Doświadczam

Piwo – czyli jak połączyć przyjemne z pożytecznym?


Z pianką, bez. Ciemne, jasne. Gorzkie, owocowe. Po prostu piwo – nie tylko smaczne, ale i zdrowe.

O walorach smakowych złotego napoju nie musi nikt nikogo przekonywać. O ile jego smak w dzieciństwie pozostawał dla mnie równie obrzydliwym, co sypana kawa bez cukru i mleka o tyle, kiedy podrosłam – dojrzałam do intrygującej goryczki i miękkiej pianki.

Chociaż brzmi to jak tania reklama każdego tego typu napoju coś w tym musi być, jeśli prawie sto litrów tego napoju przypada na głowę jednego Polaka w ciągu roku. Warto więc wiedzieć więcej. Co tak fascynującego przyciąga naszą uwagę ze sklepowej półki przed każdym długim weekendem, wypadem za miasto albo z przyjaciółmi? Jeśli pomyślałeś o magicznej recepturze i czymś, co uzależnia to muszę cię zdziwić. Nic bardziej mylnego. Piwo to prostota i złote zdrowie.

Woda, słód, chmiel

Nigdy nie zapomnę zdziwienia, jakie wywołał na mnie skład wafli ryżowych. Brzmiał on dokładnie tak: ryż, sól. Koniec. Z piwem jest podobnie. Nie znajdziesz tam żadnych dodatkowych konserwantów ani przemycania szkodliwych substancji pod nazwą nieznaną większości konsumentom.

To bardzo miłe wrażenie, jednocześnie przywołujące na myśl wniosek – jak bardzo zostaliśmy wytrenowani do poszukiwania trucizn, aby nie zaszkodziły nam podczas jedzenia! Na szczęście piwo razem z waflami zadziwia nas pozytywnie. Faktycznie do produkcji tego pierwszego potrzebujemy tylko wody, słodu i chmielu. Słód pochodzący ze skiełkowanych i wysuszonych ziaren zbóż, którym najpierw pozwolono w wilgotnych warunkach wykiełkować a potem wydzielić enzymy rozkładające cukry na substraty fermentacji alkoholowej jest bazą piwa a słodownia zazwyczaj częścią browarów.

Chmiel to roślina, która nadaje „intrygującą gorycz” i wcale nie jest dodawana w postaci pięknych szyszeczek lecz proszku powstałego ze starcia owoców (szyszek). Niemniej nie ujmuje to jej walorom zdrowotnym i smakowym.

Do wyboru, do koloru

Dosłownie. Piwo może występować w ogromie odmian a te przedstawione we wstępie to tylko mały czubeczek piwnej góry lodowej. Najbardziej korzystnym będzie podział piw na górną i dolną fermentację, co oznacza po prostu wyższą lub niższą jej temperaturę.

Przykładami piw górnej fermentacji są stouty – ciemne piwa z palonego jęczmienia oraz jego brat bliźniak porter, z którego się wywodzi. Te z dolnej fermentacji reprezentowane są przez pilznery, które swoją nazwę zawdzięczają czeskiemu Pilznowi – pierwszemu miastu, gdzie dolna fermentacja została użyta na skalę przemysłową. Mamy tutaj również lagery o większej ilości alkoholu.

Gdzieś pomiędzy warto wspomnieć o zapomnianej fermentacji spontanicznej praktykowanej w Belgii, która pozwalała na pojawienie się drożdży samoistnie w brzeczce i są to piwa typu lambic a przykładem jest Gueze, którego prawdziwą wersję trudno dziś znaleźć.

Starożytna tradycja, która przetrwała do dziś

Coś musi w tym być, jeśli pierwsze wzmianki o piwie dotyczą tabliczek zapisanych pismem klinowym. Nie przesadzę, jeśli powiem, że piwo jest starsze niż Biblia. A do tego jest trzecim najczęściej pitym napojem na świecie zaraz za wodą i herbatą. Więc może nie tylko przyjemność picia ale i korzyści zdrowotne przemawiają za jego długowiecznością?

Mawia się, że wypicie piwa działa dobrze na nerki. Dzieje się to dzięki zahamowaniu wydzielania wazopresyny, która w naturalny sposób zagęszcza mocz. I już wiesz, czemu po jednym piwie musisz od razu lecieć tam, gdzie król piechotą chadzał. Zwiększona diureza oczyści organizm a właściwie krew oraz pomoże w zwalczeniu kamieni nerkowych. Jeśli jednak jesteś w pełni zdrowym okazem piwo również może ci pomóc.

Nazywane jest płynnym chlebem, nie bez powodu. Dostarcza witamin z grupy B a także E i A. Poza nimi piwo zaopatrzy nas w sporą część dziennego zapotrzebowania na aminokwasy: fenyloalaninę, lizynę, metioninę, walinę. Do tego dostarcza pierwiastki takie jak magnez i potas, fosfor, wapń i żelazo. Zbawienny wpływ mają takie żywice pochodzące od zielonych szyszeczek chmielu: lupulina i humulina o właściwościach bakteriobójczych (nawet na prątki gruźlicy) oraz przeciwnowotworowych.

Piwo jest niestety stosunkowo kaloryczne. Informacje o jego odchudzającym działaniu z pewnością odnoszą się do tabelarycznego spożycia maksymalnej ilości w postaci szklanki bursztynowego napoju. Nie dotyczą na pewno „mięśnia piwnego” lub jak kto woli „bojlera zamiast kaloryfera”. Czterdzieści kilokalorii dla jasnego piwa i pięćdziesiąt dla ciemnego Koźlaka na sto gram brzmią naprawdę niewinnie. Jego kaloryczność można porównać do energii, jaką dają nam trzy pomidory czy pół litra soku owocowego. Dlaczego więc smakosze piwa nie kojarzą się nam z umięśnionymi przystojniakami z twardym brzuszkiem?

Ano dlatego, że napój ten zwiększa apetyt a więc wszystko, co byśmy postawili obok niego na stole przy wypadzie z przyjaciółmi prawdopodobnie z niego zniknie. Do tego szczerze mówiąc jeszcze nigdy nie widziałam aby ktoś wypijał tylko jedną szklankę po czym zdecydowanie odmawiał. Piwa sprzedawane są w objętości pół litra a więc mnożąc powyższe wartości razy pięć a potem przez następne kilka razy (w zależności od apetytu na ilość butelek i na procenty we krwi) uzyskamy całkiem pokaźną bombę kaloryczną.

Zdecydowanie jednak nie ma nic złego w wypiciu większej ilości od czasu do czasu – jedynie z umiarem i świadomością. A „mięsień piwny”, czyli po prostu otyłość brzuszna nie pojawi się na horyzoncie kondycji naszego ciała.

Chodzi przede wszystkim o przyjemność

Oczywistym jest fakt, że nie pijemy piwa dla zdrowia. Możemy się tak wykręcać za każdym razem ale sami znamy prawdę. Nie o witaminy się przecież rozchodzi bo równie dobrze możemy zjeść banana i popić świeżo wyciskanym sokiem marchewkowym. Piwo to przede wszystkim przyjemność. Nie chodzi tylko i wyłącznie o jego smak. Mam na myśli tradycję, która urosła do rangi świętości dla rzeszy mężczyzn i coraz częściej kobiet.

To chwila relaksu. To miłe chwile spędzone na zabawie albo wypoczynku po ciężkim dniu. To zabawa z przyjaciółmi, to chill out. Nogi w górze, słońce na niebie i piwko w dłoni. Oderwanie od rzeczywistości obowiązków. Jak bardzo długa przerwa na papierosa, tylko zdrowa. To łagodne promile we krwi, które nie zwalają z nóg jak wódka ani nie wykręcają twarzy w grymasie jak whisky. Delikatny szum w głowie i rozluźnione ciało oraz umysł szybujący ponad tym wszystkim, co codziennie nas przytłacza.

To emocje, o których pisaliśmy wcześniej promowane przez media oraz przez otoczenie. W naturalnej potrzebie człowieka do odpoczynku pojawił się jego odpowiednik w postaci piwa, który pomaga usnąć w leniwej atmosferze słonecznego popołudnia albo zabawić się na całego w nocy.

[FM_form id="2"]
Doświadczam
Aquajogging – dla amatorów biegania w niekonwencjonalnym wydaniu
Doświadczam
Polska egzotyczna, czyli podlaskie bezdroża
Doświadczam
Niespodzianki i nostalgie znalezione na pchlich targach