Bez kategorii

Sprzęty RTV i AGD psują się zaraz po gwarancji. Przypadek czy celowe działanie producentów?


  • 2
(Flickr/luxuryluke/by-nc-nd)

(Flickr/luxuryluke/by-nc-nd)

Jesteśmy społeczeństwem konsumpcyjnym – co do tego nie ma wątpliwości. Tylko czy taki styl życia jest naszym wyborem, czy przymusem, z którego nie do końca zdajemy sobie sprawę?

Dlaczego produkujemy i kupujemy szmelc?

Od pewnego czasu w mediach coraz więcej mówi się o celowym działaniu producentów, którzy tak produkują, aby urządzenia psuły się tuż po utracie gwarancji. Otwarcie mówią o tym sprzedawcy w sklepach, zachęcając do zakupu rozszerzonej gwarancji. Czy to marketing, czy faktycznie jest w tym ziarno prawdy?

W Polsce pojęcie „planowanego postarzania produktu” pojawiło się stosunkowo niedawno. Telewizja TVN CNBC ponad rok temu wyemitowała kontrowersyjny dokument o równie intrygującym tytule: „Spisek żarówkowy – nieznana historia zaplanowanej nieprzydatności”. Ten godzinny film opowiada historię bulwersującą, ale jakże prawdziwą.

Tytułowy „spisek żarówkowy” to pojęcie związane z historycznie pierwszym aktem celowego postarzania. Czym jest to postarzanie? Najprościej rzecz ujmując, chodzi o to, że technologia rozwinęła się za bardzo jak na rygorystyczne wymogi gospodarki kapitalistycznej. Jesteśmy w stanie wyprodukować urządzenia i inne produkty praktycznie niezniszczalne, które mogą działać nawet przez całe nasze życie. Dla konsumenta to układ idealny – wydaje pieniądze raz i nie musi się więcej przejmować lodówką, komputerem, żarówką…

Ale jakie są skutki takiego stanu dla gospodarki? Nikt nie kupuje nowych rzeczy, nikt więc nie musi ich produkować – to oznacza stagnację i w konsekwencji upadek. Mechanizm uproszczony, ale myślę, że idea jest oczywista i łatwa do zrozumienia.

Planowane postarzanie produktów

Dlatego też producenci celowo postarzają produkty tak, aby działały tylko przez określony czas, a później się psuły. Najlepiej jeszcze, żeby ich naprawa była nieopłacalna albo wręcz niemożliwa. Co w tej sytuacji musi zrobić konsument? Oczywiście kupuje nowy sprzęt… Sytuację przytomnie puentuje Kipp Stevens, prezes Brooks Stevens Design Associates: „Jeżeli konsument nie kupi, gospodarka nie będzie się rozwijać”.

Wszystko zaczęło się w latach dwudziestych ubiegłego wieku i dotyczyło zwykłych żarówek. Okazało się, że ich żywotność jest zdecydowanie za długa – czas świecenia wynosił wówczas co najmniej 2500 godzin. To oznaczało, że raz zakupiona nie wygeneruje zysku dla producentów. Dlatego też, oczywiście w wielkiej tajemnicy, najwięksi ówcześni producenci, czyli Osram, Philips i General Electric, utworzyli tzw. kartel Phoebusa, który oficjalnie nazywał się Phoebus S.A. Compagnie Industrielle pour le Développement de l’Éclairage. Nie wiadomo do końca, czym zajmowała się ta firma. Tak naprawdę kartel kontrolował produkcję żarówek w całym ówczesnym kapitalistycznym świecie.

Głównym założeniem było zmniejszenie żywotności żarówek do maksymalnie 1000 godzin świecenia. Jeśli firma się do tego nie stosowała, musiała płacić ogromne kary. Co ciekawe, podobno kartel istnieje do dziś. Ciekawym przejawem jego działania było zamknięcie fabryk firmy Narva w Berlinie Wschodnim tuż po zburzeniu muru. W latach 80. XX wieku w fabrykach Narvy produkowano żarówki, które świeciły co najmniej 25 lat…

Z moich spostrzeżeń wynika, że dziś postarzanie klasycznych żarówek weszło na jeszcze wyższy poziom. Osobiście jestem zwolennikiem światła z włókna wolframowego, dlatego w domu mam praktycznie tylko takie żarówki. Niestety, prawie codziennie jakaś się przepala, a kupowane nowe świecą coraz krócej. Podejrzewam, że ma to związek ze zmuszeniem konsumentów do przejścia na nowocześniejsze źródła światła – nie oznacza to oczywiście, że będą one trwalsze…

(Flikr/Remko Tanis/by-nc-sa)

(Flikr/Remko Tanis/by-nc-sa)

Czy chodzi tylko o żarówki?

W filmie „Spisek żarówkowy…” autorzy podają jeszcze jedne ciekawy przykład, z którym osobiście miałem styczność – chodzi o drukarki atramentowe. Urządzenia te dość wolno się rozwijają, można powiedzieć, że w kwestii atramentu producenci osiągnęli już maksimum. Mimo to tworzą ciągle nowe modele, które przecież ktoś musi kupić. Trzeba więc to wymusić… Jak? Banalnie prosto.

W filmie podany jest przykład drukarek Canona. Ja mam sprzęt firmy Brother i schemat jest identyczny. W drukarce atramentowej wkłady z tuszami muszą się co jakiś czas czyścić. To oznacza po prostu wylewanie atramentu ze zbiorników. Gdzie ten atrament się wylewa? Pod dyszami kartridżów umieszczone są chłonne gąbki, które ten atrament przyjmują. Chyba każde dziecko zrozumie, że ich pojemność kiedyś się skończy. W przypadku mojego Brothera nastąpiło to po ok. 3 latach, czyli rok po zakończeniu gwarancji. Co ciekawe, nie drukuję zbyt dużo, więc drukarka, nawet gdy jest wyłączona, sama rozpoczyna procedurę czyszczenia. Najczęściej robi to w nocy, skutecznie mnie przy tym budząc…

Typowy użytkownik w razie uszkodzenia sprzętu (bo taki komunikat drukarka obwieści) pójdzie kupić nową. Ja swoją drukarkę rozkręciłem, gąbkę wymieniłem, czujnik przeczyściłem i działa właśnie 6 rok… Nie dałem się spiskowi!

Przykłady można mnożyć właściwie bez końca. W moim przypadku „spisek” objawia się głównie w sprzęcie komputerowym – pendrive’y, dyski twarde zewnętrzne, odtwarzacze DVD. Przestają działać tak po prostu pewnego dnia, bez specjalnego powodu. Dla przeciętnego konsumenta jest to frustrujące i denerwujące. Czy jest jakiś sposób, żeby się przed tym chronić?

Od pewnego czasu zacząłem kupować sprzęt RTV i AGD w ten sposób, że wyszukuję promocje, w których producent oferuje przedłużenie gwarancji. Nie chodzi mi o płatne oferty sklepów, ale o oferty producentów. Udało mi się już tak kupić zmywarkę i pralkę, obie z 5-letnim okresem gwarancyjnym, amplituner i TV z 3-letnią gwarancją. Takich produktów nie jest dużo – są to pojedyncze serie, które można upolować.

(Flickr/theteadrinker/by)

(Flickr/theteadrinker/by)

Błędne koło, które musi się kręcić

Wydaje mi się, że mechanizm planowanego postarzania trzeba zaakceptować. Dzięki temu kapitalistyczna gospodarka jakoś się kręci, jest praca i stabilność życia. Choć przeciwnicy dość radykalnie opisują swoje spostrzeżenia, mając w tym wiele racji. Jeden z większych krytyków, Serge Latouche, profesor ekonomii z Uniwersytetu w Paryżu, tak podsumowuje to błędne koło, w którym nie ma miejsca na uwzględnienie potrzeb jednostki:

[cytat]„Żyjemy w społeczeństwie zdominowanym przez rozwijającą się gospodarkę, która nie rozwija się po to, żeby zaspokoić nasze potrzeby, ale żeby się rozwijać. Produkcja ma rosnąć bez umiaru, bez granic. Dla potwierdzenia tego tworzymy potrzebę konsumpcji, która też rośnie bez granic”.[/cytat]

Bezsens nakręcany bezsensem. Można odnieść wrażenie, że tak wygląda nasz świat w świetle zaistniałych faktów. Jeszcze mocniejszych słów użył John Thackara, projektant i filozof. I niech jego wypowiedź będzie puentą tego krótkiego artykułu:

[cytat]„Ostatnie pokolenie żyje tylko po to, żeby kupować wszystko na kredyt – pożyczać pieniądze na produkty, których nie potrzebuje”.[/cytat]
[FM_form id="2"]
Bez kategorii
Gotycka katedra. Jak wiele może opowiedzieć jeden budynek?
Bez kategorii
Jak zmieniał się wygląd mobilnych gadżetów? [część 1]
Bez kategorii
Infiniti – czar jednej kreski
  • radzioem

     Niestety taka prawda i to z śmieciami i z jakością produktów. Sam stanąłem przed wyborem czy kupić nową drukarkę czy naprawić starą. Nowa technologia, wifi, skaner, wyświetlacz lcd, lepsza jakość drukowania jest ciekawą alternatywą lecz skoro miałem drukarkę która działała przez 8 lat tusze były tanie, przeważnie zamienniki do starych rzeczy są tanie to czemu miałem wydawać 300-400zł na „Porządną drukarkę” w której jest więcej elektroniki niż wody w Bałtyku? Kupiłem za 50zł taką samą używaną, pochodzi kilka lat, jeśli nie zepsuje się głowica drukująca to będę miał dawce do tej drukarki i nie będę zasilał tego całego syfu. Do dziś mam 3 stare komputery, stary monitor nie zamierzam tego wyrzucać niech czekają na lepsze dni bo mogą się przydać. Sporo drukarek wystawionych jest na portalach aukcyjnych z podobną wadą, ludziom nie chce się tego naprawiać wolą kupić nową i  tak koło się zapętla.

  • Barabaria

    Zgadzam się z tym, że w dużej mierze jesteśmy społeczeństwem konsumpcyjnym i nie zastanawiamy się głębiej nad sensem wydatków, coś co się zepsuje ląduje w koszu, idziemy po nowe, ładniej opakowane, bardziej lśniące, zareklamowane, to wszystko kusi, jawna MANIPULACJA, której ulegamy na każdym kroku, jakbyśmy nie mieli swojego zdania, kultura masowa. Dwa laka temu,  podziwiając piękne zabytki miasta Lwowa zastanawiałam sie co  zostawi po sobie nasza cywilizacjia, co będą oglądac następne pokolenia, jeśli nastaną, odpowiedź pszyszła szybko, STETRTĘ ŚMIECI. Dziś mam jednak nieco inne spojrzenie, od powenego czasu spotykam nieustannie ludzi przedsiębiorczych, mówiących swoim własnym głosem, potrafiących zrobić coś z niczego, świadomych konsumentów, ktorzy patrzą na metki, etykiety produktów, którzy zastanawiają się jak są wykorzystywane są ich pienądze, jak są traktowani pracownicy w firmach, w których kupują produkty  jak są  traktowani pracownicy i współpracownicy korporacji z których usług korzystają.  ŚWIADOMOŚĆ konsumentów staje się faktem. Ten ostatni cytat, który przytoczyłeś Marcinie, no cóż, jeszcze pół roku temu powiedziałabym, że tak jest, dziś z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że zachodzą duże ZMIANY, może one zachodza od dawna tylko ja dostrzegłam je teraz, bo prawda jest taka, że ciężko pozytywnym rzeczom przebić się przez tą medialną papkę jaką karmi nas telewizja i internet. Zmiana zachowań konsumentów to moim zdaniem jedyna droga do zmiany zachowań po stronie producentów.