Bez kategorii

Rekultywacja terenów przemysłowych – jak radzimy sobie z tym w Polsce?


  • 1
Przed laty dymiący komin był symbolem postępu (Fot. Flickr/ Tom Raftery/Lic. CC by-sa)

Przed laty dymiący komin był symbolem postępu (Fot. Flickr/ Tom Raftery/Lic. CC by-sa)

Bałagan ma tę zadziwiającą właściwość, że w zasadzie tworzy się sam. Obojętnie, czy dotyczy to kuchennego blatu, czy na przykład zagłębia przemysłowego, przywracanie porządku wydaje się znacznie bardziej żmudne od bałaganienia. Jak radzimy sobie w Polsce z usuwaniem szkód wyrządzonych przez przemysł?

Bałagan nie jest niczym nowym

Gdyby uznać Ziemię za jeden żywy organizm, nasz gatunek z powodzeniem mógłby odgrywać rolę chorobotwórczych drobnoustrojów. W wielu przypadkach eksploatujemy zasoby planety tak intensywnie, jakby miało nie być jutra, a wszystko, co powstawało przez miliardy lat, trzeba było wykorzystać w ciągu jednego wieku.

Oczywiście nie namawiam w tym miejscu do powrotu do jaskiń. Poza słusznym spostrzeżeniem S.J. Leca, że jest nas na to po prostu za dużo, nikt – poza ekstremalnymi wyjątkami – nie chciałby chyba rezygnować z dobrodziejstw cywilizacji.

Posągi na Rapa Nui – Wyspie Wielkanocnej (Fot. Wikimedia Commons)

Posągi na Rapa Nui – Wyspie Wielkanocnej (Fot. Wikimedia Commons)

Niestety, rozwój technologiczny jeszcze w niedalekiej przeszłości oznaczał (a w niektórych rejonach świata nadal oznacza) ogromne szkody dla środowiska. Swoją ukochaną Helladę z zapamiętaniem dewastowali m.in. starożytni Grecy, których wspominamy jako twórców demokracji i wspaniałych dzieł sztuki, a zapominamy im katastrofę ekologiczną spowodowaną masowym karczowaniem lasów i hodowlą kóz.

Podobnie katastrofalna okazała się lekkomyślność dawnych mieszkańców Wyspy Wielkanocnej. Pozostały wprawdzie po nich imponujące posągi, ale mieszkańcy wyspy prawdopodobnie zniszczyli swoje środowisko, wycinając każde, najmniejsze nawet drzewko. Efektem tego był upadek wspaniałej cywilizacji, który doprowadził mieszkańców wyspy do nieustannych wojen i kanibalizmu. Ta przemawiająca do wyobraźni katastrofa ekologiczna jest jednak kwestionowana przez najnowsze badania.

Industrializacja oznacza kłopoty

Problem na znacznie większą skalę pojawił się wraz z rewolucją przemysłową i trwa do czasów współczesnych. Wydobywanie i przetwarzanie surowców oraz rozwój technologiczny niemal zawsze wiążą się z tworzeniem zanieczyszczeń i dewastowaniem środowiska. Skrajnym przykładem takich zniszczeń są tereny zdewastowane przez ciężki przemysł w czasach, gdy niemal nikt nie przejmował się ekologią.

Forsowna industrializacja oznaczała dymiące kominy (Fot Wikimedia Commons)

Forsowna industrializacja oznaczała dymiące kominy (Fot Wikimedia Commons)

Tworząc fabryki i kopalnie, przez dziesięciolecia nie zawracaliśmy sobie głowy staraniami, by ograniczyć ich wpływ na środowisko. W najlepszym przypadku spychaliśmy problem, przerzucając go na kogoś innego. Wystarczyło przecież wybudować wyższy komin, by sadza spadała nie na najbliższą okolicę, ale na bardziej odległe rejony. Górnicze hałdy również nie były kłopotliwe – po co się nimi przejmować, gdy w okolicy nie brakuje miejsca na usypywanie nowych?

Takie podejście okazało się drogą donikąd. W spadku po dziesięcioleciach forsownej industrializacji dostaliśmy tereny, które albo zostały skażone, albo zmienione tak bardzo, że przypominają pustynię lub krajobraz innej niegościnnej planety.

Tereny poprzemysłowe

Najprostszym rozwiązaniem jest po prostu pozostawienie ich samym sobie. Jako nieużytki będą oczyszczane przez naturalne procesy występujące w przyrodzie. Problem w tym, że oczyszczanie terenu w taki sposób może potrwać tysiące lat. Musi minąć wiele czasu, zanim deszcze, wegetacja roślin czy erozja zniwelują zniszczenia poczynione przez człowieka.

Problemem są również skażenia, które mogą wówczas bez przeszkód się rozprzestrzeniać. Pozostaje zakasać rękawy, wysupłać potrzebne środki i naprawić to, co przez dziesiątki lat skutecznie niszczono. Idea słuszna i atrakcyjna, ale jak zrealizować ją w praktyce?

Niekiedy jedynym rozsądnym działaniem jest zabezpieczenie skażonych terenów w taki sposób, by nie zanieczyszczały większego obszaru. Dużo bardziej spektakularne są jednak rekultywacje, które nie tylko neutralizują zagrożenie, ale zmieniają księżycowy teren w okolicę, gdzie warto się wybrać, aby przyjemnie spędzić czas.

Stara kopalnia siarki nie musi wyglądać jak powierzchnia Marsa!

Jak wygląda odkrywkowa kopalnia siarki? Zazwyczaj jest to po prostu wielka dziura w ziemi, której zbocza i okolica pokryte są żółtym osadem, katastrofalnie zakwaszającym glebę. Podobnie wglądał teren jednej z największych w Polsce kopalń siarki w Tarnobrzegu, gdzie w związku z zaprzestaniem prac górniczych od połowy lat 90. zabezpieczano zbocza wyrobiska.

Przez lata usuwano skażoną ziemię i zabezpieczano podziemne pokłady siarki, napełniano również dawną kopalnię wodą. W rezultacie po kilkunastu latach powstało Jezioro Tarnobrzeskie o pokaźnej jak na sztuczny zbiornik powierzchni 455 hektarów, gdzie otworzono m.in. plażę i wypożyczalnię sprzętu wodnego. Dawna bomba ekologiczna po kilkunastu latach stała się ciągle rozwijaną atrakcją turystyczną.

Co można zrobić z hałdami?

Innym problemem są charakterystyczne, zwłaszcza dla Górnego Śląska, hałdy. Niektóre z nich powstawały przez niemal wiek, gdy górnicze odpady usypywano na wielką stertę, tworząc sztuczne wzgórza o rekordowej wysokości. Przykładem może być hałda w Rydułtowach, która przez kilkadziesiąt lat eksploatacji kopalni urosła do 134 metrów i z czasem samoistnie porosła lasem. Niestety, sama natura nie zawsze może poradzić sobie z problemem w sensownym czasie.

Hałda w Rydułtowach (Fot. Wikimedia Commons)

Hałda w Rydułtowach (Fot. Wikimedia Commons)

Kłopot nie byłby tak duży, gdyby hałdy były po prosu wielkimi stertami skał. Niestety, znajdują się tam również różne odpady, jak np. niewielkie ilości węgla, które mogą ulec zapłonowi. W efekcie okolica otrzymuje wątpliwą atrakcję w postaci góry, która pali się od środka, smrodząc i zanieczyszczając atmosferę i pobliskie tereny. Chcielibyście budząc się, widzieć za oknem dymiące wzgórze? Zgaduję, że nie.

Rekultywacja polega w tym przypadku na ugaszeniu pożarów i uniemożliwieniu powstawania ich w przyszłości. Dopiero tak zabezpieczoną hałdę można np. pokryć warstwą gruntu i wysiać na niej odpowiednie rośliny – najpierw trawy i krzewy, a po utrwaleniu wierzchniej warstwy również drzewa.

Pomysłów na wykorzystanie tych sztucznych wzgórz nie brakuje. W 2011 roku, podczas konferencji w Rudzie Śląskiej, poświęconej właśnie rekultywacji hałd, przedstawiono projekty m.in. stoków narciarskich, torów saneczkowych czy budowy amfiteatru wykorzystującego poprzemysłowe wzniesienie.

Problem można również rozwiązać w zupełnie inny sposób. Nowe technologie sprawiają, że opłacalne staje się stopniowe rozbieranie hałd i wyodrębnianie z nich węgla i pokruszonych skał, które mogą zostać użyte np. podczas budowy dróg.

Rewitalizacja w centrum miasta

Terenem poprzemysłowym może być nie tylko jakieś składowisko surowców czy wyeksploatowane złoże. Równie dobrze może to być np. kompleks budynków, które służąc przed laty jako obiekty przemysłowe, straciły współcześnie rację bytu.

Stary Browar w Poznaniu (Fot. Wikimedia Commons)

Stary Browar w Poznaniu (Fot. Wikimedia Commons)

Dobrym przykładem takiej sytuacji może być browar Huggerów w Poznaniu. Założony w połowie XIX wieku przez ponad 150 lat funkcjonował jako miejsce produkcji piwa. Gdy w 1980 roku zamknięto browar, pozostawiając w jego miejscu jedynie niewielką manufakturę, kompleks zaczął niszczeć, zmieniając się w obiekt godny zainteresowania wielbicieli urbeksu.

Na początku wieku niszczejący browar w centrum miasta został zastąpiony nowym budynkiem, zaprojektowanym na podstawie starych wzorów – w ten sposób powstało Centrum Handlu, Sztuki i Biznesu Stary Browar. Obiekt, który wzniesiono na bazie XIX-wiecznego browaru, stał się nie tylko jedną z wizytówek Poznania, ale też przykładem (choć inwestycja budzi kontrowersje), w jaki sposób zmienić ruinę w miejsce chętnie odwiedzane przez mieszkańców miasta.

Degradacja środowiska nie jest nieodwracalna

Udane rekultywacje pozwalają mieć nadzieję, że najbardziej nawet zniszczone tereny nie muszą być bezpowrotnie stracone. Doceniając osiągnięcia w tej dziedzinie, warto jednak pamiętać, że zamiast martwić się rekultywacją, znacznie rozsądniej jest rozwijać przemysł w taki sposób, by nie degradować bliższej i dalszej okolicy.

Podałem kilka przykładów udanych rekultywacji. Znacie jakieś inne? A może byliście świadkami wyjątkowo spektakularnych zmian? Podzielcie się swoimi spostrzeżeniami i przemyśleniami.

Powiązane wpisy

[FM_form id="2"]
Bez kategorii
Samochody luksusowe w Polsce. Kto je kupuje?
Bez kategorii
Najbardziej nietypowe muzea w Polsce
Bez kategorii
Najdłuższe, najstarsze, najmniejsze… wybór rekordów polskich
  • Piotr Kochan

    do listy można dopisać górę kamieńsk