Żyję

Termy – raj utracony


Rzymskie łaźnie w Anglii (Wikipedia Commons)

Rzymskie łaźnie w Anglii (Wikipedia Commons)

Po raz czwarty w ciągu tygodnia usłyszałam od kolejnej osoby o jej wrażeniach z pobytu w termach. Tyle potrzebowałam, żeby wreszcie do mnie dotarło, że termy stały się modne. Co w nich tak przyciąga? Czy naprawdę są takie zdrowe? Które są warte odwiedzenia? I czy to możliwe, żeby odtworzyć w nich warunki raju utraconego i doprowadzić człowieka do absolutnego błogostanu?

W dawnych czasach do wód jeździły znane i możne persony dla poratowania zdrowia, a przy okazji relaksu, romansów, wypoczynku. Termy. Cóż to za wody? Oczywiście termalne, czyli takie, których źródło sięga daleko w głąb ziemi bądź znajduje się w pobliżu ogniska wulkanicznego, dzięki czemu woda jest w naturalny sposób ogrzewana. Ponadto przepływając przez kolejne warstwy ziemi, gromadzi różnorodne minerały (wapń, magnez, krzem, siarkę, chlor, sód, potas, miedź, lit, żelazo itp.), które nadają jej zdrowotne właściwości. Dzisiaj do tych wód pojechać może niemal każdy, ale głównym celem pobytu wydaje się raczej rekreacja niż zdrowie. Po stresującym tygodniu pracy kilka godzin spędzonych w basenach ma zapewnić totalny reset. W jaki sposób?

Relaksuj się, na zdrowie!

W rzeczy samej, zanurzenie się w ciepłej kąpieli wód termalnych to doświadczenie kojące i relaksujące. Powszechne jest uczucie rozluźnienia zesztywniałych mięśni, naprężonych ścięgien i wiązadeł. Pod wpływem temperatury oraz ciśnienia panującego w wodzie zmniejsza się pobudliwość układu nerwowego. Badacze zrzeszeni w Mayo Clinic zbadali efekt, jaki zanurzenie w gorącej wodzie wywiera na układ krwionośny. Otóż najpierw serce przyspiesza, wysyłając krew do powierzchni ciała, aby pozbyć się nadmiaru ciepła. W normalnej sytuacji człowiek zacząłby się pocić, temperatura zostałaby przekazana do powietrza. Jednak w kąpieli po kilku minutach ciepła krew rozszerza naczynie krwionośne, co zmniejsza opór krwi i obniża ciśnienie.

Makaki relaksują się w źródłach termalnych w Nagano (Wikipedia Commons)

Makaki relaksują się w źródłach termalnych w Nagano (Wikipedia Commons)

Spokój atawistyczny?

Wydaje mi się też, że ogromne znaczenie może tu mieć fakt, że woda jest tą specyficzną substancją, bez której przeżycie jest niemożliwe. Jej obecność może działać uspokajająco na poziomie instynktownym. Wyobraźcie sobie naszych praprzodków, którzy wędrowali przez stepy w poszukiwaniu miejsca do tymczasowego osiedlenia. Dopiero szum wody był dla nich znakiem, że oto znaleźli bezpieczne miejsce, w którym można odpocząć. Dziwne byłoby, gdybyśmy nie odziedziczyli po nich takiego podświadomego skojarzenia, skoro odziedziczyliśmy instynktowne lęki przed wężami i pająkami.

Termy – na receptę i bez…

Dawniej, gdy farmacja nie była tak rozwinięta jak dziś, kąpiele w wodach termalnych często pojawiały się na receptach medyków. I myli się głęboko ten, kto pomyślał teraz, że były to znachorskie praktyki rodem z ciemnogrodu. Balneolodzy udowadniają zdrowotne działanie takich kąpieli, tak więc do dziś stanowią one uzupełnienie kuracji rozmaitych przypadłości. I tak, choroby kobiece i układu moczowego leczą wody borowinowe. W chorobach reumatycznych zalecane są kąpiele solankowe oraz radoczynne. Te ostatnie pomagają też w chorobach górnych dróg oddechowych oraz w przypadłościach ginekologicznych. Przy kłopotach z układem krwionośnym wskazane mogą być kąpiele kwasowęglowe. W przypadku chorób dermatologicznych oraz pacjentów z problemami ortopedycznymi zaleca się wody siarczkowo-siarkowodorowe.

…lecz przed zażyciem skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą!

Wszystko to jednak po konsultacji z lekarzem. Doktor nauk medycznych Małgorzata Farnik zaznacza: „Kwalifikację do leczenia z zastosowaniem wód termalnych powinien przeprowadzać lekarz, bo przeciwwskazania rzeczywiście istnieją – ogólne, zwane też bezwzględnymi, obejmują zespoły lub jednostki chorobowe, które nie kwalifikują się do leczenia uzdrowiskowego. Należą do nich m.in.: przewlekłe choroby zakaźne i nosicielstwo, gruźlica, choroby weneryczne, żółtaczka, grzybice skóry, padaczka z częstymi napadami, czynna choroba nowotworowa, zniedołężnienie, niesprawność w zakresie samoobsługi, skazy krwotoczne ciężkiego stopnia”.

Jak grzyby po deszczu

W ostatnich latach w Polsce powstało kilka naprawdę ciekawych ośrodków z basenami termalnymi. Jednym z najbardziej popularnych jest Terma Bania w Białce Tatrzańskiej. Nowoczesny obiekt, w którym znajduje się 14 wewnętrznych i zewnętrznych basenów, jest podzielony na strefy głośną, cichą oraz saunarium. Doskonałe miejsce na wypoczynek po białym szaleństwie lub górskiej wycieczce.

Niezapomniane wrażenia zapewnia ośrodek Pluski na Mazurach. Tam w basenie rekreacyjnym zobaczysz… okonie, płotki i karpie. Spokojnie, nie oznacza to, że machną ci ogonem po nosie. Ryby mieszkają tam w podwodnych akwariach. Jest też łączka do opalania ze światło- i muzykoterapią, ścianka wspinaczkowa oraz grota dla zakochanych. A dla amatorów mocnych wrażeń – ekstremalna zjeżdżalnia, zwana przez bywalców beczką lub betoniarką.

Nie pożałujesz też, decydując się na wycieczkę do term w Uniejowie. Znane są one już od kilku lat, ale ostatnio zwiększono liczbę oferowanych tam atrakcji. Pojawiły się dodatkowe niecki, między innymi zewnętrzny basen, na środku którego wyrosła wyspa, a w niej… jacuzzi. Miłośnicy sauny mogą zafundować sobie chłodny dreszczyk, przechodząc potem do basenu lodowego lub, jeszcze lepiej, do komory śnieżnej. Oprócz efektu natychmiastowego orzeźwienia taka gwałtowna zmiana temperatury „wywołuje w organizmie wiele korzystnych reakcji, m.in. zwiększa przepływ krwi, zmniejsza napięcia mięśni, zwiększa odporność, przyspiesza przemianę materii” – czytamy na stronie term.

Światowej sławy

Ogromną popularnością nie tylko wśród Polaków cieszy się węgierskie Hungarospa w Hajdúszoboszló. Tamtejsze uzdrowisko powstało w 1927 roku, a w ostatnich latach poczyniono tam szereg inwestycji mających unowocześnić kąpielisko. O tym, że Polacy wciąż przyjeżdżają tam tłumnie, świadczy choćby to, że w sklepach bez trudu można porozumieć się w polskim języku.

Najlepszy kompleks termalny na świecie leży jednak na dalekiej północy, 50 kilometrów od Reykjavíku, stolicy Islandii. „Błękitna Laguna to miejsce kosmiczne. Nad basenami w skałach wulkanicznych wiecznie unoszą się kłęby pary wodnej, nad wszystkim góruje wielka elektrownia geotermalna Svartsengi” – pisze Joanna Szyndler. National Geographic umieścił to miejsce na liście 25 cudów świata, uzasadniając swój wybór tym, że dymiące, turkusowe baseny otoczone wulkanicznymi skałami naprawdę przypominają krajobraz, którego można by się spodziewać na innej planecie. Jeśli chwilowo nie możesz sobie pozwolić na wycieczkę na tamtą planetę, polecam zwiedzanie wirtualne.

Raj utracony…

Zdaje się, że wszystkie opisane wyżej termy przynoszą swoim gościom ukojenie i relaks zbliżony do raju utraconego. Pływasz w cieple, wśród pięknej natury, woda delikatnie kołysze, masuje, możesz zapomnieć o wszystkich trudach i troskach. A jednak żadne z tych miejsc nie zbliżyło się do tego, co odtworzyli Szwajcarzy w kompleksie Sole Uno. Otóż po zejściu do podziemi trafia się tam do strefy ciszy.

Światło jest przyciemnione, poprzez filtry nadano mu czerwony kolor. Niecka ma zaledwie 60 centymetrów głębokości, za to rozciąga się na obszarze 200 metrów kwadratowych. Wypełniona wodą o zasoleniu aż 12% i miłej temperaturze 36 stopni. Co tu robić? Proste: położyć się w wodzie i… dryfować, bez poczucia własnego ciężaru, temperatury, upływu czasu. Zanurz jeszcze głowę tak, aby woda zalała ci uszy, a usłyszysz delikatne, lekko przytłumione, relaksujące dźwięki muzyki, szum lasów, śpiew ptaków. Możliwe, że w naturalnym odruchu zechcesz się lekko skulić. Już po kilku sekundach czujesz się jakoś dziwnie dobrze, bezpiecznie, beztrosko. Masz niejasne wrażenie, że skądś pamiętasz ten stan. Tylko skąd?

Węgierskie Heviz- największe źródła termalne w Europie (Wikipedia Commons)

Węgierskie Heviz- największe źródła termalne w Europie (Wikipedia Commons)

Termy… czyli jak to było w brzuchu mamy

Nie możesz sobie przypomnieć. Nic dziwnego, te wspomnienia nie zostały zapisane w Twojej korze mózgowej. Była wtedy zbyt słabo rozwinięta. Są zapisane głębiej. W strukturach układu limbicznego. Jest on rozwinięty całkiem nieźle, gdy się rodzimy. Dlatego może przechować informacje z tego czasu, gdy całym Twoim światem był bezpieczny brzuch mamy. Tam dryfowałeś w płynie owodniowym o temperaturze ciała, docierały do ciebie przytłumione przez powłoki brzuszne dźwięki, a gdy mama odsłoniła brzuch w jasnym świetle, dostrzegałeś swoje M1 w ciemnoczerwonej barwie.

Po głębszym zastanowieniu stwierdzam, że aby w pełni odtworzyć świat płodu, brakuje tylko bezpośredniego źródła karmienia oraz rytmicznego dźwięku bijącego serca. Ale może to byłoby już nadto dosłowne i przez to przerażające? Jak myślisz? Miałbyś ochotę odzyskać utracony raj?

[FM_form id="2"]
Żyję
Gdy pomnę wciąż wasz świeży miąższ …
Żyję
Staycation czyli wakacje w domu
Żyję
Trening w domu – jak się zmobilizować, gdy wokół tyle rzeczy do zrobienia?