Myślę

Hugh Jackman – jedyny taki X-Men


Wolverine (mat. producenta)

Wolverine (mat. producenta)

Mówisz „Hugh Jackman”, myślisz „Wolverine”. Twarz australijskiego gwiazdora już od ponad dekady nieodwołalnie kojarzy się z postacią charakterystycznego komiksowego bohatera. O to powiązanie skutecznie dba sam zainteresowany, wracając do swojej flagowej roli tak często, jak tylko się da.

Postać z pazurem

Wyświetlany w polskich kinach od 26 lipca „Wolverine” to już szósta okazja, by zobaczyć Jackmana uzbrojonego w metalowe, wystające z nadgarstków pazury. Jest to także drugi film, w którym Wolverine – znany także pod imieniem Logan – jest postacią wiodącą. Poprzednim razem taka sytuacja miała miejsce przy okazji premiery obrazu „X-Men Geneza: Wolverine” w 2009 roku.

Po zapoznaniu się z kinowymi produkcjami z logo „X-Men” w tytule zupełnie przestaje dziwić fakt, że to właśnie temu odmieńcowi poświęcono oddzielne fabuły. Wolverine w interpretacji Jackmana to postać pełnokrwista, dysponująca ogromną siłą i często podążająca za swym gniewem, a jednocześnie niepotrafiąca otrząsnąć się z nieszczęśliwej miłości do kobiety.

Tak ludzkiego mutanta z miejsca pokochały tłumy. I pomyśleć, że – jak to często w Hollywood bywa – wybór odtwórcy omawianej roli wcale nie był taki oczywisty.

Stepujący mutant

Pierwszym wyborem do roli Wolverine’a był Dougray Scott („Dark Water”, „Hitman”). Na szczęście dla Jackmana ów aktor miał także zobowiązania do wypełnienia na planie innej superprodukcji – a mianowicie „Mission Impossible 2” – co otworzyło młodemu przybyszowi z antypodów drzwi do pierwszej poważnej roli na amerykańskiej ziemi.

Patrząc na warunki fizyczne, nie mogło być wątpliwości – Jackman nadawał się wprost idealnie (choć był nieco za wysoki). Inna sprawa, że Hugh wpadł producentom w oko w scenerii dość nietypowej, bo podczas występu w… scenicznym musicalu.

Choć kojarzącej Jackmana wyłącznie z roli Wolverine’a publiczności może być trudno w to uwierzyć, jej ulubieniec przed rozpoczęciem poważnej kariery filmowej wręcz ubóstwiał tego rodzaju pracę sceniczną – ba, flirtuje z nią do dziś. Ze szczególną słabością do musicali. Próbkę swoich umiejętności dał całkiem niedawno – podczas oscarowej gali w roku 2009, której był gospodarzem.

Grunt to rodzinka

Zainteresowanie teatrem Hugh wykazywał już jako małe dziecko. Niestety, w rozwijaniu pasji nie pomagały warunki panujące w domu. Ojciec Jackmana, były wojskowy, preferował brytyjski wychów, pełen dystyngowanych, sztywnych manier. Na dodatek matka chłopca wyjechała do Anglii, gdy ten miał zaledwie osiem lat. Wraz z nią z Australii wybyły także dwie siostry przyszłego X-Mena, wychowywanego od teraz, wraz z dwójką braci, wyłącznie przez ojca. I jak tu, w takim tyglu testosteronu, przyznać się do swoich okołomusicalowych zainteresowań?

Jackman się na tę odwagę zdobył – i ponoć został szybko sprowadzony na ziemię przez brata, przez co na jakiś czas schował do szafy marzenia o karierze w teatrze. Gdy trochę podrósł, imał się różnych zajęć. Zdarzyło mu się dorabiać w charakterze… klauna zabawiającego dzieci bądź rozdawać ulotki w zwierzęcym przebraniu. W międzyczasie Jackman ukończył studia dziennikarskie, po których ponownie skręcił w kierunku aktorstwa – którego postanowił podjąć profesjonalną naukę.

Zwierzę sceniczne

Rosły przystojniak szybko został zauważony przez telewizyjnych producentów, czego efektem była propozycja zagrania w popularnym swego czasu serialu „Sąsiedzi” (grała w nim m.in. znana dziś na całym świecie piosenkarka pop Kylie Minogue). Jackman postawił na edukację – zrezygnował z kontraktu i dalej zdobywał aktorskie szlify. Wkrótce potem przyszły duże role na scenach teatrów – w Australii i nie tylko.

Sporo ciepłych słów zebrał Jackman za występ w inscenizacji „Pięknej i bestii”. Jednak jego największym sukcesem na deskach teatru była rola oparta na biografii australijskiej gwiazdy muzyki i męża Lizy Minnelli, Petera Allena. Za tę kreację wyróżniono przyszłego gwiazdora najbardziej prestiżową w teatralnym środowisku nagrodą Tony. Co ciekawe, w późniejszym okresie Jackman kilkakrotnie miał okazję poprowadzić galę wręczenia tych statuetek. Jedna z ceremonii była w jego wykonaniu tak udana, że w dowód uznania otrzymał nagrodę… Emmy.

Życie jest nowelą

Kolejną propozycję zagrania w serialu Jackman już przyjął – i bez wątpienia był to trafny wybór. Bynajmniej nie z powodu klasy samego show – ten, noszący tytuł „Correlli”, wyświetlany był w TV zaledwie przez jeden sezon. Okres zdjęciowy był jednak owocny pod względem znajomości . Właśnie tam Hugh spotkał swoją obecną żonę – Deborrę-Lee Furness.

Niedługo potem pojawiła się oferta zagrania w „X-Menach”, którą Deborra usilnie mężowi… odradzała. Na szczęście, tym razem zdanie żony przegrało starcie z aktorskim nosem.

Od X-Mena do Allena

Moment zagrania Wolverine’a to przełom w karierze Jackmana. Kolejne role posypały się na niego niczym deszcz konfetti. A to zagrał w komedii romantycznej („Kate i Leopold”), a to w kinie sensacyjnym z gwiazdorską obsadą („Kod dostępu”), nie zapominając oczywiście o roli będącej jego znakiem firmowym („X-Men 2”, „X-Men: Ostatni bastion”). Wyjątkowej zaprawy fizycznej wymagała od niego rola w wizjonerskim „Źródle” w reżyserii Darrena Aronofsky’ego.

Podczas kręcenia filmu Jackman musiał długi czas siedzieć w trudnej do wykonania pozycji, nazywanej „kwiatem lotosu”, i to na dodatek pod wodą (!).

Kilkanaście miesięcy wcześniej Jackman doczekał się swojej pierwszej amerykańskiej produkcji, której był główną i jedyną gwiazdą. „Van Helsing” znanego z serii filmów „Mumia” Stephena Sommersa nie podbił jednak serc krytyki. W 2006 roku Hugh zagrał u samego Woody’ego Allena, w filmie „Scoop – Gorący temat”, w którym partnerowała mu – podobnie jak w kręconym w tym samym okresie „Prestiżu” Christophera Nolana – Scarlett Johansson.

Australia Power

W 2008 roku Jackman zagrał w zastępstwie Russella Crowe w familijnej superprodukcji pt. „Australia”. Z antypodów, poza tytułem i miejscem akcji, pochodziły gwiazdy filmu (poza Jackmanem jeszcze Nicole Kidman) oraz reżyser (Baz Luhrmann). Ostatnio zaś aktor spełnił swoje kolejne marzenie, łącząc dwa ukochane przez siebie światy – musical i kino – dzięki roli w filmowej adaptacji „Nędzników”. Kreacja Jean Valjeana przyniosła mu Złoty Glob, a także nominację do Oscara.

Niestety, dla fanów i fanek talentu oraz owalu twarzy Jackmana nie płyną zza oceanu dobre wieści. Gwiazdor zamierza wkrótce zrobić sobie urlop od aktorstwa – na rok, może na dłużej. Nic to! Na sto procent powróci w znakomitej formie. Skąd ta pewność? Spece od marvelowskich postaci wiedzą doskonale, że Wolverine, poza wzmocnionym szkieletem i umiejętnością szybkiej regeneracji, ma przecież także praktycznie niestarzejące się ciało.

[FM_form id="2"]
Myślę
„Słodka” choroba
Myślę
Przedszkola modułowe
Myślę
Tajemnice ludzkiej twarzy: mikroekspresje