Myślę

Sztuka ekonomicznych decyzji – o koszcie alternatywnym i koszcie utopionym


  • 0
(Flickr/jdhancock/by CC)

(Flickr/jdhancock/by CC)

Istnieją pewne zagadnienia z teorii ekonomii, których znajomość może nam bardzo pomóc w podejmowaniu optymalnych decyzji na co dzień. Choć chlubimy się tym, że potrafimy znaleźć każdy produkt w najlepszej cenie, najkorzystniej oprocentowaną lokatę i najbardziej opłacalny abonament telefoniczny, czasem nasza „ekonomiczna logika” nas zawodzi i podejmujemy decyzję nieoptymalną. Powód takiego błędu może być związany z pojawieniem się kosztu alternatywnego lub kosztu utopionego.

Koszt alternatywny

W teorii ekonomii koszt alternatywny, nazywany również kosztem utraconych możliwości, określany jest jako ilość jednego dobra, z którego produkcji trzeba zrezygnować, aby móc wyprodukować określoną ilość innego dobra. Konieczność wyboru jest oczywista, ponieważ czynniki produkcji nie są nieograniczone. Przykładowo, fabryka obuwia może wyprodukować w ciągu miesiąca albo 100 000 par obuwia damskiego, albo 80 000 par obuwia męskiego. Nie może natomiast wyprodukować ich łącznie, ponieważ dysponuje ograniczonymi mocami przerobowymi. Kosztem alternatywnym produkcji 100 000 par obuwia dla panów jest zatem 80 000 par butów dla pań. Problem ten można oczywiście rozciągnąć do skali całej gospodarki. Nie da się wytworzyć wszystkiego w nieograniczonych ilościach – produkcja każdego produktu czy usługi pociąga za sobą konieczność zrezygnowania z innych dóbr, do których wytworzenia potrzebne są te same zasoby.

Jaki ma to związek z naszym życiem codziennym? Otóż pojęcie kosztu utraconych możliwości dotyczy nie tylko sfery produkcyjnej. Możemy o nim mówić, kiedy podejmujemy każdą jedną decyzję, w której występują ograniczone zasoby: jak spędzimy wolne popołudnie, jaki produkt wybierzemy w sklepie, w jaki sposób zainwestujemy nasze oszczędności. Tak naprawdę znakomita większość podejmowanych przez nas co krok wyborów ma właśnie taki charakter. Powszechne powiedzenie „nie można zjeść ciastka i mieć ciastka” (którego autorem jest notabene jeden z najważniejszych współczesnych ekonomistów, Milton Friedman) w najprostszy i najbardziej obrazowy sposób obrazuje właśnie istotę kosztu utraconych możliwości. Można w największym uogólnieniu przyjąć, że koszt alternatywny stanowi wartość najlepszej alternatywnej opcji, która zostaje utracona w wyniku podjętej decyzji.

Nawet nie znając „fachowego” określenia na konsekwencje wynikające z każdego naszego wyboru, na ogół jednak zdajemy sobie z nich sprawę. Najczęściej bodaj przytaczanym w podręcznikach ekonomii przykładem tego, jak działa koszt alternatywny, jest decyzja dotycząca zdobycia wyższego wykształcenia., Rozważając, czy chcemy podjąć studia dzienne, zaoczne, czy też tuż po maturze podjąć pracę zawodową, musimy uwzględnić szereg skutków. Jeśli zdecydujemy się na pierwszą opcję, uzyskamy prawdopodobnie lepsze wykształcenie, które może zaprocentować w przyszłości większymi zarobkami lub wyższym stanowiskiem. Z drugiej strony, prawdopodobnie utracimy wówczas możliwość pracy na pełen etat, a tym samym wcześniejszego gromadzenia doświadczenia zawodowego związanego z pełnowymiarową pracą. Jednocześnie studiując w trybie dziennym nasze przychody w ciągu pięciu lat studiów będą najprawdopodobniej sporo niższe. Mniej bogate doświadczenie zawodowe i skromniejsza zawartość portfela stanowią zatem koszt alternatywny wyboru studiów dziennych. Stając przed takim (i każdym innym dylematem) staramy się wybrać tak, by łączne korzyści są jak najwyższe, a koszty jak najniższe.

(Flickr/proimos/by CC)

(Flickr/proimos/by CC)

Skutki naszych decyzji na ogół są wielowymiarowe u złożone. Jednocześnie w wielu przypadkach koszt utraconych możliwości nie jest jednak tak oczywisty i wyraźny, co sprawia, że łatwo go przeoczyć i nie uwzględnić w naszych kalkulacjach.

Prześledźmy następującą sytuację: dysponujemy zaoszczędzonym tysiącem złotych i stajemy przed dylematem, czy sprawić sobie wymarzony gadżet elektroniczny, czy też odłożyć zakup w czasie (kiedy sprzęt prawdopodobnie będzie odczuwalnie tańszy). Jeśli zdecydujemy się na zakup, utracimy nie tylko nasz tysiąc złotych, ale i określony procent, który otrzymalibyśmy z posiadanej kwoty odłożonej na możliwie najkorzystniejszą lokatę. Naturalnie, pełny rachunek ekonomiczny wymagałby także uwzględnienia podatku Belki oraz stopy inflacji, która decyduje o spadku wartości zaoszczędzonej gotówki. W większości przypadków jednak zysk z takiej lokaty wciąż byłby dodatni. Nie zapominamy, że posiadana gotówka może także być zainwestowana w bardziej zyskowny fundusz lub akcje – jeśli zysk z takiego posunięcia jest wyższy niż z najlepiej oprocentowanej lokaty, zgodnie z definicją stanowi on koszt alternatywny dla dokonania zakupu. Po jego uwzględnieniu może się okazać, że rachunek zysków i start wygląda zgoła inaczej i ten wybór, który z początku wydawał się najlepszy, nagle przestaje być najbardziej opłacalnym. Bardzo często jednak podstawową trudność w tego typu sytuacjach sprawia fakt, że niezmiernie trudno określić wartość pewnych opcji w pieniądzu. Ile dla nas warta jest przyjemność zabawy najnowszym tabletem lub odtwarzaczem muzyki? Jak dużą stratę oznacza dla nas odsunięcie tej konsumpcji w czasie o kilka miesięcy? Nie chodzi jednak o to, by umieć przeliczyć wszystko na złotówki, ale raczej by pamiętać o wszystkich konsekwencjach naszych wyborów.

Na szczęście w wielu przypadkach korzyść z jakiejś decyzji i jej koszt alternatywny jest znacznie bardziej policzalny. Wiele osób, robiąc zakupy, kieruje się aktualnymi promocjami i krąży między sklepami, by w jednym markecie kupić w korzystniejszej cenie wędlinę, w drugim proszek do prania, a w trzecim pieluchy dla dziecka. Hipotetyczny konsument, przeprowadzając tego typu operację jest w stanie zaoszczędzić 50 zł w porównaniu do kwoty, jaką zapłaciłby, kupując wszystkie potrzebne rzeczy w najbliższym osiedlowym sklepie. Odejmijmy od tego koszt benzyny i zostanie, powiedzmy 35 zł. Czy kwota ta stanowi czysty zysk owego przedsiębiorczego zakupowicza? Załóżmy, że z zawodu jest on malarzem a objechanie wszystkich sklepów zajęło mu 5 godzin. W tym samym czasie jest on w stanie namalować szybką akwarelę, którą jeden z jego miłośników byłby gotowy kupić za 150 zł. Wówczas okaże się, że tak naprawdę nie ma żadnego zysku, a nasz artysta jest stratny 115 zł. Choć przykład ten można uznać za nieco oderwany od rzeczywistości, jego celem jest ukazanie jednej ważnej prawdy – czas stanowi „zasób” niezwykle cenny i nieraz pożytkując go na pozornie rozsądne działania, tak naprawdę nie wykorzystujemy go w najbardziej opłacalny z ekonomicznego punktu widzenia sposób. Taki tok rozumowania nie może jednak posunąć się do granic absurdu –biedny malarz musiałby tworzyć akwarele przez niemal cały dzień, z przerwami na sen i posiłek, bo wówczas jest w stanie zarobić więcej. Nie można przecież czasu przeznaczonego na hobby czy relaks uznać za „nieopłacalny”. Warto jednak pamiętać, że nie każda czasochłonna czynność, która ma nam oszczędzić trochę grosza, w końcowym rozrachunku przyniesie nam finansową korzyść. Stwierdzenie „czas to pieniądz” jest wprawdzie truistyczne, ale tak naprawdę odzwierciedla jedną z podstawowych zasad racjonalnego postępowania.

Jako ciekawostkę można dodać, że koszt alternatywny jest ważnym zagadnieniem w teorii negocjacji. Występuje w niej tzw. BATNA (ang. Best alternative to a negotiated agrement) czyli najlepsza alternatywa dla negocjowanego porozumienia. Zachęcam do zainteresowania się tym tematem, gdyż taka wiedza może się przydać choćby przy następnej negocjacji podwyżki u pracodawcy czy nawet zniżki na kupowany w sklepie telewizor.

(Flickr/jdhancock/by CC)

(Flickr/jdhancock/by CC)

Koszty utopione

Koszty utopione, zwane też zapadłymi, to wydatki, które zostały już poniesione i nie mogą być odwrócone wskutek żadnej teraźniejszej lub przyszłej decyzji. W przedsiębiorstwie za przykład kosztu utopionego może posłużyć wydatek poniesiony na badanie nowego produktu. Nawet, jeśli ostatecznie nie dojdzie do jego wprowadzenia, nie da się odzyskać pieniędzy przeznaczonych na wynajem laboratoriów i zatrudnienie osób w nich pracujących.

Podstawowy problem związany z kosztami utopionymi polega na tym, że wszyscy mamy skłonność do trzymania się podjętych decyzji, które pociągały za sobą koszty utopione – nawet, jeśli będą one dla nas niekorzystne. Zgodnie zasadami rachunku ekonomicznego, tylko koszty teraźniejsze i przyszłe powinny być uwzględniane przy wyborze opcji postępowania. Koszty, których w żaden sposób nie zmienimy, nie powinny mieć dla nas żadnego znaczenia. A jednak mają. Dlaczego? Ponieważ nikt nie lubi ponosić start i każdy stara się postępować tak, ich unikać. Im więcej zatem pieniędzy, wysiłku lub czasu przeznaczyliśmy na jakieś przedsięwzięcie, tym niechętnej od niego odstąpimy. Podajmy najbardziej banalny przykład takiego toku myślenia. Mamy do wyboru iść na piechotę odcinek możliwy do pokonania w 10 min, możemy też podjechać ten dystans autobusem. Decydujemy się na opcję wygodniejszą i stajemy na przystanku w oczekiwaniu na transport zmotoryzowany. Mija 10 minut, ale naszego pojazdu ani widu, ani słychu. W tym momencie zaczynamy podejrzewać, że mógł się on zepsuć po drodze albo utknąć w korku, bo jest spóźniony o dobre 8 minut. Ponieważ jednak zmarnowaliśmy już czas na bezproduktywne czekanie, pozostaniemy raczej na miejscy z nadzieją czekając na spóźniony autobus, niż stwierdzimy, że, że z dużym prawdopodobieństwem szybciej dojdziemy pieszo. Jest to przykład efektu kosztów utopionych. W tym przypadku niewiele mamy do stracenia, jeśli podejmiemy niekorzystną decyzję, kierowani myślą „przecież już tyle czekałem/am” (chyba, że grozi nam spóźnienie się na ważny egzamin lub rozmowę). Bardzo często jednak nasze przywiązanie do poniesionych kosztów prowadzi do wyborów, które mogą w efekcie generować bardzo odczuwalne straty.

Załóżmy,  ze Firma X decyduje się na otwarcie nowej placówki, na co przeznacza 2 mln zł. W czasie realizacji przedsięwzięcia, kiedy w połowa posiadanych środków finansowych została już wydana, analitycy firmy tworzą najbardziej aktualną prognozę. Okazuje się, że z powodu wzrostu cen materiałów budowlanych całkowity koszt będzie wynosił 3 mln zł. Dodatkowo spadek popytu na usługi firmy X sprawi, że nowa placówka będzie przynosiła znacznie mniejszy dochód, niż pierwotnie zakładano. Zarzucenie projektu będzie jednak oznaczało przyznanie, że ktoś popełnił poważny błąd i milion złotych został bezpowrotnie zaprzepaszczony (przy założeniu, że nie ma szans na sprzedanie rozpoczętej inwestycji). U osób decyzyjnych pojawi się wówczas pokusa, by mimo niekorzystnych projekcji kontynuować budowę, licząc jednoczenie, że sytuacja w cudowny sposób się odmieni. Chęć uzasadnienia poprzedniej decyzji i dążenie do uniknięcia „bezsensownych” kosztów może zatem sprawić, że zamiast anulować nierentowny projekt i pogodzić się ze stratą miliona złotych, zarząd zgodzi się na realizację nieekonomicznego przedsięwzięcia i narazi firmę na dużo większe starty w przyszłości.

Podobny tok myślenia nie jest charakterystyczny tylko dla sfery biznesu. Załóżmy, że szukamy opcji na zagraniczny wyjazd zagraniczny. Znajdujemy ciekawą ofertę, na której poczet wpłacamy 500 zł bezzwrotnej zaliczki. Całość ma kosztować 3000 zł. Po jakimś czasie natrafiamy jednak na ofertę konkurencji, która oferuje lepszy hotel w ładniejszym miejscu za 2500 zł. Koszt taki sam jak w pierwszej opcji po odjęciu zaliczki, więc teoretycznie nie powinno robić nam różnicy, które z biur podróży wybierzemy. Jeśli jednak porzucimy wcześniej wybrany wyjazd, będziemy mieli poczucie, że straciliśmy bezsensownie 500 zł oraz niepotrzebnie poświęciliśmy czas na załatwianie i podpisywanie umowy. W ten sposób ze smutkiem stwierdzimy, że lepsza oferta jest już dla nas poza zasięgiem, bo chcemy uniknąć odczucia straty niemałej kwoty. Jaki jest tego skutek? Kończymy wydawszy tyle samo pieniędzy, ale w gorszym hotelu i w brzydszym mieście. Co ciekawe, również i w tym przypadku mądrość ludowa spieszy nam z adekwatną radą – przecież nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem.

W życiu nie chodzi o ty, by wszystko przeliczać na pieniądze, analizować pod kątem opłacalności, liczyć procent składany i śledzić stopę inflacji. Rzecz nie w tym, by każdą wolną chwilę przeznaczać na pracę, bo w ten sposób możemy więcej zarobić. Niekiedy jednak wiedza o tym, jakie koszty alternatywne towarzyszą naszym decyzjom i w jaki sposób poniesione koszty zapadłe modyfikują nasze postępowanie, może nam pomóc. By w głupi sposób nie tracić możliwego zysku i by nie przeszły nam koło nosa wymarzone wakacje.

[FM_form id="2"]
Myślę
Mars One- Kosmiczna misja bez powrotu
Myślę
Diamenty – symbol luksusu
Myślę
Nie będziemy tęsknić za Jackiem Nicholsonem