Doświadczam

Ekologiczne oświetlenie. Moda, konieczność czy technologiczny przełom?


  • 0


Klasyczne żarówki, które jeszcze kilka lat temu były w wielu miejscach podstawowym źródłem światła, odchodzą do lamusa. Zostały zastąpione rozwiązaniami, które mają być nie tylko nowocześniejsze, ale przede wszystkim bardziej energooszczędne i przyjazne dla środowiska. Tylko czy przypadkiem, korzystając z naszej ekologicznej wrażliwości, ktoś nie wciska nam ekologicznego kitu?  

Świecące grzejniki


Żarówka, której wynalezienie niesłusznie przypisuje się Tomaszowi Edisonowi, przez niemal wiek przetrwała w niezmienionej formie. Choć zwolennicy teorii spiskowych widzą w niej symbol tzw. planowanego starzenia produktów, to patrząc z punktu widzenia zwykłego użytkownika, trudno dostrzec jakieś wady tego urządzenia.

Tradycyjna żarówka jest tania, sprawdzona i świeci przyjemnym dla oka, ciepłym światłem. Niestety, jest zarazem niezbyt efektywna. Dlaczego? Wynika to z faktu, że tylko kilka procent pobieranej energii jest przekształcane w światło, a pozostała część jest emitowana w postaci wydzielanego przez żarówkę ciepła.

Gdyby spojrzeć na żarówkę nie przez pryzmat naszych przyzwyczajeń, ale przez to, do czego zużywa dostarczaną energię, można uznać ją raczej za grzejnik niż źródło światła.

Unia Europejska nie lubi żarówek


W związku z tym wojnę żarówkom wypowiedziała Unia Europejska. Od 2009 roku na mocy Rozporządzenia Komisji (WE) nr 244/2009 z rynku zaczęły znikać tradycyjne żarówki – początkowo 100-watowe i mocniejsze, żarówki halogenowe albo z matowym szkłem.

W kolejnych latach na cenzurowanym znalazły się kolejne przedziały mocy żarówek, a w 2016 wynalazek pana Josepha Wilsona Swana (uznawany za twórcę żarówki Tomasz Edison skopiował pomysł brytyjskiego wynalazcy) ma ostatecznie odejść do lamusa, zastąpiony nowoczesnymi świetlówkami. Warto przy tym zauważyć, że niemal każdy zakaz polegnie w starciu z kreatywnym umysłem. Choć zmniejszyła się popularność tradycyjnych żarówek, to nadal bez większego problemu można je kupić. Jak to możliwe?

Przykład dał pewien niemiecki inżynier, Siegfried Rotthaeuser. Siegfried zaczął sprzedawać urządzenia, które wprawdzie wyglądają i świecą jak zwykłe żarówki, ale w świetle przepisów nimi nie są. Pomysł polega na tym, że są sprzedawane jako rewolucyjny wynalazek o nazwie Heatball, czyli miniaturowy grzejnik, który – a to niespodzianka! – nie dość, że grzeje, to jeszcze, zupełnie przy okazji, świeci. Zostawmy jednak na boku biurokratyczne i prawne absurdy, skupiając się na innym zagadnieniu: czy zamiana jest opłacalna?

Pozory mylą

Jeśli weźmiemy pod uwagę wyłącznie ilość energii potrzebnej do zapewnienia odpowiedniego oświetlenia, rachunek jest prosty – tradycyjna żarówka to nieefektywny i drogi w eksploatacji relikt przeszłości, który powinien zostać bezzwłocznie zastąpiony czymś nowocześniejszym. Nie dość, że zapłacimy mniej za prąd, to przy okazji odciążymy trochę naszą planetę, redukując emisję gazów cieplarnianych i wszelakich paskudztw powstających przy produkcji energii.

Brzmi nieźle, jednak to zbyt duże uproszczenie. Po pierwsze zwykłe żarówki faktycznie ogrzewały nasze domy. O ile w letnią noc trudno uznać to za zaletę, to w zimie – zwłaszcza w nowoczesnych, dobrze izolowanych domach – mogły generować zauważalną część ciepła potrzebnego do komfortowego mieszkania. W takim przypadku oszczędność energii będzie pozorna: i tak trzeba ją będzie zużyć na dogrzanie budynku.

Kolejną kwestią jest proces technologiczny, w którym powstają świetlówki – ich produkcja jest znacznie bardziej energochłonna niż tradycyjnych żarówek. Co więcej, świetlówki zawierają m.in. trującą rtęć (to paradoks – ze względu na rtęć wycofano przecież z unijnego rynku tradycyjne termometry), co oznacza, że bezpieczna utylizacja zużytych urządzeń pociąga za sobą dodatkowe koszty i zużycie energii.

Producenci świetlówek wyciskają z rynku ostatnie zyski


Niestety, do tej pory nikt nie przygotował, albo raczej nie upublicznił rzetelnego raportu, porównującego bilans energetyczny starego i nowego rozwiązania. Z tego powody wszelkie głosy w kwestii mniejszej lub większej szkodliwości któregoś z nich pozostają tylko opiniami opartymi na osobistych poglądach i przekonaniach, a nie na obiektywnych danych.

Trochę światła na sprawę rzuca trafne spostrzeżenie Piotra Stasiaka, opublikowane przed laty w „Polityce”:

Nie jest tajemnicą, że oświecenie Europy ozłoci w dużej mierze dwie firmy – holenderskiego Philipsa oraz Osram (powiązany z niemieckim Siemensem). Są to giganci wspólnie kontrolujący ponad 60 proc. unijnego rynku. (…) dwie wielkie firmy zrozumiały, że świat przesiądzie się na LED-y, a wcześniej przez lata wydały miliardy na rozwijanie technologii świetlówkowych. Próbując ograniczać straty, przeforsowały w Brukseli prawo, które wymusi zmianę żarówek na świetlówki.

Co rozświetli mrok w kolejnych latach?


W tym miejscu dochodzimy do sedna sprawy – wiemy, że w roli źródła światła tradycyjne żarówki nie są optymalnym rozwiązaniem. Równie dalekie od doskonałości jest oświetlenie halogenowe, a forsowane obecnie przez unijne przepisy świetlówki to co najwyżej przejściowy etap na drodze do ekologicznego oświetlenia.

Czym zatem będziemy rozświetlać mrok w nieodległej przyszłości? Dobrym i zyskującym coraz większą popularność rozwiązaniem jest oświetlenie LED-owe. Choć nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę, większość z nas korzysta z niego na co dzień – diody elektroluminescencyjne podświetlają ekrany znacznej części telewizorów, telefonów czy laptopów.

Znajdziemy je również m.in. w latarkach, oświetleniu rowerowym, a coraz częściej również w postaci żarówek, z powodzeniem zastępujących zarówno te tradycyjne, jak i świetlówki. Na czym polega przewaga oświetlenia LED?

Kiedy kolejna technologiczna zmiana warty?


Żarówki z diodami są kilkadziesiąt razy trwalsze od tradycyjnych i kilka razy trwalsze od świetlówek. Podobnie wygląda kwestia zużycia prądu – nawet w porównaniu z energooszczędnymi świetlówkami zużywają go prawie o połowę mniej. Problemem, który na razie powstrzymuje żarówki LED przed podbojem rynku, jest ich stosunkowo wysoka cena.

Jej obniżenie jest jednak najprawdopodobniej jedynie kwestią czasu. To nie wszystko. Oświetlenie LED daje niespotykane wcześniej możliwości, których ciekawym przykładem może być choćby żarówka LIFX. Ten ciekawy gadżet nie tylko zaświeci światłem w kolorze, jaki sobie w danej chwili zażyczymy, ale – dzięki podłączeniu do Internetu – pozwoli na zdalną kontrolę oświetlenia, sterowanie światłem za pomocą smartfona czy choćby nawet dostosowanie go do aktualnie grającej muzyki.

Bez wielkiego ryzyka można pokusić się o stwierdzenie, że obecna popularność świetlówek to najprawdopodobniej ich łabędzi śpiew. Jedynym pytaniem, jakie pojawia się w kontekście zastąpienia ich innym źródłem światła, nie jest „czy?”, ale „kiedy?”. Odpowiedź poznamy w najbliższych latach.

Powiązane wpisy

[FM_form id="2"]
Doświadczam
Dieta sirtfood – sposób na długowieczność czy kolejna dieta-kit?
Doświadczam
Islandia – 10 miejsc, które musisz zobaczyć!
Doświadczam
Niespodzianki i nostalgie znalezione na pchlich targach