecydowanie do takich nie należy pytanie, czy i w jakim stopniu władze powinny wpływać bezpośrednio na sytuację gospodarczą. Poglądy w tej materii w ciągu ostatniego wieku zmieniały się nader często i nowe wydarzenia niejednokrotnie powodowały zmianę dominującego stanowiska o 180 stopni. Abstrahując od sporów teoretycznych można jednak przyjąć, że współcześnie nie znajdzie się państwa, w którym nie walczono by ze zbyt wysoką inflacją i dokuczliwym bezrobociem. Aktywne działania władz szczególnie zyskują na doniosłości w tak drastycznych okolicznościach, jak kryzysy gospodarcze. Każdy z nas miał okazję w ostatnich latach obserwować, jak ogromne sumy przeznaczane były na pomoc zagrożonych upadkiem banków czy ile pieniędzy zostało dodrukowywanych, by pobudzić kulejącą gospodarkę. Choć skuteczność i opłacalność takich działań jest kwestią bardzo kontrowersyjną, można z dużym prawdopodobieństwem przyjąć, że bez aktywnych działań ze strony władz załamania gospodarcze byłyby głębsze, a powrót do ponownego wzrostu trwałby dłużej.

Problem szósty: polaryzacja dochodu

Naturalne procesy rynkowe prowadzą do dużej asymetrii w dochodach, przyczyniając się do tworzenia dwóch grup społecznych: zamożnej i ubogiej. Taka sytuacja może być niepożądana z paru powodów. Jednym z nich jest aspekt ekonomiczny. Ludzie dysponujący niskim dochodem nie tworzą popytu na bardziej wyszukane dobra, a to głównie one są motorem rozwoju gospodarczego, tworzenia nowych technologii i innowacji. Aby popyt ten zwiększyć, konieczne jest wyrównywanie nierówności w bogactwie, a więc mówiąc wprost zabieranie bogatym i dawanie biednym. Skrajne ubóstwo może być niepożądane także ze względu na potencjalne negatywne efekty zewnętrze: przestępczość, choroby, patologie, niedostateczne wykształcenie, niepokoje społeczne. Obok względów czysto ekonomicznych nie można także zapomnieć, że system wartości (np. chrześcijański) wyznawany w danym społeczeństwie może nakazywać wspomaganie najbardziej potrzebujących i dzielenie się dobytkiem z tymi, którzy mają go mniej. Wówczas działalność państwa w kierunku redystrybucji dochodu można potraktować jako swego rodzaju wychodzenie naprzeciw oczekiwaniom etycznym obywateli (inna sprawa, że nie pozostawiające im żadnego wyboru). W praktyce najważniejszym instrumentem polityki redystrybucji jest system podatkowy.

(Fot. Flickr/shankbone/Lic. CC by)

(Fot. Flickr/shankbone/Lic. CC by)

Na zagadnienie redystrybucji podziału dochodów można spojrzeć także pod kątem dwóch kryteriów: efektywności i sprawiedliwości. Efektywność oznacza, że system podatkowy nie wywołuje zniekształceń oraz nie zmniejsza efektywności działania gospodarki. Sprawiedliwość jest kryterium znacznie bardziej kontrowersyjnym, gdyż postrzeganie jej jest subiektywne i niepoliczalne. Na ogół wyróżnia się dwie fundamentalne zasady sprawiedliwości, których korzenie sięgają poglądów Arystotelesa: sprawiedliwości poziomej oraz pionowej. Pierwsza z nich postuluje jednakowe traktowanie jednakowych jednostek. Oznacza to, że osoby w takiej samej sytuacji powinny ponosić jednakowe obciążenia podatkowe. Zasadniczym problemem jest jednak określenie, jakie cechy należy brać pod uwagę, gdyż oczywistym jest, iż nie ma dwóch absolutnie identycznych osób na tym świecie. Zasada sprawiedliwości pionowej natomiast nakazuje odmienne traktowanie odmiennych ludzi. Jeśli zatem różnią się one stopniem zamożności, powinny płacić niejednakowe podatki. O ile ta zasada wydaje się słuszna i sprawiedliwa, to ponownie w praktyce trudne jest określenie, kto jest bogatszy i o ile więcej powinien wnosić do budżetu państwa.

Zasadniczym wyzwaniem, jakie staje przed twórcami systemu podatkowego, jest wybór między efektywnością a sprawiedliwością.. Wyższe podatki dla lepiej zarabiających sprzyjają wyrównywaniu nierówności społecznych i są zgodne z arystotelejskimi zasadami sprawiedliwości. Koronnym argumentem przeciwników redystrybucji dochodu jest osłabienie motywacji do pracy dla lepiej zarabiających, którzy wolą pracować mniej by, mniej oddać państwu ze swoich zarobków. Może także wystąpić zjawisko zwane „przeciekającym wiadrem Okuna”. Zdaniem tego ekonomisty, transfer majątku od bogatych do ubogich przypomina noszenie wody w dziurawym wiadrze – ich część jest marnowana w trakcie całego procesu. Im większa progresywność podatku, tym większa jest strata dobrobytu, zatem występuje zamienność celu efektywności i sprawiedliwości. Efektywność systemu redystrybucji jest zagadnieniem bardzo szerokim. Idealny system podatkowy powinien charakteryzować się tym, że nie można poprawić sytuacji jednej osoby bez pogorszenia położenia innej. Po raz kolejny jest to konstrukcja czysto teoretyczna i w realnych warunkach niewykonalna.

Wszyscy zdajemy sobie sprawę z ułomności faktycznych systemów podatkowych i jeszcze nie raz będziemy się zżymać na wysokość płaconych podatków. Być może wiedza o głębokim ekonomicznym sensie progresywnego podatku dochodowego będzie dla nas choć minimalnym pocieszeniem, kiedy wkroczymy w kolejny próg podatkowy.

Problem siódmy: brak ubezpieczeń społecznych

Jak dobrze wiemy, ubezpieczenia społeczne mają zapewniać pomoc w takich sytuacjach, jak choroba, wypadek przy pracy, inwalidztwo, starość, bezrobocie, macierzyństwo czy śmierć żywiciela rodziny. Istnieją ekonomiczne przesłanki, dla których nie pozostawia się tej sfery działalności rynkowi prywatnych ubezpieczycieli. Tego typu podmioty prowadzą swoją działalność w celu komercyjnym. Muszą one notować nadwyżkę między wielkością zebranych składek (i ewentualnym zyskiem z ich lokat), a kosztami usług i świadczeń pieniężnych wypłacanych ubezpieczonym. Kluczowe dla firmy ubezpieczeniowej jest prawdopodobieństwo wystąpienia ryzyka socjalnego u potencjalnych ubezpieczających się. Im jest ono mniejsze, tym chętniej firma zaoferuje swoje usługi. Ze strony klientów sytuacja ma się dokładnie odwrotnie: im ktoś jest bardziej narażony na ryzyko, tym bardziej chce się na jego wypadek zabezpieczyć. W efekcie osoby z grupy najniższego ryzyka zrezygnują z ubezpieczenia, a korzystać z niego będą ludzie z grupy o najwyższym ryzyku. Taki mechanizm nazywany jest selekcją negatywną. Wyższe przeciętne ryzyko oznacza oczywiście wyższy poziom stawek ubezpieczeniowych.

Trzeba także zauważyć istniejącą asymetrię informacji na rynku ubezpieczeń. To ubezpieczający się wie więcej o prawdopodobieństwie negatywnych zdarzeń niż ubezpieczyciel (np. w przypadku ubezpieczeń zdrowotnych – dlatego mogą być wymagane gruntowne badania diagnostyczne). Klienci o wysokim ryzyku starają się ukryć ten fakt przed usługodawcą, a mniej narażeni są skłonni zrezygnować z oferty ubezpieczyciela. Asymetria informacji jest więc czynnikiem sprzyjającym powstaniu negatywnej selekcji.

Z zagadnieniem ubezpieczeń wiąże się także zjawisko zwane pokusą nadużycia (moral hazard). Polega ono na zmniejszeniu motywacji do unikania zdarzeń, które obejmuje ubezpieczenie. Jednym z warunków opłacalności funkcjonowania towarzystw ubezpieczeniowych jest występowanie ryzyka socjalnego niezależnie od postępowania ubezpieczonych, a więc losowo. Pokusa nadużycia zaburza rozkład prawdopodobieństwa będący podstawą kalkulacji stawek ubezpieczeniowych. Jako rezultat firmy mogą oferować ograniczoną ofertę ochrony lub ponownie windować stawki, by zabezpieczyć swoją zyskowność.

Powyższe mechanizmy mogą powodować, że wysokość stawek będzie zaporowa dla osób o niższych dochodach i nie będą miały one możliwości zabezpieczyć się przed ryzykiem socjalnym. Warto przy tym zauważyć, że niski poziom dochodu wiąże się z większym prawdopodobieństwem nieszczęść socjalnych. System ubezpieczeń społecznych musi być zatem organizowany w określony sposób. Uczestnictwo w nim jest obowiązkowe i jest on finansowany ze składek zazwyczaj płaconych przez pracowników i pracodawców (z możliwością dofinansowania przez budżet). Ich wysokość jest kalkulowana tak, by równały się one z kosztem wystąpienia ryzyka w danej grupie osób i/lub w określonym czasie. Nie nalicza się składek w odniesieniu do indywidualnego ryzyka ubezpieczonych. Przymusowy charakter uczestniczenia w systemie ubezpieczeń społecznych wynika zatem z potencjalnych negatywnych efektów zewnętrznych, które miałyby miejsce, gdyby nie wszyscy byli nimi objęci.

Nie sądzę, by ktokolwiek przeczytawszy powyższy wywód spojrzał łaskawszym okiem na przymus płacenia podatków i miliona składek czy konieczność dostosowywania się do (nie zawsze logicznych i zrozumiałych) przepisów. Strukturom administracyjnym, zarówno polskim, jak i zagranicznym, bardzo daleko jest do doskonałości. Prawda jest jednak taka, że z punktu widzenia przeciętnego człowieka lepsze państwo nie do końca idealne, niż całkowity jego brak. Oczywiście zakładając, nie mamy ochoty wrócić do stylu życia naszych przodków z epoki kamienia łupanego.

Powiązane wpisy

[FM_form id="2"]
Myślę
Prognoza pogody
Myślę
Prawa Murphy’ego
Myślę
Jak powstają stereotypy?
  • Adssadsa Dsadads

    :Polecam poczytać Rothbarda 🙂