Doświadczam

Polska egzotyczna, czyli podlaskie bezdroża


Meczet w Kruszynianach (Wikipedia Commons)

Meczet w Kruszynianach (Wikipedia Commons)

Podróżujemy nie po to, żeby poznać nowe, tylko po to, żeby inaczej spoglądać na stare. Z założenia trzeba więc wyjeżdżać do odległych egzotycznych krajów, żeby poznawać inne kultury i religie, próbować nieznanych potraw oraz odkrywać odmienny świat natury niespotykanej na co dzień. Czy na pewno? A jeśli prawdziwa egzotyka znajduje się zaledwie 200-300 kilometrów od Warszawy?

Orientalne wioski

Dwie wioski położone tuż pod białoruską granicą tylko z pozoru są zwyczajne, zabudowane skromnymi i schludnymi drewnianymi domkami, jakich pełno w tym regionie. Nie trzeba jednak wyjątkowej spostrzegawczości, by zobaczyć na dachach świątyni w Bohonikach i Kruszynianach … półksiężyce, symbol religii islamskiej. To znak, że znajdujemy się na terenach, które król Jan III Sobieski podarował Tatarom w 1679 roku. Legenda mówi, że pułkownik Samuel Murza Krzeczowski otrzymał wieś Kruszyniany za uratowanie życia królowi w bitwie pod Parkanami.

Minęło 300 lat, a nadal mieszkają tutaj potomkowie tych niezmordowanych pogromców, znanych z dzikiej waleczności i odwagi, pozostawiających za sobą pożogę i zniszczenie, wzbudzających postrach u ludności podbijanych terenów oraz chęć współpracy u władców. Dzisiaj już oczywiście nie palą wiosek, tylko dzielą się swoją kulturą, częstują oryginalną tatarską kuchnią, zapraszają do zwiedzania meczetów, w których regularnie odbywają się nabożeństwa. I tak to zupełnie znienacka można się znaleźć w krainie zupełnie orientalnej, choć przecież znajdującej się w obrębie granic Polski. Lecz wielonarodowość Podlasia bynajmniej się tutaj nie kończy.

Polska to czy Litwa?

Zawędrowałam na północno-wschodni kraniec Polski. Przejeżdżając przez kolejne nadzwyczajnie zadbane i czyste wioski, dostrzegłam, że na tablicach znajdują się dwujęzyczne nazwy miejscowości: Kompocie/Kampuočiai, Trakiszki/Trakiškės, Wołyńce/Valinčiai itd. Nie zdziwiło mnie to specjalnie, ponieważ wiedziałam, że mieszka tu mniejszość litewska. A jednak kiedy jadłam obiad w karczmie w Puńsku, otoczona ludźmi rozmawiającymi wyłącznie po litewsku, zaczęłam się zastanawiać, czy przypadkiem nie przekroczyłam granicy.

Może już jestem na Litwie? Wieczorem moje wątpliwości dotyczące tego, w jakim kraju się znajduje, jeszcze się nasiliły. Dotarłam nad jezioro Sejwy, gdzie spotkałam sporą grupę miejscowych, którzy najwidoczniej przyjechali tu po to, żeby miło spędzić kolejny letni wieczór. Grali w siatkówkę, śmiali się, rozmawiali… cały czas po litewsku. I tylko przekleństwa, które od czasu do czasu wyrywały się z ich ust, rozbrzmiewały w języku polskim. Uznałam więc, że to chyba jednak jeszcze Polska.

Tak, bez wątpienia Podlasie stanowi prawdziwy tygiel narodów, w którym od wieków mieszkają i mieszają się różne grupy etniczne. Kolejną dużą mniejszością są tutaj Białorusini, którzy na przykład w Dubiczach Cerkiewnych stanowią aż 80% społeczności.

Cerkiew w Dubiczach Cerkiewnych (Wikipedia Commons)

Cerkiew w Dubiczach Cerkiewnych (Wikipedia Commons)

Egzotyka kulinarna

Uważacie, że nie ma egzotycznych podróży bez egzotycznych dań? Możecie bez wahania przyjeżdżać i próbować, ponieważ wspomniana mieszanka kultur sprawia, że również kuchnia na Podlasiu jest urozmaicona i ciekawa. Litewskie cepeliny, tutaj nazywane kartaczami, występują powszechnie w tutejszych lokalach, więc można próbować i porównywać do woli. Czebureki to danie przypisywane Tatarom, więc można go spróbować w Kruszynianach u pani Dżemili Bogdanowicz. Podobnie jak pierekaczewnik, danie z nadziewanego ciasta makaronowego, które od czterech lat jest produktem tradycyjnym chronionym przez prawo unijne. Babka ziemniaczana, choć znana w innych regionach, nigdzie nie smakuje tak jak w białowieskiej restauracji Pokusa, gdzie podają ją z niezrównanym sosem grzybowym. Moim faworytem pozostają jednak litewskie czenaki, czyli mięso zapiekane z warzywami i podawane w glinianym garnuszku.

Cerkwie, meczety, synagogi i … diabeł Kuwas?

Przenikające się kultury zaowocowały nie tylko bogactwem smaków i języków, ale także religii. Region ten może stanowić wzór współistnienia rozmaitych wyznań, żyli tu bowiem wyznawcy prawosławia, żydzi oraz wspomniani wyżej wyznający islam muzułmanie. Wędrując po tych terenach, najczęściej napotykamy cerkwie, zwykle drewniane – skromne i wzruszające, czasem zaskakujące, jak ta w leśnym uroczysku Koterka. Ta niewielka drewniana świątynia pomalowana na cyjanowy odcień niebieskiego, pokryta blaszanym, srebrzącym się w słońcu dachem, położona jest pośrodku lasu, dosłownie 400 metrów od białoruskiej granicy, i robi wrażenie nierzeczywistej. Bo po co tu jest? Dla kogo? Okazuje się, że dla wiernych pielgrzymujących do tej cerkwi z białoruskich wsi wyjątkowo otwiera się wówczas nieprzekraczalną na co dzień granicę.

Oprócz cerkwi i stosunkowo jak na Polskę nielicznych katolickich kościołów można tutaj też natrafić na synagogi. Niewiele osób wie, że od drugiej połowy XIX wieku działała tu słynna na całą Litwę szkoła talmudyczna założona przez wybitnego teologa Mojżesza Icchaka Awigdora. Ta wielość religii doprowadziła do powstania ciekawej atrakcji turystycznej pod wspomnianymi Kruszynianami. Na obszarze 20 hektarów rozciąga się podkreślający religijne zróżnicowanie regionu szlak ekumeniczny. To zespół pomników, kapliczek i krzyży z najwyższym punktem na Górze Ekumenicznej, gdzie umieszczono krzyż katolicki, krzyż prawosławny oraz muzułmański półksiężyc. To jednak nie wszystko, bo szlak nawiązuje też do lokalnych wierzeń pogańskich: przedstawia postacie diabła Kuwasa czy Dziewanny.

Tajemnicze pogańskie plemiona

Pogańskie ślady odcisnęły się na tych terenach znacznie głębiej, ponieważ to właśnie ten region do XIII wieku zamieszkiwali Jaćwingowie, dość tajemniczy bałtyjski lud wyznający politeizm. Przemierzając podlaskie bezdroża, można się natknąć na skromne pozostałości po tym walecznym i podobno wysoko rozwiniętym plemieniu. Zostało niewiele, bo podstawowym budulcem, jakiego używali, było drewno, które nie mogło dotrwać do naszych czasów.

Oto w lesie znajdującym się na terenie Suwałk zobaczymy kamienne kurhany, a na Górze Zamkowej w podsuwalskich Szurpiłach miejsce stanowiące osadę warowną. Jeśli zaś ruszymy nad Rospudę, odkryjemy tam Święte Miejsce, czyli ośrodek religijnego kultu. Jaćwingowie czcili podobno ciała niebieskie oraz żywioły, jest więc rzeczywiście prawdopodobne, że właśnie tutaj się zbierali. Po pierwsze przyroda tutaj zachwyca dziś, musiała zachwycać i wówczas. Po drugie – tu znajduje się rzeczka Jałówka, która zachowuje się w dość niezwykły sposób. Mianowicie, okresowo zmienia swój bieg. Trudno uwierzyć, aby zamieszkujące te ziemie plemię, modlące się do drzew, kamieni i rzek, nie dostrzegło tego zjawiska i nie potraktowało go jako „cudu”.

Osada potomka Jaćwingów

Chcąc bardziej namacalnie poznać życie Jaćwingów, trzeba udać się do wsi Oszkinie, gdzie znajduje się rekonstrukcja osady jaćwiesko-pruskiej. Jest to ogromny kompleks wybudowany na obszarze 8 hektarów, obejmujący otoczony fosą gród warowny, drewniane domy, kamienne obiekty związane z historią tych ziem, a także „święty gaj”, w którym najprawdopodobniej przed wiekami odprawiano obrzędy pogańskie. Pokryte pismem runicznym i tajemnymi znakami głazy dodają klimatu, choć może nie są do końca zgodne z prawdą historyczną na temat Jaćwingów. Niech Was jednak nie zmyli ten szczegół, bo budowa osady była konsultowana z historykami i całość powstała z zachowaniem ogromnej dbałości o szczegóły. Ciekawe, że osada została stworzona z prywatnej inicjatywy Piotra Łukaszewicza, człowieka, któremu zależy na krzewieniu wiedzy o Jaćwingach. Podobno sam uważa się zresztą za ich potomka.

Egzotyczny świat przyrody

Nic dziwnego, że na tych terenach żyło plemię tak silnie związane z naturą. Do dziś obszar ten pozostał w znacznej mierze nienaruszony i dzięki temu wciąż egzotyczny. Na terenie Podlasia są w sumie trzy ogromne puszcze, oprócz najbardziej znanej Białowieskiej (w której można spotkać nie tylko sławnego żubra, ale też rysia euroazjatyckiego) jest przecież Knyszyńska oraz Augustowska. Choć podobne, to każda z nich ma coś innego do zaoferowania. Biebrzański Park Narodowy, jezioro Siemianówka oraz Dolina Rospudy stanowią ostoję rzadkich gatunków ptaków, a w Wigierskim Parku Narodowym znajduje się m.in. ostoja bobrów. Przyroda Podlasia to temat na odrębny artykuł, a raczej kilkadziesiąt artykułów, poprzestanę jednak na tym, że po bliższym poznaniu teren ten wydał mi się równie egzotyczny jak – nie przymierzając – lasy tropikalne Ameryki Południowej.

Po wpisaniu w wyszukiwarkę obrazów słowa „egzotyka” komputer wypluwa dziesiątki folderowych zdjęć z błękitną wodą, piaszczystymi plażami, żaglówkami. Wydawałoby się, że skromne polskie Podlasie nie może się z tym równać. A jednak zwłaszcza jego północna część i jakieś 300 jezior znajdujących się na tym terenie to plaże, czysta woda, żaglówki, kajaki i… spokój, jakiego próżno szukać w nadmorskich kurortach. Tak oto znalazłam egzotykę na wschodniej ścianie Polski. Jestem ciekawa, czy ktoś z Was odkrył tam coś, o czym nie wspomniałam. A może dostrzegliście równie interesujące miejsca w innym kawałku naszego pięknego kraju? Śmiało, podzielcie się swoimi odkryciami!

[FM_form id="2"]
Doświadczam
Dieta sirtfood – sposób na długowieczność czy kolejna dieta-kit?
Doświadczam
Miód pitny – alkoholowy specjał naszych przodków
Doświadczam
Serbia – bałkański kocioł