Korzystam

„Wielki Gatsby”, czyli opowieść o sukcesie, który nie daje szczęścia


Redford jako Gatsby

Redford jako Gatsby

„Wielki Gatsby 3D” Baza Luhrmanna w trailerach wygląda jak wielki, kolorowy, skrzący się cukierek. Czy taki styl będzie pasować do tej smutnej i mrocznej bądź co bądź opowieści o idealnym na pozór życiu, którego nijak nie da się uznać za szczęśliwe?

Eleganccy panowie w kapeluszach, jazz, wytworne przyjęcia, wielkie fortuny, które wzięły się nie wiadomo skąd. Gospodarcze prosperity, amerykański sen na wyciągnięcie ręki, wrażenie, że każdy może mieć wszystko. Początek lat 20. w USA był okresem wspaniałym, a może tylko okresem, który później uznano za wspaniały.

F. Scott Fitzgerald, który w tamtych czasach żył i balował, wydał w 1925 roku powieść „Wielki Gatsby”. Jej głównym bohaterem uczynił tajemniczego bogacza, który, wydawałoby się, miał wszystko, czego tylko człowiek może zapragnąć. Ale to tylko ułuda.

Książka, którą doceniono dopiero po śmierci autora

„Wielki Gatsby” nie jest tytułem, który Polacy znają tak dobrze jak „Pana Tadeusza”, ale w Stanach Zjednoczonych to pozycja obowiązkowa, uważana za jedną z najważniejszych książek XX wieku. Nie zawsze tak było – powieść za życia pisarza (Scott Fitzgerald zmarł w 1940 roku) sprzedała się w zaledwie 25 tys. egzemplarzy. Moda na nią zaczęła się dopiero w latach 50., kiedy to wydano ją po raz drugi. Widocznie Amerykanie zatęsknili za wspaniałymi latami 20.

Dziś ta powieść to klasyka. Jest tu i jedna z najbardziej romantycznych i nieszczęśliwych historii miłosnych, jakie tylko można przeczytać, i portret amerykańskiego społeczeństwa czasów, w których zostanie milionerem było prostsze niż kiedykolwiek wcześniej czy później, i wielkie rozczarowanie wszystkim, co miało być spełnieniem marzeń.

„Tak oto dążymy naprzód, kierując łodzie pod prąd, który nieustannie znosi nas w przeszłość” – brzmi jeden z najsłynniejszych cytatów z „Wielkiego Gatsby’ego” i jednocześnie najkrótsze wyjaśnienie, o co chodzi w tej historii.

Robert Redford, Toby Stephens i Leonardo DiCaprio

Filmowych wersji książki Scotta Fitzgeralda było już kilka. Najstarsza wersja, niema, pochodzi z 1926 roku. Najbardziej znana to ta z 1974 roku, w reżyserii Jacka Claytona. Autorem scenariusza był Francis Ford Coppola, Gatsby’ego grał Robert Redford, a jego wielką miłość, Daisy – Mia Farrow.

Obraz osiągnął sukces finansowy, dostał też dwa Oscary (za kostiumy i muzykę), krytykom jednak się nie spodobał, bo choć był piękny i wiernie oddawał wydarzenia z książki, to jednak brakowało w nim życia, prawdziwych emocji. Ocena na Rotten Tomatoes jest bardzo niska – 34% (widzowie zresztą nie są wiele łaskawsi – dają 53%).

Furory nie zrobiła też adaptacja telewizyjna z 2000 roku, z Tobym Stephensem i Mirą Sorvino. Oba filmy miały podobny problem: odtwarzały kolejne sceny z książki, nie dodając nic od siebie ani nie pokazując emocjonalnych niuansów.

W 2013 roku do grona aktorów, którzy grali Jaya Gatsby’ego, dołączy Leonardo DiCaprio. Czy zapamiętamy go lepiej niż jego poprzedników?

Eksplozja kolorów, blichtru i namiętności

Trudno oceniać film przed premierą, która będzie miała miejsce w Polsce 17 maja. Ale nie jest tak, że teraz nic o nim nie wiemy. Wiemy, że reżyserem i współscenarzystą jest Baz Luhrmann, twórca „Romea i Julii” z 1996 roku (z Leonardo DiCaprio i Claire Danes) oraz musicalu „Moulin Rouge”. Jego bogaty, pełen fajerwerków styl kinomaniacy już dobrze znają.

„Nowy zwiastun oferuje eksplozję kolorów, blichtru, namiętności i przepychu, o jakim Scott F. Fitzgerald mógłby tylko marzyć” – pisał „Hollywood Reporter” o jednym z trailerów. Niezależnie od tego, jak bardzo dziwne wydają się zapowiedzi filmu osobom, które przeczytały książkę, historia uczy, że Luhrmann zazwyczaj wie, co robi. Obsada jest znakomita – główne role grają Leonardo DiCaprio, znana m.in. z filmu „Była sobie dziewczyna” Carey Mulligan oraz Tobey Maguire.

Ścieżka dźwiękowa zapowiada się intrygująco: Lana Del Rey, Florence + The Machine, Beyonce, Jay-Z, Jack Stripe. Sami współcześni artyści, na dodatek bardzo znani. Na pozór taka muzyka nie pasuje do filmu o latach 20., ale przecież utwory z „Moulin Rouge” też zdawały się nie pasować do klimatu, a sprawdziły się świetnie.

A do tego wszystkiego 3D! Jeśli okaże się, że taką historię jak „Wielki Gatsby” da się opowiedzieć w 3D, będzie to wielki dzień dla fanów i twórców kina w trójwymiarze. To będzie dowód, że w 3D można nakręcić naprawdę wszystko.

Jako miłośnik prozy F. Scotta Fitzgeralda czekam na „Wielkiego Gatsby’ego 3D” z mieszanką ekscytacji i niepokoju. Ale przyznaję, że im więcej pojawia się trailerów, tym mniej się boję wizji Luhrmanna. Być może jego wizja to jedyny sposób na przełożenie tej wspaniałej, klasycznej powieści na język współczesny. Być może ten blichtr to jedyny sposób na sprzedanie w XXI wieku tego, co w „Wielkim Gatsbym” najważniejsze – niesamowitych emocji.

Wersje bardziej oszczędne i wierne oryginałowi już przecież były. I jakoś nie wzbudziły wielkiego zachwytu ani wśród krytyków, ani wśród publiczności.

[FM_form id="2"]
Korzystam
Jakie potrzeby społeczeństwa zaspokajają seriale?
Korzystam
De Niro & Pacino – zmierzch gwiazd kina
Korzystam
A nóż, widelec…
  • Guest

    „Ścieżka dźwiękowa zapowiada się intrygująco: […] Jack Stripe.” Jak Strpie?!? Stripe? 😉

  • Jack „The Stripe” White ;)

    „Ścieżka dźwiękowa zapowiada się intrygująco: […] Jack Stripe.” Jack Stripe?!? Stripe?!? 😉

  • ja

    cóż on sie tak zachwyca tym 3D, wszystko można nakręcić w 3D wystarczą dwie dobrze ustawione kamery do kręcenia 3D, potem sie łączy obrazy tylko

  • elooooo

    chyba Jack White z The White Stripes a nie Jack Stripes ;/