Korzystam

Nieznośna klasyczność bytu krakowskiego teatru


  • 0
Tetar im. Juliusza Słowackiego (Wikipedia Commons)

Tetar im. Juliusza Słowackiego (Wikipedia Commons)

Załamywanie rąk nad kondycją polskiego teatru trwa w najlepsze. Załamują je zwłaszcza osoby z teatrem blisko związane. Mówią o antyteatrze, antysztuce… Postanowiłam rzucić okiem na krakowską scenę teatralną. Lojalnie uprzedzam, rzucam okiem szarego przeciętnego widza. Możliwe, że źle wychowanego. Zatem jak się ma krakowska scena teatralna w tych złych czasach?

Tworząc podsumowanie teatralne roku 2012, Łukasz Drewniak stwierdził:
„[…] krakowski teatr bardzo zmienił się w ostatnim czasie. Kameralne przedstawienia i intymne narracje przykryły wielkie widowiska, które albo poległy, albo na które nie było pieniędzy. Klasyki prawie już nie gramy, a jak gramy, to źle. Aktorzy w świetnej formie, na reżyserów z absolutnej krajowej czołówki nas nie stać albo jesteśmy na nich obrażeni. Ma to jednak swoje plusy – łatwiej w Krakowie dostrzec debiutantów, docenić silne osobowości z bezpośredniego zaplecza ekstraligi”.

Łaźnia Nowa prowokuje?

Nie skłamię, pisząc, że Łaźnia Nowa jest dla mnie perełką na kulturalnej mapie Krakowa. Ciekawie zaaranżowane pofabryczne przestrzenie, w których odbywają się spektakle, nadają im dodatkowy wymiar. A sztuki, które w Łaźni można zobaczyć, są zdecydowanie nieklasyczne i nietuzinkowe, choć przy tym wciągające, świetnie dopracowane, doskonale zagrane.

Niedawno odbyła się tam premiera spektaklu „Niewierni” w reżyserii Piotra Ratajczaka. Sztuka podejmuje temat wiary w Boga, a raczej jej braku. Bohaterami są bowiem osoby, które z takich czy innych powodów zdecydowały się na akt apostazji. Można by się spodziewać sztuki promującej ateizm. A jednak Ratajczak podszedł do tematu z umiarem i choć w „Niewiernych” dostrzec można bunt przeciwko religii, to pozostają też pytania, po co właściwie ktoś dokonuje takiego gestu. „Ogólnie «Niewierni» prowokują w bardzo ograniczonym zakresie. To prędzej spektakl rozmowa, zderzający rozmaite zeznania niż agnostyczny manifest. Rozmowa, trzeba dodać, brawurowo przez zespół aktorski poprowadzona” – pisze Łukasz Baduła.

Gniew w Teatrze Nowym

„Gazowa 21 w Krakowie. Niby serce konserwatywnego Krakowa, a z drugiej strony skraj Kazimierza, niemal nad Wisłą; jakby trochę na marginesie. Brama, oficyna, stare drzwi, małe foyer, mała scena, stare fotele z jakiegoś kina. […] Duch alternatywy siedzi w kącie, łatwiej przymknąć oko na opóźnienie spektaklu, potknięcie aktora czy mrugające nierówno reflektory” – opisuje Teatr Nowy Grzegorz Reske.

Teatr Nowy w Krakowie

Teatr Nowy w Krakowie

Teatr ten znany jest ze sztuk prowokujących, a może nawet wręcz szokujących. W październiku miał tam premierę spektakl „Gniew dzieci” w reżyserii Piotra Siekluckiego, który jest też dyrektorem tego teatru. Sztuka podejmuje temat seksualnego molestowania dzieci przez księży w katolickich sierocińcach. W mieście, w którym niemal na każdej ulicy znajduje się kościół, samo podjęcie tego tematu może powodować zgorszenie.

Jednak sam reżyser zastrzega: „Nie chcemy skandalu dla samego skandalu ani prowokacji dla samej prowokacji, ponieważ nie podejmujemy tego tematu, by w kogoś uderzyć. Chcemy opowiedzieć o tragedii […]”. Chociaż mówiąc już o samym teatrze, dodaje, że Nowy chętnie idzie na wojnę. Wojnę z obyczajowością, z krakowskim mieszczaństwem. A ponieważ dostrzega kryzys duchowy społeczeństwa i jego zagniewanie, postanowił opowiedzieć o gniewie właśnie.

Gniew to zresztą motyw przewodni roku 2012 w Teatrze Nowym. Stąd uczucie to towarzyszy również bohaterom spektaklu „Część pierwsza: Bóg”, który miał premierę w grudniu. Również sztuka „Tranzcafe Lerch”, rozliczająca nazistowską przeszłość Austrii, wpisuje się w ten gniewny projekt.

Naga scena Barakah

Ponad 35 lat temu Peter Brook napisał: „Weźmy dowolną pustą przestrzeń i nazwijmy ją »nagą sceną«. Niechaj w tej przestrzeni porusza się człowiek, i niechaj obserwuje go inny człowiek. I to już wszystko, czego trzeba, by spełnił się akt teatru”. Tym samym stwierdził, że całkowicie naga scena właściwie nie istnieje. Scena teatru Barakah jest jednak bliska nagości. A przez to tylko wzmocniona zostaje siła wyrazu wystawianych przezeń spektakli.

Zwykle odbywają się one bowiem w podziemiach restauracji na krakowskim Kazimierzu. Miejsc siedzących dla widowni jest może ze 40 na wyściełanych czerwonym pluszem ławkach. Ale zdarza się, że część widzów ogląda spektakle na stojąco. Siłą jest tutaj, podobnie jak w Nowym, bliskość aktora i widza, ich interakcja, która w klasycznym wielkim teatrze jest pustym frazesem. Tutaj aktorzy są na wyciągnięcie ręki, wręcz mieszają się z widownią, wciągają ją w swoją grę, czasem prowokują.

Teatr Bagatela

Teatr Bagatela

Właśnie to sprawia, że oglądanie spektaklu zamienia się w teatralne spotkanie. Niedawno miałam tam okazję oglądać „Garderobę”, sztukę – wydawałoby się – lekką, autotematyczną i ironiczną. Rzecz dotyczy bowiem teatru od środka, tego, czego widz dostrzec nie może, intryg i utarczek między aktorami, reżyserami, całym teatralnym małym światkiem. Na scenie zaledwie dwie aktorki (Lidia Bogaczówna, Beata Wojciechowska ), lecz aktorki doskonałe. Sztuka wciąga, poraża, bawi i właściwie nie wiadomo kiedy pozostawia z trudnymi pytaniami bez odpowiedzi. Czy byłoby to możliwe w klasycznym teatrze? Czy gdybym musiała sięgnąć po lornetkę, aby dostrzec grymas na twarzy Bogaczówny, wywarłaby na mnie takie samo wrażenie?

Irokezowa rewolucja w Starym

Za ostoję klasycznej sztuki teatralnej lubi uchodzić Teatr Słowackiego, określany czasem jako teatr środka, w którym stawia się na dobry, klasyczny teatr, doskonałe aktorstwo i solidne teatralne rzemiosło. Jak pisze dyrektor Krzysztof Orzechowski: „Liczy się on ze swoją publicznością i o nią zabiega – w przeciwieństwie do teatru awangardowego, eksperymentującego czy skandalizującego, który bardzo często publicznością pogardza, a sukcesu upatruje w ilości trzaśnięć drzwiami za uciekającymi z sali widzami. «Teatr środka» jest poza tym w największym stopniu teatrem misyjnym, głównie za sprawą młodzieży szkolnej”.

Jednak prawdziwej klasyki, a w każdym razie tego doskonałego artystycznego rzemiosła spodziewać by się można właśnie w Narodowym Teatrze Starym. Tyle że w tym właśnie nastąpiła rewolucja, bo z początkiem roku dowodzenie przejęli Jan Klata i Sebastian Majewski. Odbiło się to szerokim echem, bo Klata to jeden z bardziej awangardowych i kontrowersyjnych reżyserów. I tutaj spore zaskoczenie, bo wcale nie pojawili się z dzidami i pochodniami i pragnieniem zniszczenia wspaniałego teatru. Plan przedstawiony przez Klatę zakłada 5 lat spektakli wokół sylwetek cenionych reżyserów: Konrada Swinarskiego, Jerzego Jarockiego, Andrzeja Wajdy, Krystiana Lupy i Tadeusza Kantora. To w planach, a tymczasem w repertuarze Ajschylos, Kordian, Słowacki, Molier, Mickiewicz. Bardziej klasycznie być chyba nie może…

Teatr rozmaitości

Widać, krakowskie sceny nadal różnią się między sobą, skierowane do rozmaitej publiczności. Są teatry, które szokują, prowokują i eksperymentują, jak Łaźnia czy Nowy, są teatry środka z misją edukacyjną, jak Słowacki, są teatry komercyjne na niezłym poziomie, m.in. Teatr STU czy Bagatela (dla których opisania zabrakło mi miejsca, a może i trochę ochoty). Teatry się zmieniają, bo zmienia się też publiczność. Truizm. Ale czy naprawdę jest w tym coś złego?

Teatr STU

Teatr STU

Jakie spektakle wolicie? Szukacie klasyki? Jeśli tak, to gdzie ją znajdujecie? Przyznam się Wam w tajemnicy, że czasem tęsknię za taką sztuką, na którą publiczność przyszłaby w smokingach i eleganckich sukniach, z lornetką i w kapeluszu. Ale ostatecznie gdy trzeba wybierać, to i tak stawiam na Łaźnię, Barakah czy Nowy. Taki ze mnie widz. Niewychowany.

[FM_form id="2"]
Korzystam
Archiwalne zdjęcia NAC ożywają w 3D [wideo]
Korzystam
Fenomen street photo
Korzystam
Fotografia klasyczna czy cyfrowa?