Doświadczam

Rola dobrego lektora w nauce języków obcych


  • 0
(Fot. Flickr/extraketchup/Lic. CC by)

(Fot. Flickr/extraketchup/Lic. CC by)

Nikogo nie trzeba przekonywać, jak ważną rolę we współczesnym świecie odgrywa znajomość języków obcych. Angielski to podstawa międzynarodowej komunikacji i jest on nieodzownym wymogiem dla większości biurowych stanowisk pracy. Dziś prawdziwym atutem jest dopiero biegłe posługiwanie się dwoma lub więcej językami obcymi. Niestety, niewiele osób miało możliwość wynieść takie kompetencje ze szkoły czy studiów. Z tego względu wielu z nas decyduje się na dodatkowe zajęcia z języków obcych, czy to w formie prywatnych korepetycji, czy też w szkołach językowych.

Przedsiębiorstwa prześcigają się w tworzeniu różnych programów komputerowych czy „rewolucyjnych” systemów i technik nauki, które rzekomo mają sprawić, że cel osiągniemy szybciej, przyjemniej, i przy mniejszej ilości wysiłku. Ten tekst nie będzie jednak o tym, które z owych wynalazków są skuteczne, a które mają jedynie służyć wyciągnięciu pieniędzy z kieszeni naiwnych. Nie będzie również do znudzenia powtarzał, że najważniejsza jest silna motywacja i systematyczność. Zasadniczym bowiem pytaniem jest, jak wykształcić w sobie tę silną motywację i jak zmusić się do systematyczności.

Po wielu latach bojów na polu nauki języków obcych doszłam do jednego zasadniczego wniosku: kluczową rolę w zgłębianiu tajników niezrozumiałej gramatyki i zawiłego słownictwa odgrywa dobry nauczyciel. Nie trzeba mieć przy tym wiedzy z zakresu pedagogiki czy metodyki nauczania, by stwierdzić, że oto w końcu spotkało się właściwego przewodnika po niezbadanych lingwistycznych lądach. To się po prostu od razu czuje.

Rzecz nie sprowadza się wcale do ujmującej osobowości, świetnego poczucia humoru czy zdolności komediowych (choć niewątpliwie przyczyniają się one do tego, że zajęcia są nie tylko przykrym obowiązkiem, ale i doskonałą zabawą). Równie ważne jest, jak zorganizowana i przeprowadzona jest lekcja. Zacznijmy od tego, ze powinna ona być poświęcona przede wszystkim mówieniu. W końcu jest to umiejętność, którą trudno ćwiczyć będąc pozbawionym odpowiedniego partnera do rozmowy.

(Fot. Flickr/shaneglobal/Lic. CC by)

(Fot. Flickr/shaneglobal/Lic. CC by)

W czasie zajęć zupełnie bezcelowe jest czytanie długich tekstów, robienie miliona przykładów z gramatyki, podczas gdy lektor ma przerwę na kawę lub lekturę gazety – przecież to wszystko można robić samodzielnie, a na wspólnych spotkaniach jedynie sprawdzić poprawność odpowiedzi i przedyskutować ewentualne wątpliwości. Dyskusje mogą przebiegać w niewielkich grupach oraz na forum wszystkich uczestników, mogą dotyczyć tematów podyktowanych przez podręcznik, zaproponowanych przez lektora lub takich, które zrodzą się samoistnie. Tak naprawdę przedmiot wypowiedzi nie jest najważniejszy, przecież chodzi o to, by mówić, mówić, mówić! Szczególnie dobrze sprawdzają się tematy kontrowersyjne, ponieważ kursanci na takie będą się chętniej wypowiadać i walczyć o swoje racje.

Zasada druga: zakaz używania języka ojczystego. Co więcej, nie tylko na samej lekcji, ale i przed nią i w czasie przerwy. Choć taka restrykcja z pozoru może wydawać się absurdalnym naruszeniem naszej wolności, uwierzcie mi – to działa. Naturalnie, trudno wprowadzić ją od pierwszych zajęć zupełnie nowego języka, ale już po kilku miesiącach nauki jest to możliwe. Dlaczego taka reguła jest pożądana? Przede wszystkim zmusza do wysiłku. Nie pozwala pójść na skróty, sięgnąć po polskie słowo, gdy nie znamy obcego odpowiednika. Tak naprawdę niemal każdą myśl można przekazać przy bardzo ograniczonym zasobie słownictwa, trzeba tylko odpowiednio kombinować, opisywać i parafrazować. W warunkach „realnego” użycia języka obcego bardzo często nie mamy możliwości szybkiego sprawdzenia brakującego nam słowa i musimy umieć sobie bez niego poradzić. Powyższa zasada dotyczyć powinna zarówno uczących się, jak i lektora, który tłumacząc w obcym języku nieznane słowo będzie robił to dopóty, dopóki wszyscy go nie zrozumieją.

Wbrew pozorom, wcale nie nastręcza to większych trudności. Taka sama idea stoi za brakiem słowników na lekcji. Jeśli nie znasz potrzebnego ci słowa, nauczyciel jest od tego, by ci je podpowiedzieć. Oczywiście pod warunkiem, że pytanie o nie zostanie zadane wyłącznie przy użyciu uczonego języka i w nim zostanie udzielona odpowiedź. W warunkach domowych słownik jest jak najbardziej wskazany, choć warto i tu zmusić się do obrania trudniejszej drogi, i wybrać słownik np. niemiecko- niemiecki. Tym sposobem szukając wytłumaczenia jednego nieznanego wyrazu, będziemy nieraz zmuszeni sprawdzić kolejne pięć słów zawartych w definicji. Choć jest to czasochłonne, tym sposobem poznamy kilkukrotnie więcej słów.

(Fot. Flickr/shaneglobal/Lic. CC by)

(Fot. Flickr/shaneglobal/Lic. CC by)

Tworzenie warunków nauki, które są jak najbliższe „rzeczywistym” okolicznościom wykorzystania języka, jest możliwe także przez odpowiedni dobór materiałów dydaktycznych. Zamiast sztywnych podręcznikowych tekstów warto zatem, by lektor sięgał po artykuły prasowe, zamiast sztucznych i wystudiowanych nagrań po prawdziwe słuchowiska radiowe (najlepiej zawierające wypowiedzi dzwoniących słuchaczy). Większość osób, które nawet po latach nauki w końcu muszą dogadać się z obcokrajowcem, przeżywa szok, jak szybko, niewyraźnie i potocznie się oni wysławiają. Podobnych problemów możemy doświadczyć, musząc odbyć rozmowę telefoniczną czy telekonferencję (bardzo popularną w pracy korporacyjnej) w obcym języku. Słabe połączenie, szumy czy inne utrudnienia mogą skutecznie przeszkadzać w porozumiewaniu się. Jeśli będziemy mieli szansę z podobnymi sytuacjami oswoić się w czasie zajęć, jest spora szansa, że zachowamy zimną krew i z powodzeniem wykorzystamy posiadane umiejętności.

I wreszcie dochodzimy do czynnika kluczowego, choć jednocześnie mogącego budzić pewien opór ze strony kursantów, a mianowicie rygoru. Spora część uczących się sądzi, że skoro decyduje się na zajęcia dodatkowe, ma prawo pracować na tyle, na ile ma ochotę, spóźniać się czy odmawiać pisania stresujących testów. Prawda jest jednak taka, że bardzo niewielu potrafi samodzielnie zmusić się do odpowiedniej ilości wysiłku włożonego w naukę. Choć rozpoczynanie każdych zajęć od kartkówki może wydawać się niepotrzebnym stresem, większość osób sięgnie jednak choć raz do materiałów, by zapobiec totalnej kompromitacji.

Któż w końcu lubi bowiem wychodzić na nieuka i dyletanta? Podobnie jest z robieniem pracy domowej. Jeśli jej brak grozi wzbudzeniem poważnego gniewu u lektora, ma się dobry powód, by chcąc nie chcąc poświęcić na pracę z językiem swój czas wolny. Osoba, która na zajęcia przychodzi nieprzygotowana, traci nie tylko sama, ale i spowalnia pracę grupy. Nie może ona podjąć rozmowy na temat zadanego tekstu czy sprawdzić z sąsiadem poprawności wykonania zadania. Podobnie jest w przypadku tych, które notorycznie spóźniają się na lekcje – wprowadzają oni zamieszanie, muszą być wdrożeni w omawiane zagadnienia, co wiąże się ze stratą cennego czasu. Dlatego tak ważne jest, aby każdy kursant obecny na zajęciach była punktualny i przygotowany.

Często zdarza się, że przy wyborze szkoły językowej i konkretnego kursu kierujemy się kryterium narodowości lektora. Tzw. native speakers w mniemaniu wielu osób skuteczniej nauczą nas języka obcego, niż Polak po filologii obcej. Z mojego doświadczenia wynika, że jako nauczyciele są oni bardzo często przereklamowani. Przede wszystkim – aby nauczać jakiegoś języka nie wystarczy jego doskonała znajomość. Nie wystarczy nawet dodatkowe przygotowanie pedagogiczne. By być dobrym lektorem dowolnego języka, potrzebna jest także jego znajomość „od kuchni”.

Wyobraźmy sobie, że mamy wyjaśnić obcokrajowcowi, jakie są zasady budowy szyku zdania języku polskim i dlaczego mówi się „pies-psa” a nie „pies- piesa”. Dla osoby bez wiedzy językoznawczej odpowiedź na takie pytania jest niezmiernie trudna lub wręcz niemożliwa. Rzecz nie polega na tym, aby kursanci byli zasypywani milionem niepotrzebnych terminów gramatycznych. Nauczyciela, który na większość wątpliwości odpowiada „bo tak się już mówi” lub „tak jest i musisz to zapamiętać”, trudno uznać za właściwą osobę na właściwym miejscu. Każdym językiem rządzi pewien zbiór reguł, na których luksus nieznajomości mogą pozwolić sobie jedynie osoby poznające dany język jeszcze w wieku dziecięcym. Większość z nas, ucząc się już jako nastolatki lub dorośli, musi chcąc nie chcąc poznać te zasady, by w miarę poprawnie posługiwać się językiem obcym.

Dlatego potrzebny jest nam nauczyciel, który będzie je znał i umiał w przystępny sposób wyjaśnić. Szkoły językowe bardzo często ściągają obcokrajowców, których jedyna kompetencja polega na praktycznej znajomości danego języka. Takich osób lepiej się wystrzegać, chyba, ze liczymy jedynie na możliwość pokonwersowania, a nie uzyskania merytorycznych odpowiedzi na nasze wątpliwości językowe. Taką samą sposobność możemy jednak mieć zupełnie za darmo, szukając znajomego do konwersacji na skypie (uwierzcie, wielu ludzi chętnie sobie pogawędzi z obcymi z innych krajów) lub w jednej z knajp pełnych turystów. Są to opcje dla odważnych, ale po takim doświadczeniu żadna „sytuacja językowa” nie będzie nam straszna.

(Fot. Flickr/shaneglobal/Lic. CC by)

(Fot. Flickr/shaneglobal/Lic. CC by)

Przy okazji warto wspomnieć, że powszechne przekonanie o tym, iż do nauki języków obcych potrzebne są specjalne zdolności, jest błędne. Metodycy nauczania są zgodni, że wmawianie sobie braku jakichś szczególnie potrzebnych zdolności jest nieprawdziwe i szkodliwe, a szybkość postępów w nauce determinowana jest głównie przez motywację do nauki. Drugą rzeczą, która utrudnia proces przyswajania obcego języka, jest koncentrowanie się na unikaniu błędu. Tendencja ta jest bardzo silnie u Polaków zakorzeniona i jednocześnie zupełnie bezsensowna!

Najważniejsze to próbować używać języka obcego tak często, jak możliwe, nie koncentrując się na potknięciach, tylko na sukcesach komunikacyjnych. Dobry lektor nie będzie naciskał na perfekcyjną poprawność wypowiedzi i skupiał się na eliminowaniu wszystkich możliwych błędów, ponieważ u wielu uczniów powoduje to zniechęcenie i osłabia motywację. Nauczyciel języków obcych powinien na wysiłki swoich podopiecznych reagować tak jak rodzice reagują na pierwsze artykułowane przez ich malucha słowa – z entuzjazmem, wsparciem i zrozumieniem. A błędy przecież, przy odpowiednim nakładzie pracy, wyeliminuje się z czasem.

Nikogo bynajmniej nie namawiam, by przy pierwszej możliwej okazji zrugał swojego nauczyciela języków obcych, że prowadzone przez niego lekcje nie wyglądają tak jak powinny, a on sam nie zna się za grosz na swoim fachu. Warto jednak spróbować delikatnie zasugerować wprowadzenie pewnych zmian i udoskonaleń. Najlepiej już na etapie wyboru danej szkoły językowej czy lektora zapytać o możliwość uczestniczenia w lekcji próbnej lub porozmawiać bezpośrednio z nauczycielem o tym, jak wyglądają u niego zajęcia. Choć może z pozoru wydawać się to zbędnym zachodem i nadgorliwością, odpowiedni wybór „językowego przewodnika” zaprocentuje w przyszłości, tego mogę dać gwarancję.

[FM_form id="2"]
Doświadczam
Śladem najpiękniejszych polskich murali
Doświadczam
Miód pitny – alkoholowy specjał naszych przodków
Doświadczam
Latający dysk podbija świat. Polacy też grają w ultimate!