Żyję

O co nie pytać Japończyka i jak nie zostać zjedzonym przez niedźwiedzia na Alasce, czyli mały poradnik podróży


Japońskie studentki, jak zawsze modne – okulary bez szkieł obowiązkowo muszą być

Ruszając w krótszą czy dłuższą podróż stajemy zazwyczaj przed dylematem – co ze sobą zabrać, jak się przygotować, czego gdzie nie robić, a co właśnie robić, żeby być mile widzianym gościem. Mimo postępującej globalizacji sprawa nie wygląda tak różowo, jak można by myśleć, a pewne sytuacje mogą być dla nas – Polaków, ba, nawet Europejczyków dość zaskakujące, a nawet krępujące, czy w ogóle utrudniające przetrwanie w podróży.

Mogłabym pisać o koniecznych szczepionkach, o tym co upchnąć do plecaka i jak szukać noclegu, ale na ten temat napisano już wiele, więc podzielę się zdobytą przeze mnie w ciagu rocznego wypadu, odrobiną doświadczenia i opowiem o czymś zupełnie innym. Wybieramy się w podróż…

Stany Zjednoczone – o nieskończenie długich drogach, pizzy i niemożliwości bycia samotnym

Naszą podróż po Stanach rozpoczęliśmy od Alaski, czyli stanu nie uważanego przez większość spotkanych przez nas Amerykanów za część USA. Jako nowo przybyli, każdego dnia ostrzegani byliśmy przed atakami niedźwiedzi. Wieloletni mieszkańcy największego ze stanów bardzo dokładnie starali nam się wytłumaczyć, na którego niedźwiedzia (można spotkać brunatnego, czarnego i grizzly) należy reagować stając na baczność i machając rękami, którego traktować pieprzem w sprayu, a przed którym uciekać. Nieodpowiednie zachowanie może wywołać zupełnie niepożądaną reakcję.

USA - grzechotniki możemy spotkać w najmniej oczekiwanym moemencie...

USA – grzechotniki możemy spotkać w najmniej oczekiwanym moemencie…

Wszystko wydawało się jasne do momentu, gdy zostaliśmy sami w alaskańskiej głuszy, a czarny niedźwiedź pojawił się
i nieśpiesznie przedreptał obok nas…Niestety, nie wiedzieć czemu za nic nie mogliśmy sobie przypomnieć, która reakcja jest prawidłowa! Całe szczęście miś miał chyba dobry dzień, bo nie zwrócił na nas uwagi i poszedł dalej swoją drogą. Co ciekawe, Alaskanie ostrzegali nas przede wszystkim, nie przed niedźwiedziami, a przed łosiami, które nam wydawały się miłe
i sympatyczne, niemalże jak pasące się na łące owieczki.

Otóż statystyki wyglądają dość drastycznie – więcej osób ginie podobno atakowanych właśnie przez te, z pozoru potulne zwierzęta, które zdenerwowane wskakują na swoją ofiarę i skaczą tak długo, dopóki ta się rusza, nie zjadając jej oczywiście, bo jako istoty roślinożerne nie mają w tym żadnego interesu.

W pozostałych 48 Stanach na łosie nie trzeba tak bardzo uważać, należy jednak wystrzegać się węży i pająków, które niespodziewanie mogą pojawić się na naszej drodze. Jeśliby jednak jakieś stworzonko miało szczęście nas ukąsić, dobrze jest je złapać i zabrać ze sobą do szpitala, żeby było wiadomo, jaki lek podać.

Przechodząc od czyhających na nas niebezpieczeństw do przyjemności nie mogę nie wspomnieć o fantastycznych drogach, które są prawie że wszędzie i na których możemy spędzić długie godziny jadąc niemalże w linii prostej. Tak, Stany to bez wątpienia kraj idealny dla osób posiadających samochody i motory.

Nam ciężko to sobie wyobrazić, ale zdarza się, że w miastach czasem nie ma chodników, po których można by spokojnie przejść do pobliskiego sklepu, bo i tak nikt by ich nie używał. Koleją właściwie się nie jeździ, więc na miejscu warto zakupić albo przynajmniej wypożyczyć pojazd. Istnieje mnóstwo agencji, które chętnie wypożyczą nam samochód w jednym mieście, z możliwością oddania go
w zupełnie innym. Ważne jedynie, żeby mieć powyżej 25 lat, bo inaczej opłata, ze względu na ogrom wypadków młodych kierowców, znacząco rośnie.

Jazda po USA potrafi parszywie znudzić...

Jazda po USA potrafi parszywie znudzić…

Choć może zabrzmieć to abstrakcyjnie, zwiedzanie większości parków narodowych bez samochodu jest właściwie niemożliwe, bo jak zwiedzać kolejne atrakcje dajmy przykładowo ParkuYellowstone jeśli jego powierzchnia wynosi prawie 9000 km2, a nie przewidziano tu żadnych autobusów?
Z pojazdem zwiedzanie jest za to szybkie i przyjemne – można poruszać się jedynie po wyznaczonych trasach, na których zaznaczone są kolejne punkty widokowe, a przy nich oczywiście sporych rozmiarów parkingi.

Co jeszcze istotne – przy odwiedzaniu kilku parków warto kupić roczny karnet, bo cena jest wyjątkowo atrakcyjna (jednorazowy wjazd to 25$,
a karnet to 80$) i obejmuje wjazd do parku wszystkich osób w pojeździe.

W sprawie kulinariów – w USA, ze względu na wielokulturowość znajdziemy dosłownie wszystko. Szczególnie godna polecenia kuchnia chińska, meksykańska i indyjska. Nie mniej, oszczędnym polecam pizzę – jest wszędzie, jest tania, jest dobra, a co najważniejsze nie prędko znowu trzeba się posilać, bo ma milion kalorii – dla skąpiącego czasu i pieniędzy podróżnika same plusy!

O samych Amerykanach mogę powiedzieć jedno – są niezwykle przyjaźni, a na informację, że jesteśmy z Polski, nie reagują jak co poniektórzy nasi sąsiedzi krępującym milczeniem, ale entuzjazmem i okrzykami „Naprawdę?! Mój dziadek/ wujek/ sąsiad/ ojciec stryjka/ przyjaciel/ też jest Polakiem!”.

Bardzo otwarci, rozmowni, często zaczepiają w knajpce, zajeździe, na parkingu czy gdziekolwiek. Byleby porozmawiać i wypić wspólnie herbatę. I co jeszcze ważne – bynajmniej nie zauważyłam, żeby stereotyp nic nie wiedzącego o świecie Amerykanina był zgody z rzeczywistością. Może miałam szczęście, ale w ciągu trzech miesięcy podróży po Stanach spotykałam ludzi oczytanych, inteligentnych i o wcale nie wąskich horyzontach, nie mniej pewnie i inni się zdarzają. Jak wszędzie.

Ameryka Południowa – o problemach z zakupem biletów, kurczaku z frytkami i okrutnych rabunkach

Przygotowując się do podróży po Ameryce Południowej warto pamiętać o jednym – bywa, że bardzo ciężko porozumieć się tam po angielsku. Aby móc kupić bilet, czy zamówić nocleg polecam zabrać ze sobą choćby proste rozmówki polsko-hiszpańskie, czy słownik na telefon komórkowy – może niemalże uratować życie, a przynajmniej oszczędzić nam długich rozmów, językiem najbardziej uniwersalnym – twórczo-migowym.

Ameryka Płd. - choć bywa okrutna, niezwykle piękna

Ameryka Płd. – choć bywa okrutna, niezwykle piękna

I choć Ameryka Południowa to bez wątpienia przepiękny kontynent, warto pamiętać, że potrafi być też okrutny, a jego mieszkańcy z radością pozbawią nas aparatu, plecaka, komórki czy portfela, o czym będą nam przypominali spotykani każdego dnia, doświadczeni już przez los inni gringos, jak uroczo nazywają nas Amerykanie (tak to też Amerykanie i należy o tym pamiętać, bo często okazują niezadowolenie, jeśli nazwie się tak mieszkańców jedynie USA (czyli Gringolandii)!).

Co zrobić żeby tego uniknąć? Mieć się na baczności niemalże
w każdym momencie. Jadąc autobusem nigdy, przenigdy nie kłaść plecaka na podłodze
a zawsze mieć go na kolanach. Gdy zostaniemy czymś ubrudzeni, a jakiś miły pan będzie pomagał nam czyścić dajmy na to kurteczkę z ketchupu, brać plecak i uciekać jak najdalej, aparatem nie szpanować, ale chować go do plecaka po zrobieniu zdjęcia oraz uważać, uważać i jeszcze raz uważać.

My na przykład mieliśmy wrażenie, że jesteśmy bardzo ostrożni,
a ostatecznie i tak przechadzaliśmy się ulicą leżącą w „niewłaściwej okolicy” i mimo, że byliśmy w centrum miasta, około południa, czterech miłych panów z rewolwerem z radością zabrało ode mnie mój plecak z dosłownie wszystkim co miałam, aparat z teleobiektywem włączając.

Wenezuela - to nie Photoshop...

Wenezuela – to nie Photoshop…

Praktycznie rzecz biorąc, może nie ma za czym płakać, bo ludzie z krajów latynoskich i tak nie są chętni do pozowania, delikatnie rzecz ujmując. Przed zrobieniem zdjęcia, dobrze zapytać o pozwolenie naszego potencjalnego modela, bo w przeciwnym wypadku możemy zostać obrzuceni ziemniakami, a nawet kamieniami.

Trudności mogą nam też przysporzyć problemy żywieniowe. Potrawy mogą smakować niewiarygodnie, jak na przykład peruwiańskie ceviche, zrobione z surowej ryby czy pieczona świnka morska, szczególnie popita świeżo wyciskanym sokiem z najlepszych na świecie żółtych pomarańczy, jednak konserwatywnym podróżnikom, szczególnie wrażliwym na obce bakterie, polecamy kurczaka z frytkami tudzież pieczonymi batatami, którego można dostać nieomal wszędzie i zawsze właściwie smakuje tak samo. Przy naprawdę mocnych zatruciach rekomenduję już tylko wizyty w McDonald’sie. To nie żart – lekarze polecają jako bardzo sterylną restaurację, trzymającą się pewnych standardów, więc smak i skład Bic Maca nie powinien nas zaskoczyć, nawet na końcu świata.

Boliwia - wystawione na sprzedaż, przynoszące szczęście,suszone płody lam

Boliwia – wystawione na sprzedaż, przynoszące szczęście,suszone płody lam

Ameryka Południowa, mimo wielu zagrożeń, jest naprawdę fantastycznym kontynentem,
o nadal dzikiej naturze, niebiańskich plażach, pełnych zycia, serdecznych, zawsze chętnych do imprezowania ludziach, fenomenalnych krajobrazach, no i pięknych kobietach (to szczególnie w Wenezueli).

Azja – o wrażliwych Japończykach, nic nie rozumiejących Chińczykach i obskurnych, azjatyckich knajpkach

Azja – bez wątpienia mój ulubiony kontynent. Po wizycie w Ameryce Południowej działa kojąco na skołatane nerwy – może jest głośno, tłoczno, duszno, ale za to plecak zostawiam bez stresu gdzie chcę, gdy tylko wyciągam aparat dookoła zbiega się grupa chcących pozować ludzi, a ceny… są przystępne jak nigdzie indziej.

Azja - tu, mimo biedy, uśmiechy goszczą na twarzach ludzi częściej niż gdziekolwiek indziej

Azja – tu, mimo biedy, uśmiechy goszczą na twarzach ludzi częściej niż gdziekolwiek indziej

Ale żeby nie było za dobrze, pojawiają się też problemy – w Indiach przede wszystkim żywieniowe (sama już nie wiem jak uważać, żeby nie wypić zanieczyszczonej wody),
w Japonii kulturowe, a w Chinach komunikacyjne.

Jeżeli chodzi o problemy żywieniowe, sprawa nie jest prosta, z tego co zauważyłam, nie warto jadać w knajpkach dla turystów, ale zawsze tam gdzie posilają się miejscowi, i gdzie oczywiście chodzi ich wielu. Restauracje dla turystów często nie mają niestety wystarczających obrotów i podawane potrawy przygotowywane są z nieświeżych składników – restauratorom nie zależy – turysta i tak dziś jest, a jutro jedzie gdzie indziej. Jeśli jednak przyjrzeć się restauracyjkom dla miejscowych, może wnętrze nie wyda nam się zbyt pociągające, ale jeśli niemalże wszystkie stoliki są zajęte możemy mieć pewność – kucharz tutaj dba o klientów i nic niepożądanego nie powinno nam się przytrafić, a przygotowane potrawy będą smakowały jak nigdzie indziej.

Sprawa komunikacji w Chinach nadal pozostaje dla mnie zagadką. I nie chodzi tu o to, że mieszkańcy tegoż pięknego kraju nie znają angielskiego, o nie, jest dużo gorzej – to chyba jeden z niewielu krajów na świecie, gdzie zupełnie nie działa język migowy! Wierzcie mi lub nie, ale jeśli tłumaczę Hindusowi czy Turkowi o co mi chodzi, zawsze szybko odgadują moją myśl, a Chińczykowi mogę tłumaczyć na tysiąc sposobów, siedząc w restauracji, że chcę zamówić miskę ryżu z kurczakiem i niestety nic z tego. Myślę, że Chińczycy, ze względu na odmienny krąg kulturowy, myślą w zupełnie inny sposób i inaczej też gestykulują. Polecam mieć ze sobą słownik w telefonie i podawać naszemu rozmówcy do wpisywania tajemnych znaków. Zaręczam, że ten sposób działa, o innych nic mi nie wiadomo.

Japoński hi-tech

Japoński hi-tech

W kwestii Japonii, na koniec – odnoszę wrażenie, że Japończycy, to bardzo mili, ale
w znacznej większości bardzo zamknięci w sobie ludzie. W rozmowie wielu rzeczy należy się domyślać i czytać między wierszami. Ciężko mi było zrozumieć o co chodzi do momentu kiedy sama uraziłam mieszkańca Kraju Kwitnącej Wiśni, gdy wypytywałam go o relacje towarzyskie, system pracy, sposób spędzania wolnego czasu i hobby. Zdenerwowany
w końcu wykrzyknął, że „ich system trwa od setek lat i ja teraz go nie zmienię, tylko dlatego, że my–Europejczycy żyjemy inaczej”, w domyśle lepiej.

Zupełnie zmieszałam się tak emocjonalną reakcją i od tej pory bardzo uważałam, żeby nie mówić i nie pytać o zbyt wiele. Dodam jeszcze, że nie rozmawiałam z żadnym podstarzałym staruszkiem, ale młodym studentem, jakże wrażliwym na punkcie tego, że zachód narzuca Japonii inny styl życia. Zresztą, może jego oburzenie było słuszne, bo w końcu to u nich wszystko jest najlepsze, najsmaczniejsze, najszybsze i najlepiej dopracowane na świecie, tyle że mi nawet nie przeszło przez myśl, że moimi pytaniami próbuję mu coś narzucić!

Z ciekawostek, w Japonii nadal, od drugiej wojny światowej stacjonują liczne Amerykańskie wojska, co powoduje liczne napięcia między Japończykami i Amerykanami, którzy
w oficjalnie „chronią Japończyków przed atakiem Korei Południowej”. Ale to już inna historia…

Podsumowując: świat jest pełen zaskakujących różnic i dobrze, bo dzięki temu warto podróżować. Można czasem popełnić gafę, ale mimo wszystko polecam się nie zrażać, czytać, pytać, no i kierować własną intuicją.

Powiązane wpisy

[FM_form id="2"]
Żyję
Jerzy Antkowiak – prekursor mody ulicy w Polsce
Żyję
Siedzenie cały dzień zabija
Żyję
Płeć biologiczna w sporcie
  • A ten rabunek – w jakim mieście? 

    • kasiaat

      W mieście Neiva – w Kolumbii. Wybiera się Pan w tamte rejony? 🙂