Pracuję

Magister inżynier sprząta w chlewie, czyli o jakości kształcenia słów kilka


Flickr/albertogp123/by CC

Flickr/albertogp123/by CC

Artykuł ma charakter felietonistyczny i nie każdy musi się
z nim zgadzać. Niemniej jednak mogę śmiało powiedzieć, że moje poglądy podziela całkiem pokaźna
grupa bliskich mi osób.

Jakiś czas temu na jednym z krakowskich portali ogłoszeniowych ukazała się oferta pracy. Na
pierwszy rzut oka oferta jak każda inna, jednak wnikliwe przyjrzenie się jej spowodowało, że
stała się bardzo popularna wśród prześmiewczej społeczności internetowej. Tytuł oferty głosił,
że poszukiwane są cztery osoby potrzebne do pracy na farmie oraz w rozlewni. Miejsce pracy
znajduje się w odległości 10 km od Krakowa, na miejscu zapewnione jest nawet zakwaterowanie dla
pracowników.

Szczegóły jednak szokują. Praca to zwyczajna fizyczna harówka w chlewach – karmienie świń,
mycie ich i wywóz nawozu. Pracodawca zaznacza, że poszukuje osób szczupłych i niskich, aby
mogły wczołgać się do chlewów… Co ciekawe, zapewnia też zakwaterowanie, jednak z rozbrajającą
szczerością przyznaje, że część chlewów została przerobiona na kwatery pracownicze…
OK, nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie końcowe wymagania: należy przesłać CV oraz list
motywacyjny [sic!], a także – bagatela – mieć wykształcenie wyższe, najlepiej rolnicze…

Nie wiem, na ile to ogłoszenie jest prawdziwe, a na ile jest tylko internetową prowokacją, która miała
na celu… Właśnie – co?

Flickr/munaz/by CC

Flickr/munaz/by CC

Trochę statystyk

Zanim przejdę do meritum, trochę liczb: w ostatnim dziesięcioleciu znacząco wzrósł poziom
wykształcenia ludności w Polsce. Największy wzrost odnotowano wśród osób z wykształceniem
wyższym – z niecałych 10% w 2002 roku do niemalże 20% obecnie. Innymi słowy (i nie jest to żadna
wyższa matematyka), w ciągu 10 lat dwa razy więcej osób kończy uczelnie wyższe.

Interesujący jest również fakt, że obecnie połowa społeczeństwa ma wykształcenie co najmniej
średnie. Nie będzie też zaskoczeniem, że znacznie spadł odsetek osób z wykształceniem
zawodowym…

To chyba tyle liczb, które na pierwszy rzut oka wyglądają bardzo pozytywnie. Na drugą szalę rzucam
inną informację – co dziesiąty polski bezrobotny jest absolwentem szkoły wyższej…

Co się dzieje?

Odpowiedź jest prosta: dzieje się źle. Praktyka jest taka, że magistrów, inżynierów czy licencjatów jest
coraz więcej. Coraz częściej też muszą oni przyjmować oferty pracy, mówiąc wprost, uwłaczające ich
wykształceniu. Dlaczego tak musi być?

Niestety, powody takiego stanu rzeczy można mnożyć praktycznie bez końca. Chyba zasadniczym,
według mnie, jest konsekwentne obniżanie poziomu kształcenia w naszym kraju, lub – mówiąc
językiem poprawnym politycznie – dostosowywanie go do norm unijnych…

Ja na szczęście jestem ostatnim rocznikiem, który uczył się starym systemem – 8 lat podstawówki
i 4 lata liceum. Widzę, czego uczyłem się ja, a czego uczą się kolejne, młodsze ode mnie osoby.
Bezsensowne gimnazjum, które po części jest powtórką podstawówki, a po części jest powtarzane w
3-letnim liceum, materiał liceum, który jest okrojony do granic możliwości…

Niestety, jestem czynnym świadkiem tego stanu rzeczy – prowadzę zajęcia na jednej z publicznych
szkół wyższych z przedmiotów technicznych. Widzę ogromne braki w elementarnym wykształceniu
młodych ludzi, którzy nie umieją przekształcić banalnego wzoru matematycznego, nie znają wzoru na
prędkość czy nie wiedzą, ile milimetrów jest w metrze…

Panda trójkę (Wikipedia Commons)

Panda trójkę (Wikipedia Commons)

3xZ

Nauka nawet na poziomie wyższym opiera się cały czas na tym samym, jakże głupim mechanizmie
– zakuć, zaliczyć, zapomnieć (niektórzy studenci, ci bardziej rozrywkowi, dokładają do tego jeszcze
czwarte „zet”…). Ludzie, nawet kończąc studia, nie zdają sobie sprawy z tego, że tak naprawdę
zmarnowali te kilka lat życia. Wydaje im się, że mając papierek, na którym łaskawie ktoś im napisał,
że teraz nie są już zwykłym Kowalskim, ale mgr. inż. Kowalskim, jest przepustką do lepszego świata…

Tak nie jest. Życie zweryfikuje ich wyobrażenia szybciej, niż im się wydaje. Na rozmowie
kwalifikacyjnej potencjalny pracodawca nie będzie oglądał ich dyplomu ze wszystkich stron i
zachwycał się, jaki to ładny tytuł zdobyli. Posadzi ich przed komputerem czy postawi przed maszyną
i poprosi o wykonanie określonego zadania… W tym momencie na wykreślenie z regułki ZZZ tego
trzeciego jest już za późno…

Choć z drugiej strony zapominanie wiedzy zdobytej na studiach jest czymś naturalnym i
nieuniknionym. A dlaczego? Wiedza, którą wpaja się studentom na uczelniach, w większości jest – i
tego nie ma co ukrywać – kompletnie bezużyteczna. Przyswajanie jej można traktować jako pewnego
rodzaju trening myślowy – jeżeli bowiem nauczę się na pamięć 100 wzorów na całkowanie albo
wyprowadzenia dywergencji pola magnetycznego, to jest duża szansa, że w pracy bardzo szybko uda
mi się przyswoić rzeczy naprawdę potrzebne.

Z pustego jednak da się nalać…

I tu chyba dochodzę do sedna sprawy. Prawdopodobnie zostanę w ten czy inny sposób
ocenzurowany, ale powiem to wprost: i wiedza zdobyta na studiach, i papierek są bezużyteczne.
Studia przeżyte we właściwy sposób dają inny, bodaj najcenniejszy skarb – lotność i gibkość umysłu.
Sposób myślenia, analizy, interpretacji – to coś, czego studia w naszym kraju faktycznie uczą. Zgodnie
z maksymą: jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma.

Jeśli uczelnia nie daje możliwości poznania najnowszych przemysłowych rozwiązań, zawiązania
współpracy z firmami jeszcze w czasie nauki, to daje nam coś, czego nawet najgłupsza reforma nam
nie zabierze – możliwość samorozwoju.

Tyle że zasadniczy problem jest taki, że tylko niewielki promil studentów zdaje sobie z tego sprawę w
odpowiednim momencie… Najczęściej jest już za późno, a jedyny promil wyniesiony ze studiów to ten
we krwi…

Powiązane wpisy

[FM_form id="2"]
Doświadczam
Na koniec świata i z powrotem – o pasji podróżowania pewnej pary
Pracuję
David Hasselhoff – od Księgi rekordów Guinnessa do hamburgera z podłogi
Pracuję
Szef Ferrari chce zostać prezydentem Włoch
  • Wszystko ładnie, pięknie – w sumie to nic nie jest ładnie, pięknie bo… pomimo, że jest to papier bezużyteczny, a tych którzy kończą, kończyli w ostatnich latach uczelnie wyższy (zwłaszcza te humanistyczne) i nie zdają sobie z tego sprawy można szczerze nazwać marzycielami i głupcami.

    Należy jednak zwrócić uwagę – papier papierem ale być musi, dowodem tego jest to ogłoszenie. Należy nieco zaniżyć progi ale papier warto mieć, przecież studia to i tak przedłużenie kolejki do bezrobocia:)

  • jane

    skonczylem niezle liceum, matura na 5, jednak zawaliłem egzaminy na studia, anby nie dostać się do wojska uciekłem, do policealne – koledzy na studiach się smiali gdzie ide ze strata czasu ze bzdura – skonczylem po 2 latach, zapisałem się na zaoczne – miałem już tytul i mogle podjąć prace o jakiej ci na studiach nie mogli myslec – nie wiem – każdy musi podejść indywidualnie