Myślę

Jestem węchowcem


  • 2
(Flickr/jeroenbennink/by CC)

(Flickr/jeroenbennink/by CC)

Główny zmysł zapewniający nam kontakt ze światem zewnętrznym to wzrok. Większość z nas nazywa samych siebie wzrokowcami, ponieważ pojmujemy świat na sposób obrazu. Inni są słuchowcami. Lubią dźwięk. Według mnie obie te grupy to jednocześnie „węchowcy”, o ile takie słowo istnieje. Ten najbardziej „nieświadomy” zmysł kieruje naszym postrzeganiem silniej, niż nam się wydaje.

O anatomii słów kilka

Czym jest zapach? Właściwie nie do końca wiadomo. O ile mechanizm odbioru obrazu czy dźwięku jest już jasny, o tyle zapachu prawie w ogóle. Pomimo że węch jest naszym najbardziej pierwotnym zmysłem, dopiero w 2004 roku przyznano Nagrodę Nobla za najlepszą pracę dotyczącą odbioru zapachów. Zgodnie z nią ogrzane wcześniej powietrze dostaje się na powierzchnię górnej części jamy nosowej, gdzie uaktywnione ciepłem cząsteczki zapachu trafiają na 50 milionów komórek receptorowych. Są to swoiste anteny wyłapujące dzięki rzęskom na końcu każdej z nich odpowiednią cząsteczkę, na którą wrażliwe są białka znajdujące się między wspomnianymi włoskami.

Dla porównania pies ma takich komórek 200 milionów, dlatego mówi się – nie bez powodu – że psy mają bardzo dobry węch. Impuls biegnie do drugiego końca komórki umiejscowionej już w części mózgowia zwanej węchomózgowiem. U nas jest to raczej relikt, wspomnienie po czasach świetności zmysłu węchu. U bardziej pierwotnych organizmów stanowi najważniejszy płat, dzięki któremu chemiczne cząsteczki ze świata zewnętrznego dostarczają informacji: wiać, ile sił w nogach, czy atakować? Chociaż dopiero niedawno podręczniki od biologii zmieniły charakter zmysłu węchu z fizycznego na chemiczny, wciąż ta sprawa nie jest do końca wyjaśniona.

Zapachy minionych epok

O palącej potrzebie wyczuwania zapachów możemy się przekonać szczególnie porą jesienno-zimową, kiedy katar męczy nasze społeczeństwo. Żadne danie nie smakuje tak jak wcześniej: staje się raczej mieszanką słonych i słodkich wrażeń kulinarnych, brakuje mu jakiejś głębi. Za tę głębię odpowiedzialny jest właśnie zmysł węchu. Nieodczuwanie zapachów na pewno jednak nie jest aż tak dokuczliwe jak nadmiar zapachów nieprzyjemnych, o czym przekonali się mieszkańcy minionych epok. Na pierwsze miejsce wysuwa się jak zawsze temat średniowiecza i zaniedbywania potrzeb cielesnych na rzecz poszukiwania duchowych doświadczeń. Temat ten zawsze mnie interesował, bo spotkałam się z kilkoma zapewnieniami, że wręcz przeciwnie – średniowiecze pachniało, a nie śmierdziało. Z pewnością nie zależało to jedynie od religii, ale też od tła społecznego i ludzi, którzy wszystkim rządzili i narzucali modę.

(Flickr/naturesdawn/by CC)

(Flickr/naturesdawn/by CC)

Toaleta, bez której nie można obyć się dzisiaj, była raczej luksusem w domach arystokracji, odchody wylewano przez okno na ulicę, gdzie specjalnie przeznaczone do tego rynsztoki gromadziły całe morze tego typu odpadów. Ludzie uważali, że mycie się sprowadza choroby, dlatego zaniechali tego typu zwyczajów. Podobnie było na dworze Ludwika XVI, którego stopy podobno tak pachniały, że służba miała problemy z przebywaniem w jego towarzystwie. Jedyne „za” nieśmiało zwracające uwagę na czystość średniowiecza to bezsprzeczny fakt, że w każdym większym mieście znajdowały się łaźnie, i było ich sporo. Po co komu jednak takie miejsca, skoro zabraniano z nich korzystać z powodów, których Kościół nazwać nie chciał; wszyscy jednak wiedzieli, że chodziło o seks. Cofając się w czasie, możemy dojść do wniosku, że świat nigdy nie był tak czysty jak dzisiaj. My, ludzie XXI wieku, pachniemy perfumami i ekologicznymi mydełkami. Kiedyś wprawdzie również używano wonnych olejków, bardziej jednak w celu zamaskowania swojej „naturalnej” woni niż wytworzenia pięknej aury zapachu. Używanie tego typu pachnideł było charakterystyczne dla starożytnego Egiptu i Grecji. Nawet sam Sofokles przestrzegał przed nadmiernym namaszczeniem swojego ciała. Podobno zwyczaj ten przyprawiał o zawroty głowy.

Zapach, który nie pachnie

Feromony! To tajemnicze słowo i jeszcze bardziej tajemnicze zjawisko kręci naukowców od dawien dawna. Wiemy, że istnieje coś takiego, wiemy też, że odgrywa sporą rolę w relacjach międzyludzkich. Wyszukiwarka na frazę „feromony” reaguje raczej całą masą sklepów oferujących najlepsze wabiki na każdego mężczyznę i na każdą kobietę niż jakimiś rzetelnymi informacjami. A powód jest jeden: po prostu takie informacje nie istnieją! Zwierzęta i rośliny wydzielają takie substancje oraz mają odpowiedzialny za ich odbiór narząd, zwany organem przylemieszowym lub też narządem Jacobsona. Ludzie bezsprzecznie też go mają, ale przede wszystkim w życiu embrionalnym.

Narząd lemieszowy u dorosłego człowieka jest bardziej mitem niż faktycznym receptorem wrażliwym na feromony, przede wszystkim ze względu na to, że nie jest połączony z mózgiem. Prawdopodobnie. Istnieją podejrzenia, że jest powiązany z podwzgórzem odpowiedzialnym za bezwiedne odruchy. Jak na razie pozostaje to tajemnicą. Sklepy oferujące te substancje obiecują zmianę całego życia: od kontaktów z płcią przeciwną, przez lepsze zdawanie egzaminów, po stanie się nagle najbardziej przebojową osobą w towarzystwie. Brzmi to dla mnie podejrzanie. Jak substancje, których nie możemy wyczuć ani nawet dobrze dobrać do siebie, mają nagle zapewnić sukces, sławę i dobry seks z partnerem?

Zapach wolności, luksusu czy sukcesu?

Na szczęście istnieją zapachy, które czujemy i możemy sobie wybrać spośród całej ich gamy na półce w sklepie. Kolejność, która odzwierciedla koncentrację zapachu w roztworze wodno-alkoholowym, to: perfumy, woda perfumowana, woda toaletowa, woda kolońska. Im więcej zapachu, tym wyższa cena oraz dłuższy efekt. Perfumerie oferują zapachy od kwiatowych, przez cytrusowe, na zapachu ludzkiej spermy czy tuszu do drukarki kończąc. Dobór odpowiedniej woni faktycznie jest możliwy, tak abyśmy my się dobrze czuli i osoby w naszym otoczeniu.

(Flickr/valeriebb/by CC)

(Flickr/valeriebb/by CC)

Reklamy przekonują, że wybór niektórych z nich da nam specyficzne odczucia, jak przebojowość, zmysłowość, świeżość czy pewność siebie. Idealnie dobrane, potrafią zdziałać cuda podobne do tych opisywanych przy mniemanym działaniu feromonów. Oczywiście mogą również odrzucać. Nasza identyfikacja osób i miejsc jest ściśle związana z ich wonią. Niech przykładem będzie mężczyzna, którego żona zmieniła perfumy na… perfumy jego kochanki. Ponieważ facet nie przepadał już za swoją byłą „łóżkową koleżanką”, zaczął nienawidzić swoją żonę. Zapach bywa ogromnie ważny.

Woń emocji

Tak ważny, że staje się głównym bodźcem seksualnym. O ile utrata wzroku jest rzeczą, z którą każdy z nas się spotkał, o tyle utrata węchu to tak subtelna zmiana, że nikt nie poczułby się okaleczony bez możliwości wyczuwania woni. A jednak za anosmią, bo tak nazywa się to schorzenie, kryje się cała masa niedogodności. Uważa się, że ludzie coraz częściej tracą węch, szczególnie na określone grupy zapachów. Taka utrata może skutkować totalną oziębłością seksualną i problemami, z którymi trzeba się udać do lekarza. Około 80% Amerykanek, które cierpią na zaburzenia powonienia, ma również ogromne problemy z seksualną aktywnością! Cząsteczki, które wyłapuje nos, oddziałują bowiem silnie na emocje. Potwierdza to fakt połączenia opuszki węchowej z mózgowiem bez przechodzenia przez ośrodki kontrolujące nasze zachowanie. Zapach bezpośrednio więc łączy się z naszymi podświadomymi instynktami, stając się bodźcem przywołującym wspomnienia, byłego kochanka, pewne wydarzenie. Narząd limbiczny, o którym mowa, decyduje o odczuwanych emocjach. To dlatego niektóre wonie są postrzegane jako przyjemne, inne – wręcz przeciwnie.

Pytania są, odpowiedzi brak

W temacie węchu więcej jest znaków zapytania niż ogromnych wykrzykników. Wygląda na to, że będziemy musieli trochę zaczekać na konkretne dane. Coś, co wydaje się tak oczywiste, że nie zwracamy na to uwagi, może decydować w ogromnej mierze o jakości naszego życia. Jak to stwierdziła jedna ze znanych mi osób: ja się zakochuję w zapachu, a nie w mężczyźnie! Takiej świadomości swojego ciała sobie i Wam życzę.

Powiązane wpisy

[FM_form id="2"]
Pracuję
Wideo rekrutacja – jak do niej podejść?
Myślę
Czym jest doskonałość?
Myślę
Jak zaoszczędzić na dojazdach do pracy?
  • O co chodzi, że nikt nie poczułby się okaleczony. Skąd ten duży kwantyfikator? 

    O ile utrata wzroku jest rzeczą, z którą każdy z nas się spotkał, o tyle utrata węchu to tak subtelna zmiana, że nikt nie poczułby się okaleczony bez możliwości wyczuwania woni.

    • Andżelika Bieńkowska

      Miałam na myśli fakt, iż utrata wzroku w bardzo dużym stopniu ogranicza nasze kontakty ze światem zewnętrznym i poruszanie się w nim oraz jest dostrzegalna.

      Utrata węchu do dziś jest raczej sprawą niespotykaną, często nawet nie jesteśmy świadomi, że nie jesteśmy wrażliwi na pewne zapachy a kontakt z osobą z taką dolegliwością nie sprawił by nam najmniejszego problemu.

      Poczucie się okaleczonym lub też nie zależy od tego jak postrzega to dana osoba, to fakt. Moim zdaniem jednak utrata węchu nie sprawiłaby u większości z nas aż tak dalece posuniętych konsekwencji w doświadczaniu codziennego życia jak utrata wzroku. 🙂

      Pozdrawiam!