Doświadczam

Świetliki – zespół brutalnych doświadczeń


Świetliki (Facebook)

Świetliki (Facebook)

Zespół jest specyficzny. Powiedzieć o nim niszowy to mało. Czy to charyzma jego członków, czy teksty Świetlickiego o tym decydują? Czy wreszcie muzyka, którą zaklasyfikować niezwykle trudno. Przed Państwem zespół Świetliki.

Zaryzykuję stwierdzenie, że Ci, którzy znają Świetliki, żywią do nich dość radykalne uczucia. Albo zespół jest nienawidzony, albo też uwielbiany absolutnie. Stanów pośrednich zasadniczo brak. Ci co Świetlików nie znają, lepiej niech przygotują się na szok poznawczy.

Co to jest Świetliki?

Nazwę kapela wzięła od nazwiska jej lidera, pseudowokalisty, Marcina Świetlickiego. Ten to właśnie człowiek, niemłody już niestety, jest dość znanym w pewnych kręgach poetą, ostatnio również prozaikiem. Od parudziesięciu już lat popełnia on poezję brutalnych doświadczeń. Bezsensowną, brudną, brzydką, karykaturalną, a przede wszystkim ciężkostrawną.

Poezja ta staje się od kilkunastu lat kanwą, niejako tworzywem zasadniczym kolejnych już płyt zespołu Świetliki. Wygłaszana ona jest do mikrofonu byle jak, poniekąd w przerwach pomiędzy kolejnymi papierosami, przez samego autora. Oczywiście o śpiewie nie ma mowy, melorecytacją to nazwać też trudno.

Za oprawę muzyczną odpowiedzialny jest głównie Grzegorz Dyduch, krakowski lekarz chirurg, oczywiście czynnie działający w zawodzie. Grający na gitarze pan Grzegorz komponuje adekwatnie do warstwy tekstowej, czyli byle jak, bez ładu i składu. W zmaganiach muzycznych dzielnie wspiera go drugi gitarzysta Tomasz Radziszewski, perkusista Marek Piotrowicz, a ostatnio także klawiszowiec Michał Wandzilak oraz jedyna, niezwykle dzielna i odporna niewiasta Zuzanna Iwańska .

Bystry czytelnik zada pytanie – po jasną cholerę pisać o jakiejś bandzie amatorów, którzy silą się na wielką sztukę, ale przez bardzo małe „esz”? Otóż odpowiem przewrotnie – Świetliki to zespół genialny.

Czy to Sztuka czy nie Sztuka?

Co za tym stoi? Przede wszystkim poezja Świetlickiego. To autor niezwykły. W kilku słowach, pozornie bez większego sensu, potrafi zawrzeć sensu więcej, niż niejedna rozprawa filozoficzna. To właśnie cechuje jego poezję – pozorna prostota, czasami nawet głupota czy infantylność. To otwiera duże pole do interpretacji. Jedni w tym samym wierszu znajdą odpowiedź na najtrudniejsze pytania o sens życia, inni po prostu odnajdą czystą afirmację tegoż. Jeszcze inni nie odnajdą w tym nic poza fajną grą słów, którą można powtarzać bezsensownie przez pięć minut trwania utworu.

Jednak sromotnie pomyli się ten, kto uzna Świetliki za zespół dla mas. Owszem, przy okazji ostatniej oficjalnej płyty zespół starał się zaistnieć w mediach. Zaproszenie do wokalizy Bogusława Lindy, śpiewaka prawie tak „doskonałego” jak Świetlicki oraz promocja medialna singla Filandia pozwoliły na to, że Świetliki z zespołu kompletnie nieznanego zmieniły się w zespół słabo rozpoznawalny. Moim zdaniem sukces niebywały. Serio.

No więc Świetliki nie są zespołem popowym. Ich płyty nie rozchodzą się w platynowych nakładach, Świetlicki z Dyduchem nie są regularnie obsmarowywani w „Fakcie” czy „Życiu na Gorąco”. Pieniędzy raczej z uprawianej sztuki też nie posiadają. Świadczy o tym nietypowa, żebracza inicjatywa związana z najnowszą płytą „Sromota” która w bólach wręcz porodowych właśnie powstaje.

Fani, pomóżcie, bo inaczej się nie da

Otóż zespół wymyślił kilkanaście nowych piosenek. Co więcej, postanowił nimi podzielić się ze światem, nagrywając płytę. Jednak okazało się, że wynajem studia oraz mastering płyty kosztuje. Co więc zrobić, aby fundusze na te ciężkie prace pozyskać? Wystarczy wyciągnąć kasę od fanów.

Wzięli więc Panowie (i jedna Pani, nie zapominajmy) nagrali swój koncert, wypalili na płytach CD-R, zapakowali w koperty, na każdej narysowali jakiś deliryczny obrazek i wysłali do fanów. W zamian prosząc o pewne kwoty. Jaki efekt? Płyta w wersji studyjnej została nagrana, teraz niecierpliwie czekamy na pojawienie się jej w Empikach. Co więcej, mamy obiecane (w sensie my, którzy posiadamy Absolutnie Unikatowe Płyty), że nasze nazwiska pojawią się na okładce studyjnej „Sromoty” i tym samym przywdziejemy płaszcze chwały i sławy absolutnej.

Nie namawiam do słuchania Świetlików!

Proszę Państwa, miasto nazywa się Kraków, zespół nazywa się Świetliki. Kto wie o czym mówię, może kliknąć „Lubię to” przy artykule. Kto nie wie, to nie musi robić nic. To filozofia, którą przejąłem od zespołu, która daje dużo frajdy z każdego dnia. Filozofia bylejakości i olewactwa. Ale jednocześnie dające niesamowite pozory inteligencji i niezależności.

W tekstach Świetlików jest coś magicznego. Coś, co sprawia, że zespołu może słuchać zakompleksiony licealista, student psychologii i zgrzybiały staruch, jak ja… Jednak te wszystkie osoby muszą posiadać wspólny mianownik – coś, co sprawia, że teksty Świetlickiego mają dla nich głębię.

[FM_form id="2"]
Doświadczam
Czym jest atrakcyjność?
Doświadczam
Unieruchomieniu mówimy – nie!
Doświadczam
Rok 2014 w architekturze
  • Julek Kalodont

    „Tak naprawdę to ideał płyty i artysty – płytę budowali wraz z artystami też słuchacze, zaangażowani do dzieła. To jest powód do
    większej estymy dla zjawiska, ten częściowy sponsor jest tu tak wdzięczny i czysto umotywowany, że tym bardziej wyjątkowo to się przedstawia.”

    Ten artykuł jest tak napisany (wewnętrznie sprzeczny), że na szczęście są te filmy i dzieło samo się obroni.

  • Julek Kalodont

    „Filozofia bylejakości i olewactwa.” To niesprawiedliwa i chybiona przecież opinia. Niech Pan zobaczy i posłucha tą płytę i znajdzie bylejakość i olewactwo.