Korzystam

Wolność książkom… w mikrobibliotekach!


(Flickr/gadl/by CC)

(Flickr/gadl/by CC)

Weź z półki książkę. Taką trochę zakurzoną. Zamierzasz ją jeszcze kiedyś czytać? Nie? Świetnie! To napisz w niej coś w rodzaju dedykacji: „Jestem uwolnioną książką. Zabierz mnie do domu. Przeczytaj, a gdy skończysz, podaj dalej.” Coś w tym stylu. A teraz uwolnij ją, zostawiając w autobusie, kawiarni czy kinie. Właśnie wziąłeś udział w projekcie bookcrossing. To może teraz pójdziesz dalej i zbudujesz małą bibliotekę uwolnionych książek?

Bookcrossing – Stara dobra idea…

Idea sięga lat 80., jednak uwalnianie książek na masową skalę zaczęło się w 2001 roku. Wtedy to pewien amerykański programista, Ron Hornbaker, stworzył stronę internetową bookcrossing.com, która miała zachęcać czytelników do przekazywania książek do otwartego obiegu. Właśnie ta strona zapoczątkowała modę na puszczanie książek w świat. Wydaje się, że głównie dzięki umożliwieniu śledzenia losów książki po uwolnieniu. Jeśli ktoś przywiązuje się do książek tak jak ja, traktuje je jak dobrych przyjaciół i sama myśl o porzuceniu książki na pastwę losu jest przerażająca. Strona Hornbakera daje przynajmniej nadzieję na poznanie wędrówki książki. W jaki sposób?

Otóż przed uwolnieniem można książkę zarejestrować. Otrzymuje ona wówczas swój numer BCID, który należy na niej umieścić wraz z informacją zachęcającą znalazcę, by zalogował się na stronie i poinformował o jej dalszych losach. Gwarancji oczywiście nie ma, ale jest przynajmniej nadzieja. A oprócz niej spore grono ludzi, dla których książki stanowią ważny element życia. Dzisiaj strona bookcrossing.com liczy sobie już ponad 1,5 miliona użytkowników, a spotkania bookcrossingowe stają się elementem życia miast i miasteczek na całym świecie. Idea wymiany książek rozprzestrzenia się w zaskakujący sposób

…poszerzona o Małe Wolne Biblioteki

Cztery lata temu Todd Bol postanowił uczcić pamięć swojej matki, nauczycielki, która uwielbiała książki i wszystkich zachęcała do czytania. Bol zbudował więc wodoodporną skrzynkę, którą wypełnił książkami i postawił przed domem, tak jak ustawia się skrzynkę na listy. Wyglądała jak miniaturowy budynek szkolny, z tym że jej przednia ściana się uchylała. Wszystko po to, by sąsiedzi mogli wyjmować i zabierać albo zostawiać książki. Tak powstała pierwsza Free Little Library (Mała Wolna Biblioteka).

Because It’s Small Trailer from Randy Lee on Vimeo.

Pomysł zaczął wędrować po świecie w zaskakującym tempie. „Ludzie w każdym wieku, mężczyźni, kobiety, dzieci przychodzili i zachwycali się biblioteką” – mówi Bol. „Ożywili się i zaczęli przychodzić do mnie, mówiąc: «Zbuduję taką, potrzebujesz książek?»”. Bol, podobnie jak Hornbaker, stworzył stronę internetową zachęcającą do kontynuacji pomysłu. Można tam znaleźć rady dotyczące konstrukcji mikrobiblioteki, ale też pomocne informacje o tym, jak ruszyć z takim projektem we własnej dzielnicy. Co więcej, poprzez stronę zbierane są pieniądze na tworzenie Małych Bibliotek tam, gdzie książek jest jak na lekarstwo, np. w Afryce lub w bardzo małych miejscowościach.

Ruch Little Free Library opanowuje świat!

Dzisiaj Małe Wolne Biblioteki opanowały świat. Są w Australii, Indiach, Kongo, Meksyku, Pakistanie, Kanadzie, we wszystkich Stanach USA, na Litwie, w Turcji, Hiszpanii, Niemczech, Ghanie… Rzućcie okiem na mapę, komentarz jest chyba zbędny. W Nowej Zelandii, w miasteczku Christchurch, mikrobiblioteka przybrała nieco większe rozmiary. Zmieściła się bowiem w lodówce. Inne ciekawe biblioteki tego typu zamieszkały w budkach telefonicznych, a nawet specjalnie do tego celu przeznaczonym książkomacie.

Skąd aż taka popularność?

Wygląda na to, że mikrobiblioteki zdobyły większą popularność niż znacznie przecież prostszy bookcrossing. Dlaczego? Na to pytanie odpowiedzi udzielił Alan Baker, który Małą Bibliotekę założył pół roku temu w Wilmington w stanie Vermont. „To ma coś wspólnego ze społecznością – mikrospołecznością. Jest bardziej osobowe, a mniej instytucjonalne”. Jak twierdzi, dotychczas wszystkie reakcje, z jakimi się spotkał, były pozytywne. Kompletnie obce osoby zatrzymywały się, aby powiedzieć mu, że ta biblioteka to doskonały pomysł. W bibliotece trzyma mały notatnik. Znalazł w nim kiedyś notatkę od emerytowanej bibliotekarki, która napisała, że codziennie zagląda i sprawdza, co jest w środku.

Judy Clowes z Wisconsin opowiada: „Biegną tam moje dzieci. Ja wpadam na przyjaciół przyjaciół, których nie znam zbyt dobrze, zostawiam książkę w wolnej bibliotece i znajduję. O, ta jest idealnie dopasowana do wieku i umiejętności czytelniczych mojej córki, zabieram ją do domu. Mam na myśli to, że zdarzają się tam te miłe przypadkowe małe odkrycia łączące cię z sąsiadami”.

W Polsce Małych Bibliotek jeszcze chyba nie ma. Przynajmniej o żadnej jeszcze nie słyszałam ani takiej nie widziałam. Chociaż w Szczecinie w ramach akcji „Uwolnij książkę” właśnie powstaje „Free Book Zone”. Może to jakiś początek? A może już natknęliście się na coś podobnego: w Polsce, na świecie? Uwalniacie książki czy wolicie je chomikować na półce?

[FM_form id="2"]
Korzystam
Dojrzali amanci kina – Douglas, Brosnan, Gere
Korzystam
Piramidy to nie tylko egipska specjalność
Korzystam
Torba, plecak czy pokrowiec – w czym nosić laptopa?
  • Ja chomikuję, aczkolwiek w Poznaniu widziałam kilka razy koło przystanków, w miejscach publicznych ładne, białe szafy – jak z domu – oszklone, z drzwiczkami. W środku na półce poukładane książki, po które można sięgnąć w każdej chwili. 
    Po kilku dniach widziałam, że książki zniknęły (cóż, co kraj to…) i wyglądało to raczej żałośnie niż zachęcająco – zostały dwie „położone byle jak” od niechcenia książki.
    Ja ostatnio znalazłam w tramwaju książkę o Indianach – taką dla dzieci, ale całkiem grubą, z licznymi opisami. Chcąc oddać szukałam jakiejś pieczątki – okazało się, że jest ze szkoły podstawowej znajdującej się niedaleko miejsca zamieszkania 🙂 Odniosę ją tam, niech się żaden dzieciak nie kłopota 😀

    •  No niestety tak bywa. W Warszawie już pare ładnych lat temu próbowali to rozbujać, ale książki raczej znikały zamiast się rotować. Ale warto próbować. 🙂