Myślę

Skąd banki biorą pieniądze?


www.SeniorLiving.Org

www.SeniorLiving.Org

Pamiętam, że jako dziecko pytałam rodziców, dlaczego nie wydrukuje się po prostu więcej pieniędzy, tak, żeby wszyscy byli bogatsi? Choć dorośli nie mają tak naiwnego spojrzenia na pieniądz i system bankowy, to tak naprawdę – ilu potrafi precyzyjnie odpowiedzieć na tytułowe, z pozoru tylko bardzo proste, pytanie?

Bo przekonanie, że pieniądze „wypływające” z banków w postaci pożyczek i kredytów (przy okazji warto dodać, że słowa te nie są bynajmniej synonimami) pochodzą z lokat zakładanych przez klientów banków, jest prawdziwe w bardzo niewielkiej części. Tak niewielkiej, że jest właściwie fałszywe.

Historia pieniądza w pigułce

Aby móc jednak wyjaśnić, jak z grubsza działa współczesny system bankowy, musimy najpierw opowiedzieć trochę o głównym bohaterze tego tekstu, a mianowicie o pieniądzu. Mamy go w ręku praktycznie codziennie, czy to w formie papierowej, metalowej, czy plastikowej, a raczej nie zdarza nam się zastanawiać, czym tak naprawdę jest. Przecież pieniądz jaki jest, każdy widzi… Otóż czasy, kiedy pieniądz sprowadzał się do tego, co możemy dotknąć lub zobaczyć, dawno minęły. Mniej więcej wtedy, kiedy pieniądzem przestały być srebrne, miedziane lub złote monety, których wartość wynikała z tego, że były zrobione z drogocennych kruszców. Były one jednak wysoce nieporęczne (wyobraźcie sobie, że kupując dom musicie mieć jucznego osiołka, którym przewieziecie gotówkę), a przy tym ścierały się w czasie użytkowania.

Jako ciekawostkę na marginesie można dodać, że pieniądz kruszcowy wcale nie należał do najmniej wygodnych historycznych środków płatniczych – pozaeuropejskie kultury stosowały np. muszelki czy tytoń. Najbardziej skrajny przypadek stanowi jednakże Wyspa Yap, leżąca na Oceanie Spokojnym. Tradycyjnym środkiem płatniczym było tam fei, kamienne koło o średnicy dochodzącej do, bagatela, 4 metrów. Abstrahując jednak od tego egzotycznego kuriozum, w Europie wymyślono z biegiem czasu znacznie bardziej praktyczny system. Cenne monety były deponowane u złotników lub bankierów, którzy wystawali papierowe potwierdzenia (początkowo były to weksle, potem zastąpione przez następcę w postaci banknotu) odpowiadające wartością powierzonemu majątkowi.

Banknoty te zaczęły służyć jako samodzielny środek płatniczy, a jednocześnie w każdym momencie mogły być zamienione u depozytariusza na monety. Choć początkowo bankierzy wystawiali banknoty o wartości ograniczanej przez ilość złożonego u nich złota i srebra, ci co sprytniejsi zaczęli produkować więcej banknotów w nadziei, że nie wszyscy klienci na raz stawią się na wymianę banknotów na monety. W tym momencie możemy już zatem mówić o pierwszym historycznie mechanizmie kreacji pieniądza. Kiedy jednak pazerność bankierów zwyciężała w walce ze zdrowym rozsądkiem, i po prostu przesadzili oni z ilością wydawanych banknotów, osoby posiadające wkład w takim banku zaczynały obawiać się o możliwość wymiany posiadanych papierów na monety. Wówczas klienci masowo udawali się do instytucji finansowych w tym właśnie celu.

(Flickr/epsos/by CC)

(Flickr/epsos/by CC)

Tak zwany run na bank doprowadzał na ogół do jego upadku, a ci, którzy zjawili się w nim za późno i nie zdążyli załapać się na złoto lub srebro, zostawali z bezwartościowymi banknotami w ręku. Powtarzające się paniki bankowe doprowadziły do tego, że w XII w. zaczęto tworzyć banki centralne, posiadające monopol na emisję banknotów. Zasadnicza różnica polegała na tym, że w przeciwieństwie do banków prywatnych stanowiły one organy państwowe i nie mogły w związku z tym uprawiać „wolnej amerykanki”. Stopniowe oderwanie ilości emitowanych banknotów od posiadanych rezerw złota nie oznaczało jednak, że już wówczas utraciło ono swoją doniosłą rolę ekonomiczną.

Choć współcześnie znaczenie rezerw tego metalu nie jest kluczowe dla funkcjonowania krajowych systemów bankowych i międzynarodowej wymiany gospodarczej, aż do 1971 r. złoto odgrywało pierwszoplanową rolę w kolejnych, zmieniających się systemach walutowych. Jest to już jednak opowieść z zupełnie innej beczki.

 

Pieniądz fiducjarny

Ten nieco przydługi, ale konieczny wstęp ma na celu wyjaśnienie, czym jest i skąd wywodzi się tzw. pieniądz fiducjarny. Już sama nazwa podpowiada (łac. fides − wiara), że tego typu środek płatniczy opiera się na wierze w jego wartość. Współczesny banknot nie ma bowiem wartości sam w sobie. Nie da się go skonsumować, nosić jako ozdoby ani nic z niego wyprodukować (chyba, że makulaturę).

Nie da się go także wymienić w banku na złoto. Oznacza to tym samym, iż funkcjonuje on na zasadzie umowy społecznej; ten oto zadrukowany kawałek papieru ma taką a nie inną siłę nabywczą. Oczywiście umowa ta znajduje oparcie w szeregu aktów prawnych i reguł działania systemu finansowego. Współczesny pieniądz ma za zatem całkowicie charakter fiducjarny.

Obecnie tak naprawdę coraz donośniejszą rolę odgrywa pieniądz elektroniczny, a w przyszłości banknoty i monety prawdopodobnie całkowicie odejdą do lamusa (pierwsze symptomy tego procesu w Polsce było widać niedawno w postaci projektu wycofania z obiegu wszystkich groszówek; na razie nie zostanie on jednak wdrożony w życie). Wówczas pojęcie pieniądza stanie się absolutnie abstrakcyjne i nienamacalne.

Ile jest pieniądza w Polsce?

Jaka jest polska podaż pieniądza, czyli łączna wartość pieniądza funkcjonującego w naszym kraju? Pierwsza nasuwająca się myśl podpowiada, że są to wszystkie fizycznie wyemitowane przez mennicę państwową banknoty i monety, krążące między podmiotami gospodarczymi. Według danych NBP, w styczniu 2013 r. w obiegu (łącznie z kasami banków) było ok. 110 000 mln zł pieniądza gotówkowego. Tymczasem zgodnie z tym samym źródłem, łączna podaż pieniądza była niemal dziewięciokrotnie większa! Oznacza to, że tak naprawdę tylko co dziewiąta złotówka ma postać materialną, a reszta pieniędzy jest czysto wirtualna.

(Flickr/aidanmorgan/by CC)

(Flickr/aidanmorgan/by CC)

Skąd zatem wzięło się te osiem pozostałych złotówek? Otóż pochodzą one z dobrze nam znanych prywatnych banków komercyjnych. Tak zwana baza monetarna, (w skład której wchodzi całość gotówki obiegu, a także rezerwy obowiązkowe banków komercyjnych, o których mowa będzie za chwilę, oraz ich nieobowiązkowe rezerwy nadwyżkowe) nie bez kozery nazywana jest w ekonomii pieniądzem wielkiej mocy, ponieważ jej wzrost prowadzi do wielokrotnego wzrostu podaży pieniądza kreowanego przez banki komercyjne.

Ile pieniędzy jest w banku?

Najważniejszym założeniem współczesnego systemu bankowego jest to, że banki nie muszą przechowywać całości wkładów gotówkowych powierzonych im przez klientów. Nie ma przecież potrzeby, by ilość gotówki w banku odpowiadała sumie wszystkich wkładów pierwotnych wniesionych przez klientów – większość jest używana w obrocie bezgotówkowym, a tylko niewielka część jest podejmowana w danym czasie w gotówce. To, jaki ułamek wpłaconych do banku pieniędzy jest faktycznie być przez niego zachowana, określa ustalana przez NBP stopa rezerw obowiązkowych.

Pewna określona część wpłaconych do banku pieniędzy musi być zatem złożona w banku centralnym na depozycie. Rozwiązanie to z jednej strony stanowi pewne zabezpieczenie przed niewypłacalnością banków, a z drugiej manipulowanie wysokością obowiązkowych rezerw pozwala wpływać (obok całego szeregu innych narzędzi polityki pieniężnej) na całkowitą ilość pieniądza krążącego w gospodarce.

(Flickr/andresrueda/by CC)

(Flickr/andresrueda/by CC)

A teraz do rzeczy, czyli wykreujmy trochę pieniądza!

Mechanizm kreacji pieniądza przez banki komercyjne najłatwiej zrozumieć w oparciu o uproszczony przykład jego działania. Załóżmy, że klient o nazwisku Kowalski idzie do banku X złożyć w nim 1000 zł gotówką. Jest to tak zwany wkład pierwotny, który w dalszej kolejności zostanie ‘rozmnożony”. Bank X otwiera Kowalskiemu rachunek na tę kwotę i jednocześnie pieniądz papierowy zostaje przekształcony w pieniądz bezgotówkowy w formie elektronicznej.

Na razie jednak nie zmieniła się ilość pieniądza w obiegu, a jedynie jego postać. Jednocześnie na początku depozyt pana Kowalskiego ma pełne pokrycie w rezerwie gotówkowej banku. Jak już zostało wspomniane, to, jaki procent założonego depozytu bank musi faktycznie posiadać w gotówce, określa stopa rezerw obowiązkowych. Od kilku lat wynosi ona w Polsce 3,5% i taką też wysokość przyjmiemy w naszym przykładzie. Z 1000 zł, które dostarczył do banku X pan Kowalski, 35 zł musi zatem być odprowadzone do NBP w postaci rezerwy, a reszta może zostać wykorzystana do udzielenia kredytu przedsiębiorstwom lub osobom indywidualnym.

Do tego samego banku przychodzi zatem kolejnego dnia pani Nowak i zaciąga kredyt na zakup nowej pralki o wysokości 965 zł. Pieniądze te wkrótce lądują w kasie sklepu ze sprzętem AGD, który deponuje je w swoim banku Y. Ponownie jak poprzednio, 3,5% z kwoty 965 zł bank Y musi zabezpieczyć na rachunku w Banku Centralnym, a resztę tej kwoty, czyli 931,22 zł może przeznaczyć na udzielenie kredytu firmie ABC. Ta przeznacza go na sfinansowanie zakupu półproduktów u swojego dostawcy, który zanosi to samo 931,22 zł do swojego banku. Ten umniejszywszy tę kwotę o 3,5% przeznacza go na kredyt dla kolejnej osoby. Cały cykl może powtarzać wielokrotnie z coraz mniejszymi sumami, maksymalnie aż do momentu, kiedy wkład pierwotny – 1000 zł pana Kowalskiego – w całości przekształci się w rezerwę na rachunku NPB.

Suma możliwego do wykreowanego pieniądza stanowi sumę ciągu geometrycznego zbieżnego do zera (i niech ktoś teraz powie, że znajomość matematyki wyniesiona ze szkoły jest nieprzydatna!). I tak, poprzez mechanizm kreacji pieniądza z „oryginalnego” tysiąca złotych banki prywatne potencjalnie mogą stworzyć aż 1/0.035*1000zł=28 571 zł, czyli ponad dwadzieścia osiem razy więcej, niż pierwotny wkład gotówkowy. Oczywiście jest to teoretyczna wielkość maksymalna, a o tym, ile faktycznie pieniądza zostanie wykreowane w systemie bankowym, zadecyduje ilości udzielanych kredytów.

Krwioobieg gospodarki

Opisany przykład jest oczywiście maksymalnie uproszczony, ale daje pojęcie o tym, jak działa współczesny system bankowy. Na to, jaka będzie ostateczna podaż pieniądza, poza stopą rezerw obowiązkowych (która tak naprawdę rzadko ulega zmianie), wpływają przede wszystkim ustalane przez NBP stopy procentowe. Służą one do kontrolowania ilości pieniądza krążącego w gospodarce, który jest dla niej tym, czym dla ludzkiego ciała jest krew.

O ile Bank centralny można uznać za serce tłoczące pieniądze, to banki prywatne stanowią tętnice, żyły i naczynia włosowate, rozprowadzające go do każdej komórki, czyli firm, instytucji i osób fizycznych. Jeśli krwioobieg zacznie tłoczyć za mało lub za dużo krwi, na pewno odbije się to na stanie organizmu. Taki właśnie zwał serca spotkał w 2008 r. najpierw gospodarkę amerykańską, a potem światową. Być to jednocześnie chyba najbardziej dobitny dowód tego, jak ogromna władza spoczywa w rękach bankierów. Z jednej strony może to przerażać, ale prawda jest taka, że współczesna gospodarka po prostu bez banków nie będzie funkcjonować.

Powiązane wpisy

[FM_form id="2"]
Myślę
Różnice kulturowe – zrozumieć odmienność – cz.1
Myślę
Kuchennymi schodami czyli niezbędna w szanującym się domu
Myślę
Najtrudniejszy język świata
  • raj0

    Nie ma czegoś takiego jak „krwioobieg” – jest *krwiobieg*, przez jedno „o”.

  • Dawid

    http://obcyjezykpolski.strefa.pl/?md=archive&id=344, obie formy poprawne i dopuszczalne 😉

  • Pierro

    Dobry artykuł. Boje się jednak, że 99% ludzi nie ma o tym bladego pojęcia i nadal myśli, że ilość pieniądza na rynku zależy od Mennicy Państwowej.
    Z resztą tak ma być. Co by było, gdyby nagle ludzie dowiedzieli się (i uwierzyli bo to inna sprawa), że z ich pieniędzy w Banku jest w rzeczywistości tylko 3,5 %
    Śmiech mnie ogarnia jak słyszę o BFG i gwarancjach do 100 tys Euro. To zadziała tylko przy jednym, góra dwóch bankach z problemami. Kiedy upada Państwo, kto za nie odpowiada? Gdzie jest fundusz gwarancyjny dla Bankowego Funduszu Gwarancyjnego ? MFW ? Ten sam MFW, który chciał zabrać kasę na Cyprze ze wszystkich lokat, nawet najmniejszych ?
    Ekonomia i bankowość powinna być od I klasy podstawówki, ale kto by wtedy wygrywał wybory ? (no i kto by wtedy ufał bankom 😉

  • kowal

    coś mi się zdaję, że masz rację, ale nie do końca.
    prawda jest jeszcze bardziej gorzka
    bank, z tego co wiem ma prawo wykreować 10 razy więcej niż ma w depozytach.

    z 1000 pln depozytu może dać do ok 10 000 pln kredytu

    idąc twoim tropem z 1000 pln w ciągu „kredyt – depozyt” system bankowy może utworzyć kilkaset razy więcej pln

    10 % odsetek od tej sumy i……,

    dlatego też bankrutujemy od dawna wszyscy

    z rządami włącznie

    rewolucji czas zacząć

    każdy bank to ukryty złodziej

    niech ktoś wreszcie nauczy ekonomistów matematyki,

    i niech mi ktoś wreszcie powie kto ich tej ekonomii uczył

    banki wysysają każdorazowo swoje 10 czy 15 % odsetek rocznie z całego obiegu pieniądza w postaci swojego zysku

    czy to z państwa czy przedsiębiorstwa

    czas ich przegonić

    ktoś zapyta jak żyć bez banków ?

    zapraszam do dyskusji

    michalkutze@gmail.com

  • toJA

    Widzę, że komentarz usunięto a błędu nie poprawiono… Mennica nie wydaje banknotów tylko monety. Banknoty wydaje PWPW

  • Mario