Myślę

Ala ma kota, a Tomek tygrysa


  • 0
(Flickr/by CC)

(Flickr/by CC)

Wszyscy wiemy, że pies to najlepszy przyjaciel człowieka. Niektórzy miłośnicy kotów są w stanie nawet przysiąc, że to ich małe, łaszące się do nogi pupile są najwspanialszymi bestiami, jakie stąpają cichutko po ziemi. Jesteśmy przyzwyczajeni do psa lub kota jako standardowego wyposażenia wielu polskich mieszkań.

Jednak gdy czasy się zmieniają, to i ludzie, a także… zwierzęta, jakie lubimy trzymać w domu. Jeśli pies, to jakiejś ciekawej rasy, jeśli kot, to bez sierści. W sklepach zoologicznych jest coraz mniej chomików, świnek morskich i myszek, a więcej gadów, płazów, a nawet owadów. Nową tendencję szczególnie widać wśród ludzi młodych, otwartych na nowe doświadczenia, wymagania, a także wyzwania, jakie stawiane są właścicielowi dziwnej istoty.
Sama zaliczam się do osób w takim wieku i mogę przysiąc z ręką na sercu, że dawno nie słyszałam o tym, by ktoś z moich znajomych z własnej nieprzymuszonej woli poszedł do schroniska i wziął roztrzepanego kundelka pod swoje skrzydła albo przyjął do domu kotka, który się przypałętał. Nie chcę przez to powiedzieć, że młodzi ludzie są okrutni i nieczuli. Chcę pokazać, że jeśli ktoś decyduje się na zwierzaka, to zazwyczaj jest to wyjątkowy i zadziwiający okaz, którego hodowla na pewno nie jest nudna.

Proszę państwa, oto jeż

Studenci miewają różne pomysły. Na życie i na imprezowanie oczywiście. Kiedy więc usłyszałam, że jedna ze znajomych urządza przyjęcie pod nazwą „Pożegnanie Jeża”, na początku pomyślałam o osobie z tak częstym polskim nazwiskiem. Jednak kiedy później się dowiedziałam, że nie chodzi o człowieka, lecz o zwierzę, postanowiłam przyjrzeć się tej sprawie bliżej.

(Flickr/corsinet/by CC)

(Flickr/corsinet/by CC)

Okazało się, że jeż to po prostu mały rezydent mieszkania studenckiego, na którego hodowlę nie zgodziła się właścicielka tego lokalu, a że każdy pretekst do zabawy jest dobry, urządzono przyjęcie na cześć jego odejścia. Na początku byłam bardzo zdziwiona nie tylko samym pomysłem na zwierzaka, ale też ceną, jaką trzeba zapłacić, aby ten leśny z pozoru przyjaciel pojawił się w domu. Pięćset złotych za małego, kłującego jeża wydało mi się sporym wydatkiem. Nie jest to jednak zwierzak z lasu, tylko specjalna hodowlana odmiana.

Myślę, że każdy z nas wie, jak wygląda opisany przeze mnie mieszkaniec polskich osiedli i przydrożnych lasów. Co jednak z masą innych, których nazwy nic nam nie mówią? Co powiecie na agamę brodatą? To jedna z najczęściej kupowanych jaszczurek w Polsce. Wygląda ślicznie ze swoimi wypustkami na głowie układającymi się w kształt brody (stąd jej nazwa). Kiedy wpadam na trop ptasznika kędzierzawego, robi się gorąco. Hodowanie w domu pająka przeraża mnie – osobę, która nie boi się gadów ani płazów. Przypomina mi się od razu historia mojego kolegi, który musiał raz urządzić polowanie na swoją „ukochaną” Teklę, kiedy ta mu uciekła. Panika była ogromna, bo ukąszenie takiego pająka można przypłacić zdrowiem.

Jeśli chcemy hodować coś w akwarium, bardzo miłym okazem wydaje się aksolotl – ten mały stworek ze skrzelami poza ciałem i prawie przeźroczystą skórą to bardzo ciekawy przypadek w świecie przyrody. Jego nazwa nie jest nawet nazwą gatunku, lecz nazwą formy larwalnej. Jej wyjątkowa natura polega na neotenii – jest to zdolność do wydawania potomstwa jeszcze przed osiągnięciem w pełni dojrzałej formy.

Jeśli nie lubimy się przytulać do swojego podopiecznego, a jesteśmy zafascynowani światem przyrody z pozycji obserwatora, możemy zafundować sobie mrówki, których złożoność zachowań społecznych mogłaby zawstydzić niejednego cywilizowanego człowieka. Terrarystyka, bo tak nazywa się nauka o hodowli zwierząt w terrarium, zajmuje się również innymi owadami. Na myśl przychodzi mi od razu modliszka, którą trudno zauważyć w gąszczu zielonych liści. Wygląda pięknie i strasznie, chociaż jest taka mała. Fascynującym gatunkiem, który również potrafi upodobnić się do otoczenia, jest patyczak – jego ciało wygląda jak kawałek gałęzi.

Większy kaliber

Nikogo już chyba jednak nie dziwi obecność małej kreatury za szklaną szybką akwarium w kącie pokoju. Co innego, jeśli ta kreatura zwiększa swoją wielkość kilkakrotnie, stając się kimś na pograniczu najlepszego przyjaciela i śmiertelnego wroga. Bo jak zareagowałby normalny człowiek, kiedy zaproszony w gości zostałby przywitany w domu przez… wilka? Wilcze szczeniątka wyglądają podobnie do psa i podobnie można je hodować. Kiedy dorastają, stają się raczej zagrożeniem i można z nimi żyć w zgodzie, jeśli tylko są to zasady ustalone przez zwierzę, a nie przez człowieka. Bywają gwałtowne i niebezpieczne. W tej kwestii nie da się oszukać natury, natury drapieżnika i łowcy.

(Flickr/by CC)

(Flickr/by CC)

Jeszcze większym zdziwieniem napawa mnie trzymanie w domu konia. Chociaż wydaje się to niedorzeczne, są osoby tak bardzo zżyte ze swoimi parzystokopytnymi, że wprowadzają zwierzę za próg domu. Jakkolwiek to zabrzmi, uważam, że to chory pomysł, nawet jeśli ktoś ma willę, a sufit zaczyna się na wysokości czterech metrów. Amerykanie, którzy częściej niż Polacy posiadają własny dom i ogródek, często mają rekina, niedźwiedzia, tygrysa, hipopotama, a nawet aligatora. Nie jestem pewna, które z tych zwierząt powinno się znaleźć po wyrażeniu „a nawet”. Aligator i cała reszta brzmi paraliżująco, jednak to hipopotam może się pochwalić największym odsetkiem zabójstw, choć tak niewinnie wygląda.

Jeśli jednak uważasz, że to Amerykanie są na tyle głupi, by trzymać w domu zwierzaki pokroju drapieżnika z sawanny, wystarczy zajrzeć na polskie Allegro. Na szczęście nie ma tam aż tak drapieżnych okazów, za to bywają bardzo ciekawe, jak możliwość zakupu skunksa bez gruczołów zapachowych, jelenia daniela, lamy (chciałabym zobaczyć miny znajomych, kiedy po wejściu do mojego ogródka przywitałby ich spokojny i zamyślony wzrok lamy spokojnie przeżuwającej kawałek trawy), alpaka, który wygląda podobnie do lamy. Ceny zwiększają się bardzo szybko. Od stu pięćdziesięciu złotych za pająka, przez sześć stów za jelenia, do prawie siedmiu tysięcy za alpaka.

Wolnoć Tomku w swoim domku

Chociaż każdy z nas marzył kiedyś o swoim zwierzaku, a niektórzy te marzenia ziścili, trzeba pomyśleć, po co takie zwierzę w ogóle kupować. To trochę jak z dzieckiem – niezaplanowane bywa krzywdzone postawą rodziców nieprzygotowanych do jego wychowania. Zwierzę absorbuje często równowartość czasu poświęcaną potomkowi. Kupując je, trzeba być świadomym chociażby tego, ile lat żyje, bo może się okazać, że to my kopniemy w kalendarz szybciej niż ono. Na przykład żółwie stepowe w dobrych warunkach potrafią dociągnąć do siedemdziesiątki. Oczywiście trzeba mieć wiedzę o warunkach, pożywieniu, ewentualnych chorobach i czy kontakt ze zwierzakiem może zagrażać którejkolwiek ze stron. No i czym kierujemy się wyborze takiego zwierzaka, bo jeśli ma być tylko zabawką do przytulania, to lepiej w ogóle go nie brać.

Z jednej strony doświadczamy zwiększonego szacunku wobec wszelkich form życia, szczególnie zwierząt domowych, hasła nawołujące do ratowania życia psom i kotom wciąż się pojawiają w przestrzeni. Z drugiej strony wydaje mi się, że niektórym ludziom trochę odbiło na punkcie posiadania każdego możliwego gatunku w domu. Co innego trzymać przystosowanego do hodowli chomika w akwarium, a co innego dużego psa w małym M3, w którym zwierzę zamiast cieszyć się życiem, męczy się, bo nie może sobie pobiegać ani w mieszkaniu, ani poza nim, bo wszędzie tylko bloki i ulice.
Przygotowując się na przybycie nowego mieszkańca, musimy najpierw zbadać teren, i to bardzo wnikliwie. Żebyśmy nie musieli urządzać pożegnania z jeżem, psem czy jakimkolwiek innym zwierzakiem, którego przyjmiemy pod swój dach.

[FM_form id="2"]
Myślę
Prawo spadkowe – jak nie płacić za długi rodziny?
Doświadczam
Kampanie społeczne. Subiektywny przegląd najciekawszych perełek
Myślę
Carpe diem