Korzystam

Henry Cavill – kim jest nowy Superman?


Man of Steel (materiały producenta)

Man of Steel (materiały producenta)

„Cavill, Cavill… w czym on wcześniej grał?” – takie pytanie stawiali sobie niedzielni kinomaniacy, gdy na początku 2011 roku wybrano Henry’ego Cavilla do roli głównej w nowej odsłonie przygód Supermana.

Faktem jest, że dotychczas Brytyjczyk nie uzbierał w swojej filmografii zbyt wielu interesujących pozycji. Jednak błędem byłoby myślenie, że nowy człowiek ze stali wypadł sroce spod ogona.

Superpechowiec

Ironicznie można stwierdzić, że największe wrażenie w dotychczasowym dorobku Cavilla robią te role, które zagrał… prawie. Tego rodzaju przypadków było w jego dość krótkiej hollywoodzkiej karierze całkiem sporo. Mówiło się, że zagra Batmana w trylogii Christophera Nolana, ale ostatecznie zdecydowano się na Christiana Bale’a.

Miał wcielić się w Cedrica Diggory’ego w czwartej części przygód Harry’ego Pottera, jednak angaż sprzątnął mu sprzed nosa Robert Pattinson. Historia powtórzyła się przy „Zmierzchu”, do którego w momencie kręcenia filmu Cavill był już za stary – choć Stephenie Meyer, autorka książkowego pierwowzoru, właśnie Henry’ego wskazała jako swój ideał do roli Edwarda Cullena.

Ale to jeszcze nic! Około roku 2004 swoją wersję „Supermana” zamierzał nakręcić McG (znany chociażby z wyreżyserowania „Terminatora: Ocalenie”). Do roli głównej zaangażował właśnie Cavilla. Niestety, wkrótce potem projekt został zarzucony. Po jakimś czasie przejął go Bryan Singer (ten od „X-Menów”) i przekształcił w film pt. „Superman: Powrót” – a w niebieskich rajtuzach paradował w nim nie Cavill, tylko Brandon Routh.

Szczęście nie uśmiechnęło się do super-Cavilla także podczas castingu do nowej wersji „Casino Royale”. Przeszedł dwa etapy procesu rekrutacji, by znaleźć się w finałowej czwórce konkursu. Na ostatniej prostej przegrał jednak z Danielem Craigiem. Powód? Wytwórnia potrzebowała do roli Bonda kogoś starszego niż Henry.

WF z Gladiatorem

Wydawać by się mogło, że takie masowe przegrywanie castingów raczej średnio wpisuje się w wizerunek Supermana – jak ktoś taki, nie potrafiący dodrapać się poważniejszej roli, może zostać herosem totalnym, wzorem cnót wszelakich? A nadmienić należy, iż uciążliwość ludzkiego żywota dopadła Cavilla już na etapie szkolnym, kiedy był często wyszydzany z powodu swojej tuszy.

W tamtych czasach aktorstwo traktował raczej jako zabawę. Lubił występować w szkolnych przedstawieniach, jednak przyszłość wiązał raczej z wojskiem – podobnie jak jego bracia. Życiowe priorytety młodziana zmieniły się, gdy na teren szkoły, do której uczęszczał, zawitała ekipa filmowa. I to nie byle jaka – gwiazdą tworzonej produkcji był sam Russell Crowe, a powstający film nosił tytuł „Dowód życia”.

Podobno Cavill jako jedyny zebrał się na odwagę, żeby podejść do australijskiego gwiazdora i zamienić z nim kilka słów. Kto by pomyślał, że ponad dekadę później panowie spotkają się na planie podczas wspólnej pracy nad „Człowiekiem ze stali”…?

Trudne miłego początki

Nim do tego doszło, Henry począł z mozołem budować podwaliny swojej aktorskiej kariery. Jego pierwszą ważniejszą rolą było pojawienie się w kinowej adaptacji „Hrabiego Monte Christo”, w której zagrał u boku m.in. Jima Caviezela oraz Guya Pearce’a. Poza tą produkcją Cavill zagrał także w nieco mniej znanych tytułach („Laguna”, „Nie oddam zamku”), a w kilku przypadkach były to nawet filmy, które nie weszły do kinowego obiegu („Hellraiser: Hellworld.com”).

Jak często w takich sytuacjach bywa, receptą na przetrwanie kariery okazał się dla aktora nieco mniejszy ekran. Przyjęcie roli w „Dynastii Tudorów” po serii nieudanych castingów było wygraną na loterii. Wielu fanów – a może przede wszystkim fanek – serialu jest zdania, że Charles Brandon w interpretacji Cavilla całkowicie kradnie show Jonathanowi Rhysowi Meyersowi, odgrywającemu w „Dynastii…” rolę główną, króla Henryka VIII.

Na potwierdzenie tych słów niech wystarczy fakt, że to właśnie Cavillowi przyznano swego czasu specjalny tytuł „Najprzystojniejszego księcia”.

Przez trening do gwiazd

Sukces „Dynastii…” pozwolił Cavillowi ponownie uwierzyć w siebie. Efektem był wygrany casting do roli Supermana, a także rola w blockbusterze „Immortals. Bogowie i herosi”. Była to nakręcona w stylu „300” produkcja, której fabuła opierała się na mitycznej walce wybrańca bogów, Tezeusza (Cavill), z żądnym krwi królem Hyperionem (Mickey Rourke).

Poza efektami specjalnymi uwagę w filmie przykuwało przygotowanie fizyczne aktorów. Zwłaszcza Cavilla, który praktycznie w każdym wywiadzie musiał odpowiadać na pytania dotyczące swojego „kaloryfera”.

Wróćmy jednak do castingu do roli Supermana. Podobno Cavill trząsł się ze strachu podczas jego decydującej fazy. Polegała ona na zaprezentowaniu się twórcom filmu w stroju herosa, wzorowanym na tym, w którym występował niegdyś Christopher Reeve – bodaj najsłynniejszy aktor noszący słynny kostium z „S” na klacie.

Strach był tym większy, że w tamtym okresie Cavill niespecjalnie dbał o formę. Co więcej, casting odbywał się tuż po świętach Bożego Narodzenia, podczas których przeważnie nikt kalorii nie liczy.

Mimo przeciwności tym razem się udało. Jak wspomina sam Cavill, po otrzymaniu informacji telefonicznej o wygraniu roli wręcz skakał z radości. Kolejna rola herosa oznaczała ponowne wizyty na siłowni.

Tym razem w przygotowaniach pomagał Cavillowi Mark Twight – ten sam, który hartował obsadę filmu „300”. Efekty są widoczne gołym okiem na ekranie – w porównaniu z „Immortals” Henry ważył ponad 10 kilogramów więcej, i z pewnością nie znalazł się w tej masie ani jeden gram tłuszczu, tylko czyste, nabite mięśnie.

(Flickr/xurble/by CC)

(Flickr/xurble/by CC)

Trampolina z logo S

Fachowcy są zgodni: rola Supermana powinna być dla Cavilla trampoliną do kolejnych dużego kalibru występów na dużym ekranie. Już wiadomo, że trzydziestolatek zastąpi Toma Cruise’a na planie nowego filmu Guya Ritchiego. Jak widać, moc i magia Supermana wciąż działają – z ich pomocą udało się przemienić nawet najbardziej pechowego aktora w Hollywood w superszczęściarza.

[FM_form id="2"]
Korzystam
Margaret Thatcher – Żelazna Dama na ekranach kin
Korzystam
Malinowy sezon w pełni
Korzystam
Kultowe trampki
  • disqus_sBJwZh1m94

    Bardzo ciekawy artykul. 🙂