Bez kategorii

Janusz Kaniewski – Polak, który projektuje świat


  • 0

Jest współautorem projektów samochodów Ferrari, logotypu Fiata, opakowań Marlboro, czy jednej ze szklanek piwa Żywiec. Ale twierdzi, że projektować należy wszystko. A sam każdego dnia wybiega myślami w przyszłość i… podobno wie, jak będzie wyglądał świat przyszłości.

Jego pierwsza zabawka to model Fiata 125. Pierwsze wspomnienie – niezbyt miłe, ale też samochodowe – rozbił sobie głowę w czasie zabawy z siostrą i do szpitala jechał… Fiatem 125p. Zapamiętał z tego wydarzenia szczegóły, takie jak korbkę, którą otwiera się okno czy pikowaną tapicerkę z dermy. Rok później narysował pierwszy samochód.

Najbardziej zasłynął z pracy przy samochodach i nic dziwnego, bo ukończył wydział projektowania środków transportu w Istituto Europeo di Design w Turynie. Mówi o sobie jednak, że jest projektantem rzeczywistości, która nas otacza, czyli… wszystkiego.

„Wszystko jest projektowane, wszystko może podlegać interwencji, a więc działać lepiej albo gorzej” – mówi o tym, czym jest właściwie jego zawód.

Projektant nie jest w jego opinii wyłącznie artystą, bo musi się kierować parametrami czysto biznesowymi i ergonomicznymi. Kaniewskiemu chyba wychodzi nieźle – w 2011 roku zajął drugie miejsce w rankingu najbardziej innowacyjnych przedsiębiorców w Polsce magazynu Forbes.

Made in Poland

„Polska nie ma już swojej marki narodowej jak czeska Skoda czy rumuńska Dacia. Niemniej jesteśmy dużym i rosnącym producentem transportu publicznego, pojazdów specjalistycznych, jachtów i łodzi” – mówił niedawno w jednym z wywiadów.

Twierdzi, że to właśnie samochód budzi największe emocje ze wszystkich przedmiotów. Sam przyznaje, że najlepiej czuje się w Maździe MX5.

Wiele genialnych projektów zarówno zewnętrznego wyglądu aut, jak i wnętrza czy poszczególnych elementów, tworzy daleko od miejsca pracy, czyli biura projektowego.

Zdarzało mu się, że budził się po prostu w środku nocy z jakimś pomysłem. Dopiero później życie podsuwało mu do niego zastosowanie. Inny ciekawy zwyczaj to… szkicowanie na wizytówce klienta w czasie pierwszego spotkania. Wiele razy okazało się, że to właśnie ten pomysł wygrywał z dziesiątkami innych, które powstały później.

Myślami w przyszłości

„Designer to wizjoner” – tłumaczył niedawno Kaniewski w wywiadzie dla Logo. „Ktoś, kto już wie, że na przykład kończy się era samochodów. A to oznacza, że wszystko trzeba na nowo przemyśleć – w urbanistyce, bo ulice takie, jakie są teraz, już nie będą potrzebne. W organizacji przestrzeni, bo inaczej będzie funkcjonować całe miasto. Designer to ktoś, kto uwzględni nie tylko nowe potrzeby, ale też zmiany w mentalności” – wyjaśnia.

I dodaje, że on – tak zawodowo – żyje w związku z tym jakieś 15-20 lat do przodu. Jest trochę człowiekiem z przyszłości, skoro w 2007 roku projektował pewien japoński samochód i jednocześnie… robił lifting marki na lata 2016-2018.

Sztuka biznesu

Kaniewski przewiduje, że samochody, jakie znamy, znikną dopiero około 2030-2035 roku. Wtedy jego zdaniem skończy się ropa i stal. Dziś firmy tylko skupują patenty i chowają je, a że najwięcej zarabia się paliwożernych autach, więc nikt się nie wychyla z nowinkami.

Otwarcie mówi o tym, że ceny są zawyżane. 20 lat temu reflektor do samochodu można było kupić za 20 Euro, dziś znajdą się i takie za 400 Euro. A za 20 lat, jak twierdzi, ta cena może być dużo, dużo wyższa.

I co z tego, że mamy już długowieczne światła ledowe, skoro w Chinach, Indiach czy Brazylii, a więc rynkach uważanych za te, które napędzają motoryzację, największą popularność mają teraz halogeny. Zdaniem Kaniewskiego dopiero jak znudzą się na całym świecie, będzie można wprowadzać na dużą skalę coś nowego

„Audi ma w pełni gotową technologię świateł laserowych, tylko co z tego? I tak ich nie wypuści, dopóki nie zamortyzują się ledowe u nas, a ksenony i halogeny w Bangladeszu” – tłumaczy.

Coraz mniej jeżdżenia

No dobrze, a co z tym światem za kilkadziesiąt lat, gdy samochody, jakie znamy, odejdą w zapomnienie? Jak będziemy się przemieszczać?

Fanów scencie-fiction zasmuci fakt, że polski wizjoner w najbliższym czasie nie przewiduje powietrznych taksówek, znanych choćby z „Piątego elementu”.

„Nie, to bez sensu. Sens mają ruchome chodniki. One suną z prędkością 5-7 kilometrów na godzinę i to jest prędkość zbliżona do tej, z jaką teraz, w korkach, jadą po mieście samochody. Taki będzie transport zbiorowy” – mówił w wywiadzie.

„Transport zbiorowy – szybkie koleje nad- i podziemne, ruchome chodniki w metropoliach, i dla nielicznych – luksus podróżowania indywidualnego” – dodaje.

Takie marki jak Audi, Ferrari nie znikną jednak. Jego zdaniem będą… markami właśnie, oferującymi luksusowe usługi czy produkty z innych niż motoryzacja dziedzin. Już dziś, jego zdaniem, od samego drogiego samochodu ważniejsze są bowiem kluczyki do niego. Nawet nie dla szpanu, a dla zwiększenia poczucia własnej wartości właściciela.

Agresywny wyraz twarzy… samochodu

W nieco bliższej przyszłości, bo już za dwa lata, na drogi wyjadą nowe samochody Ferrari, w których Kaniewski zaprojektował całe wnętrze – od kierownicy, przez deskę rozdzielczą, na fotelach skończywszy. Inspiracją była ponoć… rosyjska mafia.

Sam twierdzi jednak, że niemal połowa ludzi kupuje samochody po spojrzeniu im… w twarz. Maska wraz ze światłami ma przypominać ludzką głowę. I to najlepiej taką z agresywnym spojrzeniem, źrenicami przyciętymi do góry. „Twarze” samochodów projektował choćby dla poprzedniego modelu Ferrari – 458 Italia.

Mimo nieustającego pasma sukcesów na świecie, chce projektować w Polsce, a wszystkim zaczynającym w tym fachu, uważającym że nasz kraj jest brzydki i mało które firmy decydują się na korzystanie z usług ludzi takich jak on, pociesza tym, że… to właściwie dobrze.

Gdy wrócił do Polski pięć lat temu, poczuł się jak drwal wchodzący do lasu. „Boże, tu jest tyle drzew do zrąbania” – pomyślał wtedy. I bardzo się ucieszył.

Zdjęcia:

001_kaniewski_scr – Materiały prasowe wydawnictwa Bosz

002, 003_kaniewski_scr – www.januszkaniewski.com

W artykule wykorzystano fragmenty wypowiedzi z wywiadów dla serwisu Onet Moto, magazynu Logo i programu telewizyjnego „Inny punkt punkt widzenia”.

[FM_form id="2"]
Bez kategorii
Samochody luksusowe w Polsce. Kto je kupuje?
Bez kategorii
Był sobie mężczyzna. Haruki Murakami – pisarz z pozoru nie dla wszystkich
Bez kategorii
Tablet – niezbędna rzecz, czy kolejny bezsensownie wciśnięty nam gadżet?