Mieszkam

Miasto moje, a w nim…


(Flickr/la-citta-vita/by CC)

(Flickr/la-citta-vita/by CC)

Miasto powinno być jak dobra impreza – twierdzi Jan Gehl, guru nowego urbanizmu – bawimy się tam tak świetnie, że tracimy poczucie czasu. Czy jednak dobra zabawa jest możliwa przy akompaniamencie odgłosów samochodów, wśród anonimowych budynków, w przestrzeniach niczyich, po których hula jedynie wiatr?

Od rewolucji do ewolucji

Miasta zawsze były miejscami spotkań, w których ludzie wspólnie rozwijali gospodarkę i kulturę. Życie skupiało się w przestrzeniach publicznych. To tam dyskutowano, handlowano, to tam tworzono przestrzenie komunikacyjne, które wiązały różne obszary miejskie. XX wiek to myślenie zupełnie przeorientował.

Tradycyjne miasta zostały pogrzebane przez dwa zjawiska: modernizm i samochody. Według modernistów miasta miały być przede wszystkim funkcjonalne. Postulowali oni m.in. podział na strefy, oddzielenie ruchu kołowego od pieszego, tworzenie luźnej zabudowy mieszkaniowej, zapewniającej ludziom „słońce, przestrzeń, zieleń”. Z kolei rozwój motoryzacji spowodował, że nie zwracano uwagi na skalę i odległości, przecież wszędzie można było dojechać samochodem. W konsekwencji, jak mówi Gehl, współczesne miasta wyglądają, jakby były stworzone dla słoni, a nie dla ludzi. Na szczęście dziś w wielu miejscach następuje odwrót od tej filozofii.

(Flickr/by CC)

(Flickr/by CC)

Transport

Jednym z podstawowych problemów miast na całym świecie są samochody. Chodzi nie tylko o to, że miasta są zakorkowane, pełne spalin, hałasu, a każdy skrawek wolnej przestrzeni to dziś właściwie parking. Uprzywilejowanie aut spowodowało, że ulice się wyludniły. Rozwiązanie tego problemu nasuwa się samo. Trzeba ograniczyć transport kołowy w miastach (w tym ograniczyć liczbę miejsc parkingowych), promować i rozbudowywać transport publiczny oraz tworzyć warunki do rozwoju komunikacji alternatywnej, czyli np. rowerów.

W miastach XXI wieku najważniejsi powinni być piesi. Architekci, urbaniści, a także włodarze miast powinni je tak kształtować, by uwzględniały one biologiczne cechy człowieka, który chodzi z prędkością 5 km/h. Jak przekonuje Gehl, kiedy chodzimy, możemy obserwować innych, spotkać znajomych, porozmawiać, a nawet spontanicznie poflirtować.

Gdy w latach 60. przekształcano jedną z głównych ulic Kopenhagi w trakt pieszy, wielu specjalistów pukało się w głowę, mówiąc, że stworzona w ten sposób przestrzeń pozostanie pusta. Eksperyment się jednak udał. Ulica wypełniona jest dziś ludźmi. Stolica Danii konsekwentnie realizuje plan miasta przyjaznego i jest w tej dziedzinie prymusem. W mieście dominuje transport rowerowy (36%) i publiczny (33%). Samochody stanowią jedynie 27%. A przykład idzie z góry: na rowerach jeżdżą nawet duńscy książęta.

(Flickr/radarsmum67/by CC)

(Flickr/radarsmum67/by CC)

Przestrzenie publiczne

Miasta przyjazne to takie, które kreują warunki do powstawania przestrzeni publicznych, będących naturalną platformą do nawiązywani interakcji społecznych. Po pierwsze nie mogą być to przestrzenie monofunkcyjne, np. kwartały zabudowy biurowej, które pustoszeją po godzinach pracy, czy betonowe osiedla pozbawione usług (sklepy, przedszkola, place zabaw) i zieleni.

Po drugie – miasto musi uwzględniać potrzeby różnych swoich użytkowników. W centrum oprócz banków, kawiarni, sklepów z odzieżą powinny znaleźć się także księgarnie, zakłady rzemieślnicze, piekarnie, serwis rowerowy. W końcu przestrzeń publiczna musi być bezpieczna i komfortowa, dostosowana do potrzeb osób starszych, niepełnosprawnych czy rodziców z dziećmi.

Przyjazna przestrzeń publiczna to nie „sztuczne”, podobne do siebie miejsca, złożone z fast foodów, kawiarni sieciowych i eleganckich butików. Jak pisze w książce „Bunt miast” amerykański socjolog, David Harvey, to jest ersatz. Prawdziwe miasto to różnorodna przestrzeń, gdzie można spotkać na ulicy matkę z dzieckiem, zakochaną parę, biznesmena i starszą panią z psem.

(Flickr/proimos/by CC)

(Flickr/proimos/by CC)

Zieleń

Ludzie, pomimo że często mieszkają w miastach już od kilku pokoleń, mają atawistyczne ciągoty do przyrody. Zieleń nas uspokaja, cieszy oko, sprawia, że czujemy się bardziej komfortowo. Ponadto – a może przede wszystkim – tereny zielone są doskonałym miejscem relaksu, spotkań ze znajomymi.

Tu jednak potrzebna jest zmiana podejścia do chociażby korzystania z parków. W wielu miastach zachodnioeuropejskich normą jest to, że ludzie rozkładają w parkach leżaki, koce i opalają się, czytają książki czy urządzają sobie pikniki. W polskich parkach normą zaś jest umieszczanie całej baterii zakazów. Czasami, gdyby się dobrze w nie wczytać, okazałoby się, że wolno tam jedynie oddychać, ewentualnie spacerować, ale tylko po wyznaczonych alejkach.

Co więcej, jak pokazują amerykańskie badania, więcej drzew wzdłuż ulic, mimo że ogranicza to widoczność, wpływa za zmniejszenie liczby wypadków. Nie wolno też zapominać o tym, że zieleń zapewnia większy komfort termiczny, pochłania spaliny i zmniejsza uciążliwości wynikające z nadmiernego hałasu.

(Flickr/mollydilworth/by CC)

(Flickr/mollydilworth/by CC)

Czerpiąc przykład

Miasto XXI wieku to miasto żywe, atrakcyjne, bezpieczne, zdrowe. Wiedzą to już od lat w Kopenhadze. Zmiany co prawda trwały blisko pół wieku, jednak dziś jest ona prymusem i inspiruje inne metropolie: Vancouver, Seattle, Lyon, Melbourne czy w końcu Nowy Jork. W tym ostatnim w ciągu roku zamknięto dla ruchu Broadway i 9 Aleję i stworzono tam przyjazną przestrzeń publiczną i trasy rowerowe.

Dziś coraz częściej jakość życia przedkładana jest nad chęć posiadania dóbr. Ludzie szukają nowych doświadczeń, chcą odwiedzać ciekawe miejsca, miło spędzać czas. Stworzenie warunków do rozwoju przyjaznych miast nie tylko spowoduje, że ludziom będzie żyło się lepiej, ale także – jak pokazują badania – przyczyni się do rozwoju gospodarki i kultury.

[FM_form id="2"]
Mieszkam
Plac jest dla ludzi
Mieszkam
Otoczenie ma znaczenie
Mieszkam
Spółdzielczość po szwajcarsku