Myślę

Promienie wschodzącego słońca – co to jest Sungazing?


(Flickr/jup3nep/by CC)

(Flickr/jup3nep/by CC)

Jedzenie dla niektórych stanowi sens ich egzystencji. Wstają, by zjeść śniadanie, kończą pracę, by posilić się obiadem i spotykają się ze znajomymi, aby spożyć kolację. Dla innych pożywienie stanowi ważny rytuał, ale nie potrzebują delektować się każdym kąskiem. Wystarczy Sungazing.

Poznajmy fenomen odżywiania się… światłem.

Cudowne gapie

Całe życie dowiadujemy się o cudach, które dzieją się na około nas. Od czasu do czasu słyszymy ciekawe historie, jakoby jakiś staruszek nie żywił się niczym poza hostią z codziennej mszy lub głodujących mnichach, którzy czerpią energię potrzebną do życia z prany, czy innego rodzaju niewyjaśnionego źródła. Historie te wydają się odległe, czasami nieco zmyślone lub naciągnięte.

Nie mamy dowodów, a więc wkładamy je pomiędzy bajki i żyjemy dalej. Cóż więc dziwnego znajduje się w tym przypadku? Odżywianie się energią słoneczną brzmi przecież równie niedorzecznie. Różnica polega jednak na skali. Sungazing – bo tak z języka angielskiego nazywamy ten ruch ludzi na całym świecie – odnosi się dosłownie do „gapienia się na słońce” w określony sposób, tak, by wzrastać duchowo, uzdrowić ciało oraz uniezależnić się od pokarmów. Rzućmy więc trochę światła na tę sprawę.

Starożytna kąpiel w słońcu

Kwestia pobierania życiowej energii ze słońca znana jest od tysięcy lat. Hira Ratan Manek – indyjski prekursor tej metody wzorował swoje praktyki na żyjącym ponad dwa tysiące lat temu Mahavirze. Dzisiaj Hira Ratan Manek ma już ponad siedemdziesiąt lat a od kilkunastu nie je nic, a jedyne, co utrzymuje go przy życiu to energia słońca.

Jak to się dzieje, że organizm tego człowieka zamiast umrzeć śmiercią głodową dawno temu żyje oraz funkcjonuje nawet lepiej, niż wielu jego rówieśników w podobnym wieku? Dlaczego tak wielu ludzi żyjących na ziemi i praktykujących tę metodę rezygnuje z pożywienia, ponieważ już go nie potrzebuje?

(Flickr/dahlstroms/by CC)

(Flickr/dahlstroms/by CC)

Spróbuj choć raz odsłonić twarz…

… i spojrzeć prosto w słońce… – tak śpiewała grupa Various Manx zachęcając pomiędzy wierszami swojej pięknej piosenki do tej praktyki. No może nie do końca, bowiem sungazing opiera się na kilku regułach. Dlatego właśnie Hira Ratan Manek postanowił zaświadczać o tym swoim przykładem na całym świecie podróżując i nauczając.

Osoba chcąca praktykować sungazing musi codziennie patrzeć się na wschodzące lub zachodzące słońce – godzinę po wschodzie lub godzinę przed zachodem. Na początku przez dziesięć sekund, potem wydłużając czas patrzenia się o kolejne dziesięć. A co najważniejsze – powinna stać boso stopami dotykającymi bezpośrednio gołej Ziemi. Musisz więc być uziemiony, dosłownie. Ludzie „jedzący słońce” z dnia na dzień stają się coraz mniej uzależnieni od pokarmów.

Po dziewięciu miesiącach oglądania naszej najbliższej gwiazdy osiągają zawrotny wynik czterdziestu czterech minut gapienia się na słońce. Mogą wtedy przestać, jednak codziennie muszą przejść czterdzieści pięć minut na boso, aby nie „rozładować naładowanej baterii”.

„Sungazerzy” wierzą w to, iż energia słoneczna trafia drogą podwzgórzową od siatkówki do mózgu, gdzie powoduje naładowanie się neuronów w energię wspierającą pozytywne zmiany. Dzięki niej praktykujący tę metodę ludzie mają przestać się bać – nawet śmierci – oraz rozwinąć w sobie odwagę potrzebną do stawiania czoła wszystkim przeciwnościom.

Uważają oni również, iż każdy organ posiada kolor, który mu odpowiada a patrzenie na słońce zaopatruje całe ciało w pełne spektrum każdego z nich lecząc naturalnie powstałe schorzenia – technikę tę wykorzystuje się także podczas koloroterapii czy też Reiki. Patrząc się na słońce pozbywają się oni napięcia umysłowego towarzyszącego współczesnemu człowiekowi a przez to ich mózg nie potrzebuje tak wiele energii, by prawidłowo funkcjonować. Zmniejsza się więc zapotrzebowanie na siłę, którą daje nam pożywienie.

Racjonalne podejście

Ezoteryka, ezoteryką, lecz fenomen sam się nie wyjaśni. Dlatego lekarze medycyny niekonwencjonalnej zakasali rękawy i zabrali się do badań. Nie tylko nad fenomenem HRM (Hira Ratan Manek) ale i nad innymi, ponieważ jak wspomniałam – Sungazing można uznać za społeczny ruch. W Arizonie chociażby żyje Vinny Pinto, który prowadzi grupę ludzi zajmującą się tym przedsięwzięciem, a na facebook`u ilość polubieni tego typu stron sięga milionów.

Tymczasem Hira został przebadany przez wielu zaskoczonych doktorów. Ku ich zdziwieniu pacjent nie tylko był silny i zdrowy jak na swój wiek ale również wielkość jego szyszynki była zgoła inna, niż się spodziewano. U normalnego człowieka jej wielkość maleje po pięćdziesiątym roku życia i wynosi około sześć na sześć milimetrów. U Hiry miała ona wielkość ośmiu na jedenaście!

(Flickr/kiwanc/by CC)

(Flickr/kiwanc/by CC)

Jeśli przypomnisz sobie swoją mamę oraz jej zdanie na temat patrzenia się w słońce możesz usłyszeć w swojej głowie pełny napięcia zakaz: „nie patrz się, bo oślepniesz!”. Może i to prawda. Jednak nie po wschodzie i przed zachodem. Ilość promieniowania UV oraz IR jest całkowicie zerowa, a to właśnie one są odpowiedzialne za jakiekolwiek uszkodzenia siatkówki oka.

Właściwie, możesz nawet wtedy polepszyć swój wzrok. Lekarze nie zabrali się jednak za tak istotne biochemiczne kwestie jak chociażby fakt: skąd ci ludzie czerpią niezbędne mikroelementy na przykład do odbudowy złamanego paznokcia, czy syntezy tkanki tłuszczowej? Być może rozwiejemy te wątpliwości, kiedy więcej osób poświęci się tej zadziwiającej praktyce.

Słońce ma w sobie coś magicznego. Nie tylko daje ciepło, zapewnia wzrost roślin oraz egzystencję całej biosfery. Ludzie podświadomie czują, że jego moc przekracza fizyczne właściwości, o których dopiero się dowiadujemy. Przecież słońce to światło, a jego natura nie została ostatecznie wyjaśniona. Jest falą? Jest cząsteczką? A może jednym i drugim?

Słońce jest źródłem promieniowania, a wszyscy lekarze jak jeden mąż ostrzegają nas przed jego zgubnymi dla naszej skóry i organizmu. Spójrzmy jednak prawdzie w oczy: kochamy wylegiwać się na słońcu. Uwielbiamy, kiedy promienie docierają do naszej skóry, rozgrzewają ją i sięgają dalej. Nie chodzi jedynie o wpływ fotonów na syntezę witaminy D. Przecież ona wytwarza się zaledwie po kilkunastu minutach ekspozycji na promieniowanie. Słońce wpływa pozytywnie na nasze nastawienie psychicznie, jesteśmy zadowoleni tak po prostu.

Jeśli też czujesz, że i na ciebie ma dobroczynny wpływ, podobnie jak ludzi odżywiających się słońcem – czerp ile możesz. To nic nie kosztuje.

[FM_form id="2"]
Myślę
Tajemnicze dzieje hotelu Forum
Myślę
Czy warto inwestować w mieszkania pod wynajem?
Myślę
Różnice kulturowe – zrozumieć odmienność – cz.1
  • skladak

    „Spróbuj choć raz odsłonić twarz…
    … i spojrzeć prosto w słońce… – tak śpiewała grupa Various Manx”

    Czytałem ten fragment, a w radiu w tym momencie leciała właśnie ta piosenka 😀