Myślę

Najtrudniejszy język świata


(Flickr/helga/by CC)

(Flickr/helga/by CC)

W poprzednich rozważaniach o relatywnej trudności poszczególnych języków świata, powiedziane zostało, że nie sposób wskazać język, który można uznać za najbardziej złożony i skompilowany. Nie oznacza to jednak wcale, że nie da się porównywać poszczególnych „składowych” każdej mowy w jakiejś wybranej grupie.

Co tak naprawdę musi się złożyć w jedną spójną całość, by efekt końcowy stanowił język zdatny do zastosowania w komunikacji międzyludzkiej?

Alfabet, abugida, abdżad

Najbliższy i najlepiej znany Polakom jest alfabet łaciński, w podstawowej wersji składający się z 26 znaków. Alfabet ten stosowany jest w różnych wersjach (tz, wzbogacony o kolejne znaki na potrzeb danej mowy) przez co trzeciego mieszkańca Ziemi.

Wiele z języków obcych może się na pierwszy rzut oka wydawać ciężkich do opanowania właśnie z powodu całkowicie odmiennych liter, przerażając niemożnością odszyfrowania choćby jednego znaku. Prawda jest jednak taka, że opanowanie liczących kilkadziesiąt znaków alfabetu greckiego, cyrylicy, hangul (alfabetu koreańskiego) czy przypominającego tolkienowskie pismo elfów alfabetu gruzińskiego, dla zdeterminowanej osoby nie powinno stanowić wielkiego problemu.

Nawet pismo dewanagari (używane w Indiach), hebrajskie czy arabskie – które większość osób z naszego kręgu kulturowego określi mianem „ nieczytelnych robaczków” – w istocie również stanowią nie tak ogromny zbiór znaków graficznych. W wypadku tych dwóch ostatnich języków dodatkowe utrudnienie dla osób o odmiennych przyzwyczajeniach stanowi czytanie „od tyłu”, tzn. od prawej do lewej, ale nie wymaga to nabycia żadnych dodatkowych umiejętności czy wiedzy, jedynie praktyki.

Aby jednak nie było za łatwo, litery pisma hebrajskiego różnią się znacznie w zapisie ręcznym i drukowanym, natomiast przy zapisywaniu języka arabskiego pomija się samogłoski, a ta sama litera może być zapisana za pomocą kilku odmiennych znaków graficznych, w zależności od tego, w której części wyrazu (na początku, w środku czy na końcu) się znajduje. Choć już takie utrudnienie wydaje się wystarczającym wyzwaniem, to wcale nie jest ono największym, jakie można podjąć przy nauce obcego alfabetu. Gwoli ścisłości należy w tym miejscu dodać, że Arabowie i Żydzi posługują się nie alfabetem, a abżadem, a Hindusi abugidą, osoby o zapędach językoznawczych zachęcam do samodzielnego sprawdzenia, na czym polega między nimi różnica.

Do zapisu języków plemion etiopskich potrzebna jest znajomość ,bagatela, ponad 200 znaków. Najtrudniej jednak sprawa wygląda w przypadku języków nie posiadających alfabetu, a posługujących się pismami logograficznymi. Od alfabetu różnią się one tym, że znaki graficzne nie służą do zapisu pojedynczych dźwięków, a całych wyrazów lub tak zwanych morfemów (czyli najmniejszych jednostka językowych, które posiadają własne znaczenie).

Taki system stosowany jest w języku chińskim, a mówiąc precyzyjniej, w kilkunastu mocno się różniących dialektach chińskich. Znaki na ogół odpowiadają poszczególnym sylabom, a większość z nich ma i samodzielnie znaczenie. Cały dorobek chińskich znaków liczy ich ponad 50 000, do tego jest to zbiór stale powiększający się. Przy posługiwaniu się chińskim na co dzień wystarczy „jedynie” 1/10 tej liczby, czyli kolo 5000 znaków.

Dodatkowo w Chińskiej Republice Ludowej funkcjonują równolegle dwa sposoby zapisu: tradycyjny i uproszczony. Jeszcze bardziej zawiły przypadek stanowi język japoński, w którego zapisie stosuje się jednocześnie kanji oraz hiraganę i katakanę. Kanji stanowi wzorowane na znakach chińskich pismo logograficzne, również liczące kilkanaście tysięcy znaków, z których w powszechnym użytku jest ok. 2000. Każdy z nich może zostać zapisany w jednym z kilku stylów pisma, różniących się stopniem ozdobności. Hiragana i katakana to dwa równolegle funkcjonujące sylabariusze, wprawdzie kodujące te same sylaby, ale używane w innych, określonych okolicznościach. Nawet tak wycinkowe i okrojone informacje uświadamiają nam, w jak odmienne sposoby zapisywane są poszczególne języki, pośród których stosowanie alfabetu łacińskiego na pewno nie jest najtrudniejszą możliwością.

(flickr/walkingsf/by CC)

(flickr/walkingsf/by CC)

Gramatyka

Polska gramatyka z pewnością do łatwych nie należy. Nie dość, że mamy 7 przypadków, przez które odmieniają się rzeczowniki, przymiotniki, liczebniki, zaimki i imiesłowy, 5 rodzajów (męski, żeński, nijaki, męskoosobowy i niemęskoosobowy), które determinują odmienne formy czasownika, mającego dodatkowo różne formy w zależności od trybu i aspektu (brawa dla tego, kto pamięta te pojęcia z podstawówki).

Jakby tego było mało, to jeszcze język polski pełen jest nieregularności i wyjątków. Duża swoboda na przykład przy konstruowaniu szyku zdania może wydawać się ułatwieniem, ale jest ono tylko pozorne. Brak jasnych reguł dotyczących kolejności wyrazów, jakimi np. rządzi się język niemiecki, powoduje, że trzeba się długo z tym językiem osłuchiwać, żeby wiedzieć, co po prostu „nie brzmi”.

Gramatyka wielu innych mów również potrafi być wyjątkowo trudna do opanowania. W językach ugrofińskich, np. węgierskim, estońskim, czy fińskim (wbrew powszechnemu przekonaniu ten pierwszy z pozostałymi dwoma jest spokrewniony nie bliżej niż polski i angielski, a w jednej grupie językowej znajdują się z powodu stosunkowo podobnej struktury gramatycznej) przypadków występuje ponad dwa razy więcej (!) niż w polskim.

Wszystkie te języki mają charakter aglutacyjny, co oznacza, że do podstawowego słowa dołącza się z tyłu kolejne części modyfikujące jego znaczenie lub przypadek. W ten sposób powstają takie tasiemce, jak np. fińskie ” epäjärjestelmällisyydellistyttämättömyydellänsäkäänköhän”, czy węgierskie ‘megszentségteleníthetetlenségeskedéseitekért”. Przy takich słowach nawet nasza „Konstantynopolitańczykowianeczka” wypada blado.

Niekiedy prostota danej mowy jest zdradliwa; choć podstawowa gramatyka języka angielskiego nie sprawia początkującym zbyt wielu problemów, to opanowanie jej w stopniu zaawansowanym (włącznie ze wszystkimi szesnastoma czasami, takimi jak Future in the past perfect continuous) wcale nie jest takie banalne. Nie zapominajmy, że na świecie istnieje 7 tysięcy języków, i z pewnością w gramatyce każdego z nich znajdzie się coś, co może sprawiać trudności nawet osobom, które posługują się nimi od urodzenia.

Pisownia i ortografia

Polska ortografia trudności sprawia nie tylko obcokrajowcom uczącym się naszego języka, ale i bardzo wieku Polakom. Dziś co trzecie dziecko w Polsce posiada papier na rzekomą dysleksję, które zwalnia je z wysiłku w opanowywaniu słowa „ogórek” czy „hałas”. Niektórzy postulują wręcz, by zrobić jedno u/ó, jedno ch/h i jedno rz/ż. Nie wchodząc w dyskusję nad tym, czy warto dokonać aktu barbarzyństwa na polskiej ortografii w imię upraszczania życia leniwym ludziom, warto uświadomić niektórym, że istnienie dwóch form zapisu tego samego (obecnie) dźwięku nie są wynikiem czyjejś złośliwej fanaberii, ale ma historyczne uzasadnienie.

„Ch” pojawia się w słowach rdzennie polskich, i od początku było wymawiane bezdźwięcznie. „h” pojawiło się w języku polskim dużo później, wraz z zapożyczeniami z innych języków (ukraińskiego, niemieckiego, greckiego). Kiedyś ta głoska wymawiana była dźwięcznie i dopiero z czasem upodobniło się do ch (choć na Kresach Wschodnich i Śląsku Cieszyńskim wciąż można usłyszeć różnicę w wymowie). W dawnym języku polskim funkcjonował także podział na samogłoski długie i krótkie (zjawisko nazywane iloczasem).

Długie samogłoski, nazywane pochylonymi (w przeciwieństwie do krótkich – jasnych), zapisywane było z kreseczką: á, é ,ó, i wymawiane były inaczej od ich krótkich odpowiedników. Z czasem wymowa samogłosek pochylonych zlała się z innymi samogłoskami; á i é przetrwały jedynie w regionalnych gwarach polskich. „Ó” natomiast przetrwało i obecnie wymawiane jest tak samo, jak „u”. Również „rz” i „ż” mają odmienny rodowód; rz wyewoluowało z miękkiego „r”, którego wymowa z czasem zmieniała się tak, że coraz bardziej słyszalny był pierwiastek głoskowy „ż”, a słabła wymowa samego „r”. Z kolei litera „ż” wywodzi się z języka prasłowiańskiego, będącego dziadkiem dla języka polskiego, w którym funkcjonowała litera „ž”.

Po tej krótkiej językoznawczej dygresji dotyczącej języka polskiego, wróćmy do ortografii w innych językach. Zapis języka polskiego jest o tyle prosty, że stanowi on dokładne odzwierciedlenie języka mówionego. W przypadku języka angielskiego czy francuskiego to, jak język wygląda i jak brzmi, jest bardzo odmienne. Oglądając francuskojęzyczny film z napisami w tym samym języku (którym niestety nie władam), mam wrażenie, że Francuzi omijają w wymowie jakąś połowę liter w każdym wyrazie. Dźwięk „o” w języku Napoleona można zapisać aż na 13 sposobów: o, ot, ots, os, ocs, au, aux, aud, auds, eau, eaux, ho i ö. I jak tu nasze dwa rodzaje „u” uznać za wyzwanie?

W języku chińskim ortografia wygląda zgoła inaczej. Obejmuje ona nie tylko kształt rysowanych kresek składających się na dany znak; równie ważna jest kolejność ich stawiania. Nie wystarczy zatem zapamiętać, jak wygląda finalny efekt, ale trzeba nieraz długie godziny spędzić na ćwiczeniach trudnej sztuki kaligrafii.

(Flickr/wwworks/by CC)

(Flickr/wwworks/by CC)

Wymowa

Większość czytelników z doświadczenia wie zapewne, jak trudno opanować właściwą wymowę angielskiego dzwięku „th” (i jak łatwo się przy tym opluć). Obcokrajowcom kopoty sprawia wibrujące fracuskie „r” czy wszystkie polskie „szeleszczące” dźwięki. Na tym jednak skala trudności wcale się nie kończy. W niektórym językach, np. szwedzkim, obok samej prawidłowej wymowy wyrazów niezwykle istotna jest melodia i intonacja każdej części zdania, dzięki której mowa ta brzmi tak śpiewnie i przyjemnie dla ucha.

Jeszcze trudniej sprawa przedstawia się w tzw. językach tonalnych, do których należą tajski, chiński czy wietnamski. Odpowiedni ton (opadający, wznoszący się, niski lub wysoki) decyduje o znaczeniu wyrazu; ten sam znak czy wyraz może mieć kilka bardzo odległych znaczeń, w zależności od tego, jak zostanie zaintonowany. Rekordzistą pod tym względem jest język hmong, w którym rozróżnia się aż 8 różnych tonów.

Zupełnie osobną kategorię stanowią języki posługujące się całkowicie i absolutnie odmiennym zestawem dźwięków. Aborygeni porozumiewają się językami mlaskowymi, wydobywając z siebie odgłosy bardzo trudne do odtworzenia przez przedstawicieli jakiejkolwiek innej społeczności. Językoznawcy przypuszczają, że w podobny sposób komunikowali się ludzie pierwotni. Z kolei niektóre amazońskie plemiona Indian przekazują sobie informacje za pomocą gwizdania. Opanowanie takiego języka z całą pewnością można uznać za wyzwanie, szczególnie dla człowieka, który nie potrafi wydać z siebie gwizdu.

Frazeologia

Osoby uczące się jakiegokolwiek języka zgodzą się zapewne, że nauka związków frazeologicznych i stałych zwrotów jest czymś, co pochłania bardzo dużo energii i wymaga sporo samozaparcia. Niby można bez nich żyć, ale nawet nie zdajemy sobie sprawy, ile razy dziennie posługujemy się idiomami, czyli wyrażeniami o znaczeniu metaforycznym. Im w danym języku więcej takich idiomów i im częściej są one stosowane, tym więcej wysiłku trzeba włożyć, by poprawnie posługiwać się choćby zestawem tych najbardziej potrzebnych.

Stwórzmy sobie język

Aby móc powiedzieć coś o relatywnej trudności poszczególnych języków, trzeba by nie tylko ocenić je pod kątem wszystkich poszczególnych kategorii, ale i nadać im odpowiednie wagi. W oparciu o co można jednak zdecydować, czy większe znaczenie ma pisownia, wymowa, czy system gramatyczny?

Dlatego do wszelkich tego typu rankingów podchodzę z dużą rezerwą i traktuję je na zasadzie ciekawostki, podobnie jak zbiorem ciekawostek jest niniejszy artykuł.

Na zakończenie można postawić pytanie odwrotne niż w tytule: jaki jest najłatwiejszy język świata? Tutaj byłabym bardziej skłonna do obstawienia pewnych typów i byłyby to zapewne języki sztuczne: esperanto albo interlingua. Bardziej znany jest ten pierwszy, którego twórcą był urodzony w Polsce żydowski lekarz, Ludwik Zamenhof. Oba języki zostały stworzone z myślą o maksymalnej prostocie i regularności, ale z punktu widzenia osoby, która nigdy się żadnego z nich nie uczyła, trudno mi się wypowiadać o ich trudności.

Mogę jedynie chylić czoło przed ludźmi, którzy dokonali tak tytanicznej pracy, jaką jest wymyślenie każdego jednego słowa i skonstruowanie całego systemu gramatycznego. Mistrzem w tej dziedzinie z pewnością jest pisarz i lingwista J.R.R. Tolkien, który stworzył nie jeden, a cały szereg języków, którymi posługiwały się w jego powieściach ludy Śródziemia. Ale to już historia z zupełnie innej beczki…

Powiązane wpisy

[FM_form id="2"]
Myślę
Zrozumieć Davida Lyncha
Myślę
Zalew informacji – zachowaj wolną głowę!
Myślę
Will i Jaden Smithowie: ojciec i syn podbijają Hollywood