Bez kategorii

Rodzina wielopokoleniowa – czy to już przeszłość?


  • 0
(Fot. Flickr/edanley/Lic. CC by)

(Fot. Flickr/edanley/Lic. CC by)

Mimo że własne „M” to wcale niełatwa sprawa dla młodych rodzin, mniej niż przed laty mieszka z rodzicami. Kwestie ekonomiczne mówią jedno, relacje wskazują na co innego. Czy rodzina wielopokoleniowa to już mit?

Rodzina wielopokoleniowa w Polsce

Z punktu widzenia socjologii rodzina wielopokoleniowa to taka, która zamieszkuje wspólne gospodarstwo domowe. Razem mieszka kilka generacji. Uznaje się, że taki model jest charakterystyczny dla krajów słabiej rozwiniętych oraz (lub) uboższych warstw społecznych. Wspólne zamieszkiwanie kilku (zwykle trzech, czasami czterech) pokoleń jest zwykle bardziej ekonomiczne i bywa oczywiście praktyczne.

W Polsce najczęściej ta kwestia dotyczy mieszkańców wsi, którzy dysponują sporymi nieruchomościami. Utrzymanie domu przez jedno pokolenie (np. dziadków) bywa bardzo trudne, zwłaszcza gdy dochodzi do tego praca w gospodarstwie lub choćby zajmowanie się ogrodem. I to najczęściej na wsiach mamy do czynienia z rodzinami, które mieszkają wspólnie. Kryterium ekonomiczne, mimo że nieraz nie idzie w parze z oczekiwaniami, miewa nadrzędne znaczenie.

(Fot. Flickr/katinalynn/Lic. CC by)

(Fot. Flickr/katinalynn/Lic. CC by)

Większość młodych małżeństw dąży do autonomii – nawet jeśli w tym przypadku oznacza ona wydzielenie kilku pokoi (w najlepszym razie dobudowanie piętra bądź adaptację strychu) tylko do własnego użytku. Każde rozwiązanie ma wady i zalety, przyjrzyjmy się zatem konkretom.

Trudy codzienności

Mieszkanie z rodzicami wielu młodym małżeństwom kojarzy się z niepełnym odcięciem pępowiny, zależnością i brakiem samodzielności. Na wsiach jest to jednak powszechny zwyczaj, zwłaszcza że metraż domów zwykle na to pozwala (czy też inaczej – nie dopuszcza innego rozwiązania, tj. wyprowadzki młodych). Dawniej było to codziennością, zwłaszcza gdy życie w mieście pozostawało w sferze marzeń dla większości młodzieży wiejskiej.

Oczywiście przed laty mieliśmy do czynienia z samowystarczalnością gospodarstw. Dzieci pracowały na roli, wszystko należało do rodziców. Później gospodarstwo przechodziło na następne pokolenie. Ciągłość uprawy, tradycje rodzinne i poczucie niezależności (własne zboża, mięsa, uprawy) spajały kolejne pokolenia, czyniąc wspólne mieszkanie naturalnym wyborem. Taka po prostu była kolej rzeczy.

Współcześnie trudności rodziny wielopokoleniowej są zwykle związane z niełatwymi relacjami między pokoleniami. Młode małżeństwa chcą się odgrodzić od rodziców, żyć na własny sposób. Współczesna psychologia, a nawet media promują autonomię rodzinną, nieuleganie wpływom, model odcięcia się. We wspólnym domu nigdy nie jest to do końca możliwe.

Trudniej jest tym młodym, którzy swoje wspólne życie rozpoczynają pod okiem zbyt troskliwych rodziców. Jeśli ta troskliwość przechodzi w natarczywość, nieustanne radzenie, wreszcie – wtrącanie się, to nawet najcierpliwszy zięć lub synowa mogą mieć dość. I trudno się dziwić.

Także rodzicom, właścicielom domu, bywa niełatwo. Co innego mieszkać z własnym dzieckiem, a co innego z jego drugą połówką i wkrótce wnuczętami. Nawet jeśli sytuacja była do przewidzenia, starszym osobom trudno się dostosować do nowej rzeczywistości. Nadal są panami we własnym domu, a jednak wymaga się od nich kompromisów.

Nie taki diabeł straszny?

Nie chcąc, by tekst był zbyt tendencyjny i stereotypowy („z rodzicami się nie da mieszkać”, „wspólne mieszkanie kilku pokoleń to konflikt murowany” itd.), chciałabym zwrócić uwagę, że także współcześnie są rodziny szczęśliwe w układzie wielopokoleniowym.

(Fot. Flickr/Hammer51012/Lic. CC by)

(Fot. Flickr/Hammer51012/Lic. CC by-sa)

Specjalnie wczytałam się w różne fora i komentarze w Internecie, by przekonać się, że zadowolonych z takiej sytuacji ludzi wcale nie trzeba ze świecą szukać. Większość z nich podkreśla, że gwarancją sukcesu są kompromisy, o które walczy się na co dzień. Zwraca się uwagę na pewien dystans (niewtrącanie się) i jednoczesną chęć pomocy (syn kosi ogródek, dziadkowie czasami zostają z wnuczętami itp.).

Z chęcią pomocy i dobrymi relacjami wiążą się kolejne korzyści. We wspólnym domu często jest tak, że rodzice nie muszą martwić się o to, kto zostanie z ich dzieckiem, gdy mama (lub tata) wróci do pracy. Bywa tak, że naturalną koleją rzeczy jest przejęcie opieki nad maluchem przez dziadków, którzy np. już są na emeryturze. Dużo czasu spędzanego z dziadkami daje też dzieciom możliwość przywiązania się do nich, pokochania. Co więcej, jest to też dobra atmosfera do kultywowania rodzinnych tradycji, przesiąkania rodowymi opowieściami i zwyczajami.

Dla większości młodych małżeństw mieszkanie z rodzicami to także opcja najtańsza, nieraz jedyna możliwa, zwłaszcza jeśli pracuje tylko jeden małżonek. Wspólne rachunki, brak czynszu, kredytu – to wszystko kuszące, realne korzyści. Jeśli do tego w domu da się dogadać, wspólne zamieszkanie wcale nie będzie oznaczało koszmaru, tylko najlepszy możliwy wybór.

Rodzina nuklearna

Nie da się ukryć, że rodzina wielopokoleniowa ustępuje jednak obecnie miejsca innemu modelowi. Większość młodych rodzin decyduje się bowiem na osobne mieszkanie. Razem ze swoimi dziećmi, w osobnym od dziadków lokum tworzą tzw. rodzinę nuklearną – czyli złożoną z rodziców i dzieci. Powodów jest bardzo wiele.

Osobno żyjące pokolenia spotykamy głównie w miastach. To oczywiste – zwykle w mieście żyje się w mieszkaniu, w którym przestrzeń jest ograniczona; liczba mieszkańców musi być adekwatna. Część mieszkańców miast to ludność „napływowa” – dom rodzinny odwiedzająca tylko od święta. Tacy młodzi (nierzadko dopiero co po studiach) budują wszystko od zera, na własną rękę.

Nie da się też ukryć, że rodzina nuklearna to także pewna moda. Trudno jednoznacznie osądzić, czy konflikty z rodzicami / teściami są demonizowane, czy też po prostu od kilkudziesięciu lat wychodzą na światło dzienne, ponieważ po prostu są inne alternatywy niż wspólne mieszkanie…

I mimo że własne lokum dla młodych to zwykle spore wyrzeczenia (kredyt, koszty najmu, ogarnianie dzieci i domu na własną rękę, bez pomocy itd.), wiele małżeństw nie wyobraża sobie mieszkania ze starszym pokoleniem i jest gotowych unieść wiele ciężarów, byle wspólne życie budować zupełnie osobno, autonomicznie.

Prawda czy mit?

Obserwując życie pokolenia około 30-latków (wśród znajomych, rodziny), mogę powiedzieć, że zdecydowana większość woli mieszkać osobno. Znam może ze dwa przykłady, gdy mieszkanie z rodzicami to wolny wybór – a były inne możliwości.

Z drugiej strony wcale nie wszystkie rodziny wielopokoleniowe są skłócone czy niezbyt szczęśliwe w tym układzie. Tam, gdzie każda ze stron dba o dobre relacje, nie boi się rozmów i konfrontacji, a jednocześnie ma dobrą wolę – jakoś kręci się życie rodzinne.

Nie da się jednak ukryć, że konflikty pokoleniowe, skrajnie różne punkty widzenia bądź priorytety i inne kłopoty z pogranicza psychologii i socjologii zwykle doprowadzają do tego, że różne pokolenia wolą widywać się jedynie na świątecznych obiadach.

(Fot. Flickr/Cirrus Sky/Lic. CC by-nd)

(Fot. Flickr/Cirrus Sky/Lic. CC by-nd)

Być może na różnice w poglądach między pokoleniami wpływa rozwój techniki w państwie kapitalistycznym, jakim Polska stała się od lat 90. Wolny rynek czy dostęp do nowych technologii i rozwiązań bywa nie do przeskoczenia dla starszych pokoleń. Młodsze jednak tym żyją, nie znając innej rzeczywistości. Zmiana tempa życia, spędzania wolnego czasu, a nadto – gusta i guściki – wszystko to zwiększa ilość konfliktów międzypokoleniowych.

Zapewne warto szukać nici porozumienia, ale pamiętajmy – nie da się nikogo uszczęśliwić na siłę.

Jak jednak mawia moja mama: „Młodzi muszą mieszkać osobno”. Może jest wyjątkowa w tym poglądzie (jak na swoje lata), a może ma po prostu obiektywną rację. Budowanie własnej rzeczywistości domowej zawsze musi odbywać się w warunkach intymności, autonomii. Dla jednych będzie to mieszkanie odległe o 200 km od jakichkolwiek krewnych, ale dla innych… podział szafek we wspólnej łazience i kuchni oraz osobne sypialnie. Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma!

Powiązane wpisy

[FM_form id="2"]
Bez kategorii
Luksusowe hotele w Zatoce Perskiej
Bez kategorii
Architektura z odzysku
Bez kategorii
Supersamochód w Polsce? Chyba żartujesz!