Pracuję

Depeche Mode – krótka historia legendy


Depeche mode (Wikipedia Commons)

Depeche mode (Wikipedia Commons)

Depeche Mode – ich muzykę określano już jako niepokojącą, obrazoburczą czy anielską. Jako grupie nie można odmówić im także innej cechy – długowieczności. Nowa płyta, trzynasta w dyskografii DM, ukaże się na rynku już pod koniec marca.

Pewniak

O powodzenie albumu martwić się nie trzeba. Kolejne wydawnictwa „depeszy” rozchodzą się jak świeże bułeczki od grubo ponad dwóch dekad. Tak naprawdę wystarczy, by krążki zakupili jedynie żądni nowego materiału fani zespołu – jest ich na świecie na tyle dużo, żeby nawet bez udziału „neutralnych” słuchaczy sukces kasowy był murowany.

Wyjątkowe ze wszech miar zjawisko, jakim jest muzyka DM, każe jednak zadawać pytania wykraczające poza sferę przychodów. A więc – czy i tym razem uraczeni zostaniemy skuteczną receptą na postępującą muzyczną degrengoladę, którą na co dzień bez opamiętania serwuje nam większość radiowych rozgłośni? Oby. Przedsmak uczty jest dostępny już dziś. W tej roli pierwszy singiel promujący płytę „Delta Machine”, pt. „Heaven”.

Lata 80. ubiegłego wieku były czasem szczególnym dla muzyków lubujących się w brzmieniach elektronicznych. Właśnie wtedy ich twórczość z wolna wypełzała spod strzech wciąż popularnej muzyki rockowej i jej pochodnych, w których główną rolę odgrywały dźwięki gitary. Wraz z Depeche Mode na scenie pojawiły się wtedy zespoły takie jak chociażby OMD czy Kraftwerk.

Zmiana lidera

Pod koniec roku 1981 swoje odejście z zespołu ogłosił Vince Clarke, w późniejszym okresie współtwórca m.in. popularnego duetu Yazoo. Jest to jeden z nielicznych przypadków w historii muzyki, gdy odejście z zespołu lidera – preferującego wówczas raczej proste, popowe kompozycje – wyszło jego rodzimej formacji na dobre. Clarke’a zastąpił Alan Wilder – początkowo miał występować z resztą ekipy tylko na koncertach, jednak szybko udowodnił swoją przydatność także podczas pracy w studiu.

Stery w zespole przejął Martin Gore, stając się głównym muzykiem i autorem tekstów. Jego twórczość, zdecydowanie mroczniejsza od tej Clarke’a, pozwoliła nieco zmodyfikować brzmienie zespołu, czyniąc wymowę całości zdecydowanie bardziej poważną. Różnicę usłyszeć można chociażby w singlu „People are People” z płyty „Some Great Reward” (1984) – pierwszej piosence „depeszy”, która odniosła sukces w USA.

Czarna uroczystość

Wydany w roku 1986 album „Black Celebration”, wypełniony muzyką jeszcze mroczniejszą niż poprzednie wydawnictwa grupy, został świetnie przyjęty przez coraz liczniejszą grupę fanów zespołu, których zaczęto nazywać „depeszowcami”. Piosenki na płycie zawierały różnego rodzaju dźwięki, uzyskane niekoniecznie przy użyciu instrumentów muzycznych (np. warkot silnika spalinowego), czyli tzw. sample.

Intensywne samplowanie wpisywało się w niepisaną zasadę stosowaną wewnątrz zespołu, w imię której ten sam dźwięk nie może zostać użyty w więcej niż jednej piosence.

Stadionowy szał

Po wydaniu płyty „Music for the Masses” (1987) zespół wyruszył w światową trasę koncertową, której kulminacyjnym momentem miał być występ na stadionie Rose Bowl w Pasadenie. Było to ryzykowne posunięcie – show na stadionach zarezerwowany był raczej dla gigantów rocka. Jednak publiczność nie zawiodła – 75 tysięcy wejściówek rozeszło się na pniu, a koncert doczekał się nawet filmu dokumentalnego, pt. „101”.

Dwa oblicza

Lata 90. muzycy z DM rozpoczęli z przytupem. Album „Violator” (1990) w USA zdobył status potrójnej platynowej płyty, a pochodzące z wydawnictwa single „Personal Jesus”, „Enjoy the Silence” oraz „Policy of Truth” na stałe zapisały się w historii muzyki światowej.

Prawdziwym testem wytrzymałościowym dla członków grupy okazała się praca nad albumem „Songs of Faith and Devotion” (1993). W trakcie powstawania materiału – tym razem urozmaiconego ciężkimi, gitarowymi wstawkami – w uzależnieniu od heroiny pogrążył się Dave Gahan. Z powodu przedawkowania narkotyków przeżył nawet zawał serca, był przez chwilę w stanie śmierci klinicznej! Jakby tego było mało, z udziału w części trasy promującej album zrezygnował Andy Fletcher, jako powód podając skołatane nerwy.

Podczas tournée nastroje w zespole stały się podłe do tego stopnia, że z członkostwa w DM zrezygnował Wilder. Szalony okres zakończyła nieudana próba samobójcza Gahana, który próbował podciąć sobie żyły w nadgarstkach.

Odwyk

Z perspektywy czasu należy stwierdzić, że dojście do formy zajęło Depeche Mode mniej więcej… dwa albumy. Owe przejściowe wydawnictwa to „Ultra” (1997) i „Exciter” (2001). Produkcja pierwszej z wymienionych płyt szła zespołowi bardzo mozolnie – głównie z powodu stanu fizycznego i psychicznego Gahana, któremu dopiero przymusowy odwyk pomógł odzyskać równowagę.

Nieco lepiej było przy nagrywaniu „Excitera” – choć, jak po latach stwierdził wspomniany frontman zespołu, osobiście uważał płytę za najsłabszą w dorobku grupy i był przekonany, że to ich ostatnie wydawnictwo.

Anielskie wsparcie

Kolejny album jednak powstał. Na „Playing the Angel” (2005) znalazło się nawet kilka piosenek napisanych przez Gahana. Krążek odniósł światowy sukces – na tyle spektakularny, że zespół został wyróżniony przez… MTV, stację zazwyczaj stroniącą od tego rodzaju muzyki.

DM forever…?

Naturalnym następcą „PtA” była płyta „Sounds of the Universe” (2009), charakteryzująca się, podobnie jak jej poprzedniczka, brudnym elektronicznym brzmieniem. Czy tym śladem muzycy poszli także przy nagrywaniu „Delta Machine”? A może znów postanowili zaskoczyć fanów zmianą brzmienia? Odpowiedź na te pytania poznamy już wkrótce.

[FM_form id="2"]
Myślę
Kim są hipsterzy i skąd się wzięli
Doświadczam
Kampanie społeczne. Subiektywny przegląd najciekawszych perełek
Pracuję
Adele Enersen, czyli jak stworzyć bajkowy świat
  • Mateo

    Bzura. Kraftwerk pojawił się 10 lat wcześniej!

    • affidavit

      co więcej, DM wielokrotnie wskazywał Kraftwerk jako źródło inspiracji.

      • Racja, Kraftwerk było wcześniej, ale w tym fragmencie tekstu chodziło raczej o „kumulację” – zasygnalizowanie okresu, w którym muzyka tego rodzaju wyszła z cienia innych gatunków muzycznych 🙂

  • nowik

    jak czytam, że Ultra i Exciter to przejściowe wydawnictwa, to płakać mi się chce i ze śmiechu, i z okazji ułomności autora.

    • Każdy ma prawo mieć swoje zdanie, a anonimowe wyzywanie innych na szczęście tego nie zmieni. „Excitera” sam Gahan uważa za najsłabszy album w dorobku grupy. Z kolei praca przy nagrywaniu „Ultry” była niesamowicie uciążliwa przez nienajlepsze nastroje wewnątrz zespołu i fatalną formę Gahana, któremu z olbrzymim trudem przychodziło nagrywanie piosenek. Dopiero przy „Playing the Angel” wszystko w miarę „grało i buczało”. 🙂