Żyję

Ślub i dziecko już na studiach. Konserwatyzm wśród młodych?


(Flickr/amslerpix/by CC)

(Flickr/amslerpix/by CC)

Sondaże przekonują, że wśród 20-latków panuje moda na zakładanie rodziny, często jeszcze przed skończeniem studiów. I coś w tym jest – wystarczy przejrzeć zdjęcia studiujących znajomych na Facebooku, by przekonać się, że konserwatyzm wśród młodzieży nie należy do rzadkości.

Pokolenie studiujące w latach 90. ciągnęło naraz po kilka kierunków studiów, zaliczało kolejne staże i jak najszybciej szukało możliwości zrobienia kariery zawodowej. Wśród moich znajomych (kończyłem studia pięć lat temu) zapanowała inna moda: na poszukiwanie dróg samorozwoju, kontestowanie korporacyjnego stylu życia (i tak większość z nas wylądowała po studiach w korporacjach) i kilkumiesięczne wyjazdy za granicę, na przykład po to, by uczyć Japończyków angielskiego. Ślub? Dzieci? Tak, ale po trzydziestce.

Najpierw dwójka dzieci, potem magisterka?

To oznacza, że dopiero teraz tak naprawdę zaczynamy dorosłe życie. A wraz z nami zaczynają je dzisiejsi 20-latkowie, którzy czasem idą na studia, a czasem nie, i zdają się nie przywiązywać aż takiej wagi do papierków udowadniających, że pokończyli szkoły. Trudno im się dziwić – każde kolejne dane dotyczące bezrobocia wśród młodzieży są gorsze od poprzednich.

Mój 23-letni znajomy, Krzysiek, student historii po licencjacie, pracuje na razie dorywczo, po kilkanaście godzin tygodniowo, w jednym z krakowskich serwisów internetowych. Podobnie jak wielu jego kolegów z roku głosuje na PiS i już oświadczył się swojej dziewczynie, z którą jest od dwóch lat. Prawie co weekend wyjeżdża do „teściów”, górali spod Zakopanego. Razem planują prawdziwe góralskie wesele, a potem oczywiście będą dzieci. Kiedy? Najpóźniej po magisterce. Czyli jak na dzisiejsze standardy wśród młodzieży to i tak dość późno. A co jeśli po studiach nie będzie mógł znaleźć „prawdziwej” pracy? „Popytam wśród rodziny” – mówi.

I to jest właśnie kluczowe. Młodzi wybierają rodzinę, bo rodzina, w przeciwieństwie do wykształcenia czy pracy, jest czymś pewnym w życiu, daje poczucie bezpieczeństwa. Zakładają więc własne rodziny na potęgę – czasem po licencjacie, czasem już po maturze. Studentka w ciąży nie budzi zdziwienia na uczelni, tak jak nie budzą zdziwienia akademiki rodzinne. Nie ma w nich dzikich imprez, po których wszyscy śpią do wieczora, jest za to mnóstwo małych dzieci.

Konserwatyzm wśród  młodzieży sondażowej?

W ostatnich latach pojawiło się mnóstwo sondaży dowodzących, że kiedy widzimy zaobrączkowanych studentów, naprawdę nas wzrok nie myli. Artykuły świadczące o tym, że młodzież staje się konserwatywna, można znaleźć zarówno w katolickich mediach, jak i liberalnej prasie, w tym w „Gazecie Wyborczej”.

Z badania Gfk Polonia dla „Rzeczpospolitej”, przeprowadzonego na grupie osób w wieku 18-26 lat, wynika, że młodzież bardzo szanuje instytucję małżeństwa. Aż 80% powiedziało, że małżeństwo odgrywa ważną rolę i ma duże znaczenie. Również ok. 80% uważa, że ślub kościelny jest ważniejszy od cywilnego. Ale z drugiej strony – ponad 90% uznaje rozwody, a niemal połowa jest zdania, że związki partnerskie (przy czym mówimy tu o związkach heteroseksualnych) powinny mieć takie same prawa jak małżeństwa.

Z drugiej jednak strony liczba zawieranych małżeństw spada (co może mieć związek z tym, że w dorosłe życie wchodzi pokolenie niżu demograficznego), coraz więcej dzieci rodzi się poza małżeństwami. Z danych GUS-u wynika, że młodzi ludzie coraz dłużej mieszkają z rodzicami. To jednak może wynikać z tego, że mało kto z młodych ludzi zmienia adres zameldowania, nawet jeśli od dawna faktycznie z rodzicami nie mieszka.

Co jakiś czas pojawiają się przerażające dla wielu Polaków sondaże, z których wynika, że młodzież coraz chętniej głosuje na partie prawicowe i ogólnie staje się bardziej prawicowa.

Czy generacja JP2 istniała?

Warto przypomnieć w tym miejscu, że teraz nie po raz pierwszy mówi się o przemianie młodzieży w konserwatystów. Po śmierci Jana Pawła II media trąbiły o „generacji Jana Pawła II”, czyli modzie na prawicowe poglądy wśród młodych ludzi. Sam wtedy byłem młodym człowiekiem i specjalnie tego nie dostrzegałem w moim otoczeniu. Owszem, zdarzali się wśród nas wyborcy PiS-u, większość z nas była jednak tymi okropnymi „lemingami” czy „młodymi, wykształconymi z wielkich miast”. Myśleliśmy podobnie, chcieliśmy wykształcenia i kariery, dzieci zdarzały się co najwyżej, kiedy ktoś zaliczył wpadkę.

Sondaże sprzed siedmiu czy ośmiu lat dowodziły jednak, że jesteśmy wyjątkiem, a nie regułą, bo młodzież w tamtych czasach miała myśleć bardziej konserwatywnie niż starsi Polacy. Jak pisano w magazynie „Wprost” w 2005 roku w artykule „Generacja R” („R” jak rodzina), aż 80% z nas przeciwstawiało się aborcji na życzenie, 42% potępiało pornografię, a 40% deklarowało brak zaufania do polityków, którzy przysięgając, opuszczali formułkę „tak mi dopomóż Bóg”.

Tak głosiły sondaże, a jednak nie mieliśmy wrażenia, że faktycznie coś się zmieniło, że „generacja Jana Pawła II” istnieje. Dziś ten konserwatyzm młodzieży wydaje się dużo bardziej widoczny.

(Flickr/leo-gruebler/by CC)

(Flickr/leo-gruebler/by CC)

Bo tak wygodniej i bezpieczniej

Choć trend jest zauważalny, nie wszyscy oczywiście myślą tak samo. „Zupełnie nie rozumiem takich ludzi. Jak można babrać się w pieluchach w tym wieku? Nie wyobrażam sobie, co by było, gdybym zaszła w ciążę, to by oznaczało koniec marzeń o podróżach czy stażu za granicą. To byłby dla mnie koniec wolności” – mówi mi 21-letnia Kasia, która studiuje w Krakowie politologię. Ale przyznaje, że wśród jej znajomych z II roku są już pierwsze zaręczyny i pewnie za rok czy dwa zacznie się maraton wesel.

Na pewno nie jest tak, że nagle wszyscy zwariowali na punkcie zakładania rodziny. Nie, wciąż jest mnóstwo osób, którym nie spieszy się do dorosłości i które myślą tak, jak myśleli 20-latkowie „za moich czasów”. Jeden z najniższych w Europie wskaźników dzietności (1,36) nie kłamie. Wiele kobiet nie chce mieć dzieci, wiele poprzestaje na jednym dziecku. Wielu młodych osób po prostu nie stać na wesele i dzieci – jeśli i ona, i on zarabiają po 1500 zł na umowę zlecenie, o założeniu rodziny można co najwyżej pomarzyć.

No chyba że pomogą rodzice – najpierw dadzą na wesele, potem będą dorzucać się do wózków i ubranek, przywozić zupy w słoikach. Paradoksalnie, młodzi ludzie z dziećmi często wcale nie są tak samodzielni, jak wynikałoby z sondaży. Nie, oni żyją na garnuszku rodziców równie chętnie jak ich bezdzietni rówieśnicy.

Prawicowi politycy i publicyści bardzo by chcieli, żeby młodzież myślała tak, jak myśleć powinna. Żeby Polska była katolicka i tradycyjna. Ale w rzeczywistości różnie z tym bywa, różne są ludzkie motywacje. Czasem chodzi po prostu o to, że małżeństwo ma większą szansę na tańszy kredyt na mieszkanie niż para żyjąca ze sobą bez ślubu. Szybki ożenek nie zawsze czyni z człowieka ideologicznego konserwatystę. Często po prostu tak jest wygodniej i bezpieczniej.

Powiązane wpisy

[FM_form id="2"]
Żyję
O co nie pytać Japończyka i jak nie zostać zjedzonym przez niedźwiedzia na Alasce, czyli mały poradnik podróży
Żyję
Jarmuż
Żyję
Stanisława Celińska: Darzę ludzi ogromną życzliwością, bo wiem jak trudne jest życie
  • Tylko bez uogólnień 😉 ja od wielu lat jestem po ślubie (na I roku studiów), mam magistra w terminie, dobrą pracę, jedno dziecko na świecie, drugie lada dzień. A na  PiS nie głosuję, oj nie 😀

  • Świetny przegląd źródeł poszerzony o własne refleksje, dobrze się to czyta. Nie rozumiem jednak skąd znak równości między konserwatyzmem, prawicowymi poglądami i PiS? 
    „Prawicowi politycy i publicyści bardzo by chcieli, żeby młodzież myślała tak, jak myśleć powinna. Żeby Polska była katolicka i tradycyjna.”

    Powyższe zdanie może zostać potraktowane jako przytyk i pozostawia niesmak. Wydawać się może, że artykuł powstał nie dla przeglądu stanowisk, ale udowodnienia z góry założonej tezy. Wszak, także „lewicowi politycy i publicyści bardzo by chcieli, żeby młodzież myślała tak, jak myśleć powinna. Żeby Polska była… Nieprawdaż?