Żyję

Norwegia – moja bajka


Zapora wodna na jeziorze

Zapora wodna na jeziorze

Norwegia: majestatyczne góry, urokliwe jeziora i dzikie lasy. Opowieści o wikingach i legendy o trollach. Ekologiczne dachy, elektryczne samochody i posegregowane śmieci. W końcu mili ludzie, uprzejmi kierowcy i zadbane dzieci. A zostawiony pod płotem rower nie zmieni właściciela, tak jak to bywa w Polsce. Brzmi jak bajka?

Być może, choć dla kilku milionów ludzi to rzeczywistość. I wcale nie tak odległa. Jeśli chcesz jej doświadczyć – tak jak ja – to zapraszam do Norwegii.

Moje dawne wyobrażenia o Norwegii były następujące: dosyć surowy krajobraz na miarę dzikiej Syberii, arktyczne zimno i puste stepy porośnięte martwą naturą. Dla mnie, osoby ciepłolubnej, było to przerażające. Dziś już nie pamiętam o tych wizjach, w których widziałam siebie zamarzającą pośrodku lodowej pustyni. Zostałam uleczona jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, kiedy doświadczyłam widoku fiordów o zachodzie słońca, smaku własnoręcznie złowionej makreli, dzikiego i naturalnego lasu pełnego grzybów, malin i jagód, ciepła słońca na twarzy podczas górskiej wędrówki… Można się rozmarzyć, prawda? A to dopiero początek marzeń o norweskim śnie.

Jachty w porcie Trondheim

Jachty w porcie Trondheim

Norwegia – królestwo na miarę XXI wieku

Skoro mowa o początku, nie sposób nie wspomnieć o historii Norwegii. Dużą rolę odegrali w niej najbardziej rozpoznawalni rdzenni mieszkańcy tego kraju – wielcy wikingowie. Królestwo, którym Norwegia jest do dziś, powstało dzięki zjednoczeniu małych plemion rozproszonych po całym jej terenie. W XII wieku przyjęto chrzest oraz założono arcybiskupstwo z siedzibą w dawnym Nidaros.

Nazwa tego uroczego nadmorskiego miasteczka brzmi pięknie, jednak próżno szukać jej na mapie. O wiele szybciej odnajdziemy ją w przewodniku turystycznym po mieście Trondheim – norweskim Krakowie, które stało się siedzibą królów i stolicą. Taką bowiem nazwę przybrało dawne Nidaros, a samo to określenie wiąże się dziś jedynie ze sławną gotycką katedrą na miarę Notre-Dame.

Epoka wikingów poprzedza wszystkie te wydarzenia. To historia silnych najeźdźców, którzy w swoich długich łodziach „odwiedzili” Islandię, Irlandię i Grenlandię oraz jako pierwsi zapuścili się do Ameryki. Dzisiaj po wikingach pozostały jedynie nazwy produktów spożywczych, pamięć wśród Europejczyków oraz pomnik ostatniego wikinga, czyli króla Norwegii Haralda III Hardraada, który dumnie spogląda w kierunku oceanu atlantyckiego, wspominając czasy świetności.

Katedra Nidaros w Trondheim

Katedra Nidaros w Trondheim

Wysoki standard, wysoka kultura

Norwegia nie zawsze jednak była krajem dobrobytu. W XVIII wieku nawiedziła ją ogromna klęska głodowa. Na szczęście dzisiaj ten kraj jest uniezależniony od pokarmu, plony wyrastają na jego własnej, dosyć trudnej do uprawy ziemi. Bogactwo energetyczne to jedna trzecia dochodów Norwegii – gaz ziemny i ropa naftowa zapewniają wysoki poziom gospodarczy. A tam, gdzie dobrze się powodzi, ludziom żyje się lepiej. I to widać na pierwszy rzut oka.
Jeśli obok Polaka postawimy Norwega, oprócz jasnej karnacji i włosów w kolorze blond uwagę przyciągnie postawa i sylwetka. Norwedzy mają bzika na punkcie sportu. Jeśli wyjdziesz na ulicę w sobotni poranek, nie zobaczysz nikogo sprzątającego domek czy jadącego po zakupy. Ujrzysz za to mnóstwo kolarzy, narciarzy, kajakarzy i biegaczy okupujących samotne ścieżki w swoich profesjonalnych kostiumach i z genialnym sprzętem kontrolującym wszystkie możliwe funkcje życiowe podczas treningu.

Nie daj się zwieść: wcale nie jesteś na obozie sportowym. Jesteś w Norwegii, a w tym kraju sport to świętość, hobby i relaks w jednym. Ludzie są więc zdrowsi, uśmiechnięci i spokojni. Nikt nikomu nie przeszkadza w egzystencji. Nie usłyszysz plotek o sąsiadce zza płotu. Każdy żyje, jak mu się podoba i nie wtyka nosa w cudze sprawy. Nie ukrywam, że bardzo mi się to spodobało.

Zakochani w naturze

Najbardziej jednak przypadły mi do gustu krajobrazy. Norwegia nie wygląda jak kraj ludzi zaborczych, którzy zasiedlają wszystkie możliwe tereny i zmieniają całkowicie ich wygląd, podporządkowując je gospodarce i turystyce. Tutaj człowiek żyje w symbiozie z naturą, wtulając swoje małe domki w górskie zbocza. Ekologia jest na najwyższym poziomie, jest promowana i ułatwiana.

Ponad połowa energii pozyskiwana jest z surowców naturalnych. Po mieście pomykają samochody elektryczne, których utrzymanie jest o wiele tańsze, gdyż ich właściciele są zwolnieni z tak zwanego podatku samochodowego. Na dachach rośnie trawa, która urodą zaskakuje przyjezdnych. Woda z kranu jest zdatna do picia, w sklepach nie można jej zakupić w ilościach detalicznych – bo po co? Górskie krajobrazy na każdym kroku, dostęp do fiordów wcinających się w ląd długą linią brzegową i czystość wód powierzchniowych sprawia, że nie sposób oprzeć się urokowi norweskiej ziemi.

Uwaga, trolle

Co kraj, to obyczaj. W Norwegii wciąż żywe są legendy o trollach, najwyraźniej głęboko zakorzeniły się w sercach mieszkańców tego kraju. Widać to chociażby przy wejściu do każdego domku, przed którym codziennie, nawet jeśli pali słońce… świeci się światło. Nie ma ono na celu niczego rozjaśniać, tylko zapewniać bezpieczeństwo i chronić przed złośliwymi trollami. Skąd ten przesąd?

Jak podają norweskie legendy, w zamierzchłych czasach trolle żyły i pracowały jak ludzie. Niestety, jednemu z nich spodobała się ludzka kobieta, kąpiąca się w towarzystwie siedmiu sióstr. Troll zaczął ją gonić. Kiedy zdał sobie sprawę, że pogoń nic nie da, rozwścieczony posłał w kierunku dziewczyny zabójczą strzałę. Powstrzymał ją rzucony w powietrze kapelusz mieszkańca wybrzeża, który był świadkiem tej sceny. Nastał wtedy świt, a zaborczy troll zamienił się w skałę. Mało wiarygodna ta historia, choć podobno każda legenda ma w sobie ziarno prawdy.

Oczywiście trolla dziś już raczej nie spotkamy, ale możemy wybrać się na tak zwaną Drogę Trolli na południu Norwegii, w okolicach miasta Åndalsnes, która wije się 8 serpentynami pomiędzy górami i pozostawia niezapomniane wspomnienia. To właśnie tam znajduje się prawdopodobnie jedyna tabliczka ostrzegawcza na świecie: Uwaga, trolle. Legenda o trollach zakorzeniła się w norweskiej kulturze, a kuzyni trollów – gnomy zwane julenissen – przynoszą na Boże Narodzenie prezenty.

Zapalone światło "przeciwko" trollom

Zapalone światło „przeciwko” trollom

Granice witają tylko drogowskazem

Norwegia to doskonałe miejsce do wypoczynku – biernego i aktywnego. Również gratka dla ludzi lubiących wygodę i luksus. Norwegowie mówią zabawnym dla nas – Polaków – językiem, będącym mieszanką angielskiego i niemieckiego, czasami łatwym do odszyfrowania, a czasami kompletnie niezrozumiałym. Znają język angielski i potrafią się w nim dogadać, są otwarci na nowe znajomości i chętni do pomocy. W końcu to dobre miejsce do życia. Coraz częściej w Norwegii widać polskie tablice rejestracyjne i słychać język polski w sklepach, na stacjach.

To kraj, w którym utrzymanie jest drogie, nawet dla południowych sąsiadów – Szwedów – jednak zarobki w Norwegii pozwalają na przyjemne życie, bez obaw, że nie wystarczy do pierwszego. Na ulicach nie spotkasz więc kloszardów, a ludzie wydają pieniądze na to, co sprawia im przyjemność, a nie na to, co pozwoli przeżyć. To kraj wolny, chociaż nie należący do Unii Europejskiej, żyjący w zgodzie z sąsiadami i tak jak w wierszu Antoniego Słonimskiego:

Gdzie słabość nie jest winą, gdzie już nie ma warty,
Ryglów u bram i nocą dom bywa otwarty,
gdzie dłoń nieutrudzona okrutnym żelazem
I gdzie granica wita tylko drogowskazem

Oby tak było pewnego dnia w Polsce.

[FM_form id="2"]
Żyję
Siedzenie cały dzień zabija
Żyję
Wojciech Cejrowski
Żyję
Jarmuż