Myślę

Telewizja – sprzedawcy bezmyślności



„Jeżeli już ktoś musi ze mną rozmawiać, to ja bardzo proszę, żeby to był ktoś inteligentny.” Tak mówił Rozenfeld, w jednym z reportaży Hanny Krall.
Jak się ma literatura faktu, do programów telewizyjnych, którymi raczone są dzisiaj polskie dzieci? Właściwie nijak. Właściwie, to od ambitnej literatury i poezji, dzieli je przepaść. Warto się zastanowić, z czego to wynika, skoro przecież wszyscy rodzice chcieliby, żeby – jeśli już ich dzieci muszą oglądać telewizję – to oglądały w niej coś ambitnego i wartościowego.

Telewizja – pora na dobranoc

Środa – „Muminki”, piątek – „ Smerfy”, sobota – Walt Disney, niedziela – „Gumisie”, albo „ Kubuś Puchatek”. Przez prawie 20 lat pamiętam, na jakie bajki, i w które dni tygodnia, czekało się z największym utęsknieniem. Weseli i pomysłowi bracia – Bolek i Lolek, dzielny i pomocny piesek Reksio, przyjazny Miś Uszatek, niezapomniany Kot Filemon. Za klasykiem można by powtórzyć- „ oczywista oczywistość”. Warto byłoby jednak przeprowadzić jakieś doświadczenie, które zbadałoby, ile dzieci dzisiaj zna te bajki i te postaci.

Niedawno w telewizji padł niechlubny rekord. Wieczorynka trwała ponad 4 minuty.  W oczekiwaniu na nią dziecko może jednak obejrzeć (w ramach rekompensaty), bogaty pasaż barwnych reklam, które zaowocują niecierpiącym sprzeciwu: mamo, kup mi to. Trudno się dziwić. Konstrukcja, moc perswazji reklamy, jej siła oddziaływania, nawet dorosłego nie pozostawia przecież obojętnym.

Większość dzisiejszych 20, 30, 40-latków, wymieniłaby chociaż jedną bajkę, czy postać, którą wspomina z sentymentem. Kogo w ten sposób zapamiętają dzieci XXI wieku? Przerażającego potwora z japońskiej kreskówki, niszczącego robota, czy superszybkie auto? Kiedy nie ma się porównania, nie ma się również poczucia straty. Jednak w rozmowie z rodzicami i dziadkami, to poczucie się pojawia. Oczywiście, to nie telewizyjne kreskówki mają wpajać młodym ludziom wartości. Kiedy jednak czytanie ekranu ma zastępować czytanie książek, może się ono okazać zgubną machiną, która odziera z tego, co piękne, głębokie i niewinne, w zamian dając tylko przemielone przez brutalny, komercyjny rynek ochłapy.

Telewizja óczy, wyhowóje, bawji.

Pięciolatka i ośmiolatek, wpatrują się w ekran, jak zahipnotyzowani. Na 46- calowym telewizorze, życie Kiepskich i ich przyjaciół. Może i ten serial jest satyrą na szarą, polską rzeczywistość, może i ma dobrą obsadę, może… ale czy tak samo patrzy na to kilkulatek, czy nastolatek? Czy oni także widzą głębszy sens w głupawym śmiechu, litrach alkoholu, braku szacunku do nestorki rodziny, wulgaryzmach?

Kanał 1,2,3… Alternatywa jest dość uboga. W jednym z magazynów telewizyjnych, czytelniczka pisze, że dokumenty fabularyzowane, są przydatne i pomagają wychowywać oraz uświadamiać dzieci. Można by przetrzeć oczy ze zdumienia, na takie słowa, jednak ich najlepszym adwokatem, jest oglądalność takich pseudoseriali, która wynosi kilka milionów.. Pojawiają się również argumenty, że docu-script zastępują wychowanie, edukację seksualną, której w szkole jest zdecydowanie za mało. Podobno właśnie te programy mają uczyć tolerancji i merytorycznie przygotowywać młodzież, do funkcjonowania w społeczeństwie. Subtelna różnica pomiędzy oglądalnością, a życiową mądrością, staje się coraz trudniejsza do wychwycenia, także dla dorosłych.

Ciągłe wrzaski, niewybredne słownictwo, brak umiejętności aktorskich, realizacja jak najmniejszym kosztem. Kto by przypuszczał, że tak może wyglądać recepta na popularność wśród telewidzów? Dokumenty fabularyzowane, emitowane są w takich porach, że na pewno młodzi ludzie zdołają je obejrzeć, zaraz przed szkołą, czy zaraz po. Na wypadek, gdyby nie mieli takiej możliwości, stacje pokażą powtórki niezliczoną ilość razy.

Może jednak pora zacząć prowadzić dyskusję o gustach?

Pranie mózgu – dozwolone od lat…

Jeden z lepszych programów, emitowanych w Telewizji Polskiej, w godzinach wieczornych, prowadzony przez kompetentnego, kulturalnego dziennikarza. Temat – jak zwykle – poruszający. Obrazy pokazują ofiarę gwałtu, zadrapania, rany na jej ciele. Za moment opinia eksperta o pobieraniu materiału dowodowego z narządów płciowych kobiety. W lewym, górnym rogu tli się nieśmiało żółty trójkąt- dozwolone od lat 12. Skoro od 12, to pewnie i 10-latek i 11-latek obejrzą, bo przecież już prawie mają „dwunastkę”, a to jeszcze ten wiek, kiedy lata się chętniej dodaje, niż odejmuje.

Film, którego akcja kręci się wokół biegania i strzelania do wszystkich i wszystkiego. Co na to żółty trójkąt? Sugeruje, że filmy można obejrzeć od 16 lat. Za zgodą rodziców, ale gdyby przypadkiem nie było ich w domu… zakazany owoc smakuje najlepiej.
Takie przykłady można by mnożyć. Oczywiście, nie da się izolować dzieci od problemów świata, w którym będą dorastać i funkcjonować, jako dorośli ludzie. Udawanie, że seksualność, ludzkie popędy, przemoc itd., nie istnieją,  nie sprawi, że naprawdę zniknął z codziennego życia. Wszystko ma jednak swój czas i nie znam nikogo, kto byłby wdzięczny za odebranie mu dzieciństwa i wysłanie na przedwczesny kurs dorosłości.

Pozostaje zanucić, bardzo nieśmiało, „ nie możemy iść dzisiaj do kina, dozwolone od lat 18”.

Możliwe, że jest to przerysowany, zbyt katastroficzny obraz. Jednak im więcej mamy dostępnych programów telewizyjnych, tym nachalniej ta katastrofa sama zakrada się do naszych domów. Podstępnie zastępuje jakość, mądrość, głębsze życiowe wartości. Co ciekawe, bardzo często sami wpuszczamy tego „gościa” , usprawiedliwiając się brakiem czasu, brakiem wyboru, brakiem pieniędzy na inną rozrywkę. Zupełnie subiektywnie- cieszę się, że byłam dzieckiem w nieco innych czasach i nie zazdroszczę dzisiejszym dzieciakom, mimo, że zabawek mają o kilkaset procent więcej, niż ja. Oby w przyszłości one, a co za tym idzie, całe społeczeństwo, nie płaciły za to wszechobecne ogłupianie zbyt wysokiej ceny. Bo jakiś wybór przecież zawsze jest…

Powiązane wpisy

[FM_form id="2"]
Myślę
Ruch lewostronny – dlaczego Anglicy jeżdżą po złej stronie?
Myślę
Ekonomia Bożego Narodzenia
Myślę
Coworking