Korzystam

Kupuj prosto od rolnika


(Flickr/booleansplit/by CC)

(Flickr/booleansplit/by CC)

Niektórzy twierdzą, że wygoda staje się dziś naszą religią, a supermarkety świątyniami. Jednak jak każda religia i ta ma swoich heretyków. Są nimi konsumenci zrzeszeni w kooperatywach spożywczych. Twierdzą, że kupują jedzenie zdrowsze, tańsze, świeższe, a przy okazji ulepszają świat. W jaki sposób?

Złóż zamówienie, odbierz zamówienie

Idea jest bardzo stara i całkiem prosta w realizacji, choć może nieco czasochłonna. Każdy z członków grupy tworzącej kooperatywę składa zamówienie poprzez formularz w Internecie. Wszystkie złożone zamówienia tworzą wspólną listę zakupów. Wyznaczeni członkowie jadą na warzywną giełdę lub do zaprzyjaźnionych rolników i kupują towary z listy. Po powrocie z łowów dzielą zakupy na poszczególne zamówienia i obliczają ich koszt. Wreszcie pozostali członkowie mogą odebrać swoje zakupy i cieszyć się świeżym, smacznym i zdrowym jedzeniem z pewnego źródła.

„Ceny są bardzo dobre, bo zakupy realizowane są hurtowo na giełdzie. W przyszłości planujemy nawiązać współpracę z gospodarstwami rolnymi z terenu województwa, więc może być jeszcze taniej. Wchodząc w taką kooperatywę, wspieramy lokalny rynek, dajemy możliwość zaopatrzenia łodzian w dobre jakościowo, świeże i ekologiczne produkty, dostarczając też pełną informację o ich pochodzeniu” – wymienia korzyści Jakub Klimczak z Kooperatywy Spożywczej w Łodzi.

Kooperatywna historia

Wspomniałam, że idea jest stara? Gdyby się postarać, można by ją wywodzić z epoki kamienia łupanego. Jednak poprzestańmy na tym, że pierwsza kooperatywa, której istnienie zostało bezsprzecznie potwierdzone, powstała w Szkocji w 1769 roku. Założyło ją stowarzyszenie tkaczy z Fenwick, aby hurtowo kupować jedzenie oraz książki. Pod koniec XVIII wieku spółki tego typu stały się w Anglii dość powszechne. „Były to przeważnie spółkowe młyny i piekarnie, bo chleb, najpotrzebniejszy artykuł, dawał okazję do największego wyzysku. Czasami spółki te powstawały z groszowych składek biedaków, kiedy indziej z zapomóg filantropów lub miast” – pisał Stanisław Thugutt w książce „Wykłady o spółdzielczości”.

Jednak prawdziwa rewolucja nastąpiła dopiero w 1844 roku, a stała za nią Spółdzielnia Sprawiedliwych Pionierów w Rochdale. Owych pionierów było podobno 28 i to oni położyli podwaliny pod wyrastające dzisiaj jak grzyby po deszczu kooperatywy spożywcze. Wypracowali bowiem zasady funkcjonowania spółdzielni, które obowiązują chyba w każdej współczesnej kooperatywie.

(Flickr/nataliemaynor/by CC)

(Flickr/nataliemaynor/by CC)

Zasady roczdelskie

Zacznijmy od tego, kto może zostać członkiem spółdzielni. Każdy. Bez względu na płeć, narodowość czy orientację seksualną dostęp do spółdzielni jest dla wszystkich. Pierwsza zasada pionierów mówiła, że członkostwo jest otwarte. W takiej grupie ważna jest demokracja. To druga zasada. Każdy członek ma jeden głos i może w tym zakresie decydować o tym, co dzieje się w spółce. Kolejna zasada głosi, że „udział członka w nadwyżce jest proporcjonalny do jego świadczeń na rzecz spółdzielni”. Innymi słowy, zysk dzielony jest między uczestników wedle zasług (im większe zrobiłeś zakupy lub im więcej pracy włożyłeś w działanie spółdzielni, tym większa część zysku ci się należy).

Oprocentowanie udziałów jest ograniczone. Ten punkt wynika z chęci wyeliminowania zysku od kapitału z organizacji spółdzielczej. Ponadto spółdzielnia zachowuje neutralność religijną i polityczną. Wyjątek stanowi współpraca z organizacjami pomagającymi zrealizować zasadniczy cel istnienia spółdzielni, czyli uspołecznienie środków produkcji i wymiany. Wreszcie kooperatywa operuje tylko gotówką oraz prowadzi działalność oświatową, przybliżając innym ludziom cele i zadania spółdzielni.

„Marchewką zwalczamy kapitalizm”

Wszystko wskazuje na to, że zasady uchwalone w XIX wieku nie straciły na ważności, co więcej, jesteśmy dziś świadkami odradzania się ruchu spółdzielczego. Tomasz Sikora, który należy do inicjatorów warszawskiego ruchu, mówi: „W Polsce inicjatywa kooperatywy spożywczej dopiero się rozprzestrzenia. Pomysł powstał w Nowym Jorku, gdzie zaangażowanych jest mnóstwo osób. W Europie przoduje Kopenhaga, gdzie do kooperatyw należy ponad trzy tysiące osób”.

Warszawska Kooperatywa Spożywcza powstała w 2010 roku i szybko zainspirowała grupy w innych miastach. Zaczęło się od niewielkiej grupki znajomych, którzy zapragnęli świeżych warzyw i owoców z giełdy na Broniszach. Rok później grupa liczyła już 130 członków. Dzisiaj kooperatywa warszawska solidnie się rozrosła, na samym Facebooku ma blisko 900 fanów. I dąży do dalszego poszerzania kręgów.

„Duża liczba członków i członkiń zorganizowana w ogólnokrajowej sieci kooperatyw będzie mogła realnie oddziaływać nie tylko na konsumpcję swoich członków, ale także na produkcję i stosunki pracy” – zachęcają członkowie warszawskiego ruchu. „Chcemy, by w przyszłości kooperatywy konsumenckie stanowiły punkt wyjścia do tworzenia innych form niekapitalistycznej działalności gospodarczej, takich jak spółdzielnie pracy czy spółdzielnie mieszkaniowe”. Nic dziwnego, że motto warszawskiej kooperatywy brzmi: „Tą marchewką, szanowna Pani, planujemy zwalczać kapitalizm”.

Obecnie spółdzielni tego typu w Polsce jest już ponad 10. Po dwie funkcjonują w Warszawie, Krakowie i Białymstoku. Jedna w Gdańsku, Łodzi, Lublinie, Wrocławiu i Poznaniu. Na pojedyncze zakupy wydają nawet więcej niż tysiąc złotych.

(Flickr/andrewmorrell/by CC)

(Flickr/andrewmorrell/by CC)

Skromna kooperatywa pod Wawelem

Krakowska, a raczej Wawelska Kooperatywa Spożywcza również powoli się rozrasta. Zaopatruje się w ekogospodarstwach, współpracuje z rolnikiem z Działoszyc, którego gospodarstwo ma certyfikat ekologiczny. Dodatkowo robi zakupy na targu na Rybitwach. Rozwój z całą pewnością ułatwia silna współpraca z inną kooperatywą, mieszczącą się na Kazimierzu Spółdzielnią Organic Resto. Tam w każdy wtorkowy wieczór można spotkać się z członkami Wawelskiej Kooperatywy i dać się wciągnąć w rozrastający się ruch spółdzielczy. A potem wpadać po odbiór zamówień, ponieważ to tutaj, przy ulicy Meiselsa, odbywa się magazynowanie i dzielenie zakupów.

Członkowie krakowskiej kooperatywy twierdzą, że na razie wciąż jest ich mało. „Sporo osób zapala się do udziału, ale po jakimś czasie rezygnuje. Chcemy zachęcić jak najwięcej ludzi do przyłączenia się do nas, ale potrzebujemy takich, którzy będą w działania stale zaangażowani” – przyznają członkowie krakowskiej kooperatywy. „Bo czy to taki problem? W końcu chodzi o tanie, zdrowe produkty, fajną działalność i przede wszystkim nowe znajomości!”.

I co powiecie na taki sposób poznawania ludzi przy okazji zmieniania świata? Fakt, trzeba się starać, angażować, działać, a do tego jeszcze zostać heretykiem, ale czy nie sądzicie, że warto? A może ktoś z Was już przystąpił do akcji i ma ochotę zachęcać do spółdzielczości w komentarzach? Czekamy!

Kooperatywa spożywcza polega na robieniu wspólnych zakupów wprost od rolnika na giełdzie warzywnej. Grupy ludzi w dużych miastach kontaktują się poprzez Internet, tworzą wspólną listę zakupów, po czym w wyznaczonym dniu wydelegowane osoby jadą na giełdę i kupują świeże owoce, warzywa, itp. Dynamicznie rozwijający się trend jest częścią idei direct trade.

Powiązane wpisy

[FM_form id="2"]
Korzystam
Porażki i sukcesy misji marsjańskich
Korzystam
Niesamowite techno – rzeźby japońskiego artysty
Korzystam
Ekozabawki – nowa odsłona
  • Kamil Górski

    a co na to nasza najważniejsza instytucja państwowa zaraz po ZUS, czyli Urząd Skarbowy? Czy to przypadkiem nie jest forma spółki? Eee…nawet jeżeli nie, to zaraz wymyślą nowy rodzaj podatku dla takich inicjatyw.

    • KarinaGawin

      Hmm… teoretycznie przedsięwzięcie nie ma przynosić dochodów, tylko oszczędności. Zyski, o których mowa współczesne kooperatywy przeznaczają bowiem na fundusz gromadzki, z którego wspierają działania na rzecz sprawiedliwości społecznej. Wydaje się więc, że fiskus powinien to traktować jako niewielką darowiznę, od której nie płaci się podatku.
      Obawiam się jednak, że możesz mieć rację, skarbówka bywa pomysłowa, więc może nie mówmy o tym zbyt głośno… Ciiiiiiiii….

  • Małgorzata

    W krakowskim Podgórzu odbywa się „Targ Pietruszkowy”, na którym można nabyć świeże produkty bezpośrednio od rolników. https://www.facebook.com/#!/events/136736323193516/?directed_target_id=0
    Bardzo fajna inicjatywa.

    • KarinaGawin

      Doskonale! Bardzo dziękujemy za cynk:-)