Korzystam

Teatr nowoczesny – trzymanie w niepewności


Słyszymy czasem od znajomych, że byli na wernisażu, widzieli dzieła artysty znanego, w miejscu znanym i poważanym. Pytamy ich zaciekawieni, jak się podobało. Często słyszmy krótkie „No wiesz, sztuka współczesna”.

Jak rozumieć sztukę nowoczesną?

Oczywiście oznacza to, że opowiadający nie zrozumiał, co artysta miał na myśli. Co więcej, zasugerował, że przekaz ogólnie nie jest do zrozumienia, a straconego czasu nikt mu już nie zwróci. Czasami niestety to prawda. John Updike na szczęście podał łatwy i przyjemny przepis na zrozumienie sztuki współczesnej „Jeżeli coś wisi na ścianie, to jest to obraz, a jak możesz to obejść, to musi być rzeźba.” A jak to jest z teatrem? Nie wisi na ścianie, obejść go też trudno. Co ma zatem do zaoferowania współczesnemu widzowi?

Odpowiem przewrotnie: a co do zaoferowania teatrowi ma współczesny widz? Wydaje mi się to kluczowe w zrozumieniu współczesnego teatru. Współczesny widz ma iPhone’a, iPada, social media i informacyjne zalanie wszystkich organów wewnętrznych. No i zdecydowanie nie ma czasu. Może zaoferować teatrowi ułamek swojej uwagi, która – jeśli nie zostanie utrzymana – rozbiegnie się po zakamarkach nadmiaru danych. Współczesny teatr doskonale o tym wie. Współczesny teatr jest sprytny.

Sposób na widza

Współczesny teatr znalazł na to sposób – trzymanie w niepewności. Widz nigdy nie wie, co go spotka, gdy przekroczy próg widowni. Musi być czujny, a całą uwagę z iPhone’ów przenieść na zapewnianie sobie bezpieczeństwa, bo a nuż aktor wciągnie go w wir wydarzeń na scenie, a nuż wcale nie będzie widzem, tylko skandującym tłumem czy gościem na weselu. Teatr tworzy taką magię, że zatraca się w nim cienka granica między życiem a graniem. Płacimy, wchodzimy, nie wiemy, co nas spotka. Przypomina to trochę rosyjską ruletkę. Czasami widzowie już przy wejściu włączani są do spektaklu, wtedy czujność jest uruchomiona od razu. Ale co się dzieje, gdy reżyser umyśli sobie zrobić to pod koniec? Bywa różnie. Włączeni w grę, doświadczamy emocji, tych prawdziwych, nie wirtualnych. Oczywiście podzielimy się nimi na Facebooku, ale to po spektaklu. Gdy trwa spektakl, my jesteśmy w nim.

O tym właśnie mówi Hans-Thies Lechamann, autor pojęcia „teatr postdramatyczny”. Według niego współczesny teatr proponuje widzowi m.in. intymną komunikację przekraczającą granice komfortu, a co za tym idzie – daje możliwość, by doświadczył on czegoś sam – „własnego zachowania, chęci i niechęci, zdolności i niemożności”. Może niebawem teatr stanie się jedynym miejscem wybudzania ludzi z wirtualnych snów?

Walka o uwagę

Monika Kwaśniewska-Mikuła, teatrolożka, mówi, że teatr nowoczesny ma ambicje uczynienia widza uczestnikiem zdarzenia teatralnego. Są spektakle, które rozbijają klasyczny podział na scenę i widownię – akcja rozgrywa się we wspólnej dla publiczności i aktorów przestrzeni. Są też takie, które poprzez rozwarstwioną narrację, użycie mediów, rozprzestrzenienie akcji na różne miejsca teatralne (np. pokazanie widowni za pomocą projekcji), przy zachowaniu tradycyjnego układu między sceną a widownią, zmuszają widza do aktywnego odbioru przedstawienia. Innymi słowy, współczesny teatr wiele od widza wymaga, a wymaga czegoś najcenniejszego – czasu i uwagi. Wiele też jednak oferuje w zamian!

Byłam już na spektaklach, na których częstowano mnie wódką, zachęcano do wspomożenia młodej pary drobnym datkiem, prowadzono na zabieg eutanazji. O sytuacjach, gdy aktorzy, wypowiadając tekst, zwracali się do mnie, nawet nie wspominam. Mimo lekkiego niepokoju o to, co może zaraz się wydarzyć, wiedziałam, że żadne granice nie zostaną przekroczone, że mimo iż jestem częścią spektaklu, wciąż jestem bezpieczna. W tych spektaklach widz odgrywał rolę, jednak była to rola ściśle określona, ściśle kontrolowana przez aktorów.

Teatr bez granic

Brałam jednak udział w spektaklu, w którym wiele zależało od zachowania się widzów. Mówię tutaj o wzbudzającym emocje przedstawieniu-eksperymencie „Orgia” duetu Rubin-Janiczek na podstawie tekstu Passoliniego. Jolanta Janiczek mówi, że zamysłem autorów spektaklu było stworzenie takich warunków, również w przestrzeni, żeby widzowie byli aktorami, żeby się nawzajem podglądali i cenzurowali. Na początku wszystkich widzów odgórnie przypisano do rozrzuconych po sali miejsc, które mieli zajmować. Widz był sam, był jak eksponat. Aktorzy już od początku, za pomocą tekstu i działań, naruszali granice komfortu, bezpieczną przestrzeń, także cielesną, widzów. Czujność widza musiała być wyostrzona jak brzytwa.

Socjologiczny eksperyment

Reakcje publiczności podczas spektaklu były różne. Część osób wyszła, część się śmiała, część siedziała jak sparaliżowana, część przeklinała, część zupełnie dała się ponieść biegowi wydarzeń i propozycjom aktorów, przejmując na siebie wyimaginowaną odpowiedzialność za przebieg przedstawienia. Opresyjne zachowania aktorów w stosunku do widzów służyły refleksji nad zagadnieniem władzy. Spektakl był swego rodzaju eksperymentem socjologicznym na temat władzy i nawyków z nią związanych. Nasuwał wiele pytań. Czy w nierównej sytuacji władzy poddaję się czy walczę, a może jest mi wszystko jedno? Czy potrafię stanąć w obronie innych, czy interesuje mnie mój komfort i bezpieczeństwo? Jak czuję się z narzuconą mi rolą bycia pod czyjąś władzą? Nie są to łatwe pytania, ale nikt przecież tego nie gwarantował. Polecam odważnym, emocje na wysokim poziomie!

Teatr proponuje, teatr nie narzuca

Współczesny teatr ma do zaoferowania widzowi coś bardzo cennego – jest swego rodzaju lustrem, w którym widz może się sobie przyjrzeć. Oczywiście jeśli tylko zechce. Trzeba pamiętać o tym, że teatr proponuje, nie narzuca. Nikt nie zrobi nam klasówki z tego, jakie emocje wywołały w nas poszczególne sceny, czego w nas dotknęły, czy spodobała się nam nasza reakcja czy nie. Nam, zabieganym we współczesnym szybkim rytmie miast, nowoczesny teatr daje jeszcze jedną, bardzo cenną nagrodę – czas dla siebie. Wykorzystajmy go, jak umiemy najlepiej!

Pierwszy dzwonek, drugi, trzeci, drzwi się zamykają, uwaga się wyostrza, przygotowujemy się na jazdę bez trzymanki. Kto wie, jeśli nowoczesny teatr pójdzie tym tropem, by dawać widzowi jak największą możliwość realnego, intensywnego przeżywania, może niedługo będzie miał więcej amatorów niż skoki na bungee?

[FM_form id="2"]
Korzystam
Andrzej Stasiuk, czyli bilet w jedną stronę do niezwykłego świata
Korzystam
Ewolucja roli dziadków w wychowaniu
Korzystam
Gwiezdne Wojny – co dalej?