Żyję

Ascetyzm w nowoczesnej odsłonie


Bodybuilding

Wstaje bladym świtem, niemal nieprzytomny rozgrzewa się i zaczyna robić pompki, aby jeszcze przed wyjściem do pracy zaliczyć poranną gimnastykę. Na śniadanie wypija porcję białkowej odżywki, starannie wybiera menu obiadowe, unikając licznych zakazanych potraw. Po południu pędzi do świątyni, w której wraz ze swoim przewodnikiem, zwanym „personalnym trenerem”, katuje swoje ciało. Pragnie tylko jednego: nadać swojej sylwetce kształt idealny. Jak ta współczesna asceza wpływa na psychikę? 

 yukio mishima

Perfekcjonista na siłowni

Owszem, niektórzy chodzą na siłownię czy fitness dla zdrowia i przyjemności, ale znaczna część ćwiczących wręcz atakuje swoje skądinąd dobrze rozwinięte ciała w aktach żywcem przypominających samobiczowanie. Dążą do perfekcyjnej sylwetki. Porównując się z filmowymi modelami, wciąż widzą, jak wiele im brakuje. I nawet jeśli wszyscy dookoła podziwiają ich sylwetkę, wciąż nie wydaje im się ona wystarczająco idealna. Musi być perfekcyjna, wtedy będą mogli odetchnąć z ulgą. Jednak jak powiedział mi pewien znajomy trener, takie osoby, gdy tylko dopną swego, idealnie wyrzeźbią jedną część ciała, zaraz znajdują inną, która wymaga poprawy. I tak w nieskończoność… Perfekcjonizm nie pozwala cieszyć się owocami własnej pracy.

Okiem antropologa z przyszłości

Dla antropologów przyszłości dzisiejszy rozwój klubów sportowych może jawić się jako ponury kult. W końcu chodzenie na fitness czy siłownię ma wszystkie podstawowe cechy religii. Jego uczestnicy są motywowani przez poczucie winy i pragnienie zadośćuczynienia za cielesne grzechy. Wielu odwiedza swoje miejsca kultu z regularnością zakrawającą o fanatyzm, a tam z kapłańskim namaszczeniem czekają na nich instruktorzy, którzy albo doprowadzają ich do masowej ekstazy podczas zajęć aerobiku, albo spowiadają na boku podczas treningowej rozmowy. Każdy z wyznawców ma też własne rytuały, w większości oparte na zasadach samoumartwienia i odraczania gratyfikacji. A ekstremalna część tego kultu stanowi masowy ruch bodybuildingu.

Jak w przypadku każdej wiary, i w tym przypadku receptą na zachowanie psychicznego zdrowia wydaje mi się umiarkowanie. Jednak nie w jedzeniu i piciu, tylko w liczbie godzin spędzonych w klubie, czasie poświęconym na umartwianie ciała oraz przyjemności odebranej sobie z życia. Taka moja opinia, hedonistki uprawiającej sport od czasu do czasu dla zdrowia i przyjemności. A co Wy myślicie o tej współczesnej ascezie? Jak często chodzicie na zajęcia sportowe? Jakie są Wasze spostrzeżenia dotyczące spotykanych tam osób? A może komuś zdarzyło się zajrzeć kilka razy i zrezygnować? Dlaczego?

Powiązane wpisy

[FM_form id="2"]
Żyję
Kuchnia molekularna
Żyję
Staycation czyli wakacje w domu
Żyję
Slow Life według Carla Honoré