Korzystam

Kultowe miejsca spotkań w Krakowie


Plac Nowy, Kraków (Wikipedia Commons)

Plac Nowy, Kraków (Wikipedia Commons)

To miejsca, w które mało kto trafia przypadkiem. Zwykle odkrywa się je dzięki komuś, kto już wcześniej dowiedział się o nich od kogoś innego. Przyjezdni widzą ciągnące się jak za komuny kolejki i drapią się po głowie. Krakusi doskonale wiedzą, dlaczego warto się tu zatrzymać. Zdarzają się też miejsca tak doskonale ukryte, że można tu mieszkać latami i nigdy do nich nie trafić. Oto kultowe miejsca spotkań w Krakowie.

Tajemnicza niebieska nyska

Szwendając się nocą po Krakowie, można dostrzec ciekawe zjawisko. Oto wśród tłumu przelewającego się między rynkiem a Kazimierzem co pewien czas wyłaniają się osobniki nadkładające drogi i skręcające w kierunku Hali Targowej. Niewtajemniczeni zapewne nawet tego nie dostrzegają, pozostali zaś już wiedzą, o co chodzi, i czują nadciągającą nieprzejednaną chęć na… pieczoną kiełbasę. Przy ulicy Grzegórzeckiej zaparkowała niebieska nyska, w niej przez całą noc pieczone będą najlepsze kiełbaski na świecie.

„Są, odkąd pamiętam, na pewno od ponad dwudziestu lat. Jedyne takie kultowe, pachnące starymi czasami w Krakowie miejsce. Któż nie zna, nie widział albo nie przechodził obok starej nyski pachnącej palonym drewnem, chybotliwego ognia w środku nocy, aromatu tej jedynej kultowej kiełbasy w mieście…” – pisze w swojej recenzji Makalu. „Sama kiełbasa od lat niezmiennie dobra, dobrze wypieczona, dobrej jakości, zawsze świeża. Do tego równie świeże bułki. Klamrę smaku zapina butelkowana oranżada z dawnych czasów. Wszystko takie, jakie miało być – wspomnienie z przeszłości”.

Trelkovsky Cafe

Poza ciągiem turystycznym przy ulicy Czarnowiejskiej stoi willa z XIX wieku. Podobno podczas wojny była siedzibą Wehrmachtu, a w jej podziemiach organizowano przesłuchania. Dzisiaj raczej nie przykuwa uwagi i bardzo łatwo ją ominąć. Dlatego nie spotyka się tutaj turystów, tylko zaznajomionych z miejscem bywalców. Wnętrze zupełnie niekrakowskie, przywodzące na myśl paryski buduar, z ciemnymi tapetami i ciężkimi zasłonami, a w sali dla palących wypełnione kłębami tytoniowego dymu skłania do podlewanych winem rozmów o francuskim kinie i literaturze egzystencjalnej.

Ulica Starowiślna (Wikipedia Commons)

Ulica Starowiślna (Wikipedia Commons)

Lody ze Starowiślnej

Widok stuosobowej kolejki przed wejściem do niepozornie wyglądającej lodziarni na ulicy Starowiślnej zaskakuje chyba każdego przybysza. W ciepłe letnie dni jest wpisany w okoliczny krajobraz, jak widok owiec na halach. Dlaczego ludzie decydują się czekać jak w czasach komuny? Żeby to zrozumieć, trzeba samemu spróbować. Wybór lodów jest niewielki, za to smaki są z prawdziwego zdarzenia. Borówkowe są naprawdę wypełnione okrągłym smakiem i aromatem borówek, malinowe mają smak malin prosto z krzaka, a waniliowe przywodzą na myśl stare dobre lody Bambino. „Lokal istnieje od blisko 30 lat, cały czas rozbudowuję biznes – mówi Stanisław Sarga, który jest właścicielem lodziarni. „Nasze wyroby są przygotowywane w tradycyjnych maszynach ze świdrami, w odróżnieniu od większości lodziarni, które serwują lody z automatów”.

Tradycyjne danie krakowskie

Przeprowadzając rewolucję w jednym z krakowskich lokali, Magda Gessler rozpytywała tubylców o to, jakie tradycyjne danie można zjeść na Kazimierzu. Za każdym razem słyszała tę samą odpowiedź: Zapiekanki! Nie chodzi o to, że na Kazimierzu nie ma restauracji, jest ich mnóstwo, a niektóre serwują naprawdę smaczne jedzenie. Jednak zapiekanki od Endziora mają w sobie coś uzależniającego. Może chodzi o niepowtarzalny sos czosnkowy, może o klimat, a może o to, że skoro kolejka jest 10 razy dłuższa niż w pozostałych miejscach serwujących zapiekanki, to po prostu muszą być lepsze? Trudno powiedzieć. Fakt, że miejsce się zmieniło, nie serwuje już „pyrtka” i „sękacza” (dwie wersje panierowanego kotleta drobiowego) w towarzystwie kapusty, bardzo rzadko zdarza się spotkać sir Endziora z jego nietuzinkowym poczuciem humoru… Jednak miejsce pozostaje kultowe, i to się raczej nie zmieni. A zapiekanka z prażoną cebulką i sosem czosnkowym to esencja smaku, ot co!

Zapiekanki na rynku

Chociaż zawsze będę wielbicielką zapiekanek w wydaniu Endziora, to nie mogę pominąć lokalu pani Anny Biernat, znajdującego się przy ulicy Siennej (łączącej Rynek Główny z Małym Rynkiem). „Otwarcie lokalu w 1980 roku było nie lada wydarzeniem. Z miejsca stał się on miejscem kultowym. Kolejki sięgały Małego Rynku, a szacunki dziennej sprzedaży sięgały 1000 sztuk. Przychodzili mieszkańcy, pracownicy konsulatów, osoby pracujące w pobliżu, ale i gros turystów, którym zapiekanki wydawały się czymś niezwykle oryginalnym. Największą grupę stanowili jednak studenci, którzy do dziś pozdrawiają panią Anię na ulicy bądź wracają tu z sentymentem i cieszą się, że zapiekanki wciąż są w tym miejscu” – taką historię tego miejsca przedstawia blog DobreCechy.pl .

A co z zapiekankami? Są inne niż u Endziora. W zasadzie są zupełnie inne niż w innych znanych mi miejscach. Robione na miejscu, z selekcjonowanych pieczarek z ogromną ilością sera w plastrach. Bez wątpienia unikat na skalę Krakowa, a może i całego kraju. Słyszeliście, żeby jeszcze gdzieś można było kupić takie zapiekanki?

Akademia Muzyczna w Krakowie (Wikipedia Commons)

Akademia Muzyczna w Krakowie (Wikipedia Commons)

Stołówka Akademii Muzycznej

W ciepły, słoneczny dzień miło jest usiąść przy kawie albo zjeść obiad w miejscu, z którego można spoglądać na dachy miasta. Takich lokali w Krakowie jest niewiele, zwykle znajdują się w drogich hotelach. Zdecydowanie insajderskim adresem jest więc stołówka Akademii Muzycznej przy ulicy Tomasza, miejsce, które sama odkryłam niedawno, choć już 10 lat mieszkam w Krakowie. Mało kto o niej wie, mało kto zagląda, nie ma więc krzykliwego tłumu turystów, a spektakularny widok z tutejszego tarasu pozwala poczuć ducha tego miasta. Lokal tylko dla wtajemniczonych. Teraz też dla Was.

Moda na Dębniki

Zasadniczo ruch knajpiano-turystyczno-towarzyski odbywa się na osi Rynek Główny–Kazimierz–Podgórze. Miejsce, o którym piszę, leży poza tym szlakiem, po drugiej stronie Wisły, i cieszy się coraz większą popularnością. W lokalu przy Konfederackiej 4 jeszcze niedawno znajdowała się piekarnia, dzisiaj jest tu połączenie sklepu z winem, baru, kawiarni i oryginalnej restauracji. Oryginalnej, bo menu zmienia się z tygodnia na tydzień, można coś zjeść popołudniami od środy do niedzieli, a w weekendy można również zajrzeć na śniadanie.

Ciekawy jest też wystrój lokalu, w którym punktem centralnym jest ogromny stuletni piec chlebowy, wokół którego zbudowano antresolę. Ogromne okna w loftowym przemysłowym klimacie wychodzą na podwórko, za którym widać modernistyczny kościół (choć za Wisłą, to wciąż jesteśmy w Krakowie). Skrzynki z winami dopełniają klimatu. Podobno właściciel lokalu słynął wcześniej z działalności winiarskiej i warto z nim przy okazji o winie porozmawiać.

Oczywiście, na tym lista krakowskich perełek się nie kończy. Ale przecież nie mogę Wam zdradzić wszystkich moich ulubionych miejsc! Za to chętnie poznam Wasze typy krakowskich perełek. A może znacie podobne miejsca w innych miastach? Podzielcie się!

[FM_form id="2"]
Korzystam
Jim Jarmusch
Korzystam
Ewolucja roli dziadków w wychowaniu
Doświadczam
Ekologia czy ekoterroryzm? Marketingowy wytrych otwiera nasze portfele