Doświadczam

Taniec – pasja i sposób na życie


(Flickr/supersonicphotos/by CC)

(Flickr/supersonicphotos/by CC)

W dzieciństwie mamy wiele marzeń i hobby. Rozwijanie jakiejś pasji, poświęcenie i talent czasami przeradzają się w sposób na życie. Tak właśnie bywa z tańcem.

Trud i łzy

Słowo „taniec” jest obszerne i głębokie niczym ocean. Dla jednych tańcem będzie szaleństwo na dyskotece; dla innych klasyka turniejowa; ktoś inny znów nie wyobraża sobie tańca bez baletu. Trenowanie tańca od najmłodszych lat to przede wszystkim ciężka praca, mnóstwo wyrzeczeń i – zdaniem niektórych – pozbawienie dzieciństwa części uroku i beztroski. Jeśli jednak ćwiczenia przynoszą owoce, a dziecko realizuje się w tej dyscyplinie, taniec powoli staje się sposobem na życie, bez którego nie miałoby ono już swojego smaku.

W mojej rodzinie jest 10-letnia młoda tancereczka. Postanowiłam skorzystać z tej „znajomości” i podpytać ją, jak to jest z tymi treningami. Na pytanie, czy ćwiczenie tańca klasycznego już od 5 lat sprawia jej więcej frajdy czy trudności, nie odpowiedziała od razu. Po chwili zastanowienia stwierdziła, że czasami zazdrości koleżankom wolnego czasu, bywa zmęczona, ale ogólnie trenowanie daje jej wiele radości. No i ma marzenia… Stać się sławną, piękną i podziwianą.

Prawdą jest jednak, że treningi (chyba zwłaszcza tańca klasycznego, baletu – czyli form, w których jest mało miejsca na spontaniczność, własne pomysły i taneczne „poszalenie”) od najmłodszych lat (czyli wieku przedszkolnego) to ogromne wyrzeczenie dla dziecka. Maluch musi sobie radzić z przeciążeniem organizmu, wymaganiami trenera, stresem, a nieraz i ambicjami rodziców. Ci ostatni są szczególnie ważni, ponieważ to w nich dziecko musi znaleźć oparcie, a przede wszystkim zrozumienie – zwłaszcza gdy w pewnym momencie zechce porzucić swoje hobby.

(Flickr/pixel_addict/by CC)

(Flickr/pixel_addict/by CC)

Życiowa rola

Niemało w historii (barwnych) postaci, dla których taniec stał się sposobem życia, głównym zadaniem, niejako rolą. Na myśl przychodzą oczywiście tancerze legendy, np. Isadora Duncan, Anna Pawłowa czy Wacław Niżyński. Te osoby w swoich czasach były prawdziwymi gwiazdami – zwłaszcza że wszystkie żyły w okresie, gdy media jeszcze nie zawładnęły sercami i umysłami tłumów. Tancerze poświęcali się swojej pasji od najmłodszych lat, ale tą drogą doszli do wielkiej sławy (chętnie też stawali się bohaterami plotek, np. wspominali tu i tam o swoim biseksualizmie czy chorobach).

I choć czasy się zmieniły, taniec nieustannie wiąże się z wielkim nakładem pracy, a droga na szczyt jest kręta i wyboista. Małe dziecko przede wszystkim, co oczywiste, musi mieć talent. Z nim w parze powinna iść pracowitość, ambicja i – co tu kryć – zasobny portfel rodziców, którzy sfinansują profesjonalne lekcje, udziały w zawodach tanecznych itp. – zwłaszcza jeśli mówimy o tańcu klasycznym.

Współcześnie jednak taniec będący pasją to nie tylko turnieje w eleganckich strojach, ale też sztuka uliczna. Szeroko rozumiany hip-hop wywodzi się z Brooklynu, gdzie wyodrębnił się w połowie lat 80. ubiegłego wieku (lub jeszcze wcześniej). Obecnie taniec uliczny cieszy młodzież (mniej lub bardziej profesjonalnie podchodzącą do tematu) na całym świecie, zwłaszcza w miastach. Młodzi mieszkańcy metropolii chętnie identyfikują się ze specyficzną kulturą tego gatunku i czasami osiągają spore sukcesy, występując np. w zawodach breakdance.

Moda na taniec

Ciekawym zjawiskiem są goszczące na ekranach telewizorów od dobrych kilku lat, cieszące się niesłabnącą popularnością programy taneczne. W Polsce wielki sukces osiągnął „Taniec z gwiazdami”. Do tej pory odbyło się 13 (!) edycji tego programu. Zdecydowanie rozbudził on wyobraźnię Polaków. Po pierwszych edycjach tancerze stali się gwiazdami celebrytami (któż nie słyszał o Rafale Maseraku czy Anecie Piotrowskiej?), w czym dopomogli im partnerzy–aktorzy, muzycy, sportowcy… Wkrótce zaczęły powstawać liczne szkoły taneczne, ogólnie nastał boom na taniec.
Mimo medialnej otoczki zjawisko ma pozytywne strony. Widownia popularnego programu czuje się wyedukowana w zakresie prezentowanych stylów, zwłaszcza że w jury zasiadają też profesjonaliści. Dzieciaki chcą naśladować gwiazdy i namawiają rodziców na lekcje tańca. Gdy temu towarzyszy talent i upór, może się okazać, że moda z TV stała się początkiem pięknej przygody.

Drugim programem popularyzującym w Polsce taniec jest „You can dance”. Sześć dotychczasowych edycji jest hitem zwłaszcza wśród nastolatków nakierowanych na sukces. W programie nieraz biorą udział młode osoby z trudnych środowisk, które prawdopodobnie nie miałyby innej szansy na wybicie się. Program rozpala serca utalentowanych małolatów i zachęca do wiary we własne siły.

Medialna moda na taniec to taki stan tymczasowy – temu nie da się zaprzeczyć. Tancerze stają się celebrytami, co jest już pewną nowością (wcześniej byli nimi raczej aktorzy, wokaliści). Polacy, w różnym stopniu i wymiarze, otwierają się na kulturę tańca, choć w przypadku programów telewizyjnych rzeczywistość jest nieco skrzywiona i nastawiona na show – o tym trzeba pamiętać.

(Flickr/jbird/by CC)

(Flickr/jbird/by CC)

Czym skorupka za młodu…

Taniec może być pasją, sposobem na życie. Zwykle jeśli chce się z nim wiązać profesjonalną przyszłość, zaczyna być trenowany już w dzieciństwie. Młody człowiek jest niejako kształtowany przez specyficzne środowisko, które sobie wybrał. Dorasta jak każdy inny, a musi sprostać wielu zadaniom – starać się na treningach, brać udział w turniejach, mieć wolę walki i odporność na porażki.

Takie hartowanie od dziecka z pewnością przydaje się w dorosłym życiu – i to nie tylko na scenie. Opiekunowie młodego tancerza powinni jednak kłaść na jego barki tylko tyle, ile jest w stanie unieść. Taniec uczy nie tylko dyscypliny, ale też otwartości. Znana aktorka i tancerka Teri Hatcher w swoim poradniku napisała, jakże trafnie: „jedyna trudność polega na tym, żeby odważyć się zatańczyć przy ludziach. Gdy pierwszy raz wyszliśmy na parkiet, nie czułam się swobodnie. Tymczasem otwartość w tańcu wyzwala tak wiele uczuć – pasję, radość, zmysłowość – a przy tym jest najlepszą formą zabawy w czystej postaci”.

Nawet jeśli dziewczynka nie zostanie światowej sławy baletnicą, intensywne trenowanie tańca w dzieciństwie z pewnością wpłynie na resztę jej życia. Nauka tańca to bowiem nie tylko technika, kroki czy figury, ale też poznawanie własnego ciała, uczenie się kontroli nad nim; wchodzenie w sferę emocji; poznawanie swoich słabości. Trening, który kształtuje młodego człowieka. A do tego, jak ciekawie ujął to Paulo Coehlo, „w tańcu możesz sobie pozwolić na luksus bycia sobą”.

Czy Waszym zdaniem intensywne trenowanie np. baletu od dziecka jest dobre dla maluchów? Czy nauka tańca to też kształtowanie charakteru?

Powiązane wpisy

[FM_form id="2"]
Doświadczam
Warzywobranie w Warszawie, czyli gdzie zjeść roślinny obiad w stolicy.
Doświadczam
Burger nasz powszedni
Doświadczam
Samodzielne dziecko