Korzystam

Auto mam i naprawiam sam, czyli ile komputera jest w aucie


(Flickr/teresawer/by CC)

(Flickr/teresawer/by CC)

Pewnie nie każdy zdaje sobie sprawę, że nowe samochody to tak naprawdę komputery na kołach. I poza samą ideą silnika i skrzyni biegów sprzed ponad stu lat, cała reszta to jeden wielki komputer…

Większość typowych użytkowników samochodu podchodzi do niego podobnie: leje paliwo i jeździ do czasu, aż coś złego się stanie. Niekiedy zdarza się także podjechać na jakiś okresowy przegląd. Zaangażowani czasem sprawdzą poziom oleju lub wymienią żarówkę. Ludzie zasadniczo boją się „grzebać” w swoich pojazdach. Bo przecież się nie znają, nigdy z tym nie mieli do czynienia. A później pierwsza lepsza wizyta diagnostyczna w warsztacie kosztuje kilkaset złotych. Czy można tego uniknąć?

Trochę historii i teorii

Jak już wcześniej wspomniałem nowoczesne auto to w dużej mierze komputer. Oczywiście nie taki, jakie mamy na biurku, ale zasada jest podobna. Jestem zmuszony wprowadzić w tym miejscu kilka pojęć z automatyki.

Pojazd zasadniczo składa się z elementów wykonawczych, zwanych aktorami oraz z czujników (sensorów). Aktory to np. silnik, hamulce, światła, klimatyzacja. Sensory to wszelkiego rodzaju urządzenia, które mierzą wszelkie parametry pracy aktorów. Mogą to być czujniki temperatury, prędkości obrotowej, ciśnienia, przepływu… Ilości jednych jak i drugich obecnie liczy się w setkach dla każdego samochodu. Ta ogromna ilość urządzeń musi być ze sobą jakoś połączona.

(Flickr/derek_b/by CC)

(Flickr/derek_b/by CC)

W tym celu stworzona jest specyficzna sieć, która kablami łączy wszystkie urządzenia. Nie jest to sieć typu „peer-to-peer”, tylko raczej typu „gwiazda”. W dużym uproszczeniu można założyć, że wszystkie urządzenia są połączone z „sercem” samochodu, komputerem, który zbiera informacje z aktorów i, po przetworzeniu, przesyła je do elementów wykonawczych. Tak skonstruowana sieć zbudowana jest z ogromnej ilości kabli i przewodów, których łączna waga to nawet 100 kg, a sumaryczna długość to kilka kilometrów.

Ta sieć ma swoją nazwę: to CAN. Skrót od Controller Area Network. Jest to standard opracowany w latach 80-tych ubiegłego wieku przez firmę Bosch, który miał na celu ujednolicenie przesyłu danych właśnie w obrębie pojazdów. Od ok. roku 2002 jest powszechnie obowiązującym standardem dla samochodów osobowych i ciężarowych.

Dostęp do tej sieci umożliwia niepozorne złącze, które znajduje się w każdym samochodzie gdzieś w okolicach kierownicy. Oczywiście jest ono ukryte, ale jego znalezienie nie powinno przysporzyć większego trudu. Ma kształt trapeza o wymiarach ok. 5 x 2 cm i nazywa się OBD II. Co ono daje?

Diagnostyka OBD II

Poprzez OBD II można przeczytać praktycznie wszystkie informacje o każdym samochodzie, wiele z nich zmodyfikować lub skasować. Wydaje się to wiedzą tajemną, ale w istocie wcale tak nie jest. NA popularnych serwisach aukcyjnych można kupić interfejs, który kosztuje kilkadziesiąt złotych, a pozwala zaoszczędzić naprawdę wiele razy więcej.

Niepozorna kostka z kablami, z jednej ztrony posiadająca wtyk OBD II, z drugiej najczęściej USB pozwala nam zrobić z samochodem to, za co w autoryzowanym serwisie płaci się krocie – odczytać błędy samochodu i ewentualnie je skasować. Co to oznacza w praktyce? Przy pomocy domowego laptopa i prostego programu, który najczęściej otrzymujemy razem z zakupionym interfejsem, możemy zabawić się w diagnostę.

Znalezienie usterki we własnym garażu i przy pomocy swojego komputera jest nieocenione. Wiadomo, w większości przypadków okaże się, że samochód pewnie i tak trzeba oddać do warsztatu, ale posiadając interfejs zyskujemy rzecz najważniejszą – wiedzę. Sami zdiagnozowaliśmy usterkę, zatem w warsztacie od razu możemy powiedzieć, co ma być naprawione, a co nie. Etap diagnostyki będzie mógł być pominięty, a co za tym idzie, niemała kwota zostanie w kieszeni.

(Flickr/dongkwan/by CC)

(Flickr/dongkwan/by CC)

Fora internetowe czynią eksperta z każdego

Oczywiście można iść krok dalej i po zdiagnozowaniu problemu samemu przystąpić do działania. W praktyce okazuje się, że usuwanie usterek we własnym zakresie też nie jest takie trudne. Laikowi z pomocą również przychodzi komputer, a dokładniej fora internetowe. Myślę, że nie będzie przesadzoną teza, że na tychże można znaleźć absolutnie wszystko. Entuzjaści zakładają setki podobnych portali w których wymieniają się wiedzą, tworzą poradniki „krok po kroku”, odpowiadają na najdziwniejsze pytania.

Chciałbym w tym miejscu zaznaczyć, że większość tych napraw związanych jest z elektryką na pojeździe, która to jest zarządzana poprzez sieć CAN. W warsztatach naprawy elektryki są bardzo kosztowne, również części kosztują niemało. A naprawdę wystarczy odrobina dobrych chęci, odwagi i elementarnej wiedzy wyniesionej z liceum, żeby podołać usterkom, które unieruchamiają nasze pojazdy.

[FM_form id="2"]
Korzystam
Joseph Gordon-Levitt – powiew świeżości w Hollywood
Korzystam
Porażki i sukcesy misji marsjańskich
Korzystam
Roman Polański – kontrowersyjny i genialny filmowiec