Myślę

Love story w wersji speed


  • 0
(Flickr/bigbirdz/by CC)

(Flickr/bigbirdz/by CC)

Czerpanie z amerykańskiego stylu życia, przyniosło nam modę na wszystko co “speed”, “quick” i “ fast”. Moja babcia– całkiem nieamerykańska– mawiała jednak, że: co nagle, to po diable.Bądź tu mądry i dowiedz się, która filozofia sprawdza się w przypadku randek…

Garść historii, garść teorii

Idea speed dating narodziła się– dość nieoczekiwanie– w środowisku ortodoksyjnych Żydów. Rabin Yaccov Devo zorganizował pierwszą szybką randkę w 1998r., w Beverly Hills. Założeniem fast date było stworzenie alternatywy dla młodych, którzy dotąd poznawali się w klubach, dyskotekach, etc. Pomysł się przyjął, speed dating zaklimatyzowały się w USA. Później przyszedł czas na Europę i Polskę, gdzie pierwsi „szybcy” randkowicze spotkali się w Warszawie, w 2009r.

Idea była dobra. Niemalże szlachetna. Dwie samotne, zapracowane, zabłąkane duszyczki, miały dzięki fast date znaleźć swoje remedium. Nakład czasu- niewielki, wystarczy poświęcić około godziny. Koszt- stosunkowo niewygórowany, średnio 50 zł. Kilka razy do roku organizatorzy urządzają szybkie randki za darmo. Ale– jako, że zawsze musi być jakiś haczyk– znajdzie się i tutaj. Jakim cudem zapracowany samotnik, który nie ma czasu pójść na „normalną” randkę, ma go znaleźć na budowanie z kimś bliskiej relacji?

Polowanie na singla

Dawno, dawno temu, za siedmioma górami i lasami… Ach, nie, to nie ta bajka. Upolowanie dla wybranki dzikiej zwierzyny i rozniecenia ognia, który da jej spokój i bezpieczeństwo, miały jednak miejsce bardzo dawno temu. Walka szablą o serce wybranki- także była. Sonety zakochanego poety- były. Werterowskie cierpienia- były. Do tego wiktoriańskie picie herbatki dwojga zakochanych i czarna polewka w skrajnie odmiennym przypadku.

(Flickr/instantvantage/by CC)

(Flickr/instantvantage/by CC)

Teraz mamy „ imprezowe love story”, „ portalowe love story”, casual dating i speed dating. Gdyby romantyzm przybrał ludzkie ciało, pewnie usiadłby i gorzko zapłakał.

Oto jak przebiega przeciętna speed randka: kobiety siadają przy stolikach z przyporządkowanym wcześniej numerem. Mężczyźni lawirują pomiędzy kolejnymi stolikami , dosiadając się do potencjalnych wybranek. Rozmowa trwa od 3 do 10 minut. Po dźwięku dzwonka lub gwizdka, nie ma zmiłuj- nawet jeśli nie skończyliśmy zdania, musimy się rozstać. W otrzymanym wcześniej formularzu wstawiamy „+”– jeśli rozmówca zdołał nas oczarować i „-‘’, jeśli oczarował nieco mniej.

Tzw. „szot”, tudzież strzał, traf itp., jest wtedy, kiedy plus trafi na plus. Wtedy dostajemy dane kontaktowe osoby odwzajemniającej nasze zainteresowanie.

Historia zatoczyła koło? Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że znów przyszło nam polować na sztukę „mięsa” i rozniecać ogień, tym razem nieco inny. Jednak po amerykańsku mamy na to tylko kilka minut. Ktoś tu chyba opatrznie zrozumiał fast foody…

Casting na Don Juana

Kto bierze udział w tzw. „ fastach”? Nie ma reguły. Są to studenci, szukający w obcym mieście bratniej duszy. Są też informatycy, prawnicy, biznesmeni, nauczyciele. Single i …no właśnie. Niekoniecznie single. Zdarzają się osoby, żyjące w stałych związkach, dla których speed dating jest formą rozrywki. Nawet po dopasowaniu plusa z plusem, warto więc sprawdzić, czy mamy podobne oczekiwania co do dalszej znajomości.

(Flickr/epsos/by CC)

(Flickr/epsos/by CC)

Podczas rozmów taktyki są różne- na mocnego w buzi Casanovę, eteryczną i kruchą kobietkę, pewnego siebie omnibusa i drapieżnego kociaka. Cóż, nie można się jednak łudzić, że w ciągu 3 minut pokażemy wachlarz naszych intelektualnych możliwości. Będzie liczył się przede wszystkim wygląd i względy estetyczne. Ale przecież od czegoś trzeba zacząć.

3 minuty… cała wieczność

Rozmowa podczas pierwszej randki to zazwyczaj nie lada wyzwanie. Co dopiero, kiedy mamy na nią jedynie kilka minut. Trudno mi sobie wyobrazić, jaka to musi być presja. Czytam jeden z poradników, które radzą, jak się zachować. „Twój głos powinien być stosunkowo niski i opanowany, uśmiech delikatny, bluzka podkreślająca, ale niewyzywająca, makijaż maskujący niedoskonałości, ale niezbyt mocny. Śmiej się z jego kawałów, nie mów za dużo, zadawaj nieszablonowe pytania”. Kurczę blade! Zanim zdążyłam sobie przypomnieć te wszystkie rady, minęły 3 minuty!

Zadawanie pytań żywcem wyjętych z formularza w banku może być równoznaczne z zanudzeniem naszego rozmówcy na śmierć. Dlatego część randkowiczów przynosi ze sobą pytania pomocnicze. Najczęściej pojawiają się standardy typu- życiowa pasja, ulubiony film i gatunek muzyczny, w jakie zwierzę chciałbyś/ chciałabyś się zamienić, albo co zabralibyśmy na bezludną wyspę.

Są też typy, które pytań nie potrzebują, bo najciekawszy dla nich temat to opowiadanie o swoim fascynującym życiu. Przy bliższym spotkaniu z takim osobnikiem „quick” staje się jakby wolniejsze… i dłuższe… i… na szczęście dzwonek- niczym w szkole pod tablicą- występuje w roli wybawiciela.

Trudno mi sobie wyobrazić, ze przez speed dating spotyka się partnera na życie. Natomiast jeśli jesteśmy samotni, nieśmiali, szukamy akurat bratniej duszy, to czemu by nie dać sobie szansy? Osobiście widziałabym jedno przeciwwskazanie- niskie poczucie własnej wartości. Kilkanaście randek w kilkadziesiąt minut nie podreperuje naszego ego, wręcz przeciwnie, postawi nas w sytuacji ekspresowego przymusu walki z kompleksami i narazi na odrzucenie. Ono zawsze jest bolesne, nawet gdy przybiera postać niepozornego minusa…

Powiązane wpisy

[FM_form id="2"]
Myślę
Telewizja – sprzedawcy bezmyślności
Myślę
Jak to jest z tą globalną wioską?
Myślę
Podróże w czasie i przestrzeni. Czy fantastyka bliższa jest rzeczywistości?