Myślę

Przyjaźń, czyli jedna dusza w dwóch ciałach


  • 1
(Fot. Flickr/kazzielah/Lic. CC by)

(Fot. Flickr/kazzielah/Lic. CC by)

Kiedy Mały Książę wylądował na pustyni ziemskiego globu, nawet przez chwilę nie zastanawiał się nad pożywieniem czy wodą. Od razu postanowił zaprzyjaźnić się z lisem, którego tam spotkał. Powiedział, że będzie siadał każdego dnia coraz bliżej niego, aż w końcu ten przestanie się go bać i zostanie oswojony. I chociaż to tylko fragment wymyślonej bajki o małym chłopczyku, to nie sposób nie przyznać racji autorowi, którym jest Antoine de Saint-Exupéry, że to tylko – albo aż – fikcja literacka.

Niestety. Zdefiniowanie miłości czy przyjaźni jest zadaniem co najmniej trudnym. Po prostu coś się dzieje pomiędzy jednym a drugim człowiekiem albo nie. Przyjemnie jest razem rozmawiać, bawić się, przebywać, a czasami po prostu… milczeć. Jednak jak śpiewają panowie z zespołu Lady Pank „twarze w metrze są obce, bo i po co się znać – to kosztuje zbyt drogo (…)”. To pozwoliło mi zaliczyć opowiadanie wybitnego francuskiego pisarza do fikcji literackiej. Coraz częściej nie mamy po prostu czasu czy pieniędzy, żeby nawiązywać relacje, a przynajmniej te opierające się na czymś więcej niż wspólnej pracy. To jeden z głównych paradoksów dzisiejszych czasów. Jesteśmy tak pochłonięci potrzebą posiadania coraz więcej i więcej, że nie mamy czasu, aby faktycznie posiadane rzeczy wykorzystać. Tymczasem ten, kto może powiedzieć, że ma przyjaciela lub przyjaciółkę, jest prawdziwym szczęściarzem.

Kim bowiem jest dla nas przyjaciel? To nie tylko ktoś, kogo znamy długo, bo przecież nie nazwiemy tak swojego znajomego z podstawówki. To przede wszystkim ktoś, z kim utrzymujemy pełen zrozumienia i ciepła kontakt, który nie urywa się, kiedy jedna ze stron ma problem lub aktualnie zmienia swój stan cywilny. Przyjaźń wymaga poświęcenia czasu, co w dobie komputeryzacji wydaje się wręcz błahostką, ponieważ odezwanie się i zaproszenie na kawę zajmuje najwyżej kilka sekund.

(Fot. Flickr/kazzielah/Lic. CC by)

(Fot. Flickr/kazzielah/Lic. CC by)

Ponieważ każdy jest inny, idealne cechy dla każdego z osobna będą się zmieniać w zależności od charakteru i doświadczeń, ale z przyjaźnią jest tak jak z miłością (czyli idealna nie istnieje). Czasami może się nam wydawać, że ktoś traci swoją pozycję w naszych oczach lub zmienia się wraz z upływem lat. Ma swój dom i wypady na rower zamienia na kawiarnię albo plac zabaw dla dzieci. Dlatego przyjaźń to przede wszystkim, moim zdaniem, akceptacja drugiej osoby. Niemożliwe jest przecież, abyśmy przez kilkadziesiąt lat swojego życia byli tacy sami. Okoliczności zewnętrzne były, są i będą się zmieniać, ale to, co pozostaje stałe, to pierwiastek przyjaźni, czyli niewysłowionego zrozumienia i oparcia dla drugiej osoby, no matter what.

Paulina przyjaźni się z drugą Pauliną od podstawówki. Pomimo dzielącej ich odległości wciąż widują się przynajmniej raz w miesiącu. Jedna studiuje w Berlinie, a w druga w Szczecinie. A jednak wiedzą o sobie o wiele więcej niż ludzie, z którymi przebywają na co dzień. Ze swoją trzecią przyjaciółką widują się w kawiarni w rodzinnym mieście raz na jakiś czas, jednak zawsze kiedy mają możliwość, dzielą się informacjami o swoim pobycie i spotykają się tak, aby w kilka godzin obgadać najważniejsze rzeczy. Nie rozmawiają o ocenach na uczelniach czy o tym, co widziały ostatnio fajnego w sklepie. Powierzchowność to ostatnia cecha, o jaką można je posądzić. Zazwyczaj poświęcają czas swoim marzeniom, dzikim wizjom naprawy świata, problemom sercowym, tak aby razem się szalenie pośmiać, a potem pokiwać ze zrozumieniem głowami jedna do drugiej. Chociaż następnym razem zobaczą się dopiero za miesiąc lub dwa, to nic nie szkodzi. Założyły swój blog, na którym wspólnie postanowiły od czasu do czasu pisać o tym, co im w duszy gra, nieważne, jak dziwne by się to wydawało.

Męska przyjaźń ma trochę inne oblicze. Poznajcie Jacka i Marka, którzy poznali się, grając przez Internet. Odkryli, że mieszkają w tym samym mieście. Teraz wynajmują razem studenckie mieszkanie, więc nie muszą się umawiać. Spędzają czas głównie na tym, co połączyło ich w przeszłości. Nienawidzą siebie nawzajem za jakiekolwiek oznaki czułości, czasami narzekają jeden na drugiego, ale w każdym momencie mogą nazwać siebie przyjaciółmi. Ich pojawienie się na imprezie zawsze zwiastuje coś, czego potem nie da się zapomnieć. Razem chadzają na koncerty i pomagają sobie w nauce.

A czy legendarna przyjaźń damsko-męska istnieje? To tak jak z posoloną zupą – dla jednych będzie akurat, dla innych za bardzo, a reszta sięgnie po solniczkę, bo będzie im mdło. Takie sprawy są jednoznacznie subiektywne i chociaż przyznaję, że utrzymanie takiej relacji może się wydawać niemożliwe, to widziałam w rzeczywistości szczęśliwych ludzi w stałych związkach, którzy bez zazdrości i dziwnych podtekstów mieli przyjaciół płci przeciwnej.

Rodzaj przyjaźni zależący od jej płci można, moim zdaniem, porównać do okoliczności zewnętrznych. Liczy się przede wszystkim to, czy faktycznie darzymy drugą osobę sympatią lub miłością, która powoduje zacieśnienie więzi i otwarte relacje, które: czasami gorzkie, czasami słodkie – dają ogromną satysfakcję i są potrzebne do szczęśliwego życia.

(Fot. Flickr/kk/Lic. CC by)

(Fot. Flickr/kk/Lic. CC by)

Nie od dziś wiadomo, że obecność innych działa na nas kojąco. Szczególnie jeśli są to osoby, które kochamy. Nawet chomiki są uzależnione od swoich kompanów. Kiedy chorego gryzonia wsadzono samego do klatki, kurował się o wiele dłużej niż chomik w klatce obok ze zdrowymi rówieśnikami. Charakterystyczne dla relacji pomiędzy przyjaciółkami jest tak zwane wygadanie się. Obniża ono poziom hormonu stresu – kortyzolu. Na swoiste katharsis wpływa to, że pozbywamy się balastu codziennych problemów i poświęcamy czas zabawie, śmianiu się do rozpuku lub wspólnym hobby. Dlatego na relację zwaną przyjaźnią powinniśmy zrobić miejsce również w naszych związkach i rodzinach. Tworzenie jej przecież nie jest takie trudne. Wystarczy chwila uwagi, uśmiech na twarzy, oznaka zrozumienia albo propozycja pomocy. Czasami oczywistość przebywania ze sobą może stać się źródłem niechcianego znudzenia sobą nawzajem, chociaż wszystko to przecież wzięło się kiedyś ze wzajemnego zafascynowania i zainteresowania.

Moje przyjaciółki i mnie dzielą setki kilometrów. Żyjemy w innych strefach czasowych, prowadzimy inny tryb życia. Studiujemy na innych uczelniach, mamy różne obowiązki. Ale połączyła nas kiedyś przyjaźń, do której zawsze mogę się odwołać, jeśli tylko mam ochotę, jeśli tylko potrzebuję, i sama oferuję to samo. Bo przyjaciele są jak gwiazdy na niebie – może i ich nie widać, ale wiesz, że gdzieś tam są. Czasami warto popatrzeć w niebo i poczekać, aż znów się pojawią.

Powiązane wpisy

[FM_form id="2"]
Myślę
Promienie wschodzącego słońca – co to jest Sungazing?
Myślę
Zmiana – bilet w jedną stronę
Myślę
Haruki Murakami – prostota i ciche emocje
  • Andżelika, dzięki za ten tekst. Po jego  przeczytaniu zadzwoniłam do przyjaciółki z którą przez lata kontakt, powiedzmy trochę się rozluźnił. Rozmawiałyśmy tak, jakbyśmy ostatni raz widziały sę wczoraj. To niesamowite uczucie.
    Wam też polecam – popatrzcie w niebo 🙂