Korzystam

Butelkowana woda mineralna – samo zdrowie czy zwykłe lanie wody?


(Flickr/by CC)

(Flickr/by CC)

Kobiety w ciąży, sportowcy, dzieci, ludzie aktywni, chorzy na serce, zwyczajni ludzie dbający o zdrowie, wygląd i dobre samopoczucie – wszyscy powinniśmy pić butelkowaną wodę mineralną. Prawda czy fałsz? Odpowiedź jest dość złożona, zwłaszcza że rynek zalany został rozmaitymi wodami. Które z nich są najzdrowsze?

Początki kariery wody mineralnej

Zacznijmy od tego, że butelkowana woda mineralna to stosunkowo nowy wynalazek. Wodę w takiej czy innej postaci piliśmy zawsze, nawet zanim zeszliśmy z drzew, a jej brak stanowił śmiertelnie zagrożenie w postaci odwodnienia organizmu. Z dzieciństwa tylko po części przypadającego na czasy późnego PRL-u pamiętam dzbanek wypełniony przestudzoną, przegotowaną wodą, który pozwalał gasić pragnienie, zanim dotarły do nas wody w butelkach. W latach 90. dowiedzieliśmy się, że trzeba pić wodę nie tylko dlatego, żeby nie umrzeć z odwodnienia, ale też dlatego, że zawiera ona cenne dla zdrowia minerały. Oczywiście minerały znajdowały się tylko w wodzie „mineralnej”, a nie w zwykłej kranówce. I tak nastała epoka wody butelkowanej.

Mineralna kranówka w Krakowie?

Tyle tylko, że minerały znajdują się w każdej wodzie z wyjątkiem destylowanej. Niedawno fakt ten odkryto w Olsztynie, Warszawie, a jakiś czas wcześniej w Poznaniu, gdzie prezydent miasta postawił się za wzór i poprosił, by do jego gabinetu nie zamawiać wody butelkowanej, tylko zamiast niej podawać jemu i jego gościom wodę z kranu. Również w Krakowie miejskie wodociągi przekonują, że kranówka doskonale nadaje się do picia; latem pod Sukiennicami można zresztą napić się wody prosto z kranu.

Można do tego podchodzić sceptycznie, ale wyniki regularnie przeprowadzanych przez sanepid badań stanu wody w grodzie Kraka nie pozostawiają cienia wątpliwości. Przykładowo nasza woda zawiera: wapń – 41,0 mg/litr, magnez 5,1 mg/litr, dla porównania popularna woda Żywiec Zdrój zawiera odpowiednio 41,69 mg/litr oraz 5,62 mg/litr tych cennych minerałów. Zaznaczam, że podaję wartości dla najgorszej krakowskiej kranówki, tj. dla ujęcia Raba (oprócz niego są jeszcze trzy, o wodzie zawierającej dwukrotnie więcej mikroelementów). Czy to znaczy, że z krakowskich kranów, podobnie jak w Olsztynie, płynie zdrowa woda mineralna? Na to wygląda!

(Flickr/by CC)

(Flickr/by CC)

Woda wodzie nierówna

Trzeba jednak zwrócić uwagę na fakt, że wody mineralne znacznie się między sobą różnią. W zależności od zawartości rozmaitych minerałów w jednym litrze wody dzieli się na niskozmineralizowane (50-500 mg/l), średniozmineralizowane (500-1500 mg/l) oraz wysokozmineralizowane (powyżej 1500 mg/l). O ile zatem krakowska czy olsztyńska kranówka może z powodzeniem zastępować butelkowane wody z pierwszej grupy (np. Kropla Beskidu, Górska Natura, Mama i ja, Żywiec Zdrój, Primavera), to już średnio- i wysokozmineralizowanej trzeba szukać w supermarkecie. Pytanie tylko, czy picie wody zawierającej dużą ilość minerałów wszystkim i zawsze wyjdzie na zdrowie.

Żeby nie przedawkować…

To zależy od dwóch rzeczy: zapotrzebowania na minerały oraz sposobu odżywiania. Ponieważ nadmiar minerałów, podobnie jak nadmiar witamin, może być groźny dla zdrowia. Nadmiar potasu może zaburzać pracę nerek oraz serca, nadmiar magnezu negatywnie wpływa na pracę układu nerwowego (m.in. powoduje omdlenia, zawroty głowy) oraz układu oddechowego, a nadmiar wapnia na układ wydalniczy oraz pokarmowy. Chociaż przy zbilansowanej diecie przedawkowanie minerałów zdarza się rzadko, to nawyk wypijania dużych ilości wysokozmineralizowanej wody może zaburzyć gospodarkę mineralną organizmu.

Dieta a rodzaj wody mineralnej

Wydaje się, że gdy uwierzyliśmy w bogactwo minerałów wody mineralnej, to jakoś zapomnieliśmy o minerałach zawartych w pożywieniu. Zobaczmy to na przykładzie. Dla jasności skupię się na jednym składniku. Wybieram magnez, bo nadmiar stresu i hektolitry wypijanej kawy sprawiają, że to na jego niedobór najczęściej dzisiaj cierpimy.

Zatem zanim zasiadłam do pisania tego tekstu, zjadłam śniadanie: dwie kromki razowego chleba z wędliną i serem – sam chleb to jakieś 60 mg magnezu. Potem zgarnęłam jeszcze z kuchni banana – kolejne 60 mg. W trakcie pisania podjadałam mieszankę studencką, pochłonęłam 100 gramów rodzynek, orzechów laskowych, migdałów oraz orzechów nerkowca – daje to około 120 mg magnezu. Do tego zjadłam dwa paski gorzkiej czekolady (w końcu praca umysłowa wymaga energii), czyli kolejne 50 mg. Na obiad zupa z soczewicy – lekko licząc 40 mg magnezu. Wypiłam 4 szklanki mrożonej herbaty przygotowanej z krakowskiej kranówki – to 5 mg.

Właściwie już przedawkowałam, bo norma dla kobiety to 300 mg, a z powyższych rachunków wynika, że od rana zjadłam 335 mg magnezu. Nie martwię się, bo kawa po śniadaniu z pewnością wypłukała trochę, więc będę żyła. Zauważcie jednak, że z wody pochodzi niespełna 2% mojej dzisiejszej dawki. Natomiast gdybym do przygotowania mrożonej herbaty użyła wysokozmineralizowanej Muszynianki zamiast kranówki, to ilość spożytego przeze mnie magnezu skoczyłaby nagle o 140 mg. Byłabym blisko tego, żeby dwukrotnie przekroczyć dzienne zapotrzebowanie!

Dla każdego coś innego?

W określonych sytuacjach i dla pewnych osób woda wysokozmineralizowana jest jednak wskazana. Przede wszystkim kobiety w ciąży mają zwiększone zapotrzebowanie na minerały, więc powinny stawiać właśnie na Muszyniankę, Kryniczankę, Staropolankę czy Piwniczankę. Po takie wody mają sięgać również osoby będące na diecie odchudzającej (które pewnie ze zgrozą czytały mój dzisiejszy wysokokaloryczny jadłospis). Podobnie osoby pracujące fizycznie oraz sportowcy mogą raczej wybierać wody wysokozmineralizowane.

Wraz z potem wydalana jest bardzo duża ilość minerałów, które należy uzupełniać. Zgadza się, oznacza to, że w czasie letnich upałów również warto zaopatrzyć się w wodę wysoko- lub choćby średniozmineralizowaną. Do tych ostatnich należą chociażby Cisowianka, Wielka Pieniawa czy Nałęczowianka. Nie wolno ich natomiast podawać dzieciom, dla nich trzeba wybierać raczej te niskozmineralizowane.

Jak widać, odpowiedź na pytanie, czy kupić butelkowaną wodę w sklepie czy też odkręcić kran, jest dość skomplikowana i zależy od wielu czynników. Wygląda też na to, że nie ma jednej najlepszej wody na rynku. Bo to, co najzdrowsze dla jednej osoby, może być niezdrowe dla kogoś innego. Jestem ciekawa, co Wy o tym sądzicie. Wydajecie pieniądze i taszczycie do domu zgrzewki mineralnej czy odkręcacie kran i podstawiacie szklankę? A może pokusicie się o sprawdzenie, jaka woda płynie w Waszym kranie? Wystarczy zapytać w sanepidzie. Kto wie, może i Wasze miasto zasłynie z mineralnej kranówki…

Powiązane wpisy

[FM_form id="2"]
Korzystam
„Wielki Gatsby”, czyli opowieść o sukcesie, który nie daje szczęścia
Korzystam
O pieluchach ekologicznie
Korzystam
Joseph Gordon-Levitt – powiew świeżości w Hollywood
  • Mad

    Tu nie chodzi jedynie o walory odżywcze, a raczej o smak. Bo krakowska woda, choć skład chemiczny ma całkiem przyzwoity, to w bukiecie smakowo-zapachowym zdecydowanie za bardzo przytłacza chlorem…

  • Adi

    Co z toksycznym chlorem, który związany jest z wieloma chorobami, metalami ciężkimi z przestarzałych rur, antybiotykami, lekami, hormonami z tabletek antykoncepcyjnych wydalanych z moczem, fluorem i innymi chemikaliami powodującymi zaburzenia u zwierząt wodnych, których cząsteczki są na tyle małe, że z ławością przechodzą przez filtry trafiając potem do do gospodarstw domowych? Artykuł o tym nie wspomina…Wypadałoby napisać jakie są dobre i złe strony wody z kranu, a nie tylko dobre.