Pracuję

Marek Budzyński – hochsztapler czy wizjoner?


Sąd Najwyższy, Warszawa (Wikipedia Commons)

Sąd Najwyższy, Warszawa (Wikipedia Commons)

Budzyński to jeden z najgłośniejszych polskich architektów. Projekty Sądu Najwyższego czy Biblioteki Uniwersyteckiej w Warszawie to klasyka współczesnej polskiej architektury. Łączenie tradycji i współczesności w jego wydaniu to dla jednych drogowskaz, jak dziś powinno się budować, dla innych zaś tani populizm.

Opus magnum

Za credo twórczości Marka Budzyńskiego można przyjąć jego wypowiedź dla czasopisma „Zawód: Architekt”:
„Mam nadzieję, że oczekiwany krajobraz trzeciego tysiąclecia to krajobraz jedności prawdy Objawionej i prawdy Rozumu. Krajobraz świadomego współistnienia przeciwieństw, współżycia natury i kultury, przeszłości i przyszłości, intymności i masowości, związków z tradycją i zerwania z tradycją”.

To wszystko Budzyński łączy w swoim bodaj najlepszym projekcie, czyli Bibliotece Uniwersyteckiej. Trzy zielone fasady pokryte pnączami i różnymi gatunkami roślin razem z ogrodem na dachu mają przekazywać „treści współżycia człowieka z Naturą i uczestniczącej kreacji podtrzymywania warunków życia”. Z kolei fasada od strony ulicy Dobrej, zwana także „kulturową”, która złożona jest z ośmiu patynowanych „tablic”, to nawiązanie do przeszłości. Budzyński stosuje w niej – jak sam mówi – język prostych symboli: litery jako ornamenty przekazujące treści ogólnoludzkie oraz związane z funkcją biblioteki, cytaty elementów tradycji architektury – przeniesione lub przetworzone (np. greckie, romańskie, barokowej, wiejskie), pokazujące ciągłość kultury.

BUW, Warszawa

BUW, Warszawa

Gmach Biblioteki Uniwersyteckiej w Warszawie już w chwili otwarcia stał się jedną z ikon Warszawy. Jest lubiany przez studentów, nowożeńców, którzy znaleźli tu idealne plenery do sesji ślubnych, a także turystów trakujących bibliotekę jako obowiązkowy punkt do zwiedzania. Jej różnorodność, a zarazem monolityczność, nowoczesność i tradycyjność, elitarność i masowość, autonomiczność i otwartość sprawiają, że nie można pozostać wobec jej obojętnym. Ten budynek oddycha i daje oddychać innym.

Kilka słów na „p”

Zgadzam się, że BUW był obiektem przełomowym dla polskiej architektury współczesnej. Też go bardzo cenię i lubię. Ta realizacja dała Warszawie potężny zastrzyk świeżego powietrza. Czy tak samo będzie z Operą Podlaską w Białymstoku, ostatnią realizacją architekta? Mieszkańcy miasta i Podlasia pękają z dumy. Jawi im się ona zapewne jako powiew świeżości. Mniej entuzjastycznie podchodzą do projektu krytycy architektury. Według nich opera to „architektoniczne wszystko w jednym”. Szerokie spektrum postmodernistycznych środków: pastisze, cytaty, wielość znaczeń, beztroski eklektyzm sprawiają, że jest ona uważana za „ostatni wykwit rozbuchanego postmodernizmu w Europie”. Opera nie zaskakuje niczym nowym. Nie chcę powiedzieć, że Budzyński stosuje w jej przypadku regułę kopiuj-wklej, bo tak nie jest, ale nie jest to żadna nowa jakość.

Gdy patrzy się na obiekty projektu Budzyńskiego, od razu wiadomo, kto jest ich twórcą. Architekt wypracował własny, oryginalny język. Czasy się zmieniają, a Budzyński pozostaje sobą. Wielu zarzuca mu jednak powtarzalność. BUW, gmach Sądu Najwyższego czy Opera Podlaska – wystarczy porównać. Zieleń, patyna, surowy beton, postmodernistyczne trawestacje klasycznych elementów architektonicznych. Może się wydawać, że Budzyński od wielu lat się nie rozwija. Zamknięty na zmiany, jakie dokonują się we współczesnej architekturze, kisi się we własnej filozofii. A może o to w tym wszystkim chodzi? Może Budzyński znalazł sposób na masowe uwielbienie?

Sąd Najwyższy, Warszawa

Sąd Najwyższy, Warszawa

Język, który wykorzystuje, musi się podobać. Jest zielono, na bogato i monumentalnie. Jest nowocześnie i klasycznie. A przede wszystkim zrozumiale. W Polsce, gdzie edukacja architektoniczna nie istnieje, posługiwanie się przez architektów językiem subtelnych gier konstrukcyjnych, modernistycznych niuansów pozostanie – w najlepszym przypadku – niezauważone, jeśli nie porównane do supermarketu, jak to się stało swego czasu z Muzeum Sztuki Nowoczesnej Kereza.

Niebezpieczna myśl

Budzyński jest architektem intelektualistą. To, co tworzy, nie jest jedynie funkcjonalną odpowiedzią na oczekiwania inwestora. Tego często – niestety – brakuje młodym architektom. „Intelektualne” podejście do architektury jest jednak niebezpieczne i może prowadzić do nieznośnego bełkotu architektonicznego.

W roku 2000 został rozstrzygnięty konkurs na Świątynię Opatrzności w Warszawie. I choć przyznano trzy równorzędne nagrody, to spekulowano, że największe szanse na realizację ma projekt Marka Budzyńskiego. Punktem centralnym kompleksu miał być zwieńczony szklanym świetlikiem kopiec, który skrywałby w sobie właściwą świątynię. W wizji architekta znalazło się także miejsce dla replik dwóch ludowych kościółków, jeziora z posągiem Chrystusa oraz drugiego kopca – kalwarii. W opinii jurorów praca ta wyróżniała się powiązaniem monumentalnej skali z romantycznym założeniem krajobrazowym.

Inni podchodzili do projektu bardziej krytycznie: „Trudno przekonać ludzi, że to naprawdę świątynia. Przecież usypisko ziemne kojarzy się z kurhanem. Ten projekt to pogański grobowiec”. Gdy dodamy do tego jeszcze hasła: Plac Objawienia, Ogród Rozumu, Woda Wiary, to uzyskujemy dość niebezpieczne połączenie, ocierające się o intelektualny kicz. Z pewnością byłoby to dużo smaczniejsze niż sanktuarium w Licheniu, ale byłoby w tym cały czas mnóstwo nieznośnego patosu.

Marka Budzyńskiego cenię za projekt kameralnego i przyjaznego Ursynowa Północnego, za BUW, który otworzył Warszawę na Powiśle. Cenię go za świadomość architektury i jej wpływu na funkcjonowanie człowieka w mieście. Ale ceniłbym go jeszcze bardziej, gdyby w jego projektach było więcej pokory.

[FM_form id="2"]
Doświadczam
Na koniec świata i z powrotem – o pasji podróżowania pewnej pary
Pracuję
W każdym drzemie złota rączka, wystarczy chcieć. O naprawach domowych słów kilka…
Pracuję
David Hasselhoff – od Księgi rekordów Guinnessa do hamburgera z podłogi