Mieszkam

Postmodernizm- między kiczem a patosem


  • 0
M2 Building Tokyo (Wikipedia Commons)

M2 Building Tokyo (Wikipedia Commons)

Jeszcze do niedawna o postmodernizmie mówiło się wyłącznie źle: że jest wtórny, że tworzy budynki wyrwane z kontekstu, że jedyną zasadą tego nurtu jest brak zasad. Dziś, po latach, emocje ustały i coraz częściej pojawia się pytanie: a może warto spojrzeć na niego łaskawszym okiem?

Kicz, który stał się ikoną

Budynek Solpol to jeden z „najdonioślejszych” przykładów radosnej twórczości postmodernistycznej w Polsce. W latach 90. był symbolem nowoczesności i rodzącego się kapitalizmu. Jednak odium nowości szybko minęło i przyszedł czas na refleksję: krzykliwa forma kontrastująca z okoliczną zabudową, osobliwa kolorystyka elewacji, pozostawiające wiele do życzenia materiały. Budynkowi zarzucano, że jest kiepską i ubogą wariacją na temat zachodniego postmodernizmu.
Trzeba jednak pamiętać, że lata 90. to specyficzny okres w najnowszej historii Polski.

To czas zachłyśnięcia się wolnością, czas przemian i specyficznie pojmowanej nowoczesności. Wszystko to doskonale uosabia właśnie niedoskonały Solpol. Dziś jest on zwierciadłem, w którym odbijają się pstrokate nadzieje, krzykliwe marzenia i rozdmuchane oczekiwania ostatniej dekady XX wieku. I dlatego też coraz częściej słychać głosy, że budynek (wbrew intencjom inwestora, który chce go zburzyć) powinien zostać poddany liftingowi i pozostać jako świadek tamtych czasów.

Wrocław SOLPOL (Wikipedia Commons)

Wrocław SOLPOL (Wikipedia Commons)

„Dekorowana buda”

Postmodernizm narodził się Stanach Zjednoczonych. Miał on być sprzeciwem wobec wielkiego biznesu, technokracji, bezosobowej masy społecznej, których symbolem stały się wieżowce autorstwa Waltera Gropiusa i Miesa van der Rohe, najważniejszych przedstawicieli stylu międzynarodowego.
Najważniejsze elementy krytyki stylu międzynarodowego można zawrzeć w dwóch hasłach, które są trawestacją (jak to w postmodernizmie bywa) maksym funkcjonalistów. „Form follows fiasco” (forma dąży do porażki), będące odpowiedzią na powiedzenie przypisywane Louisowi Sullivanowi, „Form follows function” (forma podąża za funkcją), oraz „Less is bore” (mniej znaczy nudniej), którym Robert Venturi odpowiadał Miesowi van der Rohe na jego „Less is more” (mniej znaczy więcej).

Robert Venturi – ojciec amerykańskiego postmodernizmu – chciał obnażyć nieszczerość architektury modernistycznej, która według niego była „płytka, banalna, nieprawdziwa, a siła jej społecznego oddziaływania bardzo ograniczona”. Przeciwstawiał ją architekturze „zwyczajnej”, czyli takiej, która jest najbardziej zrozumiała dla masowego odbiory. Projekty Venturiego wykorzystywały znane elementy życia codziennego i odwoływały się do nich, bo to właśnie one miały reprezentować autentyczne wartości społeczeństwa. Architekta fascynowały chaotyczna zabudowa przedmieść Los Angeles oraz krzykliwe, komercyjne budownictwo Las Vegas, które były dla niego przejawem żywiołowego kształtowania środowiska. Gloryfikował on kulturę popularną, kicz, spontaniczność, przekształcając je w pełne dowcipu i ironii dzieła.

Piazza d'Italia (Flickr/joevare/by. CC)

Piazza d’Italia (Flickr/joevare/by. CC)

Podobne stanowisko prezentował Charles Moore, znany głównie z projektu Piazza d’Italia – miejsca spotkań społeczności włoskiej w Nowym Orleanie. Łączy on europejski klasycyzm z amerykańskimi neonami, archetyp włoskiej piazzy ze sztucznością scenografii. Ten ironiczny, odbrązawiający przestrzeń publiczną projekt miał swój początek w lokalnej kulturze i gustach tamtejszej włoskiej społeczności.

Chcemy być (post)nowocześni

Jeden z pierwszych obiektów, do dziś uznawany za polską ikonę postmodernizmu, powstał w latach 1985-96. Było to Wyższe Seminarium Duchowne Polskiej Prowincji Zmartwychwstańców w Krakowie, zaprojektowane przez Dariusza Kozłowskiego i Wacława Stefańskiego. Kompleks składa się z trzech stref, zgrupowanych wokół wewnętrznego dziedzińca. Każda z części ma swoje symboliczne znaczenie, np. Brama Inicjacji, czyli szeroka przerwa w prześwitowym murze, która prowadzi na Dziedziniec Pragnień, ma symbolizować rozterki młodego człowieka, podejmującego decyzję o wstąpieniu do seminarium. W przeciwieństwie do obiektów późniejszych zróżnicowanie form poszczególnych części klasztoru, ich kolorystyki czy budulca nie jest tylko wynikiem fantazji architektów, ale ma swoje uzasadnienie w pragnieniu podkreślenia charakteru tego miejsca.

Budynek TVP S.A. (Wikipedia Commons)

Budynek TVP S.A. (Wikipedia Commons)

Jednak to dopiero w latach 90. nastąpiła w Polsce prawdziwa postmodernistyczna eksplozja. Pojawiające się wtedy realizacje w duchu zachodnim, zwłaszcza w przeżywającym boom budownictwie komercyjnym, miały przywrócić (po okresie „betonowych szaf z oknami”) architekturze społeczną akceptację. Projekt niestety poniósł w dużej mierze fiasko. Było to spowodowane zapewne nieznajomością wśród twórców i odbiorców przeszczepianych na grunt polski kodów, którymi operowali architekci z krajów rozwiniętych. Odwołania do kultury masowej, tradycji miejsca, komentowanie rzeczywistości za pomocą środków wyrazu architektonicznego, pozbawione odpowiedniego kontekstu stawały się ich karykaturami.

Najdosadniej widać to w nowym budynku TVP, który zaprojektował Czesław Bielecki. Jest to postmodernistyczny konglomerat form i znaczeń, wymieszany jednak bez wyczucia i przeskalowany. Gmach składa się m.in. z łukowato wygiętego biurowca, stalowej tuby, kamiennego postumentu, szklanej rotundy i wieży nasuwającej skojarzenia z konstruktywistycznym pomnikiem Trzeciej Międzynarodówki Władimira Tatlina. Można tu się doszukać wpływów stylu Franka Gehry’ego i barokowej zabudowy Rzymu. I gdyby taka mieszkanka powstała jako pastisz, jako efekt szukania granic estetyki postmodernistycznej, to budynek miałby zapewne więcej zwolenników. Niestety, gmach uderza nadętą powagą.

Sąd Najwyższy- Warszawa (Wikipedia Commons)

Sąd Najwyższy- Warszawa (Wikipedia Commons)

Wystudiowaną powagą i podniosłością charakteryzuje się także siedziba Sądu Najwyższego w Warszawie. Marek Budzyński łączy tu nowoczesność z tradycją przetworzoną na postmodernistyczną modłę. Inspiracją dla architekta był antyk. Najbardziej charakterystycznym elementem obiektu jest miedziana kolumnada wzdłuż szklanej fasady, na której znalazły się sentencje z prawa rzymskiego. Jednak tym, co odróżnia Budzyńskiego od Czesława Bieleckiego, jest to, że ten pierwszy robi to z większym wyczuciem, balansuje na krawędzi patosu i kiczu.

Cała wstecz

I choć cały czas w Polsce powstają obiekty w duchu postmodernistycznym, to ta moda powoli zamiera. W Polskiej architekturze coraz śmielej pojawiają się tendencje dekonstruktywistyczne oraz neomodernistyczne. Symptomatyczne wydają się wyniki konkursów na placówki muzealne: Muzeum Sztuki Nowoczesnej, Muzeum Historii Polski czy budowany obecnie gmach Muzeum Historii Żydów Polskich. Charakteryzuje się on prostą szklaną bryłą, przez której całą długość będzie ciągnąć się pęknięcie symbolizujące przejście Żydów przez Morze Czerwone.

Architektura postmodernistyczna być może nie jest zbyt piękna, być może nie pokryje się szlachetną patyną, jednak czy jest to wystarczający powód, aby eliminować ją z przestrzeni miejskiej? Zamiast tego może warto stanąć z boku i spojrzeć na nią z przymrużonymi oczami? Bo czy wszystko musi być takie poważne?

Powiązane wpisy

[FM_form id="2"]
Mieszkam
Dom z gliny i słomy
Mieszkam
Żyć w mieście, na wsi czy na przedmieściach?
Korzystam
Łóżko z fantazją. Niezbędny mebel w nietypowym wydaniu