Korzystam

Czy nowoczesna telewizja to jeszcze telewizja? Smart TV, hybrydowa TV i inne dziwactwa, które stały się codziennością


W ciągu ostatnich kilku lat telewizja zupełnie zmieniła swoje oblicze. Rewolucja technologiczna przełomu wieków odmieniła sposób korzystania z tego dość już leciwego medium.

Kineskopowy, przytłaczający telewizor, na którym dało się odebrać kilka kanałów, często śnieżących, i nic więcej – taka była telewizja kilkanaście lat temu. Szczytem technologicznych osiągnięć był talerz satelitarny, z którego dało się złapać kilkanaście niemieckojęzycznych stacji, oraz pilot zdalnego sterowania. Ale po kolei.

Telewizja – kineskop a OLED

To, że w ostatnich latach jesteśmy świadkami bodaj najszybszego rozwoju technologicznego, jest chyba oczywiste. Najlepszy przykład stanowi sama kostrukcja odbiornika telewizyjnego. Jako taki został wynaleziony na początku XX wieku. Początkowo była ta bardzo prymitywna i niewielka lampa, która wyświetlała miernej jakości obraz.

Na kilku calach można było zobaczyć kiepski, oczywiście czarno-biały obraz. Przez kilkadziesiąt lat wynalazek ten był jednak udoskonalany – pojawił się kolor, zwiększyły się przekątne, obraz się wyostrzył, częstotliwość odświeżania przekroczyła kilkukrotnie wymagane minimum 24 herców. Jak wiadomo, oko ludzkie nie rozróżnia obrazów, które zmieniają się szybciej niż właśnie 24 razy na sekundę. Powyżej tej granicy te szybkozmienne klatki są traktowane jako obraz ciągły.

Należy jednak zwrócić uwagę, że ten rozwój to okres kilkudziesięciu lat. Szczytowym osiągnięciem były kilkusethercowe i kilkusetcalowe olbrzymy, które ważyły nawet kilkaset kilogramów. Nikt nawet nie sądził, co stanie się w ciągu najbliższych kilku lat.

W latach 90. pojawiły się pierwsze płaskie telewizory plazmowe i ciekłokrystaliczne. Pamiętam, jak w pierwszych elektromarketach w Polsce wisiały te cudeńka techniki – w osobnych pomieszczeniach, obstawione ochroniarzami… Pamiętam nawet ceny – 49 999 zł…

Oczywiście wtedy półki uginały się pod rzędami kineskopowych, wielkich odbiorników. Kilkanaście lat temu zaczęła się rewolucja, którą chyba bez przesady nazwę lekkim szaleństwem…

Tempo zmian trudno porównać z czymkolwiek wcześniej. Telewizory kineskopowe wyparowały z półek w ciągu kilku lat. LCD i plazmy znacznie potaniały, dzięki czemu telewizor przestał być wyznacznikiem statusu społecznego.

Niedawno pisałem o planowanym postarzaniu produktów. Owczy pęd w branży telewizyjnej idealnie wpisuje się w ten trend. Nowe modele pojawiają się na rynku właściwie z dnia na dzień, niejako zmuszając konsumenta do wymiany posiadanego telewizora na nowszy model. Ja sam padłem ofiarą tego pędu – kupiłem sobie najnowszy amplituner kina domowego, który w domyśle miał zarządzać wszystkimi urządzeniami w pokoju. Okazało się, że nie jest kompatybilny z moim telewizorem. Mój 2-letni LCD-ek okazał się… za stary i po prostu niekompatybilny z nowym amplitunerem. Oczywiście zastąpiłem go nowiutkim LED-em, który idealnie z nim współpracuje… Absurd.

HD Ready, Full HD, Ultra HD, 4K, 8K…

Odbiorniki to nie wszystko. Razem z telewizorami szaleńczo pędzi technologia przekazu. Kto 10 lat temu słyszał o Full HD? Analogowy przekaz powoli był wypierany przez sygnał cyfrowy, ale rozdzielczościami nikt sobie głowy nie zawracał. Historia zaczęła toczyć się w szaleńczym tempie też od kilku lat.

Full HD, czyli tzw. wysoka rozdzielczość, to już standard. Najbliższe igrzyska olimpijskie mają być w całości zrealizowane w technologii Ultra HD, czyli 16 razy wyższej od obecnej Full HD. To nic, że większość użytkowników jeszcze nie kupiło nawet telewizorów w pełni obsługujących Full HD…

Ultra HD to technologia powoli szturmująca rynek. Prawdopodobnie z powodu kryzysu jej ekspansja jest znacznie wolniejsza niż HD, ale trzeba powiedzieć, że Ultra HD już istnieje w świecie konsumenckim. Rozdzielczość 7680 x 4320 pikseli właściwie nie pozwala na rozróżnienie pojedynczych pikseli obrazu. Umożliwia to w pełni komfortowe oglądanie odpowiednio spreparowanych materiałów wideo.

Na ostatnich targach technologicznych CES producenci zaprezentowali pierwsze urządzenia o rozdzielczościach… kilka razy wyższych niż Ultra HD. Wydaje się, że niedługo zupełnie przestaniemy widzieć piksele na telewizorze, ale i to nie przeszkodzi producentom w zwiększaniu tego parametru…

(Flickr/torley/by CC)

(Flickr/torley/by CC)

Co jeszcze?

Oczywiście 3D – wszechobecne, królujące, absolutnie idealne… które jednak jakoś nie chce się przyjąć i – moim zdaniem – raczej prędzej niż później umrze śmiercią naturalną. Każdy trójwymiar zaszyty w telewizor – czy to pasywny, czy aktywny, czy bezokularowy – jest po prostu niewygody i bezsensowny. Spójrzmy prawdzie w oczy: kto ma telewizor 3D i ogląda na nim materiały trójwymiarowe na co dzień? Jest to traktowane bardziej jako bajer, coś, czym można się popisać przed znajomymi, albo po prostu jako ciekawostka typu „a jak ten mecz będzie wyglądał w 3D? Aha, tak, OK” – po czym przełączamy się do klasycznego 2D.

Jeśli 3D, to i Smart TV. Jeśli telewizor nie ma Smart TV, to nie jest telewizorem na miarę naszych potrzeb – zdają się krzyczeć reklamy. A co tak naprawdę oznacza Smart TV? Po prostu podłączenie do Internetu i obsługę sieci pilotem telewizora. Taki, można powiedzieć, ”kulawy Internet”. Prawda jest taka, że aby faktycznie korzystać z interesujących funkcji, jakie daje Smart TV (np. oglądanie filmów z portali typu VOD), trzeba mieć dość szybkie łącze internetowe rzędu co najmniej 8 megabitów. A takim dysponuje bardzo mały procent naszego społeczeństwa…

Tego typu „bonusy” można wymieniać jeszcze długo: hybrydowa TV (promowana dość mocno przez TVP odmiana Smart TV, czyli połączenia TV z internetem – taka nowoczesna telegazeta), DLNA (odtwarzanie na telewizorze materiałów zgromadzonych na komputerach w sieci domowej), sterowanie innymi urządzeniami RTV za pomocą pilota od TV… Nie mówię, że to wszystko jest złe i bezsensowne.

Sam korzystam z wielu tych udogodnień – bardzo często używam DLNA, Smart TV jest wybawieniem, jeśli ma się małe dziecko, które nagle sobie przypomni o jakiejś bajce… A i korzystanie ze Skype’a jest frajdą na dużym TV.

Chodzi mi bardziej o to, czy my tego tak naprawdę potrzebujemy, czy jest to presja posiadania sprzętu z takimi możliwościami. Owszem, całkiem fajnie jest mieć teraz telewizor, który ma 3 cm grubości i wisi na ścianie między obrazami, zupełnie nie rzucając się w oczy, który w dodatku zawsze zapewni rozrywkę dostosowaną do moich potrzeb. Ale czy jest mi to naprawdę potrzebne? Jakoś wcześniej dawałem sobie radę bez tych absolutnie niezbędnych rzeczy. A było to, zaraz, niech pomyślę, jakieś… 3 miesiące temu…

Powiązane wpisy

[FM_form id="2"]
Korzystam
Tom Cruise wraca do akcji
Korzystam
Kupuj prosto od rolnika
Korzystam
Alternatywa – czyli kawa, o której nie miałeś pojęcia
  • mistermazur@o2.pl

    Ciekawy artykuł. Pomimo faktu, że jestem osobą młodą i jak bym to określił obeznaną z nowinkami technicznymi to podobnie jak autor mam wrażenie, że nie nadążam z upgradem urządzeń w domu i jesli już uda mi się zrealizować jakieś z elektronicznych marzeń (jakiś czas zawsze zabiera gromadzenie funduszy na zakup nowej zabawki) to na jego miejsce z mety da się wcisnąć coś bardziej zaawansowanego czy bogatszego o nowe funkcje. Ze swojej strony jako ciekawy dodatek do TV (wszystkie modele obsługujące wyjście HDMI) zaproponowałbym mikrokomputer z systemem Android w formie zbliżonej do pendrivea z wtyczką HDMI (zamiast USB) który wpina się bezpośrednio w TV i tym samym zyskuje pełną funkcjonalność systemu Android (nie mylić z telefonem czy tabletem) na swoim odbiorniku (urządzenia obsługują wszystkie urzadzenia z wyjściem HDMI czyli również projektory, monitory etc.). Super sprawa, na tę chwilę jedynym mankamentem tego rozwiązania jest sterowanie systemem z założenia posiadającym interface zorientowany na dotyk (chyba, że ktoś posiada TV z dotykową matrycą:), ale sytuacja zmienia się w tej kwestii dość dynamicznie i łatwo znaleźć dedykowane manipulatory (zaczynają również kiełkować appsy pozwalające na sterowanie zdalne innym urządzeniem z Androidem, ale na tę chwilę są w mojej ocenie dość słabo dopracowane). Pomijając wszystkie niedogodności zdecydowanie polecam zwłaszcza, że w cenie ok. 200 – 250 zł można kupić takie urzadzenie z bardzo przyzwoitymi parametrami (1,6 GHz dual core, 1 MB DDR3 RAM, 8 GB ROM, bluetooth, wifi n, mali 400, możliwość rozszerzenia pamięci kartami SD i polski interface). Pozdrawiam wszystkich maniaków i pasjonatów.

  • Zysiek

    Ja posiadam model Philipsa i szczerze mówiąc do tej pory nie korzystałem ze SmartTV, dopóki nie włączyłem go ostatniego czasu. Okazało się, że czekało na mnie multum nowych aplikacji – w tym TVN Player, którego najbardziej wyczekiwałem, także jestem w chwili obecnej jeszcze bardziej zadowolony ze swojego telewizora niż przedtem.