Myślę

Człowiek – istota nie z tej Ziemi?


(Flickr/donkeyhotey/by CC)

(Flickr/donkeyhotey/by CC)

Jesteśmy przyzwyczajeni do swojego ziemskiego rodowodu. Praocean, pierwotne formy życia, ewolucja, my. Przekonanie o takim pochodzeniu płynie w ziemskich żyłach od dzieciństwa łącząc nasze ciało niewidzialną więzią z małą planetą na peryferiach pewnej zwyczajnej galaktyki.

A co jeśli jednak było inaczej? A co jeśli jesteśmy bardziej kosmitami, niż ziemianami? Odetchnąć z ulgą mogą przeciwnicy kreacjonizmu, bo nie będę przytaczać biblijnego stworzenia ex nihilo niewiasty i mężczyzny, analizować wyjmowania żebra podczas snu Adama lub symboliki dnia szóstego. Przedstawione przeze mnie teorie mogą jednak spotkać się z podobnym odrzuceniem ze strony świata naukowego, co dziś kościelne. Moim celem nie jest wszakże poszukiwanie tej jednej, jedynej prawdy. Chcę pokazać inną perspektywę, innowacyjny punkt widzenia – trochę dla poszerzenia horyzontów, trochę dla zabawy. Aby od niego zacząć przypomnę najpierw jak wygląda ten klasyczny.

Musimy się zatem cofnąć prawie dwa miliony lat wstecz kiedy – jak głoszą powszechne badania – na Ziemi z człowieka zręcznego wyewoluował człowiek rozumny. Nasze współczesne umysłu długo musiały czekać na taki rozwój sytuacji. Zanim do tego doszło cztery miliardy lat temu w gorącej zupie praoceanu gotowały się pierwsze związki organiczne oraz tworzyły się archaiczne bakterie. Dzięki cierpliwej matce naturze z mikropapki peptydów i aminokwasów staliśmy się po czterech miliardach lat istotą myślącą abstrakcyjnie, piszącą, mówiącą i świadomie kreującą.

(Flickr/mendhak/by CC)

(Flickr/mendhak/by CC)

Podziwiam ten proces, naprawdę. Jednak w tej historii wieje nudą. Prawdopodobnie jest prawdziwa, ale co z tego? Ludzie kiedyś myśleli, że Ziemia jest płaska i wierzyli w to równie mocno, co my dziś w teorię powyżej. Dlatego pozwólmy sobie na odrobię dziecięcej naiwności i przekroczmy granice ludzkiego poznania. To będzie podróż nie z tej Ziemi.

Kosmiczne zapłodnienie

Jeśli mowa o narodzinach – nie można zapomnieć o okresie prenatalnym. Tak się składa, że zgodnie z teorią panspermii niczego nieprzeczuwająca Ziemia stała się nieświadomie obiektem naturalnego zapłodnienia przez… bakterie z kosmosu. Aby powstało życie potrzebujemy przede wszystkim organicznych związków, chociażby w najprostszej postaci.

Przybywające na Ziemię ekstremofile – organizmy niewrażliwe na bardzo drastycznie warunki panujące na planetach, asteroidach i meteorytach mogły być ich źródłem. Nie przekonuje mnie teoria abiogenezy. Posłuchajcie, co głosi a sami się przekonacie. Zgodnie z nią z życie powstaje z nieorganicznej materii. Wierzył w nią każdemu znany Arystoteles, który uważał na przykład, że myszy biorą się z siana albo bakterie z brudu.

Naukowcom wciąż trudno jest wyjaśnić skąd pojawiła się u nas zdolna do życia materia (na pewno nie biorą pod uwagę rozmyślań Arystotelesa) a panspermia znakomicie to opisuje. Istnieje kilka jej części, a kryterium podziału stało się pochodzenie bakterii. Jedne z nich miały wziąć się z gwiezdnego pyłu, inne z planet lub… z kosmicznych śmieci obcych ras a reszta została niby świadomie pokierowana w kierunku zasiedlania kolejnych planet różnorodnością życia.

„Idźcie i płodźcie potomstwo” z Biblii całkiem dobrze pasuje do planowanego zmasowanego „ataku” mikrobów na pobliskie planety. Ups, miałam nie wspominać o Księdze Rodzaju. W tym przypadku brzmi to jednak wyjątkowo sensownie. Może ktoś miał w tym faktycznie celowy zamysł?

Niezbite dowody ukryte

Jeśli mowa o celowych zamysłach stworzenia życia lub też ludzkiej rasy w miejscu, gdzie aktualnie się znajdujemy nie można pominąć dowodów na taki stan rzeczy. Człowiekiem o odmiennych obserwacjach niż reszta naukowego świata jest autor książki „Zakazana Archeologia” Michael A. Cremo – amerykański pisarz i poszukiwacz. Pracując w Instytucie Baktuwedant badał pochodzenie ludzkiego rodzaju na podstawie sanskryckich pism, z których jasno wynikało, że historia człowieka sięga o wiele dalej niż dwa miliony lat wstecz.

(Flickr/gsfc/by CC)

(Flickr/gsfc/by CC)

Świadczą one bowiem o obecności rozumnej istoty nawet kilkaset milionów lat temu! Michael wraz ze współpracownikiem Thomasem Wilsonem postanowili udać się na ośmioletnie badania w różne zakątki świata. To, co znaleźli powinno znajdować się na pierwszych stronach gazet. Odkryciem według samego autora zasługującym na największe uznanie jest szkielet człowieka z kalifornijskiej kopalni złota datowany na 50 milionów lat, chociaż powszechnie uważano, że taki człowiek mógł pojawić się najwyżej 200 tysięcy lat temu.

Cremo nie jest odosobniony w swoich podejrzeniach. Podobne wnioski wysunął niejaki Francis Crick – znany wszystkim biologiom odkrywca podwójnej helisy DNA. Uważa on, że życie w swej różnorodności z jednej strony i tak dobitnych podobieństwach na poziomie molekularnym z drugiej musiało pochodzić od wspólnego praprzodka. Bardzo możliwe, że świadomie kreującego życie na naszej planecie. Sam autor „Zakazanej Archeologii” przestrzega jednak: nic dziwnego, że nikt z nas nie ma pojęcia o podobnych podejrzeniach. Naukowcy skrzętnie maskują takie „nowości” i nie dopuszczają do opinii publicznej. Mają świadomość jak dramatyczne zmiany może to spowodować.

Gdybyśmy nagle się dowiedzieli, że na ziemskim padole mamy dowody na istnienie świadomego Stwórcy nas samych oraz, że w związku z tym Ziemia nie jest nawet nasza doszłoby do całkowitego odwrócenia codziennego życia do góry nogami. Poszukiwania innych cywilizacji byłyby nastawione na sukces. Być może ujawnione zostałyby dowody na kontakt z nimi. Czy jesteśmy mamieni tak jak w przypadku Illuminati? Jeśli moje własne poszukiwania dowodzą istnieniu pełnego życia Wszechświata to jak wiele muszą wiedzieć „Ci Na Samej Górze”?…

Mój dziadek z Syriusza

Podążanie szklakiem niepublikowanych odkryć prowadzi do całej gamy innych ras, z którymi mieliśmy bądź też mamy kontakt. Jednymi z nich mieli być ci, dzięki którym wspominamy o Egipcie i Mezopotamii na lekcjach historii. Dzięki nim dojść miało do prawdziwej eksplozji rozwojowej w starożytności. Ludzka rasa miała być eksperymentem, miksem stworzonym z siedmiu ras na podstawie zmienionego DNA. Nasza Ziemia idealnie się nadawała do tego. Ci, którzy nas nawiedzali wtedy i nawiedzają nas dziś dając znać o sobie w postaci kręgów w zbożu lub niezidentyfikowanych obiektów na niebie po prostu wpadają od czasu do czasu, aby zobaczyć jak nam idzie albo pomóc trochę w rozwoju. Mają być to mieszkańcy Syriusza, Plejad i inni.

I tak wychodząc od znanej każdemu historii antropologii doszliśmy do ezoterycznych teorii kosmicznego pochodzenia człowieka, w których istnienie osobiście wierzę. To chyba zwyczajnie niemożliwe, by w tak ogromnym otaczającym nas kosmosie nie powstało żadne inne życie, nawet jeśli był to cud. Nawet jeśli takie życie zdarza się raz na milion lat to przepraszam, ale wszechświat liczy ich sobie trochę więcej. Tak samo z przestrzenią oraz gwiazdami. Wystarczy spojrzeć nocą w niebo i pomyśleć, że każda z nich ma chociaż jedną planetę. Każdy inteligentny człowiek weźmie wtedy pod uwagę obecność kogoś innego, kogoś równie lub bardziej inteligentnego. Być może na tyle, że jest on naszym przodkiem, który tak samo spogląda w niebo i myśli o nas jak o swoich własnych dzieciach?

Powiązane wpisy

[FM_form id="2"]
Myślę
Kilka refleksji na temat konfucjańskich podstaw państwa chińskiego
Myślę
Prawo autorskie, czyli autor kontra odbiorca
Doświadczam
Bioenergoterapia – alternatywa czy głupota?
  • Dastin Konopko

    Absolutnie nie można wykluczyć tej teorii, jednak nie można jej też potwierdzić. Lubię oryginalne pomysły. Może być prawdą, że mamy swoich stwórców w istotach podobnych do nas, jednak oni, lub ich stwórcy… lub stwórcy ich stwórców najprawdopodobniej mieli swój początek w gorącej zupie jakiegoś praoceanu. Sądzę zatem, że znaczenie tego tematu jest interesujące lecz sprowadza nas do tego co już wiemy (podejrzewamy).
    PS. Kiedy otwierasz swój umysł.. uważaj aby rozum Ci nie wypadł 😉

    • AndzelikaBienkowska

      Dastin,

      Ja jestem osobą o bardzo otwartym umyśle a czasami aż za bardzo – co skutkuje zbyt dużą ilością rozmyślania nad niektórymi sprawami, ponieważ każda wydaje się interesująca.
      Cieszę się, że taki był dla Ciebie mój artykuł. Pozdrawiam!

      • 89898

        jjj

  • MarekArekDarek

    „Gdybyśmy nagle się dowiedzieli, że na ziemskim padole mamy dowody na istnienie świadomego Stwórcy nas samych oraz, że w związku z tym Ziemia nie jest nawet nasza doszłoby do całkowitego odwrócenia codziennego życia do góry nogami. ”
    Kto by w to uwierzył? I mało kogo by to tak na prawde obeszło. Przecież trwa Liga Mistrzów.

    „Naukowcy skrzętnie maskują takie „nowości” i nie dopuszczają do opinii publicznej.”
    To juz brzmi zabawnie i mało prawdopodobnie. Prędzej bym się obawiał skostnienia poglądów i przywiązania do starych teorii nawet gdy pojawiają się mocne dowody przeciwko nim, niż świadomego tuszowania informacji.

    Poza tym najlepszymi cenzorami informacji jesteśmy my sami.

  • Ka

    jesteśmy tylko eksperymentem istot znacznie bardziej rozwiniętych, czy udanym tego nie wiem.

  • karol

    tl;dr

  • Daniel

    Na wstępie przepraszam za mało fachowy język czy terminologie, nie jestem naukowcem po prostu chciałem porozmawiać z kimś, kto poważnie potraktuje to, co napisze i mam nadzieję, że znalazłem ku temu odpowiednie miejsce. Oglądając popularny program emitowany cyklicznie na kanale HISTORY traktujący o kontaktach ludzi z „kosmitami, obcymi cywilizacjami itd.” Zainspirował mnie do tych przemyśleń na temat ludzkiego istnienia. Nie chce rozważać czy odwiedzają nas obcy, szaraki czy podważać wiary. Mam kilka prostych pytań i przemyśleń, z którymi chciałbym się podzielić i nawiązać ciekawy dialog. Chciałbym skupić się na początkach istnienia ludzi na ziemi, główną moją wątpliwość wzbudza EWOLUCJA a dokładniej jej wybiórczość. Nie będę się rozwodził o teorii czy powstaliśmy od małpy czy ameby, Zastanawiam się
    Dlaczego ewolucja wytworzyła kilka odrębnych ras ludzkich na różnych kontynentach lub krańcach jednego kontynentu (pangea?).
    Czyż nie jest tak jak z ogrodnikiem, który w jednym miejscu ogródka sadzi marchewkę w drugim kapustę i td. Czy prawdopodobnym było by stwierdzenie, iż ziemia została przemyślanie zasiedlona rasą azjatycką w innym miejscu wschodnia Azja, rasą czarnoskórą Afryka, rasą białą Europa, rasą aborygenów Australia, czy rasami Indian majów i „czerwonoskórych” w amerykach?
    Dlaczego EWOLUCJA nie wykształciła w tym samym czasie człowieka czarnego w europie lub Ameryce?
    Dlaczego EWOLUCJA nie wykształciła rasy azjatyckiej na kontynentach ameryk?
    Jak rozumiem EWOLUCJA powinna na całej planecie ewoluować równocześnie i podobnie?
    Tak wiem ktoś powie, że warunki naturalne sprzyjały, ale czy warunki naturalne zabraniały żyć innym rasom na innych kontynentach NIE. Zrozumiałym było by, że dana rasa czarna lub azjatycka nie może żyć w europie, więc automatycznie ewolucja ograniczyła się do rozwoju danej rasy w jednym tylko miejscu globu. Ale jak wiemy rasy mogą się dowolnie krzyżować, mogą żyć i funkcjonować doskonale w każdych warunkach naszego globu. Więc chciałbym zadać pytanie czy to nie tak, że życie na naszej planecie zostało zaszczepione z premedytacja rasy ludzkie rozlokowane po różnych stronach kontynentów, aby mogły bezpiecznie się rozwijać. Może ci bogowie kosmici z dawnych wierzeń to nasi ogrodnicy, którzy nas porozmieszczali po różnych miejscach planety. Jest w tym odrobina sensu Postawmy sobie pytanie gdybyśmy to my chcieli zasiedlić Planetę tak, aby każda z ras miał wystarczająco dużo możliwości do indywidualnego rozwoju. Oddzielilibyśmy ich oceanami wielkimi górami nie do przebycia, stworzylibyśmy kolonie w różnych miejscach globu. Naturalnym były by migracje, ale w małych procentach z małą szansą przetrwania.
    Jeszcze jedno słowo na temat wybiórczości EWOLUCJI Indianie, czarnoskórzy azjaci, zobaczyli pierwszy raz białego! Człowieka podczas okresu odkryć i kolonizacji. Dlaczego ewolucja nie wykształciła rasy białej na południu ameryki południowej, albo północy ameryki południowej w kanadzie są warunki zbliżone a nawet takie same jak w europie? Co stało przeciw wykształceniu rasy aborygenów w Afryce podobny klimat jak Australii.
    Chyba jesteśmy „roślinami” w przemyślany sposób rozsadzeni na naszej planecie przez ogrodników, którzy przylecieli z gwiazd, i myślę, że byli to też ludzie z „arką Noego” w postaci banku DNA wielu gatunków.
    Wiem a co z kośćmi dinozaurów itd., sądzę, że kolonizacja ziemi miała miejsce po okresie podziału kontynentów, a asteroida, która unicestwiła dinozaury wcale nie musiała być obiektem naturalnym. Kolonizatorzy, którzy przemieszczają się stosunkowo szybko w przestrzeni kosmicznej gdzie czas nie przekłada się równolegle, mogli w klasyczny sposób przygotować planetę tak jak orze się pole. Następnie z premedytacją pozakładać kolonie różnych ras ludzkich na tyle bezpiecznie i w dużych odległościach od siebie, aby rasy te miały czas do rozwoju, cywilizacji, inteligencji.