Myślę

Różnice kulturowe – zrozumieć odmienność – cz.1


(Flickr/untitlism/by CC)

(Flickr/untitlism/by CC)

Różnice kulturowe – nawet najkrótsza wycieczka zagraniczna stawia nas w obliczu wszechogarniającej inności. Inny krajobraz, inne jedzenie, inny klimat. A co najważniejsze – inni ludzie. Choć każdy człowiek ma zupełnie inny charakter i usposobienie, można wyróżnić pewne cechy wspólne, łączące przedstawicieli danych kultur i narodowości.  Już na pierwszy rzut oka widać przecież, że dużo więcej wspólnego mają dwaj losowi Amerykanie niż przypadkowo wybrani mieszkaniec USA i obywatel Indii.

Otoczenie, w którym dorastamy, i wartości, jakie są nam od dziecka wpajane, mają ogromny wpływ na bardzo wiele (jeśli nie wszystkie) aspektów naszego życia. Od nich zależy, jak będą się układać relacje rodzinne, przyjacielskie, zawodowe, jak będzie wyglądać życie publiczne i świat władzy. To właśnie uznawane w danym społeczeństwie wartości i normy są najważniejszym kryterium, według którego tworzone są typologie kultur.

Wydawać by się mogło, że silnie „humanistyczne” zagadnienie różnic kulturowych trudno zmierzyć, porównać czy usystematyzować. A jednak znaleźli się badacze, którzy podjęli się tego zadania. Poznajcie najważniejszych badaczy kultury i ich teorie, które pozwalają na dostrzeżenie wielu podobieństw i prawidłowości w gąszczu różnych nacji, zwyczajów i zachowań.

Edward Hall: wysoki i niski kontekst

Ten amerykański etnolog zajmował się w swojej pracy badawczej między innymi zagadnieniem komunikacji międzyludzkiej, i werbalnej, i niewerbalnej. Obserwacje prowadzone wśród przedstawicieli różnych społeczności pozwoliły mu dokonać ważnego rozróżnienia; Hall stworzył pojęcie kultur niskiego i wysokiego kontekstu.

W kulturach pierwszego typu większa część komunikatu podczas rozmowy przekazywana jest werbalnie, czyli za pomocą słów. Inaczej jest w społeczeństwach wysokokontekstowych, w których nie mówi się prosto z mostu. Lwia część informacji przekazywana jest między słowami – za pomocą kontekstu. Co należy do takiego kontekstu? Tak naprawdę wszystko, co jest wspólne dla rozmówców.

Zakładają oni, że szereg informacji jest dla nich oczywisty, nie ma więc sensu o nich w ogóle mówić można takie informacje wyłowić z kontekstu. Duże znaczenie ma także intonacja głosu czy wyraz twarzy. Mogą one zmienić sens całej wypowiedzi. To do odbiorcy należy rozszyfrowanie komunikatu. Kluczowy przekaz konwersacji jest więc bardziej domniemany niż jasno sformułowany. Dla osoby nieznającej kontekstu, np. dla przedstawiciela innej kultury, taka rozmowa będzie prawdopodobnie mało zrozumiała.

Do kultur o najwyższym kontekście należą kraje azjatyckie i dalekowschodnie, np. Indonezja i Japonia. Jednym krótkim i pozornie nic nie znaczącym słowem Japończyk potrafi jasno wyrazić swoje emocje czy opinię. Mieszkańcy Kraju Kwitnącej Wiśni i inni Azjaci mają kulturowo rozwiniętą umiejętność odgadywania emocji osób w ich otoczeniu i intuicyjnego wczuwania się w ich stany emocjonalne.

Japońscy mężowie potrafią podobno poznać, że żona jest na nich obrażona, po tym, że jeden z kwiatów w ułożonej z pietyzmem ikebanie jest przekrzywiony. Pewności nabierze jednak dopiero wówczas, kiedy podana przez małżonkę filiżanka herbaty będzie napełniona jedynie w połowie, a sam napój będzie letni, a nie gorący. Dla nas, osób z zachodniego kręgu kulturowego, to przykład humorystyczny, ale daje on wyobrażenie o specyfice tej dalekowschodniej społeczności. Co ciekawe, także sama struktura języka japońskiego zmusza do odgadywania wielu znaczeń. Rzeczowniki nie mają tam bowiem liczby mnogiej, w gramatyce japońskiej występują tylko dwa czasy, a w zdaniu pomija się wszystkie informacje, które można wyłowić z kontekstu (np. zaimki osobowe).

W kulturze o wysokim kontekście sytuacja, w której kolega z pracy krytykuje strój czy fryzurę swojej koleżanki, może znaczyć zupełnie co innego niż wypowiadane niemiłe słowa. Takie zachowanie powinno raczej być odczytane jako przejaw zainteresowania kobietą, próba zwrócenia na siebie uwagi i nawiązania bliższej relacji.

Na drugim biegunie znajdują się społeczeństwa niskokontekstowe, w których do owocnej komunikacji jest potrzebna wyłącznie znajomość miejscowego języka. Większości społeczeństw zachodnich bliżej raczej do tego końca skali. W takich kulturach to nadawca powinien jasno i precyzyjnie sformułować przekaz, na nim też spoczywa większa odpowiedzialność za prawidłowe porozumienie. Kobieta z takiego kręgu kulturowego raczej nie będzie doszukiwała się drugiego (pozytywnego) dna w tym, że jej kolega skrytykował jej nowe uczesanie. Nie trzeba dodawać, że jeśli spotkają się osoby z krajów o różnym poziomie kontekstowości, bardzo łatwo o nieporozumienia, a nawet obrazę, jeśli nie jest się świadomym różnych stylów komunikacji.

(Flickr/by CC)

(Flickr/by CC)

Wymiary kultury Geerta Hofstede’a

Ten duński badacz należy do pionierów w dziedzinie zagadnień różnic międzykulturowych. To on jako pierwszy nadał miary liczbowe poszczególnym aspektom tych różnic, uwzględniając różne kultury narodowe. Hosftede zasłynął badaniem, w ramach którego analizował wzorce zachowań osób zatrudnionych w tym samym koncernie (IBM), ale w ponad 60 różnych krajach.

Przeprowadził on ankietę na próbie kilkuset tysięcy pracowników. To bardzo liczna grupa, która składała się z osób wywodzących się z podobnych warstw społecznych w poszczególnych krajach (trudno byłoby bowiem porównać wyniki uzyskane od grupy najbardziej wpływowych osób w jednym państwie z tymi zebranymi od przedstawicieli nizin społecznych w drugim). Dane zebrane dzięki temu ogromnemu przedsięwzięciu pozwoliły badaczowi wyróżnić cztery najważniejsze aspekty, odróżniające „zbiorowe zaprogramowanie kulturowe” przedstawicieli różnych narodów, które to nazwał wymiarami kultury.

Dystans władzy a różnice kulturowe

Wymiar ten określa, w jakim stopniu osoby o niższym statusie (w ramach rodziny, firmy, organizacji czy państwa) akceptują nierówny podział władzy i przypisują autorytet osobom wyżej od nich postawionym. To, czy pracownik będzie uważał za słuszne sprzeciwienie się przełożonemu, czy szef będzie konsultował swoje decyzje z podwładnymi, czy syn uzna za stosowne negowanie decyzji swoich rodziców lub czy nauczyciel w szkole będzie traktowany przez uczniów jako partner, czy jako nieomylny ekspert – wszystkie te sytuacje są silnie determinowane kulturowo. Różnicę w dystansie władzy bardzo łatwo zaobserwujemy podczas pobytu za granicą.

Przykładowo, w egalitarnych krajach skandynawskich normą jest zwracanie się po imieniu do szefa dużej firmy czy dyrektora szkoły, co w nawet w Polsce, kraju o średnim dystansie władzy, jest raczej nie do pomyślenia. Na drugim końcu skali znajdują się np. Meksyk, Wenezuela czy Chiny. W tych krajach nawet osoba o przeciętnej spostrzegawczości zauważy, jak silnie hierarchiczne są to społeczeństwa, jak bardzo poszczególne warstwy społeczne różnią się statusem i jak duże jest w nich rozwarstwienie dochodu. Choć nierówny podział dochodu może po części wynikać np. ze specyfiki systemu podatkowego, to nie należy zapominać, że także rodzaj prowadzonej przez władze polityki gospodarczej nie funkcjonuje w oderwaniu od tego, co uważa się w danym kraju za normalne i akceptowalne.

Kolektywizm i indywidualizm

Ten aspekt kultury określa, w jakim stopniu jednostki indywidualne są zintegrowane z grupą. W społeczeństwach kolektywistycznych występują bardzo silne związki członka ze zbiorowością, do której on należy (na ogół rodziną, ale też np. miejscową społecznością). Przedstawiciel grupy winien być wobec niej lojalny i przekładać jej dobro ponad interes własny. W zamian może liczyć na wsparcie i bezpieczeństwo.

Odwrotnie jest w społeczeństwach indywidualistycznych, w których oczekuje się, że każdy będzie samowystarczalny, niezależny i będzie dbać jedynie o siebie i najbliższą rodzinę. Osoby nie są identyfikowane poprzez przynależność do danej grupy, tylko stanowią w pełni autonomiczne byty. Warto dodać, że dystans władzy oraz stopień kolektywizmu są ze sobą dodatnio skorelowane; w kulturach, w których ludzie są silnie zależni od grupy, zazwyczaj pojawia się również duża zależność od władzy.

W mocno kolektywistycznych narodach azjatyckich czy południowoamerykańskich normą są wielopokoleniowe i silnie zżyte rodziny, wywierające ogromy wpływ na losy ich członków. Regułą jest myślenie w kategorii „my”, a nie „ja”. Ciekawie wyglądają spotkania rodzinne czy towarzyskie: ważniejsze jest samo przebywanie razem niż rozmowa. I tak osoby sobie bliskie potrafią wspólnie milczeć przez kilka godzin, by potem rozejść się z poczuciem mile spędzonego wieczoru i umocnionych więzi międzyludzkich. Również stosunki w firmach czy instytucjach bardziej przypominają relacje rodzinne niż typowe dla kultury Zachodu formalne podejście oparte na oddzielaniu życia prywatnego i zawodowego.

Następstwem wykroczenia w społeczeństwie kolektywistycznym jest nie jest poczucie winy czy uszczerbek na własnej godności (jak w kulturach indywidualistycznych), ale tak zwana utrata twarzy, czyli kompromitacja winowajcy wobec otoczenia. Plama na honorze pojedynczej jednostki przenosi się na całą jego rodzinę, co w skrajnych przypadkach może prowadzić do tak patologicznych zjawisk jak mordowanie krewnych, którzy w jakiś sposób przynieśli ujmę reszcie klanu.

Oczywiście między skrajnie indywidualistycznym narodem amerykańskim a najbardziej kolektywistycznymi społeczeństwami Ameryki Środkowej są kraje ze środka skali, do których zalicza się m.in. Polska.

Męskość i kobiecość

W wielu kulturach, w zależności od płci, za pożądane uważa się inne cechy charakteru. W społeczeństwach, które Hofstede określił jako „męskie”, od mężczyzn wymaga się asertywności, twardości, zdolności do współzawodnictwa i osiągnięć zawodowych. Kobiety z kolei powinny mieć takie cechy, jak troskliwość, ciepło, empatia. W takiej kulturze występuje zatem tradycyjny podział na role męskie i damskie. W społeczeństwach uznanych przez badacza za „kobiece” podział ten nie jest tak jasny, a mężczyznom wpaja się takie same wartości jak kobietom: raczej umiejętność budowania relacji niż bezwzględne dążenie do celu, skłonność do osiągania porozumienia, a nie bezkompromisowe forsowanie własnego zdania.

Jeśli spojrzymy na dwa skrajne z tego punktu widzenia społeczeństwa, a mianowicie „męską” Japonię i „kobiecą” Szwecję, zrozumiemy, jak bardzo kultury narodowe potrafią się różnić miedzy sobą. W Kraju Kwitnącej Wiśni, mimo pozornej postępowości i nowoczesności, tradycyjny podział ról nadal jest bardzo mocno zakorzeniony. Japończycy mają realizować się zawodowo i zapewniać byt materialny rodzinie, podczas gdy kobiety rzadko robią zawrotne kariery i często rezygnują z aktywności zawodowej, by zająć się domem.

W Szwecji natomiast na porządku dziennym jest widok młodego taty samodzielnie przewijającego swoją pociechę czy niańczącego całą gromadkę dzieciaków. W kraju tym system funkcjonuje tak, że niemal zrównuje rolę ojca i marki w wychowaniu dzieci. Również codzienne zachowanie Szwedów, któremu obcokrajowcy mogą łatwo przypiąć łatkę zniewieściałości, jest odbiciem tego, że umiejętności miękkie ceni się w tym kraju bardziej niż w jakimkolwiek innym państwie świata.

Unikanie niepewności

Ostatni z wyróżnionych przez Hofstede’a wymiarów kultury dotyczy tego, w jakim stopniu członkowie danej społeczności tolerują szeroko pojętą niepewność w swoim życiu. U przedstawicieli niektórych społeczeństw sytuacje nowe, nieznane i niepewne wywołują stres i poczucie zagrożenia, podczas gdy ludzie wywodzący się z innego kręgu kulturowego nie mają z nimi większego problemu.

W czym przejawia się silne unikanie niepewności? W krajach romańskich, właśnie tym się charakteryzujących, łatwo dostrzec tę cechę, obserwując na przykład włoską matkę z dzieckiem na placu zabaw. Będzie ona uważnie śledziła malucha, pilnując, by się nie potknął, nie wziął czegoś brudnego do ust albo zanadto się nie oddalił. Dziecko otrzyma zestaw instrukcji, co mu wolno, a czego ma unikać jak ognia. Z kolei matka filipińska (Filipiny są krajem o bardzo niskim unikaniu niepewności) pozwoli swojemu dziecku w czasie zabawy swobodnie rozwijać ciekawość, poznawać nowe sytuacje, a we wziętym przez niego do ręki robaczku nie będzie widziała śmiertelnego zagrożenia.

Stopień unikania niepewności, wykształcony w dużej mierze za sprawą podejścia matki na tymże placu zabaw, rzutuje na dalsze życie każdej jednostki. Włoch jako uczeń i student będzie oczekiwał jednoznacznych odpowiedzi, jako pracownik będzie się czuł bezpieczniej, gdy będzie mógł pracować według określonych norm i zasad, niechętnie będzie też przyjmował innowacje. Jako obywatel będzie miał większą skłonność do konserwatyzmu, nietolerancji wobec mniejszości i negatywnego stosunku do instytucji państwowych.

Młody Filipińczyk natomiast będzie prawdopodobnie bardziej otwarty, łatwiej mu będzie akceptować odmienność, a przepisów i praw nie będzie traktował jak wyroczni. W porównaniu z Włochem przypuszczalnie będzie on mniej impulsywny i bardziej powściągliwy w wyrażaniu emocji, ponieważ nieprzewidywalne sytuacje będą wywoływać u niego mniejszy stres i w związku z tym nie będzie on miał potrzeby jego nieustannego uwalniania.

Porównywanie różnych kultur pod kątem wymiarów kultury jest nie tylko bardzo pouczające, ale też po prostu interesujące. Czy Wy potrafilibyście powiedzieć, jak w poszczególnych aspektach wypadają Polacy albo jakie narody są do nas podobne? Gorąco zachęcam do samodzielnego prześledzenia wyników badań Geerta Hofstede’a (są dostępne m.in. na tej stronie).

Druga część tekstu będzie dotyczyła dwóch kolejnych badaczy, autorów siedmiu innych (poza jednym) wymiarów kultury, które razem z tymi wyróżnionymi przez G. Hofstede’a pozwalają z przyzwoitą precyzją opisywać różnice międzykulturowe. Dzięki pracom takich ludzi możemy lepiej zrozumieć inność, a także po prostu zachwycić się różnorodnością kulturową bez wychodzenia z domu.

[FM_form id="2"]
Myślę
Dorób się na myśleniu
Myślę
Gry komputerowe nie tylko dla nastolatków
Myślę
Nauka szukania planet w weekend
  • Paweł

    Liczne błędy gramatyczne, pozjadane słowa… Artykuł średni, przez te „błędy” nie czyta się tego z zafascynowaniem.