Mieszkam

Cywilizowanie reklamy


  • 1
Warszawa, Aleje Jerozolimskie (Wikipedia Commons)

Warszawa, Aleje Jerozolimskie (Wikipedia Commons)

Czy w końcu uda ucywilizować się polski krajobraz? Czy znikną wszechobecne wielopowierzchniowe reklamy, billboardy, frontlighty, citylighty, banery? Skoro tematem zajęła się głowa państwa, to chyba jest na to duża szansa.

Diagnoza

To chyba jeden z najbardziej wstydliwych symboli naszego młodego jeszcze kapitalizmu. Budynki w polskich miastach oblepione są wielkimi płachtami reklamowymi (oblepiane są tak skutecznie, że niektórzy pewnie już zapomnieli, co się pod nimi kryje). Jadąc chociażby do Zakopanego, zamiast krajobrazu możemy podziwiać liczone w tysiącach billboardy bądź pomniejsze nośniki, reklamujące wszystko, co się tylko da, a czasem – mam takie wrażenie – nawet i więcej.

Jak podaje Piotr Sarzyński w swojej książce „Wrzask w przestrzeni”, w Polsce jest ponad 100 tysięcy tzw. zewnętrznych nośników reklamy oraz miliony – wątpliwej jakości – prywatnych mniejszych lub większych szyldów, tablic reklamowych i informacyjnych. Temu obrzydliwemu procederowi stanowcze NIE chce powiedzieć prezydent RP. Proponowane przez niego nowe regulacje mają przybliżyć nas np. do Francji, gdzie obowiązuje zakaz stawiania reklam poza terenem zabudowanym, na terenach zielonych oraz umieszczania ich na zabytkach (w pozostałych przypadkach o zgodę na postawienie takowych też nie jest łatwo).

Ulica Dworcowa, Poznań

Ulica Dworcowa, Poznań

Rozwiązanie

Kancelaria Prezydenta przygotowała rozwiązania, które mają m.in. wprowadzić definicję krajobrazu, stworzyć wykaz miejsc najważniejszych pod względem krajobrazowym dla kraju oraz ustanowić przejrzyste procedury wyrażania zgody na umieszczanie reklam w przestrzeni publicznej. Poza tym w projekcie ustawy znalazły się przepisy, które nakładają na samorządy wojewódzkie przeprowadzanie raz na 20 lat tzw. audytów krajobrazowych. W ich ramach miałby powstawać spis krajobrazów podlegających ochronie.

I nie byłyby to jedynie strefy wartościowe ze względu na krajobraz naturalny, ale także ze względu na swój zabytkowy czy kulturowy charakter. To, które elementy krajobrazu i na jakich zasadach (np. ustanowiona maksymalna wysokość, kolorystyka budynków) będą chronione, ustalać będą samorządy. Co szczególne istotne, także rady gmin będą mogły określać zasady sytuowania tablic reklamowych, ogrodzeń czy obiektów małej architektury na swoim terenie. Będą też mogły wprowadzić opłaty od ustawianych na jej terenie reklam.

Walka nie będzie łatwa, bo za reklamą – zarówno tą legalną, jak i nielegalną – stoją miliony złotych. Na drugiej szali znajduje się coś znacznie mniej wymiernego, ale niewątpliwe istotniejszego, czyli tzw. dobro publiczne. Na spotkaniu, które było poświęcone temu problemowi, Bronisław Komorowski mówił: „Krajobraz jest dobrem ogólnonarodowym, ale nie zawsze potrafimy go wystarczająco chronić. Przy wszystkich zapóźnieniach Polski i wszystkich kompleksach, frustracjach, które przeżywamy jako społeczeństwo, zawsze panowało przekonanie, że krajobraz, natura, przyroda polska nas pozytywnie wyróżnia, jednak przy całym rozwoju gospodarczym Polski nie zawsze potrafiliśmy wystarczająco chronić tę wartość ogólnonarodową, jaką jest krajobraz (…) Miarą mojej ambicji jest zbudowanie takiej ustawy, która ograniczy proces niszczenia krajobrazu, która uruchomi myślenie także dalsze o tym, co można zrobić, żeby krajobraz naprawić”.

Marki pod Warszawą (Wikipedia Commons)

Marki pod Warszawą (Wikipedia Commons)

Będzie sukces?

Eksperci zajmujący się przestrzenią doceniają prezydencki projekt, bo dzięki niemu kwestia zaśmiecania polskiego krajobrazu tonami nieefektywnej reklamy zagościła w debacie publicznej na najwyższym możliwym szczeblu. Z drugiej strony obawiają się oni o egzekwowanie nowego prawa. Część przepisów zapisanych w projekcie prezydenckiej ustawy już istnieje, a mimo to są one nagminnie łamane.

Poza tym wiele problemów, o których mówi prezydent, mogłoby zostać rozwiązanych na poziomie lokalnych planów zagospodarowania przestrzennego. Niestety, proces ich uchwalania ślimaczy się od wielu lat i nic nie wskazuje na to, że nastąpi w najbliższym czasie w tej materii jakieś niesamowite przyśpieszenie. Dlatego też prezydent proponuje samorządom serie ministrategii, czyli uchwał dotyczących konkretnego problemu, np. sytuowania tablic, ogłoszeń reklamowych, z uwzględnieniem ich rodzaju, wielkości czy odległości między poszczególnymi nośnikami.

Aleja Grunwaldzka, Gdańsk-Oliwa

Aleja Grunwaldzka, Gdańsk-Oliwa

Reklamę w miastach można próbować cywilizować już dziś, co pokazują chlubne, ale niestety pojedyncze przypadki Krakowa czy Sopotu. Jednak nawet jeśli udało się usunąć paskudne plakaty czy tablice z dykty z krakowskiego Starego Miasta, to w bocznych uliczkach, na osiedlach mieszkalnych czy w końcu na trasach wyjazdowych z miast walka ta dziś skazana jest na porażkę. Dlatego też takie nadzieje pokłada się w prezydenckim projekcie.

Przeszkadzać w realizacji tych szczytnych celów mogą oczywiście wszyscy ci, którzy na reklamach zarabiają. Przekaz kierowany w ich stronę powinien być krótki i jasny: „Less is more” („Mniej znaczy więcej”). Pomijając oczywiście fakt, że dla człowieka XXI wieku niemal naturalne jest już ignorowanie reklam, to warto pamiętać, że im mniej „szumu wizualnego” wokół, tym większa szansa, że dany komunikat trafi do odbiorcy.

Prezydent chciałby, aby nowe regulacje zaczęły obowiązywać od 1 stycznia 2014 roku.

[FM_form id="2"]
Mieszkam
Zasłony, rolety, a może coś jeszcze innego.
Mieszkam
Wielka płyta w budownictwie – nie taki wielki problem, jak go malują?
Mieszkam
Jak mieszkamy? Domy i wnętrza z różnych stron świata
  • MagdaP.

    ja to mam dosyć tych reklam w przestrzeni miejskiej! Naruszają nasz krajobraz, powinno być np tak jak w Anglii – tam , oprócz dużych miast nie zobaczysz żadnych billbordów, plakatów – ogółem śmieci! My jesteśmy mistrzami jeśli chodzi o reklamę outdoorową – z resztą telewizyjną też! Buntuję się przeciwko temu!