Doświadczam

Czy tego samego sylwestra można świętować dwukrotnie?


  • 0
(Fot. Flickr/lrargerich/Lic. CC by)

(Fot. Flickr/lrargerich/Lic. CC by)

Jest Nowy Rok. Impreza dobiegła końca. Zabawa była szampańska, chciałoby się ją od razu powtórzyć. Czy trzeba mieć wehikuł czasu i nazywać się Marty McFly, aby powrót do sylwestrowej nocy był możliwy? Okazuje się, że niekoniecznie!

<h3>Właściwe miejsce, właściwy czas</h3>

Najważniejsze to znaleźć się w noc sylwestrową we właściwym miejscu. Najlepiej na wyspach południowego Pacyfiku. Warto zacząć w Republice Kiribati. To kraj złożony z 33 wysp koralowych, z których część jest bezludna. Kiribati samo w sobie jest godne odwiedzenia. „Wyspa Bożego Narodzenia (Kiritimati) to największy atol tego kraju oraz największa wyspa koralowa na świecie. Około 30% wyspy to laguna, czyli część morza od niego odcięta. Laguna atolu częściowo wyschła i w dużej mierze jest zamknięta. Atrakcją turystyczną Kiritimati jest kąpiel z meduzami, które na skutek odcięcia od oceanu nie mają naturalnych wrogów, a co za tym idzie – parzydełek” – przeczytać można na EnglishBlog.pl.

Najważniejszy jednak dla nas w noc sylwestrową jest fakt, że mieszkańcy Kiribati jako pierwsi na świecie świętują nadejście Nowego Roku. Znajdują się więc w wąskim gronie osób będących w roku 2013, podczas gry reszta świata jest jeszcze w przeszłości, w roku 2012.

(Fot. Flickr/motleypixel/Lic. CC by)

(Fot. Flickr/motleypixel/Lic. CC by)

Przez kolejne 24 godziny mieszkańcy kolejnych krajów będą odkorkowywać szampana i odpalać petardy. Spoglądając tej nocy na Ziemię z perspektywy kosmicznej, można by zapewne odnieść wrażenie, że jest ona kulą zimnych ogni. Rozpalenie jednego miejsca powoduje rozgrzanie i wystrzał obszaru sąsiadującego na zachodzie. I tak przez 24 godziny i przez całą kulę ziemską.

Zatem w momencie gdy trwająca do bladego rana zabawa na Kiritimati dobiegnie końca, wystarczy wsiąść w samolot i polecieć na wschód. Tam nadal jest rok ubiegły, a sylwestrowa impreza jeszcze się nie rozpoczęła. Dobrym wyborem będzie Samoa lub wyspy Cooka. Niedaleko, więc po przylocie zdążymy jeszcze się przespać i odpowiednio przygotować do wejścia w Nowy Rok… po raz kolejny.

<h3>Jak to możliwe, czyli przyszłość i przeszłość po sąsiedzku</h3>

To współistnienie przeszłości i przyszłości na kuli ziemskiej jest najzupełniej oczywiste. Tak oczywiste, że większość z nas nie zdaje sobie z tego sprawy. Niby wiadomo, że jeśli lecimy do Wielkiej Brytanii, to będzie trzeba przestawić zegarek o godzinę wstecz, a we Lwowie popchnąć czasomierz o godzinę do przodu. W Nowym Jorku będzie trzeba przeżyć „jet lag” i przestawić także swój biologiczny zegar o całe sześć godzin. Jednak mało kto myśli o tym, że skoro nasza planeta została podzielona na 24 strefy czasowe, to w jakimś miejscu na ziemi „wczoraj” w naturalny sposób musi sąsiadować z „dzisiaj”.

W ciekawy sposób tłumaczy to zjawisko dr Vincent DiNapoli na blogu travelanguist.com. „Połóżmy piłkę do koszykówki na stole w ciemnym pokoju i poświećmy na nią latarką. Strona oświetlona to dzień, ciemna strona to noc. […] Kiedy obrócisz ją w lewo (w kierunku wschodnim), środek oświetlonej strony będzie stanowił południe, a środek strony ciemnej, północ; świt jest na lewo, zachód słońca na prawo. Niech południe stanowi nasz punkt odniesienia. […] Podczas gdy strefy czasowe mierzą godziny, linia zmiany czasu odmierza dni, co stanowi dla wielu źródło zamieszania. Jeśli strefy czasowe, uśredniając to, gdzie naprawdę znajduje się słońce, mówią małe kłamstwo, linia zmiany czasu mówi większe, ale nie może nic na to poradzić […]”.

<h3>Wielkie kłamstwo – linia zmiany daty</h3>

„Na naszej piłce do koszykówki przyjrzyj się liniom, które układają się od lewej do prawej, reprezentując 24 strefy czasowe. Tworzą one pewną stałą. W każdej chwili na kuli ziemskiej są 24 różne godziny. Sztuką jest, jak pogrupować je w dzień. I to jest wyższy poziom sztuczności, to większe kłamstwo. Wiemy, że 24 godziny tworzą dzień, lecz gdzie kończymy i gdzie zaczynamy? Gdzie znajduje się szew? […] Którą grupę spośród 24 godzin na nieprzerwanie obracającej się piłce chcemy nazwać Dniem Pierwszym? Oto właśnie cała sztuczność. Musimy wybrać jedną grupę spośród 24 godzin” – ciągnie swoje refleksje DiNapoli.

(Fot. Flickr/96147639@N00/Lic. CC by)

(Fot. Flickr/96147639@N00/Lic. CC by)

„Wypróbujmy  środkowy Pacyfik, który ma dwie zalety. Po pierwsze jest mało zaludnionym obszarem, więc zmiana jednego dnia w drugi nie będzie zanadto przeszkadzać. Po drugie, znajduje się on w połowie drogi z Greenwhich. […] A teraz odwiedźmy linię zmiany daty o jakiejś przypadkowej popołudniowej godzinie, powiedzmy 15 po wschodniej stronie. Po zachodniej będzie więc oczywiście 14, przecież to sąsiednia strefa czasowa, prawda? Ale chwileczkę. Jeśli linia zmiany daty jest naszym szwem, to 14 będzie stanowiła Dzień Drugi – nowe dzisiaj – podczas gdy 15 jest umierającą 15 Dnia Pierwszego – wczoraj”.

<h3>Dlaczego właśnie Kiribati?</h3>

Wracając do sylwestra na wyspach środkowego Pacyfiku. Ktoś mógłby się spierać, że lepiej całą imprezę zacząć od wysp Fidżi niż Kiribati. Istnieją już nawet specjalne oferty agencji turystycznych proponujących zorganizowanie takiego podwójnego sylwestra. Jednak ja się upieram przy Kiribati z dwóch względów. Po pierwsze, ten maleńki kraj dopiero od 1995 roku świętuje jako pierwszy. Wcześniej pod względem czasowym znajdował się bardziej na zachód. „W 1995 roku Kiribati sięgnęło po „żółtą policyjną taśmę” linii (zmiany daty) i przeniosło ją daleko ponad swoją głową na wschód, nie o jedną, ale o całe dwie strefy czasowe. W ten sposób Kiribati stało się najbardziej położonym na wschód krajem na świecie” – tłumaczy Dr Vincent DiNapoli.

Wbrew pozorom władzom Republiki nie chodziło o zyskanie sylwestrowej sławy. W każdym razie nie wyłącznie. „Wyspy Gilberta znajdowały się na zachód od linii zmiany daty, a pozostałe dwa archipelagi leżały na wschód, z wyspą Kirimati położoną daleko na wschodzie […] Było to kłopotliwe dla Kiribati, ponieważ był to jeden kraj, a podczas gdy na Kirimati oraz pozostałych wyspach Line był poniedziałek, w stolicy położonej bardziej na zachód nadal była niedziela, zatem tydzień pracy zredukowany był de facto do czterech dni” – pisze dalej DiNapoli.

Drugi powód skłania do pośpiechu. Otóż chociaż świat się jakoś uparcie nie chce skończyć i data jego końca nadal stanowi święto ruchome, to dni Republiki Kiribati są już policzone. Naukowcy wróżą, że przy stałym podnoszeniu się poziomu oceanów wyspy te zostaną całkowicie zatopione w ciągu najbliższych 40 lat.
Taki Sywester nie jest na pewno najbardziej relaskującym przeżyciem. Dwa dni spędzimy w dużej części w samolocie i ciągłym pośpiechu, jednak wartość przeżycia jest niewątpliwie bezcenna. Nie jest to też na pewno najtańszy sposób świętowania ostatniego dnia w roku. Rozważcie jednak. Ach, właśnie! Gdzie spędzacie?

[FM_form id="2"]
Doświadczam
Malownicze i wzbudzające grozę drogi śmierci
Doświadczam
Moda dla dzieci
Doświadczam
Sztuka medytacji