Pracuję

John McAfee – wizjoner nowoczesnych technologii, który upadł na dno


  • 5
John McAfee (Fot. Wired.com)

John McAfee (Fot. Wired.com)

Dla Forresta Gumpa życie było jak pudełko czekoladek. Losy Johna McAfee przypominają raczej rozpędzoną kolejkę górską, zaprojektowaną w pijanym widzie przez szalonego inżyniera. Wzloty, upadki, praca dla rządu, własna firma i miliony na koncie, poszukiwania związane z seksem i narkotykami, morderstwo, banicja w Ameryce Południowej… Jak intensywnie może żyć jeden człowiek? W tej kwestii John McAfee z pewnością nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. 

Podziel się LSD, to zbudujemy ci komputer

Krzemowa Dolina i kilka z setek firm (Fot. Wikimedia Commons)

Krzemowa Dolina i kilka z setek firm (Fot. Wikimedia Commons)

Jeśli branża IT kojarzy się Wam z nudnymi geekami, dla których poza ekranem komputera i figurkami z „Gwiezdnych wojen” życie może nie istnieć, to losy Doliny Krzemowej powinny postawić ten obraz na głowie. Gdy na całym świecie rozwojem komputerów zajmowali się stateczni specjaliści, z respektem odnoszący się do zasad rządzących światem, Kalifornia udowodniła, że warto poszukać własnej, zupełnie innej drogi.

Nie będę Was zanudzać kombatancką historią powstania współczesnych pecetów – zainteresowanych odsyłam do świetnej książki „Fire in the Valley: The Making of the Personal Computer”, napisanej przez Paula Freibergera i Michaela Swaine’a jeszcze w 1984 roku – świeżo po inwazji komputerów osobistych. Nie sposób jednak pominąć tego, jak na fundamencie stworzonym wcześniej przez firmy takie, jak Intel czy HP, powstało informatyczne imperium.

W dużym skrócie chodzi bowiem o to, że branży IT w jej obecnym kształcie nie zbudowali stateczni naukowcy i korpoludki, ale banda obszarpańców, których żadna babcia nie chciałaby zobaczyć w roli wybranków swojej ukochanej wnusi. Porzucone studia, narkotyki w dowolnych ilościach i wyborze, poszukiwania sensu życia i squatowanie, podlane naukowym sosem pobliskich uniwersytetów Berkeley czy Stanford tworzyły wyjątkowy ferment. Niczym Cthulhu z odmętów wyłoniła się z niego współczesna Krzemowa Dolina, a wraz z nią firmy takie jak Apple, Symantec, Adobe czy Cisco Systems. A przy okazji również John McAfee.

Pij, ćpaj i pracuj

McAfee w 1989 roku (Fot. People.com)

McAfee w 1989 roku (Fot. People.com)

Jak w skrócie przedstawić życie i karierę Jona McAfee? Najprostszą metodą będzie wzięcie na warsztat stereotypu milionera, który systematyczną pracą buduje swoją firmę i dochody. Gdy już go sobie wyobrazimy, weźmy wielki młot z napisem McAfee i roznieśmy nim tę wizję w pył.

Maltretowany przez ojca alkoholika i osierocony w wieku 15 lat John dostaje się na studia, kończy matematykę i rozpoczyna karierę naukową. Nie na długo – wylatuje z hukiem po uwiedzeniu jednej ze swoich studentek. Nie cierpi jednak bezrobocia i jeszcze w 1968 roku zaczepia się w NASA, później przechodzi do Xeroksa, w międzyczasie zaliczając również epizodyczne stanowiska w innych firmach.

Pracę łączy z notorycznym pijaństwem, ćpaniem i handlem kokainą, co kończy się rozpadem życia rodzinnego (w międzyczasie zdążył się ożenić) i odwykiem. W 1983 roku McAfee trafia do koncernu zbrojeniowego Lockheed, gdzie na podstawie kodu Pakistani Brain w 1987 roku opracowuje pierwszego wojskowego wirusa. Spokojne życie specjalisty nie jest mu jednak pisane.

Milioner na haju lata blisko ziemi

Co zrobić z górą pieniędzy i nadmiarem czasu? (Fot. TheTimes.co.uk)

Co zrobić z górą pieniędzy i nadmiarem czasu? (Fot. TheTimes.co.uk)

John wpada na pomysł, by stworzyć program, który będzie w stanie samodzielnie rozpoznawać i usuwać wirusy komputerowe. Rzuca Lockheeda, zakłada własną firmę McAfee Associates i w krótkim czasie zaczyna zarabiać miliony. Nie zaniedbuje przy tym specyficznie pojmowanego marketingu – aby zwiększyć popyt na swoje oprogramowanie, aktywnie rozkręca ogólnoświatową histerię związaną z wirusem Michelangelo. Świat drży ze strachu i kupuje programy antywirusowe, a John obserwuje kolejne miliony pojawiające się na koncie. Gdy okazuje się, że Michelangelo zaraził najwyżej kilkadziesiąt tysięcy komputerów i nie zniszczył świata, John McAfee wylatuje z założonej przez siebie firmy.

Wbrew pozorom ma jednak wiele powodów, by nie narzekać. Konkretnie 100 milionów powodów w kolorze zielonym. Nic już nie musi, za to prawie wszystko może, nic zatem dziwnego, że zaczyna jeszcze intensywniej korzystać z życia. Poza inwestycjami w nowe technologie, jak np. jeden z pierwszych komunikatorów internetowych PowWow, John zaczyna się bawić. Kupuje nieruchomości w całych Stanach Zjednoczonych, pisze książki o jodze, trenuje szermierkę, buduje ośrodek dla alkoholików, praktykuje magię i zakłada grupę pilotów zajmujących się powietrzną akrobacją.

Wraz z nimi specjalizuje się w lataniu jak najbliżej ziemi, co nie podoba się okolicznym mieszkańcom. John załatwia sprawę po swojemu – straszy ich zbliżającym się konwentem lesbijek cyklistek. W późniejszych latach, już w Ameryce Południowej, nie rezygnuje również z innych uciech: jest częstym gościem na rosyjskich forach poświęconych narkotykom, jak choćby Bluelight. Szuka specyfiku zwiększającego doznania podczas seksu, a jako ekspert w tej materii poleca substancję o nazwie MDPV. Nie wie lub nie chce wiedzieć, że jej skutkami ubocznymi są halucynacje i paranoja.

„Jądro ciemności”, „Czas Apokalipsy” i John McAfee w Belize

John McAfee w Belize (Fot. Wired.com)

John McAfee w Belize (Fot. Wired.com)

W 2008 roku John McAfee zwija swoje życie w Stanach, jako oficjalny powód podając kryzys finansowy i roztrwoniony majątek, choć prawdopodobnie przyczyną była ucieczka przed podatkami. Przez Karaiby trafia w końcu do Belize, gdzie – jak się okazuje – gotówki wcale mu nie brakuje. W Belize John zaczyna realizować scenariusz z „Jądra ciemności” – tworzy własne, alternatywne państwo. Rozkręca liczne biznesy związane z turystyką, transportem czy produkcją cygar i kawy.

Angażuje się przy tym w sprawy społeczne i między innymi finansuje program walki z prostytucją i handlem kobietami. Bierze się również za zwalczanie narkotyków, robiąc to w niezbyt typowy sposób: finansuje budowę komendy policji, kupuje policjantom broń, wypłaca dodatkowe pensje i żąda efektów. Te są na tyle wymierne, że milionerem zaczynają interesować się kartele narkotykowe. John rozwiązuje i ten problem: informuje, że założył specjalny fundusz, z którego – w razie jego śmierci – zostanie opłacona nagroda za głowę mordercy.

Zaczyna zachowywać się coraz dziwniej. Podczas jednego z wywiadów gra sam ze sobą w rosyjską ruletkę. Buduje także prywatną internetową wywiadownię gospodarczą, nie rusza się nigdzie bez uzbrojonej ochrony, kupuje sprzęt komputerowy przez podstawionych ludzi, a przy okazji finansuje badania nad bakteriami i antybiotykami. Zatrudnia spotkaną w Belize mikrobiolożkę Allison Adonizio i buduje dla niej w dżungli laboratorium. Szybko modyfikuje priorytety, żądając zmiany kierunku prac na badania nad kobiecym libido.

Nigdy nie ufaj zdjęciom i dziennikarzom z „Vice”!

Allison Adonizio i John McAfee (Fot. Gizmodo.com)

Allison Adonizio i John McAfee (Fot. Gizmodo.com)

Jego spokój w roli lokalnego kacyka dobiega jednak końca. Po licznych incydentach i przeszukaniach, podczas których w domu Johna znaleziono m.in. pokaźny arsenał, w listopadzie 2012 roku legitymujący się amerykańskim paszportem Gregory Faull – sąsiad, z którym John miał na pieńku – zostaje znaleziony z kulą w głowie. Z jego domu znika kilka drobiazgów, a z najbliższej okolicy wyparowuje John McAfee. Milioner odnajduje się w pobliskiej Gwatemali i ogłasza, że władze w Belize chcą go wrobić w morderstwo, aresztować i torturami wydobyć przyznanie się do winy.

Choć oficjalnie nie jest w Belize ścigany ani nie ciążą na nim żadne zarzuty, ukrywa się. Na swojej stronie wyznacza nagrodę za wskazanie mordercy sąsiada, nie zaniedbuje jednak blogowania, a nawet umawia się na rozmowę z dziennikarzami z serwisu Vice. Ci publikują wywiad w Sieci, wzbogacając go o zrobione na miejscu zdjęcie z danymi geolokalizacyjnymi. Na początku grudnia 2012 roku do drzwi Johna puka policja i zatrzymuje go z powodu… nielegalnego przekroczenia granicy Gwatemali. Gwatemalski sąd orzeka o wydaleniu Johna, jednak celem nie jest Belize, ale Stany Zjednoczone.

12 stycznia 2013 roku John McAfee w towarzystwie federalnych śledczych ląduje na lotnisku w Miami. Po co asysta panów w niemodnych garniturach? Według oficjalnej informacji mieli zapewnić spokój i pozwolić na uniknięcie kontaktów z mediami. No cóż, biorąc pod uwagę kreatywność 67-letniego milionera, można było oczekiwać lepszego wytłumaczenia. Jednego za to możemy być pewni – historia Johna McAfee z pewnością nie skończy się w tak banalny sposób. Pozostaje niecierpliwie czekać na jej kolejny rozdział.

[FM_form id="2"]
Doświadczam
Toyota Production System – sekret japońskiej wydajności i jakości
Pracuję
Poczet zacnych samozwańców
Doświadczam
Zygzakiem Przez Świat- gościnnie na FiGeneration
  • Przez takich kolesi czuję się ja bym już przegrał swoje życie 🙂

  • Guest

    Czytając artykuł faktycznie ma się wrażenie jazdy kolejką górską 🙂

  • formoneyhoney

    dad

  • formoneyhoney

    MDM wzmaga kreatywność…. warto się nad tym zastanowić…

  • Brzmi, jak dobra fabuła książki… Z pewnością będę śledził kolejne informacje.